czwartek, 17 stycznia 2019

O planach i marzeniach. I to całkiem realnych.


Kiedy urodziła się Elsa, obiecaliśmy jej, że na czwarte urodziny zabierzemy ją w prezencie w pewne miejsce. Potem przyszła na świat Misia i stwierdziliśmy, że pojedziemy jednak kiedy dziewczynki będą starsze, żeby obie na maksa mogły wykorzystać tę atrakcję. 
Już połowa stycznia, a ja jeszcze nie napisałam o moich postanowieniach noworocznych :) Może dlatego, że w sumie ich nie mam. Staram się unikać podejmowania decyzji pod wpływem chwili, bo wiem, że zbyt długo w nich nie wytrwam. Cóż z tego, że obiecałam sobie nie denerwować się za kierownicą... Zamiast postanowień snuję natomiast plany. I właśnie w tym roku chciałabym dotrzymać obietnicy danej dziewczynkom, kiedy były małe (choć nie pamiętają, więc łatwo się wywinąć;) ) 


Wraz z pojawieniem się pierwszych wiosennych promieni słonka mam również zamiar wrócić do zagospodarowywania ogródka. Tu mam nadzieję przyjdą z pomocą moi rodzice, którzy dużo bardziej znają się na tym co i jak. Mnie czasem trudno wyobrazić sobie jak rabata będzie wyglądała za 5,10 lat, kiedy to rośliny urosną ;) Dokończę też zapewne mój kącik różany, gdzie jeszcze jest miejsce na kilka nowych odmian. 

Pergola w moim kąciku różanym :)

Hibiskus  -  w tym roku chciałabym dokupić białego :)

Marcheweczka z ogródeczka :)


W zeszłym roku pisałam wam, że miałam w planie odwiedzić w wakacje stare przyjaciółki, odnowić znajomości. W tym roku zmieniłam trochę swoje podejście, nie wiem, czy dobrze. Czasem mamy wyrzuty sumienia, że do kogoś nie dzwonimy, nie odwiedzamy go, nie interesujemy się odpowiednio. Po czym uświadamiamy sobie, że w zasadzie przecież to działa w dwie strony... Do nas też można zadzwonić, zapytać co u nas słychać, zaproponować spotkanie. Nie mam więc już zamiaru i nie planuję na siłę podtrzymywać pewnych relacji, a co więcej postaram się pozbyć ze swojego życia toksycznych ludzi, którzy mnie otaczają (przynajmniej na tyle, na ile się da)

W minionym roku zaczęłam bardziej dbać o swoje zdrowie i oprócz tego ostatniego incydentu, kiedy to załapałam wirusa od mojej córki, muszę wam powiedzieć, że nie choruję za zatoki jak to bywało w ostatnich latach. Pamiętam, że kiedy złapało mnie w Święta w zeszłym roku, tak skończyło się na dobre dopiero na wiosnę, wtedy, kiedy zrobiło się ciepło na dworze. Tomografia nic nie wykazała, żadnego przewlekłego schorzenia, więc raczej muszę zadbać o większą odporność. 

Sport i ruch. Powiem wam, że to jednak daje dużego powera. Uwalniające się endorfinki sprawiają, że nie tylko czuję się lepiej na ciele, ale przede wszystkim na duchu. Nie mogę się doczekać, kiedy będzie ciepło i będziemy jeździć na rowerku. Koniecznie też musimy kupić Misi nową hulajnogę, bo stara jest już na nią za mała. Spełniliśmy też jedno z naszych takich wspólnych marzeń i kupiliśmy sobie coś, dzięki czemu na pewno będziemy mieć dużo ruchu i przy okazji frajdy i zabawy. Bardzo się z tego cieszę, licząc na to, że i dziewczynkom się spodoba. 

No i na koniec. Mamy taki jeden plan, marzenie, ale na to jest jeszcze wiele miesięcy, więc pozostaje nam tylko zbierać fundusze i myśleć. Zobaczymy co z tego wyjdzie, ale mam nadzieję, że coś wyjdzie ;)

Wierzę, że wiele rzeczy zależy od nas. Nie podoba mi się kiedy ludzie narzekają czekając jak coś samo do nich przyjdzie. Wydaje mi się, że jeśli naprawdę nam na czymś zależy i oczywiście jest to w granicach naszych możliwości to dlaczego miałoby się nie udać? No chyba, że nagle zapragnę zostać baletnicą jak moje córki, to wtedy wątpię, by udała mi się ta sztuka ;) Marzenia się spełniają, plany też można realizować pomalutku. Przecież nie wszystko musimy mieć od razu. Chciałabym w tym roku przede wszystkim cieszyć się z tego co mamy, a cokolwiek dostaniemy w bonusie, będzie dla nas jeszcze większą radością. 

A wy macie plany i postanowienia na ten rok?

Dobrej końcówki tygodnia! Już jutro piąteczek :))

27 komentarzy:

  1. Racja z tymi znajomymi też tak miałam, że chciałam na siłe utrzymywać kontakty,ale tak,jak piszesz,to działa w 2 strony- dlaczego to my zawsze,jako pierwsi musimy zacząć?
    Co do realizacji planów i spełniania marzeń,to również się z Tobą zgodzę- tak jest,że ludzie czekają aż coś samo do nich przyjdzie, bez wysiłku, bo po co się mają przemęczać- nie robią nic w tym kierunku, a potem niejednokrotnie potrafią tylko narzekać albo co gorsze zazdrościć innym powodzenia... Uważam,że każdy ma prawo do marzeń w takim samym stopniu- wiem też,że nie każdy ma możliwości..
    Nas też wiele kosztuje wyjazd na wakacje marzeń, bo wiadomo z wielu rzeczy trzeba zrezygnować,bo muszą być pieniążki na wyjazd, ale staramy się, robimy wszystko,by ten wyjazd nam się udał; znam kilka osób, które w życiu nic wielkiego nie osiągnęły- mają możliwości finansowe, ale nie wiem czemu nie potrafią spełniać swoich marzeń- pamiętam,jak dziś zazdrość mojej sąsiadki,jak najpierw dowiedziała się, że kupiliśmy sobie samochód, a potem,że latamy za granicę to tu,to tam- nam też to nie przyszło łatwo, tylko że tego trudu nikt tak za bardzo nie widzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze, że jedziecie. Starania o dziecko nie mogą wam przysłonić normalności życia i ja wiem, że z jednej strony człowiek ciuła te pieniądze, żeby mieć na lekarzy, leczenie i masz gdzieś w głowie, że nie powinnaś wydawać, ale z drugiej bez dobrego odpoczynku wysiada się psychicznie. Bawcie się dobrze, zbierajcie siły i przede wszystkim oderwijcie się od tego wszystkiego.

      Oj z tym trudem to zawsze tak jest, nie rozumiem tego. Ludzie Ci zazdroszczą samochodu, ale nie pomyślą, że to ciężka Twoja praca, jakieś wyrzeczenia itd. A nawet jeśli przyszło Ci to łatwo, to nic im do tego. Szczerzy przyjaciele powinni cieszyć się z waszego szczęścia, z tego co się udało.

      Usuń
    2. Oj tak..
      Mysmy juz jakis czas temu doszli do wniosku, że bedziemy spełniać nasze marzenia zwiazane z podróżami- poznawanie ciekawych miejsc- bo potem przynajmniej bedzie co wspominać, a tak,to mogliśmy z tego zrezygnować, ale co z tego skoro ciąży,jak nie było,tak nie ma, a przynajmniej nie żałujemy straconego czasu,bo wykorzystujemy go na inne rzeczy; czasem się nie da- człowiek sam do siebie mówi, że sto razy bardziej wolałby mieć dzieci niż jakieś dobra materialne i możliwości wyjazdowe, no ale skoro nie jest nam dane jedno,to nie pogardzimy tym drugim hehe
      A ludzie, w sumie zawsze godali,godają i będą godać hehe

      Usuń
  2. http://jagatoja.pl/2019/01/rewolucji-nie-bedzie.html pozwól że w ten sposób Ci odpowiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha Chyba jednocześnie pisałyśmy ten komentarz, bo zanim mi wrzuciłaś linka to ja już czytałam tego posta i też komentowałam :D:D
      Podsumowując, planom i postanowieniom mówimy TAK. Zgadza się? Ale broń Boże nie dlatego, że jakaś tam pseudo celebrytka stwierdzi, że to rok zdrowego odchudzania. No chyba, że Alvaro powie, żebym się ogarnęła z tym tłuszczykiem na brzuchu to mooooooże się zastanowię ;) Ogólnie warto na pewno się zmieniać na lepsze, zmieniać coś w życiu, ale z wewnętrznej potrzeby. A propos właśnie niekrzyczenia na innych za kółkiem. Postanowiłam, że nie będę się na debili denerwować, więc jadę spokojnie, ale nie wytrzymałam, gdy nagle samochód przede mną zahamował gwałtownie na skrzyżowaniu, żeby przepuścić tego z prawej pomimo, że my jechaliśmy z pierwszeństwem (no heloł, patrzymy na znaki...) Strąbiłam kierowcę, a raczej kierowczynię, którą okazała się matka kolegi Elsy z grupy... Podjechałyśmy razem pod przedszkole, myślałam, że da mi w zęby, ale nie, wiec może nawet nie patrzyła we wsteczne lusterko.
      Tyle z moich postanowień.

      Usuń
  3. Nie zostaniesz baletnicą??? Dlaczego???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz, że się nadaję? :P:P

      Usuń
    2. O tym samym pomyślałam, czytając Twój post. Nadajesz się, Kochana, nadajesz... pierwsze tańce sceniczne masz już za sobą, czyż nie? ;)

      Usuń
    3. Tańce tak, ale nie w balecie :D To trzeba mieć taką figurę jak moja córka :D

      Usuń
    4. Olitoria, ja znam tylko nazwy po francusku. I tu kończy się dla mnie balet. Kapciuchy by nie mnie utrzymały :D Nawet króliczki pi pi pi :D

      Usuń
  4. Marchewka wygląda jak baletnica, brakuje jej tylko jakiejś fantazyjnej sukieneczki 😉
    Co do postanowień zgadzam się w stu procentach - my też będziemy cieszyć się tym co mamy ❤ Ale oprócz tego od wiosny przynajmniej w weekend będą rowerki i rolki, które uwielbiam i stęskniłam się za nimi baaaaaardzo 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No prawda? Figury można jej pozazdrościć :D Jejku ja też kocham rowerek i rolki. Kiedyś sporo jeździliśmy. Nie wiem, może w tym roku z Elsą spróbujemy już? Albo rolki albo wrotki, bo jednak bardziej stabilne. Tylko boję się, że jak ona się rozpędzi to dogonię ją po tygodniu :D

      Usuń
    2. Kurcze, wiem że rolki wyglądają na trudniejsze i może jestem w błędzie, ale moim zdaniem to wrotki są bardziej wywrotne... 🤔 Elsa powinna przymierzyć w sklepie jedne i drugie i będzie wiedziała w czym czuje się pewniej, bo to ona musi być do tego przekonana 😊

      Usuń
    3. Są takie rolki z podwójnym ostatnim rzędem kółek. Jak się dziecko poczuje pewniej można je przerobić na tradycyjne. Mój syn zaczął jeździć jak miał 5.5 roku ale młodsze dzieci też dają radę. My też pewnie zaczelibysmy wcześniej ale zimą skupiliśmy się na łyżwach. Zimą też można się poruszać - narty, łyżwy... Powodzenia w realizacji planów. Aglaia.

      Usuń
    4. O, dobrze wiedzieć :) Pojedziemy może do Decathlonu lub tym podobnego sklepu i zobaczymy, może faktycznie jeszcze za mała jest. Niech przymierzy i powie.
      U nas jest taki problem, że niektóre rzeczy odwlekamy o rok ze względu na młodszą córkę, żeby jej nie było przykro. Jeżeli coś było dostępne np. od 3 lat, jedna miała już ukończone a druga nie to po prostu tam nie szliśmy, wybieraliśmy coś innego. Misia domaga się tego samego co siostra, w zasadzie bez problemu radzi sobie z tym, co umie 4-latek, ale z łyżwami mamy taki problem, że do tej pory miała za małą stópkę i nie było na nią łyżew. Właśnie się wybieramy teraz, może się uda.
      Z nartami jest taki problem, że u nas nie ma śniegu, a niestety wyjazd w góry to wydatek, biorąc pod uwagę sprzęty, ubrania, zakwaterowania itd a tu zaraz weekend majowy na który kasa się przyda, więc trzeba z czegoś zrezygnować niestety :( Ale gdzieś tam już niedługo też są plany zimowe, strasznie bym chciała choć na prawdziwe szaleństwo na sankach je zabrać. Ja pamiętam z dzieciństwa, że cały czas siedziałam na dworze, było kupę śniegu, zjeżdżało się z górek przy blokach, albo jeździło na biegówkach i to były zimy..

      Dziękuję, trzymaj kciuki za plany ja też trzymam za wszystko to, co Ty sobie postanowiłaś :))

      Usuń
  5. A co fajnego sobie kupiliście do sportu, ruchu i frajdy? 😀 Ja te trzy rzeczy kojarzę z x-boxem, z którym uprawiam zumbę 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, nic z tym rzeczy niestety. To raczej coś dla nas obojga. x-box też by nam się przydał, ale boję się, że mąż wkręci się w jakieś gry :D:D
      Kupiliśmy sobie stół do tenisa stołowego. Taki outdoor, że można go trzymać też na zewnątrz. Oboje uwielbiamy grać.

      Usuń
  6. Fajnie 😍 Ja uwielbiam takie rzeczy, bo samym wyglądem zachęcają do ruchu 😊 O męża się nie bój, ja np. uwielbiam grać jak jedt na to czas ale odkąd jest z nami Zosia to ciężko mi nawet ogarnąć tą zumbę, a czasem nie mam czasu nawet spojrzeć na ten x-box, więc myślę że Wasze dziewczyny również dobrze go zajmą i nie będzie miał czasu myśleć o głupotach 😊 ALBO jest też druga opcja, że wcale go do tego sprzętu nie dopuszczą, bo same będą młóciły jakieś gry 😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że większość kolegów mojego męża gra w gry i to naprawdę sporo! Pomimo tego, że mają dzieci ( a może właśnie dlatego :P) Ja się dziwię za każdym razem jak on mi to mówi, że te kobiety nie zagonią tych swoich chłopów do pomocy. Albo im to odpowiada taka forma, że wiesz, ona ma na głowie dom, dzieci, a on zarabia a w domu się relaksuje. Sama nie wiem.

      No, ale mogłoby być tak jak mówisz, że dziewczyny by go nie dopuściły hahaha. Ja zdecydowanie wolę taki rzeczy jak właśnie wspólny taniec i zabawa niż siedzenie np. na tablecie. Dziewczyny od wakacji tableta nie widziały tak szczerze mówiąc. Tyle jest innych rzeczy, że jakoś nigdy nie myślę o nim, mimo, że przecież jest tyle fajnych aplikacji.

      Niedługo będziecie razem z Zosią tę Zumbę tańczyć :D Mam przed oczami małą Elsę, która miała może z 8-9 miesięcy i stała przy kanapie (nie chodziła jeszcze) a ja jej puściłam piosenkę "Majorka" Hahaha Podnosiła rączki do góry i dupcią kręciła, wiesz w tej pieluszce, komicznie wyglądała. Ale to fajne momenty są :))

      Usuń
    2. Cudowne, a szczególnie cudowne, gdy są uwiecznione na filmikach 😍😍😍 Ja już nie mogę się doczekać 😊

      Usuń
  7. Ja w tym roku chciałabym się z Wami spotkać osobiście, takie moje marzenie :)
    I zabrać Paszczaki nad morze, żeby sobie Bob popiszczał z radości w wodzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej naprawdę?! Ale by było super! Dobrze, że mam na piśmie, jakby coś to będę się powoływać :D:D Czekam z niecierpliwością :*

      No tak, nad morze to koniecznie, nic nie daje tyle radości co woda - zwłaszcza dzieciom, które potrzebują się wybiegać ;)

      Usuń
    2. ...A rodzice za nimi :D Takie wakacje w stylu cardio ;)
      Tak pomyślałam, że gdyby się nam nie udało spotkać w większym gronie (ale zakładam, że się uda) to może ja, w ramach jednodniowej dyspensy od obowiązków kury domowej, odwiedzę Ciebie :) Tak mi się marzy :D

      Usuń
    3. Tak tak, dokładnie takie :D

      Szkoda, że jesteśmy w sumie porozrzucane po całej Polsce, ale dla chcącego nie ma nic trudnego. Byłoby rewelacyjnie! Ale Ciebie i tak zapraszam, abstrahując od tego, czy spotkamy się w większym gronie, czy nie. Ale nie wyobrażam sobie, że przyjedziesz sama! Niby Ty odpoczywasz a ja nadal na głowie mam dzieci? Zresztą dziewczyny byłyby zawiedzione. Jak przychodzi ktoś bez dzieci to zawsze mówią "Ojej, przyszli tylko sami rodzice" Nie ważne, że ktoś jeszcze nie ma dziecka... Dla nich dorosły bez dziecka to też rodzic.
      Już widzę moje dziewczyny wskakujące z rozbiegu z Bobem do basenu :D:D

      Usuń
  8. Izzy,no my to już musimy się w tym roku spotkać. To jest moje postanowienie noworoczne :)
    Chyba że mnie też zaliczyłaś do grona toksycznych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj jak dobrze, że tym razem mam na piśmie obietnicę :P
      Wiesz, jesteś nauczycielką, z ponad 7-letnim stażem, więc nie wiem co sądzić. Sama wiesz, co się dzieje po tym okresie. Ja mam lekkie skrzywienie po 8 latach, ale ponieważ już ileś tam nie pracuję w szkole, to może przedłużyłam sobie życie w normalności?? tego nie wie nikt. Ogólnie oceniam, że nie jesteście bardziej patologiczni niż my sami ;) Także śmiało. Musimy zaryzykować.

      Usuń