wtorek, 2 maja 2017

Tata na obcasach

Kiedyś usłyszałam od kogoś taką teorię, że ojciec powinien zacząć interesować się wychowaniem dziecka jak skończy ono 7 lat. Wcześniej nie ma sensu, bo i tak jest to zbędne i nie ma większego znaczenia dla jego rozwoju. Usłyszawszy te słowa, zrobiłam wielkie oczy i zaniemówiłam. Ten 40-letni wtedy człowiek nie żartował. Odjęło mi po prostu mowę, że ktoś może mieć takie poglądy. Tak naprawdę podążając za teorią tego pana, przez 7 lat, tatusiowie nie mają co robić. Mogą spokojnie zająć się swoim życiem i samorozwojem czekając na ten magiczny moment, w którym będą mogli wreszcie wkroczyć w życie swojego dziecka.


Już przed adopcją dziecka wiedzieliśmy, że to mój mąż uda się na urlop na warunkach urlopu macierzyńskiego, zwany potocznie tacierzyńskim. Najzwyczajniej  w świecie, taki układ był dla nas najkorzystniejszy - mąż pozostanie rok w domu z dzieckiem, a ja będę kontynuować pracę. Tata miał do wyboru: albo 80% pensji przez cały rok, albo 100% przez pierwsze pół roku a potem 60%. 
Na szczęście mój charakter pracy, pozwalał nam na przebywanie w 3 prawie przez cały czas - wybierałam bowiem takie terminy, kiedy maluch spał lub pracowałam w domu, co pozwalało mi na stały kontakt z rodziną. 
Układ idealny można powiedzieć, ale czy każdy tata na to by się zdecydował? Tego nie wiem. W pracy mojego męża tylko on i jeszcze jeden kolega skorzystali z tej możliwości. 
Nie ukrywam, że będąc w 3 było nam ze wszystkim łatwiej. Codziennie uczyliśmy się siebie, wspieraliśmy, dzieliliśmy obowiązkami. Przeżywaliśmy pojawienie się dziecka razem, nie było czegoś takiego, że tylko matka jest najważniejsza. To było NASZE dziecko, urodziło się dla nas obojga. 

Znajomy "ekspert" od wychowania dzieci nawet nie wie jak bardzo się myli. 
Kiedy rodzi się dziecko, to matka jest z nim najbardziej związana. To ona przecież nosi dziecko pod sercem, rodzi, karmi piersią, opiekuje się. W przypadku adopcji, sprawa wygląda nieco inaczej. Mimo, że każdy z nas przeżywa "adociążę" na swój sposób, to dziecko rodzi się po prostu dla nas. I mimo, że zwykle to właśnie matka w obydwu tych przypadkach zostaje z dzieckiem w domu (nie licząc sytuacji taka jak nasza) to jest wiele rzeczy, które możemy zrobić, żeby ojciec nie musiał czekać tych 7 lat, by być dla dziecka ważnym. 

Poniżej lista 10 ważnych rzeczy o których powinniśmy pamiętać:

1) Wiele kobiet czuje się spełnionych po narodzinach dziecka, nieświadomie odsuwając męża na drugi plan. Zamiast tego, spróbuj zaangażować męża w pielęgnację dziecka, przewijanie, zabawy.

2) Karmienie piersią rzeczywiście jest zarezerwowane dla kobiet, ale ojciec też może przeżywać tę radość poprzez karmienie butelką. Tym bardziej w przypadku rodzin adopcyjnych. 
U nas w dzień karmienie odbywało się na zmianę, w nocy zaś ja opanowałam do perfekcji trzymanie butelki i jednoczesne spanie ;) Mąż za to był odpowiedzialny za odłożenie dziecka do łóżeczka (braliśmy ją do siebie i kładliśmy obok na poduszce ) Skutkowało to tym, że potrafiłam się budzić po godzinie z krzykiem Gdzie jest dziecko! ze zmęczenia zupełnie nie pamiętając, kiedy karmienie się zakończyło. Wybity ze snu mąż wyskakiwał z łóżka, by po chwili zmarszczony wrócić i przekazać mi informację, że o co mi chodzi, przecież maluch smacznie śpi.
Starsze dziecko niech ojciec zabierze na lody lub przygotuj wcześniej budyń czy galaretkę, by mogli razem zjeść.

3) Jeżeli to ojciec pracuje a ty przebywasz na urlopie, pozwól, by to mąż zajmował się dzieckiem po powrocie z pracy. Niech to będzie ich chwila na nawiązanie więzi. Z większym dzieckiem może porysować, poukładać klocki, a nawet obejrzeć wspólnie bajkę jeśli jest zmęczony.

4) Twój mąż zapewne zaproponuje dziecku inne zabawy. Przecież maluch nie zawsze musi robić coś mądrego i pożytecznego. Siedzenie "na barana" u taty i uciekanie przed dzikiem dookoła kanapy jest tak samo ważne i fascynujące jak łamigłówki. 
Już przy niemowlęciu zauważyłam, że mąż wymyśla dziecku inne zabawy, wykorzystuje proste rzeczy tworząc niesamowite układy stymulujące dziecko.

5) Nic nie sprawia takiej radości jak wbijanie gwoździ, naprawianie czegoś razem z ojcem. Obojętne, czy masz w domu małą księżniczkę, czy też dzielnego rycerza, pozwól, by twoje dziecko spędzało czas na majsterkowaniu. Nie bój się, że mąż nie będzie w stanie dopilnować dziecka, on tez przecież jest dorosły. W razie potrzeby udziel kilku instrukcji co dziecku wolno a co nie. Już nawet niespełna roczne dziecko można zaangażować w prace domowe.

6) Nie bądź perfekcjonistką! Nie myśl, że gdy ciebie zabraknie, to dom stanie na głowie. W pewnym sensie tak, ale dziecku nic nie będzie. Zostaw tatę z dzieckiem i idź z koleżanką na kawę albo do fryzjera. Odpoczniesz psychicznie a mąż zobaczy jaka to ciężka praca opiekować się potomkiem. Im częściej będziesz to robić, tym szybciej zobaczysz, że twoje dziecko ma się dobrze. 

Owszem, bywało, że przychodziłam z pracy o 13 a w domu zastałam taki widok: nieogolony mąż w piżamie leży z dzieckiem ( również w piżamie) na podłodze na kocu i bawi się. Obiadu dla nas nie ma, w domu bałagan, ale dziecko nakarmione i szczęśliwe.

7) Znajdź czynności, które możesz zarezerwować tylko dla taty i dziecka. Może gra w piłkę lub jakiś inny sport? 

8) Pozwól tacie śpiewać, czytać z dzieckiem książeczki. Nigdy nie śmiej się, że mąż nie ma głosu. Dla dziecka nie jest to ważne. U nas dopiero dwulatka stwierdziła, że lepiej niech tatuś nie śpiewa, bo bolą ją uszy ;)

9) Usypiajcie dziecko na zmianę lub razem. Niech nie będzie to tylko twoim obowiązkiem. Towarzyszenie dziecku jest dla niego bardzo ważne, gdyż jest to ten moment w którym na kilka godzin musi się ono pożegnać z rodzicami i zostać samo. Czytajcie książeczki, śpiewajcie, opowiadajcie historyjki.

10) Przede wszystkim bądźcie rodziną. Niech każdy znajdzie w niej swoje miejsce. Wprawdzie to właśnie kobieta jest tą osobą, która wszystkim steruje, ale niech mąż też pełni w tym swoją ważną rolę.

Mężczyzna od którego słów rozpoczęłam tego posta i jego partnerka, od jakiegoś czasu bezskutecznie starają się o dziecko. Bardzo jestem ciekawa, zakładając, że uda im się powiększyć rodzinę, czy jego teoria czekania 7 lat sprawdzi się. 

2 komentarze:

  1. Podejrzewam, że taki wzór rodziny wyniósł ów pan ze swego domu rodzinnego. Choć trudno mi uwierzyć, że można mieć takie przekonanie. Oboje rodzice są tak samo ważni. Co innego, jak okoliczności sprawiają, że tata jest nieobecny. Nasz Synek ma fazy. Raz potrzebuje bardziej taty, raz mamy, ale w wychowanie angażujemy się oboje. Każde z nas daje co innego od siebie. Każde ma swoje obowiązki. Zresztą gdybym został z tym wszystkim sama, to bym chyba padła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszna uwaga. Nie znam do końca sytuacji w rodzinie tego człowieka, bo to nie mój znajomy, ale zdążyłam na tyle go poznać, że wiem, że nie żartował. Po prostu tak został wychowany, albo tak mu jest wygodnie. Trudno stwierdzić. Zresztą jak obserwuję znajomych, sąsiadów to często widzę, że mężczyźni nie angażują się w wychowanie dzieci. Uważają może, że to należy do kobiety albo zajęci zarabianiem pieniędzy myślą, że to wystarczy. Słyszałam też takie smutne słowa od znajomego, którego akurat lubię, że ostatnich dwóch lat z życia dzieci w ogóle nie pamięta ( praca zawodowa ) Ja bym tak nie chciała.
      Tak czy siak, jak też bym padła gdybym musiała wszystko robić sama ;) Pozdrawiam całą rodzinkę :)

      Usuń