środa, 3 stycznia 2018

Bez mojej zgody, czyli o dylematach moralnych słów kilka.


Niestety dopadła mnie choroba. Zaczęło się właściwie od zwykłego przeziębienia w czasie Świąt, ale wczoraj zaniemogłam na dobre. Nie mając siły właściwie na nic konstruktywnego, postanowiłam obejrzeć jakiś film. Bez mojej zgody, to opowieść o dziewczynie chorej na białaczkę i rodzinie walczącej o jej życie, ale nie tylko. To opowieść o miłości, umieraniu, wyborach moralnych i pogodzeniu się ze stratą.




Film rozpoczyna się monologiem siostry chorej dziewczyny, na temat motywów do posiadania potomstwa, przekazując nam tym samym, że ona sama została stworzona w konkretnym celu - by uratować życie swojej siostry. 
Już w tym momencie targają mną różne myśli. Teraz, gdy doświadczam macierzyństwa wiem, jak głęboka może być miłość do dziecka. To coś, czego wcześniej nie byłam w stanie ogarnąć swoim umysłem. To naturalne więc, że rodzice pragną zrobić wszystko, by uratować życie swojej córki. Tak przyszła na świat Anna, jako plan, by dać swojej siostrze nadzieję na wyzdrowienie. Powstała z miłości, ale nie do niej, lecz do drugiego dziecka. Spłodzona w probówce, miała służyć jako swoistego rodzaju naturalne lekarstwo. Rodzi się jednak pytanie. 


Na ile mamy prawo do decydować o ludzkim istnieniu? 

Zdesperowani rodzice, a w szczególności matka, podejmują ten jedyny krok, mogący uratować ich dziecko. Czy można ich za to winić? Ale z drugiej strony, gdzie dobro tego dziecka, które się narodziło. Już od samego początku narażone było nie tylko na stres związany choćby z pobieraniem szpiku, ale na ból i cierpienie powikłań, których doświadczyła. Nikt nie pytał jej o zgodę, została przecież po to stworzona. 

Sytuacja komplikuje się, gdy Anna postanawia pozwać swoich rodziców i walczyć o prawo do decydowania o swoim zdrowiu. Bardzo kocha swoją siostrę, opiekuje się nią na co dzień, ale chciałaby mieć kontrolę nad wyborami dotyczącymi jej ciała. I kolejny dylemat moralny. Jeżeli nie podda się operacji, tym razem usunięcia nerki, jej siostra umrze. Jeżeli się na to zdecyduje, nikt nie da jej gwarancji, że przeszczep się przyjmie, a jej własne zdrowie nie legnie w gruzach. Czy można ją w takim razie nazwać egoistką? Przecież może uratować ludzkie, czemu więc nie chce tego zrobić? A jej życie, jej przyszłość, jej szczęście? Czy ma do tego prawo?

W walce o potomstwo musimy dokonywać wielu wyborów. Jak powiedziała Anna na początku filmu, tylko ludzie, którzy nie mogą mieć dzieci, tak naprawdę ich pragną. Może to nie do końca prawda, bo przecież kobiety zachodzą w ciążę z wyboru, ale można powiedzieć, że ci, którzy czekają najdłużej, prawdopodobnie bardziej doceniają ich posiadanie. Tylko jaka jest cena posiadania dziecka? Okazuje się, że czasem wysoka. Dylemat moralny - podejść do IVF, czy nie. Leczyć się, czy zdać się na łaskę Bożą. Adopcja, czy to dla mnie? Nie jesteśmy przekonani, ale być może to jedyna droga do rodzicielstwa. Długie kolejki oczekujących? Czemu nie iść krok dalej, poszukać na własną rękę. Te i wiele innych pytań kołaczą się w głowie. Wszystko, by osiągnąć cel. 

Wspominałam wam już kiedyś, że nasz lekarz przy pierwszej wizycie powiedział nam, że sami musimy wyznaczyć sobie, kiedy dość znaczy dość. Pogodzenie się z pewnymi rzeczami nie jest jednak łatwe. Czy to mowa o niepłodności, czy, jak w przypadku tego filmu, pogodzenie się z nieuchronną śmiercią. Myślę, że człowiek każdego dnia musi dokonywać różnych wyborów, jedne są łatwe i ich rezultat jest łatwy do przewidzenia, inne trudne. 

Nieplanowane dzieci, potem oddane do adopcji, nie proszą się, by przyjść na świat. Nikt je o to nie pyta. Ale przychodzą. Dostają dar życia. Taki sam dar dostała bohaterka filmu Bez mojej zgody. Jak sama mówi, gdyby jej siostra była zdrowa, może do tej pory byłaby w Niebie, czekając na połączenie z jakimś ciałem. Z jednej strony można potępić rodziców za ich motywację do jej poczęcia, ale z drugiej jednak nie byłoby jej na świecie, gdyby nie siostra. Może właśnie tak miało być, może musiała się narodzić nie tylko po to, by dać swojej siostrze część swojego zdrowia, ale po to, by pomóc jej przeżyć dobrze swoje życie? 

Ja osobiście dzięki decyzji o adopcji dziecka, stałam się spokojniejsza, cierpliwsza i zaczęłam na nowo dostrzegać piękno tego świata. Pogodzenie się z prawdą o naszej niepłodności dało mi nadzieję, że to wszystko ma swój sens i naturalny porządek. 

Jest taka modlitwa, której słowa będą tu adekwatne. Przytoczę tu jej fragment w oryginale i tłumaczeniu. Odmawiana jest na spotkaniach dla ludzi uzależnionych od alkoholu, ale wspominam tu o niej, bo przecież nie trzeba nadużywać alkoholu, by być od czegoś uzależnionym.


     The Serenity Prayer


God, grant me the serenity to accept the things I cannot change, Courage to change the things I can,And wisdom to know the difference.



Modlitwa o pogodę ducha


Boże, użycz mi pogody ducha,abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić,odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić,i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.


Bez mojej zgody nie jest filmem nowym, powstał bowiem w 2009 roku, ale nie miałam przyjemności wcześniej go widzieć.  Zachęcam do obejrzenia i krótkiej refleksji nad naszymi wyborami i tym, co w życiu ważne. Powstał na podstawie powieści Jodi Picoult o tym samym tytule.

17 komentarzy:

  1. Świetna notka...
    Filmu w niej opisanego jeszcze nie widziałem. Ale nie będę Ci wyrzucał zbyt obszernego streszczania fabuły (spoilerów) bo udała się Ci zachęcić mnie do poszukania ww filmu i obejrzenia go.
    Notka może być też dobrym wstępem do dyskusji o granicach. Także o granicach "władzy rodzicielskiej".

    Pozdr
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Jeśli chodzi o spoilery to pozwoliłam sobie tylko na jeden malutki, większość i tak można przeczytać w streszczeniu na filmwebie. Także spokojnie :)
      Z jednej strony to tylko film, nawet nie wiem, czy oparty na faktach, ale przypomniała mi się prawdziwa historia szefa mojego znajomego. Gdy jego córka miała 10 lat, poważnie zachorowała i zmarła na raka (nigdy nie powiedział jakiego rodzaju to był rak, podobno szansa jedna na milion, że dziecko na to zachoruje, a jednak...) Przyznał, że lekarz doradził im, by jak najszybciej postarali się w kolejne dziecko, by ukoić swój ból. Nie wiem jak ta historia się zakończyła, czy faktycznie całą miłość przelali na "nowe" dziecko (też dziewczynka), czy przez cały czas jest porównywana i żyje przez pryzmat swojej siostry.
      To było jakieś 10-12 lat temu i kiedyś troszkę inaczej patrzyłam na tę sytuację niż teraz.
      Mam nadzieję, że nie będziesz rozczarowany filmem, koniecznie napisz swoje odczucia, bardzo jestem ciekawa i cenię Twoją opinię.
      Film dał mi naprawdę dużo do myślenia, również o granicach władzy rodzicielskiej. Wprawdzie dziecko jest tylko dzieckiem, ale to przecież indywidualna jednostka, mały człowiek i władza, którą mamy jako rodzice nie może być wykorzystywana na jego szkodę. Cel nie uświęca środków.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    2. @izzy
      Wczoraj ten film był na tvn siedem...
      Rzeczywiście daje do myślenia. Dobrze pokazuje jak trudne jest wyznaczanie granic i jak łatwo je w dobrej wierze przekroczyć.

      Pozdr
      M

      Usuń
    3. O widzisz, nawet nie wiedziałam. Mam nadzieję, że nie żałujesz, że obejrzałeś. Choć to "tylko" film, to tak jak piszesz, pokazuje jak trudne jest wyznaczanie granic i podejmowanie tych właściwych decyzji.

      pzdr

      Usuń
  2. Sporo słyszałam o tym filmie, ale nie miałam okazji go obejrzeć (podobnie jak przeczytać książki). Dziękuję, że o nim przypomniałaś, może znajdę czas na seans.
    Chciałam napisać jeszcze coś konstruktywnego na temat granic władzy rodzicielskiej, ale moje dziecko właśnie wyciera poduszką miskę po twarogu, więc wybacz ;)
    I zdrowiej szybciutko!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie koniecznie obejrzyj! Bardzo jestem ciekawa Twojej opinii. Jeżeli masz Universal Channel to film będzie w sobotę 13.01, właśnie sprawdziłam na filmwebie.

      Jak to powiada moja mama, ma mi się na życie ;) Dziękuję :*

      Usuń
  3. Słyszałam wersję tej modlitwy z końcówką "...I szczęście, żeby mi się jedno z drugim nie pokićkało" ;)
    Ja jakoś tchórzę przed takimi filmami, bo potem przeżywam je latami. Obejrzałam jakiś czas temu niechcący "Gwiazd naszych wina" i do dziś mam zryty beret...

    OdpowiedzUsuń
  4. Hehe nie słyszałam takiej wersji, zresztą ja znałam tylko oryginał, tłumaczenie musiałam znaleźć na potrzeby posta ;)

    Co do filmu to na pewno nie jest to "rąbanka" w stylu Sylwestra Stallone, ale cóż, takie jest życie, nie zawsze kolorowe. W filmie o którym piszę nie chodzi tylko o obejrzenie historii życia osoby umierającej na raka, ale przede wszystkim o te moralne wybory rodziców i właśnie granice ich władzy nad dzieckiem. Póki dziecko nie jest pełnoletnie, musi podporządkować się swoim rodzicom, chyba, że zostaną im odebrane prawa, ale co w przypadku, gdy oni działają na jego szkodę? Tak jak pisałam wyżej to tylko film, ale w życiu też wiele jest przypadków takiego właśnie nadużywania władzy, nie tylko w rodzinie.
    No i nie ukrywam, że spłakałam się oglądając ... :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Oglądałam ten film kilka lat temu. To rzeczywiście bardzo trudne dylematy i dramatyczne decyzje. Sama też zdecydowałam się na adopcję - ale kwestie wiary lub jej braku nie miały tu wiele do rzeczy. Po prostu czułam, że to dla mnie dobra droga - aczkolwiek nie mam też nic przeciwko in vitro i kibicuję z całego serca wszystkim parom, które podchodzą do tej metody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie właśnie rozmyślałam, że właściwie na każdym kroku trzeba podejmować różne decyzje, zgodne z naszym sumieniem. Nie mam prawa nikogo oceniać, staram się być tolerancyjna i szanować wybory innych, to nie moje sumienie, ale jeśli chodzi o sprawy dziecka to jestem nieugięta w jednej kwestii, w sprawie aborcji. Bogiem nie jestem, więc nie oceniam, ale tak strasznie wkurza mnie to, że dożyłam takich czasów, w których jakaś tam aktoreczka, czy piosenkarka z DUMĄ wyznaje, że usunęła ciążę, a ludzie przyklaskują mówiąc, że wykazała się odwagą. No trzymajcie mnie. Ale tacy będą pluć na matki, oddające dziecko do adopcji, bo "jak można oddać dziecko" Tylko, że to one nie raz wykazują się odwagą, bo idą do sądu, muszą zrzec się praw, by dać swemu dziecku nowe życie. No, ale co tam. To już namacalne dziecko, to najlepiej potępić, że oddała, a że tamta zabiła "tylko" zarodek, to przecież jeszcze nie dziecko.
      Trochę się rozpisałam, ale właśnie to co wspomniał Hephalump, gdzie jest granica naszego decydowania o ludzkim życiu?

      pzdr

      Usuń
    2. @izzy
      Dokładnie o takie granice chodzi. Kiedyś wyraźne i oparte na nakazach moralnych. Dziś notorycznie podważane bo każdy rości sobie prawo do ich przesuwania lub negowania.

      Pozdr
      M

      Usuń
    3. Nie słyszałam, żeby ktoś z DUMĄ wyznawał, że miał aborcję, a gratulowanie odwagi to raczej wiąże się z wyznaniem, a nie samą aborcją. I nie znam nikogo, kto plułby na matki oddające dzieci do adopcji i gratulował aborcji celebrytkom.
      Ja osobiście szanuję prawo do podejmowania decyzji...

      A jeśli chodzi o dylemat związany z filmem - to taki wyrazisty przykład, więc porusza. Jaki odsetek dzieci rodzi się bez żadnej motywacji poza rutynowym "żeby miał kto szklankę wody podać na starość"? I czy to mniej kontrowersyjne?

      Usuń
    4. Ja też szanuję wybory innych, staram się nikogo nie oceniać, bo to nie moje życie i nie wiem co tą osobą kierowało. Nie będę potępiać osoby, która płodzi dziecko, żeby miał jej kto podać przysłowiową szklankę wody, bo nie mam do tego prawa, Bogiem nie jestem i to nie moje sumienie.

      Co do drugiego tematu to niestety ja mam inne doświadczenia. Od samego początku NIGDY nie usłyszałam, żeby ktoś choć próbował zrozumieć motywy oddania dziecka do adopcji. To już ponad 3 lata a ja wciąż słyszę to samo "Jak ona mogła oddać swoje dziecko" itp. A odpowiedź nie jest prosta. Bo nawet jeśli matka biologiczna piła i brała narkotyki, to skądś to się wzięło. Może jej też nikt nie pomógł w życiowych wyborach? Może sama nie miała dobrej rodziny? Nie bronię takiej osoby, żeby nie było, ale staram się widzieć dalej i głębiej.

      Co do celebrytek, polskich i nie tylko, to niestety prawda. Wystarczy ich posłuchać, albo przeczytać wywiad, w którym opowiadają jak to "nie były gotowe na dziecko" i usunęły ciążę, potem im ulżyło(??!!)
      Weźmy taką Natalię Przybysz z zespołu Sistars, w wywiadzie opowiada ona właśnie, że zaszła w niechcianą ciążę i nie była gotowa na to dziecko. Najgorsze, że już w tym czasie była matką dwójki! Kompletnie tego nie rozumiem, no, ale jak wspomniałam, nie mnie oceniać. Napisała podobno na ten temat jakąś piosenkę. Jej argumentem na zabicie dziecka było to, że ich mieszkanie jest zbyt małe i nie chce go zmieniać + inne bzdury. To tylko przykład, nie będę go rozwijać. Jej sprawa, jej sumienie, ale czytając o tym można mieć wrażenie, że opowiada o bluzce, która okazała się za ciasna, więc ją wyrzuciła. Nawet nie miała odwagi oddać jej komuś innemu. Pomijam fakt, że niektórzy jednak wzorują się na celebrytach, to tak jak powiedział Hephalump, okaże się, że ktoś na nowo definiuje wartości tylko dlatego, że jest znany. Można też poczytać komentarze ludzi. Można się przerazić czasami. "Brawa dla tej pani za odwagę"... - takie i inne rzeczy można przeczytać.

      Kiedy chodziłam do liceum, mieliśmy taki przedmiot Miłość Małżeństwo Rodzina, bardzo fajny, prowadzony przez mężatkę z dzieckiem. Opowiadała nam o o życiu, związku, rodzinie, seksie itd. Tak życiowo, bez lukru. Między innymi mieliśmy kiedyś lekcję o aborcji. Nikt nam niczego nie sugerował, mieliśmy prawie 18 lat, ale pokazano nam film dokumentalny, żebyśmy mieli świadomość tego, co to faktycznie jest aborcja. Pamiętam go do tej pory. Może gdyby pani Natalia i inne kobiety go obejrzały, to ich decyzja byłaby inna. Nie wiem czy to prawda, ale podobo sumienie nie pozwala żyć.

      Podsumowując, każdy ma prawo do podejmowania swoich decyzji, ale nikt nie ma prawa decydować o odebraniu życia drugiemu człowiekowi, obojętne w jakim stadium. Takie jest moje zdanie, ale wiadomo, każdy myśli swoje. To w końcu nie są proste tematy.

      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  6. O filmie słyszałam, ale skłonię się ku książce.
    Wybory... Odkąd jestem mamą mam wrażenie, że jest ich znacznie więcej do podejmowania, niemal każdego dnia. Nie są może tak poważne, choć dla mnie istotne, bo dotyczą najukochańszej istoty.
    Łączę się w chorobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, też mam takie wrażenie, że odkąd zostałam mamą to tych wyborów jest znacznie więcej. I są one trudniejsze, bo nie dotyczą mnie, ale drugiego człowieka. Jeżeli mnie coś nie wyjdzie to cóż, mogę mieć pretensje tylko do siebie, ale jeżeli chodzi o drugą osobę, to trzeba być niezwykle ostrożnym i odpowiedzialnym, bo możemy zmienić całe jej życie - na plus lub na minus.

      Dziękuję, już na szczęście lepiej :) Ma mi się na życie ;)
      Buziaki :*

      Usuń
  7. Izzy, oglądałam ten film chyba z 10 razy. Za każdym razem wywoływał u nas dyskusje, bo ja byłam wręcz zbulwersowana postawą "tej gówniary". Nie mieściło mi się w głowie, że może nie chcieć pomóc siostrze, a podanie rodziców do sądu to już w ogóle przegięcie! Może poniekąd dlatego, że znam osobiście podobny przypadek i siostra, jeszcze będąc płodem, uratowała życie bratu. To było 20 lat temu, on wciąż żyje i ma się dobrze. Powiem ci jednak, że dopiero ostatnio gdy obejrzałam ten film, po raz pierwszy zastanowiłam się, czy mam rację. Może zwróciłam uwagę na rzeczy, które jakimś cudem wcześniej mi umknęły. A może po prostu pierwszy raz oglądałam go z Tomkiem i potem rozmawialiśmy na ten temat. W każdym razie, tak jak piszesz - to nie są proste sprawy.
    Fajnie cię widzieć, bo się stęskniłam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej jak dobrze cię widzieć! Nawet nie wiesz jak brakowało mi twoich komentarzy o 3.25 nad ranem ;) haha poważnie mówię! Czasem, gdy wstaję do toalety i patrzę na komórkę, która godzina i widzę, że jakiś mail jest to przyciskam półprzytomna bezwiednie ten przycisk i jeśli jest komentarz od ciebie to zawsze czytam! Oczywiście rano nic nie pamiętam i czytam jeszcze raz, ale czytam! Wiem, że to chore, bo po co naciskam przycisk maila o 3.30, ale ta jedyneczka tak ładnie tam wisi, że aż się prosi ;) No. Także czekam jeszcze trochę, aż na dobre wrócisz do życia. Już niedługo... :))

      Co do filmu to masz rację, czasem po prostu oceniamy coś lub kogoś na podstawie emocji. Tak samo właśnie ludzie reagują na oddanie dziecka do adopcji. Nie potrafią kompletnie przyjąć do siebie, jak można "takie dziecko" oddać. Wiesz, normalnie wygląda jest fajne itd. Ale nigdy nie wiemy co się dzieje w głowie tych ludzi, którzy muszą podjąć trudną decyzję. Tak jak bohaterka filmu, tym bardziej, że ty znasz przykład podobny z życia wzięty. Ciekawa jestem, czy tam też tak było, że drugie dziecko było poczęte dla tego pierwszego, czy po prostu przyszło na świat i wzięto od niego no nie wiem szpik, czy krew czy coś tam jeszcze. No bo na pewno jednorazowa pomoc jest inna, niż poczucie, że jesteś tak jakby wyhodowanym zamiennikiem narządów dla innego człowieka. Myśląc o tym głębiej czuję, że rozumiem o co tu chodzi. Też taka osoba chce czuć się ważna. Zwłaszcza młoda dziewczyna, bo co innego gdy np. rodzic decyduje się oddać swoje życie dla dziecka.

      Buziaki, wracaj jak naszybciej! :*

      Usuń