środa, 1 marca 2017

O nadziei


Nadzieja. Wiara w to, że na połamanych skrzydłach można jeszcze latać.



W całym okresie niepłodności, nadzieja odgrywa bardzo ważną rolę. Bez niej ciężko jest przetrwać różne etapy kończące się niepowodzeniem.
Kiedy zaczynaliśmy starania o dziecko, nawet nie przypuszczałam, że aż tak dużo wiary i nadziei będę potrzebować. Na początku słyszysz, że nie każdy zachodzi w ciążę tak od razu, więc akceptujesz kolejne miesiące kończące się porażką. Ale kiedy mija rok, dwa, zaczynasz się niecierpliwić. Moja nadzieja na posiadanie biologicznego potomstwa wahała się od zerowej do aż przesadnej euforii, gdy następował jakiś kolejny nowy etap, który pozornie dawał pewność ciąży.  Brak dwóch kresek na teście załamywał mnie na kilka dni, ale wiedziałam, że muszę się pozbierać, bo oto nadchodzi kolejny cykl dający możliwość zapłodnienia. Zgodnie z myślą, że można wiele razy upaść, ale trzeba się tyle samo razy podnieść, podejmowałam walkę z kolejnym podejściem. Z miesiąca na miesiąc coraz bardziej brakowało mi sił. Potrzebowałam mocniejszego bodźca. Dwie inseminacje zakończone niepowodzeniem jeszcze nie odebrały mi nadziei. Spróbowaliśmy podejścia na kolejnym poziomie czyli IVF. Ten pierwszy raz zakończył się ciążą. Nie potrafię nawet opisać co działo się w moim sercu. Po raz pierwszy uwierzyłam, że to już koniec cierpienia, że teraz będzie dobrze. Przepełniona byłam szczęściem i radością, do głowy nawet mi nie przyszło, że może zdarzyć się coś złego, że mogę stracić to dziecko. Niestety tak się stało. Wędrówka na górę, na której szczycie stanęłam, zakończyła się silnym upadkiem w dół. Bolało. Poobijana i zraniona postanowiłam jednak nie poddawać się. Z wiarą i nadzieją podeszliśmy do kolejnej próby. I kolejnej. I kolejnej. Niestety żadna z nich nie przynosiła upragnionego rozwiązania. Robiłam się coraz to bardziej schematyczna-trzeba to, trzeba tamto, muszę zrobić jeszcze to i to i może coś z tego wyjdzie. Nie wychodzi? Zaraz spróbujemy znowu. I znowu. I znowu. Nie. To obłęd. To musi się skończyć. Tak nie można dalej żyć. Chcę poczuć spokój.
Wiedziałam, że nie jestem osobą, która będzie potrafiła żyć bez dziecka. Wiedziałam, że pustka nie pozwoli mi żyć normalnie. Decyzja o adopcji dała mi wszystko. Dzięki niej odzyskałam kontrolę nad swoim życiem. Dała mi lepsze jutro. Dziś dziękuję Bogu, że w odpowiednim momencie Mu zawierzyłam. Ludzka pomoc zawiodła, cały więc ten ciężar oddałam Bogu, tak naprawdę w stu procentach. Uwierzyłam, że może te wszystkie moje starania to nie jest to, że może uganiam się za czymś co niekoniecznie jest dla mnie dobre lub mam do zrobienia w życiu coś innego. Marzenia o dziecku mogą się spełnić, ale czy muszą się spełnić dokładnie tak jak zaplanowałam? Okazuje się, że nie. Już się przy tym nie upieram, już w całości oddaję się Bogu.
Od tamtej pory staram się częściej słuchać tego co On do mnie mówi a nie zatwardziałości i upartości swojego serca. Od chwili, gdy jestem z Nim wydarzył się nie jeden cud, cudu doświadczam w moim życiu na każdym kroku.
Dziękuję też mojemu kochanemu mężowi, który był ze mną przez te wszystkie lata, przeżywał ze mną wzloty i upadki. Nigdy mnie nie opuścił. I choć sam cierpiał równie mocno, zawsze wyciągał do mnie rękę i pomagał wstać. Mam nadzieję, że rodzina jaką teraz tworzymy jest dla niego nagrodą za całe jego poświęcenie i miłość.

0 komentarze:

Prześlij komentarz