środa, 8 marca 2017

O pierwszym dniu razem

Dziś wreszcie jedziemy zabrać cię do domu :) Po raz pierwszy wkładamy do samochodu fotelik, który do tej pory stał pusty i tylko zbierał kurz. Zabieramy ze sobą kilka rzeczy- wyjedziesz z ośrodka już w swoich ubrankach. Załatwiamy kilka formalności i już! Już możemy jechać. Pani opiekunka sprawnie zakłada ci nowe ubranka i jesteśmy gotowi. Życzą nam powodzenia i szczęścia. Wszystko odbyło się tak szybko, że nawet nie zauważyłam jak staliśmy przed budynkiem, w nosidełku trzymając maluszka, który patrzył na nas jak gdyby chciał zapytać " No i co teraz robimy?" Chwila ta jest magiczna, nie do opisania. Oto stoimy my, nasza nowo powstała rodzina o którą tak długo walczyliśmy. Obok nas dziecko. Tym razem nie dziecko siostry, nie dziecko znajomej, żadne inne dziecko, którym się opiekujemy. Nasze własne. Patrzę na nosidełko raz jeszcze. Nadal tam jest. I nadal patrzy. Nagle mąż przywołuje mnie do porządku " To co, jedziemy?"



Kiedy zabraliśmy E. do domu, była przeziębiona. To był jej pierwszy raz kiedy w ogóle była na dworze tak "długo" Niby wystawiają wózki z dziećmi na dwór, żeby nałapały świeżego powietrza, ale to na pewno nie to samo co spacer. Wyglądała przy nas jak biała kreda (pomijam fakt, że my właśnie wróciliśmy z wakacji) Ludzie pytali nas czy jestem szczęśliwa. Tak oczywiście, że byłam, ale ten pierwszy dzień i pierwsza noc nie należały do najłatwiejszych. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że katar dla tak małego dziecka to jakiś koszmar. Nie umie jeszcze oddychać buzią, nosek zapchany, zupełnie nie mogła usnąć. Po kilku godzinach padła ze zmęczenia a my wraz z nią.
W nocy przy karmieniu zupełny brak organizacji, chaos, nie wiemy co do czego. E.płacze tak, że chyba cała ulica ją słyszy - uspokaja się dopiero, gdy czuje w buzi smoczek i zaczyna lecieć mleko.
Potrzebowaliśmy około 2 tygodni, żeby nauczyć się nowego rozkładu dnia. Karmienie opanowaliśmy do perfekcji - ponieważ mleko modyfikowane nie może zbyt długo stać, przygotowywaliśmy wodę w butelce i tak sobie stała w podgrzewaczu. Gdy maluszek budził się na karmienie, szybko wsypywaliśmy wcześniej przygotowany proszek i w parę sekund smoczek wędrował do buzi zainteresowanej. Tym samym wreszcie cała ulica mogła spać spokojnie....


0 komentarze:

Prześlij komentarz