poniedziałek, 4 września 2017

Pusty Dom

7.00 - Pobudka. Litości!, myślę sobie, kątem oka patrząc, czy to mój budzik dzwoni, czy męża. Niestety. Puste miejsce na łóżku po jego stronie wskazuje, że czas wstawać. Dziewczyny jeszcze śpią więc cichutko wymykam się na dół, by w spokoju zacząć się szykować.

7.15 - "Mama!", słyszę z góry. Obudziła się młodsza. Czekam więc jak zejdzie na dół i idziemy ubierać się i myć ząbki.

7.20 - wstaje starsza. Nie wiem jak one to robią, ale chyba czują, że  ja już wstałam. Obojętne, czy są w swoim pokoju, czy leżą obok to śpią dotąd, dokąd śpię ja. 

7.30 - Dziewczyny już gotowe. Ząbki umyte, buzia też. Jeszcze tylko zostaje czesanie, ale to zostawiam sobie na sam koniec. Zwykle i tak psują fryzurę leżąc na kanapie. 
Kończę śniadanie i robię szybki makijaż.

7.33 - Prysznic. Powiem szczerze, że kiedyś nie wyobrażałam sobie, że można się tak szybko myć:)

7.45 - Poganiam dziewczyny. Zostało mało czasu.

7.55 - Uczesane, ubrane dziewczynki zakładają kalosze - to dobry dziś wybór. Niestety jest pochmurno i w każdej chwili może spaść deszcz.

8.03 - Gdzie te cholerne kluczyki! Mąż mówił, że wkłada je do mojej torebki, ale tam ich nie ma. Tracimy cenne minuty. Dzwonię do męża. Twierdzi, że kluczyki wkładał. Sprawdzam jeszcze raz. Są! W przegródce do której nigdy nie zaglądam... eh

8.07 - Wyjeżdżamy! Najpierw jedziemy odwieźć przedszkolaczka. Po drodze mijamy szkołę. Dzieciaki ochoczo maszerują na rozpoczęcie roku.

8.13 - Parkujemy przed przedszkolem. Na szczęście jest miejsce. Uff. "Poczekasz w samochodzie"?, pytam J. , która na szczęście nie ma nic przeciwko. Otwieram drzwi od strony E., która wysiadając akurat zauważyła bransoletkę, która jej wczoraj spadła na podłogę. Przestępuję z nogi na nogę, ale cóż. Muszę poczekać aż bransoletka znajdzie się w rękach właścicielki. Przecież to ważne.

8.15 - Wchodzimy do przedszkola. Większość dzieci chyba już jest, w szatni widzę już dużo powieszonych kurtek. Zmieniamy szybko buty i idziemy do sali.
"Dzisiaj bez mamuni"?, pyta zdziwiona E.
"Tak kochanie, dziś już będziesz sama", odpowiadam.
"Nie ma się co martwić, ani płakać. Przecież mamunia przyjedzie", E. tłumaczy sama sobie.
"Oczywiście kochanie", zapewniam córkę.
W międzyczasie wręczam jej torbę z potrzebnymi rzeczami, jak zwykle dajemy sobie pakiet - całusek i przytulenie - i drzwi do sali zamykają się.

8.23 - Docieramy do żłobka. Przez całą drogę J. pyta o swoją siostrę. Tłumaczę jej, że E. jest w przedszkolu i że po nią przyjedziemy razem. "Tak?", pyta ze smutkiem młodsza z moich kruszynek. 

8.29 - Siedzę z powrotem w samochodzie. Dziś egzamin z porannej organizacji niestety oblany. Już od dobrych 7 minut powinnam być w drodze do pracy. Na szczęście mam jeszcze wolne, ale jutro powtórka z rozrywki i kolejna szansa.

Ze żłobka jadę na szybkie zakupy. To od 2 miesięcy spokojny czas, kiedy mogę postać przy półce dłużej niż 3 minuty i nie musieć wyciągać z koszyka niechcianych produktów. Kiedy jeździłyśmy do sklepu razem z dziewczynkami, często "pomagały" mi wrzucając to, co przyciągnęło ich uwagę.

Wracam do domu. Pusto. Dom, który przez całe wakacje tętnił życiem, zmienił się nie do poznania. Cisza tak cicha, że aż słyszę swój oddech. To takie nienaturalne. Już się odzwyczaiłam. I powiem Wam szczerze, że smutno mi, że wakacje się skończyły. Jadłyśmy rano śniadanko, wychodziłyśmy na dwór, gdy było ciepło, miałyśmy swój rytm. Jadłyśmy owoce na tarasie, zbierałyśmy truskawki i poziomki, które dojrzały w naszych doniczkach, łupałyśmy razem orzeszki. Wyglądam z nostalgią za okno i patrzę na wózki dla lalek stojące nieruchomo przy ławeczce, rowerki, które jeszcze wczoraj woziły moje małe dziewczynki na spacerze i piaskownicę, w której nikt się nie bawi. 

Mój dom codziennie wygląda jakby przeszedł przez niego huragan, sprzątam, a potem po tym sprzątaniu zostaje tylko wspomnienie. Ale dom żyje. Bez męża i dzieci ten dom jest taki pusty. I tak najzwyczajniej po ludzku smutno mi dzisiaj.



7 komentarzy:

  1. Co prawda zwykle o tej porze jestem w pracy, ale jak zdarzało mi się być w domu, to zwykle z Tygrysem. A dziś... Cisza. I mi też smutno. Położyłam sobie ulubionego misia obok na wersalce , przykryłam kołderką i tęsknię. Chyba źle ze mną :) Ale plus jest taki, że góra prasowania nie zalega. Poranek był trudny. Łzy się polały nie tylko Synka, moje za drzwiami. Wieczorem napiszę, co się działo w ciągu dnia. Uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację, dom lśni niczym brylant ;)
      W takim razie ze mną też źle, bo też tęsknię ;) U nas poranek bez łez, ale zobaczymy jak będzie dalej. E. śpi w domu ok 2h a w przedszkolu leżakowanie od listopada :/ Obawiam się, że gdy będzie zmęczona, to może tęsknić i marudzić. Zobaczymy. Ściskam mocno i czekam na relację <3

      Usuń
    2. Jeszcze kilka dni urlopu to sprzątnęłabym dom ze strychem włącznie :) Ale pojutrze do pracy, a jutro Smerfa odbiera ze mną babcia, bo zdecydowaliśmy, że skoro mamy taką możliwość to nie każemy Mu siedzieć w przedszkolu do prawie 16 i do już w innej sali po 15.30. U nas jest spanie. Bez tego tak, jak piszesz byłoby trudno. Mam nadzieję, że E. przeżywa dobre chwile w przedszkolu. A że tęskni - z pewnością. Tak, jak my. Do napisania :)

      Usuń
  2. Czołem...
    Moja pobudka 5.30
    "grupa rezerwy szła do cywila"
    Dzieci o 7.00
    O 8.00 msza
    ----------------
    I tak bym mógł. Ale jak pogodzić gdy jedno zaczyna o 7.00 a drugie o 11.50

    Aż mi się chce zakląć

    Pozdr
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to masz jeszcze gorzej niż mój mąż, który wstaje o 6...
      A codziennie córki tak zaczynają, że jedna o 7 a druga 11.50, czy to dziś wyjątkowo?

      Usuń
    2. @izzy
      Plan lekcji starszej jest na moim blogu. Raz rano, raz w południe... tak na przemian.

      Pozdr
      M

      Usuń
    3. Już biegnę sprawdzić :)

      Usuń