środa, 15 marca 2017

O zbiegu okoliczności i innych cudach

Przed wyjazdem na wakacje, wybraliśmy się na szybkie zakupy do Auchan. Ponieważ jechaliśmy nie w sezonie, ciężko było znaleźć gdziekolwiek okulary przeciwsłoneczne, które pech chciał się zepsuły. Przypadek sprawił, że wpadłam na pomysł sprawdzenia w supermarkecie. Bingo! Cała półka z okularami i to na przecenie. Zadowolona przymierzam kilka par, kiedy nagle podchodzi do nas znajomy, którego nie widzieliśmy dobre kilka lat. Z jego żoną kiedyś bardzo się przyjaźniłyśmy, ale jakoś nasze drogi się rozeszły. Ona najpierw miała problemy osobiste, potem ja wyjechałam do innego miasta i tak zaczęłyśmy się widywać coraz rzadziej i rzadziej. Potem ona urodziła dziecko a ja ciągle trwałam w walce o ciążę. Żałowałam, że tak się stało, ale chyba nie czułam się na siłach, żeby się do niej odezwać po kilku latach, ciągle odwlekałam ten telefon. Aż tu nagle widzę jej męża. Ucieszył się na nasz widok i przywitaliśmy się tak, jak byśmy nie widzieli się może tydzień a nie kilka lat. Najpierw wiadomo tradycyjne " Co słychać" a potem on powiedział, że mają drugie dziecko ( o pierwszym wiedziałam) Ja oczywiście też pochwaliłam się swoim. Od słowa do słowa i padła data urodzenia ich syna. Nie mogłam w to uwierzyć! To była data urodzenia E. !

To brzmiało tak niesamowicie, że aż nie mogłam uwierzyć. Na tym etapie nie powiedziałam mu, że nasze dziecko jest adoptowane, obiecaliśmy jednak, że wkrótce się spotkamy i pogadamy o starych czasach.
Trochę się stresowałam przed naszym spotkaniem po latach. Okazało się, że niepotrzebnie, że spotkanie było wspaniałe, prawie jak gdyby te ostatnie kilka lat nie istniało. Bardzo szybko powiedzieliśmy im o adopcji E. Nie mogliśmy wszyscy uwierzyć w ten zbieg okoliczności. Okazało się, że nasze dzieci urodziły się też w tym samym szpitalu. Koleżanka nie pamięta matki biologicznej E. , ale dla nas jest niesamowite to, że kiedy ona rodziła swojego syna, gdzieś obok rodziła się nasza córka.... Postanowiłam wtedy, że dowiem się dokładnie o której E. się urodziła - nie było bowiem takiej informacji w książeczce zdrowia. Jakież było potem moje zdziwienie, kiedy skonfrontowałam godzinę z koleżanką i okazało się, że jej syn urodził się dokładnie godzinę po naszej córce. Co do minuty!! Dla mnie całe to wydarzenie jest niewiarygodne. To, że poszłam wtedy do tego Auchan, to, że się spotkaliśmy po latach no i oczywiście to, że nasza E. ma "brata bliźniaka" Od tej pory łączy nas szczególna więź, a ja zastanawiam się, czy w przyszłości nasze dzieciaki będą się lubiły, czy będą podobne do siebie, lubiły podobne rzeczy. Niesamowite jest to, że fizycznie mnie nie było przy tym porodzie, ale z mojego serca właśnie rodziło się dziecko. Tam, obok mojej koleżanki. Razem z nią.

0 komentarze:

Prześlij komentarz