wtorek, 28 lutego 2017

O pierwszym spotkaniu

Dziś ten wielki dzień. Jedziemy poznać naszą córeczkę :) W samochodzie nagrywamy jeszcze na pamiątkę krótki filmik i jesteśmy gotowi. Mamy nadzieję, że spodobamy ci się jako rodzice.
Siedząc w salce i czekając na ciebie, mam motyle w brzuchu. Tak naprawdę to już nie słucham tego co mówią inni, najważniejsze, żeby już cię przynieśli. Po chwili widzę na rękach małe zawiniątko z którego wynurza się mała główka. "Poznaj swoich rodziców" słyszymy. Byłaś odświętnie ubrana i spokojnie nam się przyglądałaś.
Przepraszam kochanie, że cię wtedy nie poznałam, że byłaś mi wtedy jeszcze taka obca. Teraz, gdy patrzę na zdjęcia to nie wiem jak wtedy mogłam nie wiedzieć, przecież to ty, kochane rączki, kochane usteczka i kochana główka z paroma włoskami.
Przyniesiono nam butelkę i pieluszkę. Musieliśmy cię nakarmić i przewinąć. Bałam się, że to swoistego rodzaju test na to jak sobie poradzimy, ale na szczęście zostaliśmy z tobą sami. Po wypiciu mleczka zasypiasz w moich ramionach. Udaje nam się też ciebie przewinąć uff to chyba najtrudniejszy test - drżącymi rękami znaleźć i dobrze zapiąć rzepy :) Po chwili budzisz się. Kładziemy cię na kanapie na brzuszku. Nieporadnie trzymasz główkę w górze i próbujesz ściskać jakąś zabawkę, którą wkładamy ci do rączki. Jesteś taka maleńka i bezbronna. Znów zasypiasz, tym razem na kocyku. Odnosimy cię więc do sali, żebyś mogła spokojnie i wygodnie zasnąć na dobre. Żegnamy się, ale nie na zawsze. Tylko do następnego razu. Do jutra. Jeszcze trochę i już na zawsze będziemy razem.

0 komentarze:

Prześlij komentarz