sobota, 18 sierpnia 2018

Zabawa w dom.


Jako dziecko bardzo lubiłam bawić się w odgrywanie różnych ról. Bywało, że wynosiłyśmy z koleżanką przed blok stolik kempingowy, krzesła, plastikową zastawę i szykowałyśmy jakiś posiłek. Nie wiem w sumie w co się bawiłyśmy, ale chyba próbowałyśmy naśladować dorosłe życie.
Bardzo ucieszyłyśmy się, gdy pewnego dnia wprowadziła się nowa rodzinka - małżeństwo z trójką dzieci, dwóch chłopców i dziewczynka. Było nas więc więcej do zabawy. Wreszcie miałyśmy trzecią do skakania " w gumę"' (do tamtej pory wykorzystywałyśmy trzepak do przytrzymania z jednej strony), jazdy na rowerze, czy zabawy w chowanego. Najbardziej jednak byłyśmy zadowolone, że przybyło osób, które mogłyby wcielić się w różne postacie z filmów. Naszym ulubionym była wtedy "Niewolnica Isaura", która niezmiennie od jakiegoś czasu była najpopularniejszą bohaterką filmową dla większości Polaków (może dlatego, że nie było innych ;) ) I choć byłam wtedy mała to jak dziś pamiętam opustoszałe ulice, bo każdy biegł, by zdążyć na serial. I pomyśleć jak inaczej wyglądałby  świat, gdyby były wtedy nagrywarki ;) No, ale wracając do temu. Często musiałyśmy losować, kto będzie Isaurą, bo i ja i koleżanka chciałyśmy wcielić się w jej rolę. W sumie to nie wiem czemu, przecież to nic przyjemnego stać po pręgierzem, bo zwykle tę właśnie scenkę odgrywaliśmy. Naszym pręgierzem był wspomniany wcześniej trzepak, a naszym oprawcą  został nowy kolega. "Leôncio" przywiązywał nam ręce i udawał, że okłada nas kijem. No cóż, najwidoczniej była to super zabawa.



Dziewczynki moje są właśnie na etapie odgrywania takich ról. Potrafią pięknie bawić się razem, udając, że są różnymi postaciami, albo ... zwierzątkami. Wspominałam wam już o takiej sytuacji:

- Mamo!, krzyczy Misia.
- Słucham.
- To nie do ciebie.
yyyyy to niby do kogo? (No, bo chyba nie do MB :/)
- To do Elsy, bawimy się w mamę i córkę.

Mają też zabawy ekstremalne:
- Czemu Misia leży na trawie?, pytam widząc moje dziecko bez ruchu.
- Bawimy się, że Misia umarła, tak jak Jezusek, odpowiada Elsa zdziwiona moim pytaniem.

... i zabawy śmieszne.
- Chodź kotku, mówi Elsa, a za nią podąża na kolanach Misia.

Mają i zabawy niepokojące:

- Ja będę nauczycielką, a wy będziecie uczniami ok?, zwraca się Elsa do siostry i np. gumowych Trolli. W ręce trzyma patyk jako wskaźnik.

Ale hitem ostatnich tygodni jest zabawa w dom, kiedy odwiedziła nas koleżanka z synem. 

- W co się bawicie?
- W dom, odpowiada Elsa.
- A kto jest kim?, pytamy dla formalności.
- Ja jestem mamą, Jasiek jest tatą.
- A Misia dzieckiem tak? (wydawałoby się oczywiste)
- Misia? Nieee, Misia jest kotkiem.
No cóż. Typowy model dzisiejszej rodziny. On, ona i kot.

Tego samego dnia, po przerwie, dzieci powróciły do zabawy w dom. Pytamy jak tam kotek, ale dowiadujemy się, że Misia awansowała na ... koleżankę.

Nie wiem do czego ten świat zmierza, który model rodziny lepszy, ten z kotem, czy ten z koleżanką jako trzecią, ale cóż, w świecie, w którym właśnie wchodzi trzecia płeć, któż to wie co nas czeka ;)

Dobrej niedzieli!










25 komentarzy:

  1. No co dziewczynki podpatrują, podsłuchują.
    A kota macie?.
    Bo skąd ten kot :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bożenko, kota nie mamy. Ha! I to jest zagadka dla mnie, choć myślę, że po prostu dzieci ogólnie lubią zwierzątka. Ja za kotami nie przepadam, ale wyrażam się o nich pozytywnie (przynajmniej przy dzieciach ;)

      Pozdrowionka!

      Usuń
    2. No Izzy, przecież macie jednego kota, który odwiedza Was namiętnie, to że Wy za nim nie przepadacie nie oznacza, że gość nie jest godny by występować w zabawach dziecięcych jako domowy pupil 😀

      Usuń
    3. Haha prawda prawda :D

      Usuń
  2. :-D
    Ona, on i Misia przyjaciółka domu. Niebezpieczny trójkąt. :-D Zazwyczaj źle się kończy. hahaha!

    (No, chyba nie do MB) - padłam!

    My też odgrywaliśmy różne role na podwórku, na szczęście dzieci w moim wieku było całkiem sporo. Bawiliśmy się w serial Robin Hood (pamiętasz tego przystojniaka?), w "Niebieskie Lato" - hiszpański serial (ktoś pamięta?), a także w hit kinowy "Wodne Dzieci", poza tym w "Gwiezdne Wojny" i wiele innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ten ich trójkąt mnie niepokoi jeszcze z jednego powodu - biedny chłopak, on jest im tak uległy, ustawiają sobie go jak chcą, że nie wiem, która by go wcześniej wykończyła - żona, czy przyjaciółka hahaha. Ale przyznaję, że ładnie się bawią.
      "Wodne dzieci" hmm zupełnie nie kojarzę. "Niebiańskie lato" sprawdziłam w necie i znalazłam czołówkę to coś mi świta z tą Piranią :D Gwiezdne to wiadomo, ale nie mieliśmy nikogo wystarczająco dobrego na Dartha Vadera. Haha.

      Usuń
    2. A Robin Hood? Mieliście kogoś do roli Robina? Ehhh

      Tak przy okazji, to moje dziewczynki zawsze do zabawy brały naszego psiaka, odgrywał więc każdą rolę :-D Izzy, padłabyś, gdybyś zobaczyła jego minę - kiedyś wchodzę do dziewczyn, a tam herbatka i ciasteczka w stylu angielskim. Dziewczyny w koronkach i rękawiczkach a Ronio... w kapeluszu na łbie i żabocie pod pyskiem. I ten jego wzrok na mnie... WYŁAM!

      Usuń
    3. Moja siostra zawsze grała z naszym psem w Chińczyka, bo wszyscy inni mieli już dość, więc młoda zmuszała do gry naszą jamniczkę, która grzecznie siedziała lub leżała na przeciwko planszy i robiła za gracza 😊

      Usuń
    4. @ Olitoria
      Do Robina nie mieliśmy nikogo niestety :(
      Pewnie też bym wyła ze śmiechu na taką scenę :D Powiem Ci, że jak moje się wkręcą to im nie przeszkadzam. Uwielbiam na nie patrzeć :)
      Młodsza robi np.imprezę z Misiami, bierze okrągłą pufę, która służy jako stół i sadza Miśki dookoła serwując im dobrocie. Jestem pewna, że gdybyśmy mieli psa to by się też tam znalazł. Wiesz, taka impreza coś rodem z Alicji z Krainy Czarów :D :P

      Usuń
    5. @ Droga Nie Na Skróty
      Haha, dobre dobre :D Ja też miałam jamniczka, tylko chłopaka, i zawsze zimą wsadzałam go pod kołdrę, żeby mi ogrzał zanim ja wejdę :P dzieciaki to mają pomysły co?

      Usuń
    6. Oj mają mają :) My naszej zimą zakładałyśmy koszulkę dziecięcą, żeby nie było jej zimno w brzuszek :))) A oczywiście spanie z psinką było obowiązkowe, dzieliłyśmy się po równo na spanie z nią co drugi dzień, żadna nie odpuściła ;)

      Usuń
    7. Naszego drugiego jamniczka próbowaliśmy od małego nauczyć, żeby z nami nie spał. Tia jasne. One to już mają we krwi chyba :D

      Usuń
    8. I doskonale wiedzą do czego służy poduszka :D

      Usuń
  3. Ja w dziecięcym okresie uwielbiałam bawić się z siostrą w sklep, wtedy jeszcze nie było takich zabawek jak dziś, więc za kasę fiskalną służył nam duży kalkulator, który wydawał dźwięki przy wciskaniu klawiszy, fajna była też zabawa w biuro albo pocztę, marzyłam o tym, aby w przyszłości zostać urzędnikiem poczty polskiej, ach ten dźwięk stawianych pieczątek na listach wzbudzał we mnie wtedy ogromne pożądanie 😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, moje też w sklep uwielbiają się bawić. Wczoraj Misia "jechała do Castoramy po ziemię do kwiatków" jak sama stwierdziła :D
      Opowiem Ci najlepszy numer jak Elsa była mała, miała rok z hakiem, bawimy się z nią w sklep tzn ona siedzi w piaskownicy i coś tam sprzedaje. Pytam: Są bułeczki? Nie ma. Jest serek? Nie ma. A jest masełko? Nie ma. Pytam więc co to za sklep skoro nic w nim nie ma, a ona na to. "Biedronka" :D:D

      Usuń
    2. Jeszcze zapomniałam o poczcie napisać. To też był mój obiekt pożądania :) Miała pocztę koleżanka i kazała nam być klientami, a oczywiście każdy chciał "stać za ladą" :D
      Ale zobacz jaka kreatywna byłaś z tym kalkulatorem! No i takie zabawy są dla mnie najfajniejsze! Moje telefony sobie robą z długich klocków Lego, albo z plastikowych metek ze skarpet z Pepco :D (wtedy telefon jest składany)

      Usuń
    3. Telefon z klapką, to dopiero było coś :)))

      Usuń
  4. A mnie po Twoim wpisie skojarzyło się jedno- jak cudownie rozwijają się dzieci, gdy mają rodzeństwo. W rodzinie mam 2 jedynaczki i wciąż trzeba poświęcać im czas - to oczywiście nie wina dzieci, ale zakręconych na ich punkcie rodziców.
    Takie zabawy w dom, sklep,biuro itp wspominam cudownie ze swojego dzieciństwa. Coś mi się wydaje, że Twoje kreatywne dziewczyny byłyby zachwycone namiotem do zabawy. Czyli takim materiałowym mini domkiem stawianym w pokoju, z okienkami, poduchami. Za moich czasów robiłam z siostrą dom zarzucając koc na stół, dziś jest mnóstwo takich super gadżetów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, to temat na osobny wpis o którym już myślę. Sama niestety jestem jedynaczką i widzę ogromną różnicę, oczywiście rodzeństwo na plus pod każdym względem.
      Mamy taki namiot z Ikei, ale z rurą, więc raczej do zabawy w przechodzenie i gonienie się, więc dobry pomysł z takim niby zamkiem, albo domkiem. :)
      Powiem Ci, że one sobie robią same jakiś kącik właśnie z koca, zabierają okrągłą pufkę, która służy za stolik, zabierają tam zabawki i siedzą godzinami. Uwielbiają też siedzieć pod stołem, coś w tym jest, ja też kochałam. Ale dobry masz pomysł, może zarzucę im koc jeszcze do tego ;) Widziałam takie namioty z Elsą, ciekawe czy by im się podobał.

      Usuń
  5. Heheh, ja pamiętam z dzieciństwa zabawy w Rambo i Drużynę A. No i każdy chłopak i każda dziewczyna chciała być McGyverem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Wtedy chciała być MacGyverem, a teraz Z MacGyverem :D

      Usuń
    2. By the way - on jeszcze żyje??

      Usuń
  6. Izzy, absolutnie Cię uwielbiam :) I Twoje córy też!
    A co do zabawy w szkołę... żebyś wiedziała, że niepokojące :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie do zabawy w szkołę doszedł nowy element. Biorą winogrona bezpestkowe i nauczycielka daje dzieciom jak są grzeczne i dobrze odpowiadają. Może powinnaś spróbować? :D:D Co Ty na to? Wyobrażasz to sobie? Uczeń dobrze odpowiada, potem otwiera buzię a Ty wrzucasz winogronko (to te malutkie, co z nich rodzynki robią) Hahaha:D:D

      Usuń