piątek, 15 września 2017

Siostrzane więzi

Już kilka razy pisałam o więzi jaka tworzy się między moimi dziećmi i pewnie nie raz powrócę jeszcze do tego ważnego tematu. Z dnia na dzień więź ta staje się inna, przybiera różne formy i kształty. Ciągle coś testujemy, ćwiczymy, dojrzewamy, zmieniamy, by było lepiej. 
Do napisania tego w sumie krótkiego posta, zainspirowała mnie sytuacja, która miała miejsce wczoraj po wyjściu z przedszkola. 


Moje małe ROBACZKI :)


Naciskając przycisk domofonu coś mi nie pasowało. Zwykle świeci się światełko, a tym razem nic. Pomyślałam, że może jest zepsuty, ale spróbowałam nacisnąć jeszcze raz, tym razem dłużej, kiedy to zobaczyłam napis "Nacisnąć KRÓTKO przycisk domofonu". Biorąc pod uwagę jakie instrukcje dostaliśmy od pani dyrektor na temat dzwonienia i stania prosto do kamery, już miałam przed oczami jej wściekłe oczy niczym byk i słowa "Przecież wyraźnie jest napisane-KRÓTKO!!" Na moje szczęście nic się nie zadziało, światełko nadal nie zapaliło się. Nagle wchodzi do pomieszczenia gburowaty facet z dwójką starszych dzieci w wieku szkolnym. Z wyczuciem słonia naciska przycisk kilka razy, rzuca jakieś słowa pod nosem, zabiera dzieci i wchodzi do szatni. Mówię więc do niego, że chyba zepsuty domofon, na co on odpowiada "Eee tam zepsuty. Światła nie ma!" No cóż, faktycznie. Z tego wszystkiego nie zauważyłam, że jest dość ciemnawo. Rozeszliśmy się więc każde do sali swojego dziecka. Swoją drogą miałam niespotykaną okazję zajrzeć i zobaczyć co robi mój aniołek. Delikatnie otworzyłam drzwi i namierzyłam uśmiechniętą E. bawiącą się przy stoliczku z jakimiś dziećmi. Wychowawczyni zauważyła mnie i po chwili wyprowadziła córkę do szatni. 
Kiedy wyszłyśmy przed budynek, stały tam dwie córki i syn gburowatego pana. Starsza dziewczyna zjeżdżała na tylnej części swojego ciała po pochylni dla wózków. Kiedy E. to zobaczyła, oczywiście też chciała spróbować. Na moją uwagę, że nie ma mowy, zdziwiła się mówiąc "A duża dziewczynka zjeżdża".  Wytłumaczyłam jej, że to, że zjeżdża, nie znaczy, że robi dobrze, poza tym ubrudzi rajtuzki, spódniczkę itd. Na szczęście argumenty do niej trafiły, ale stała chwilę i przyglądała się. Młodsza dziewczynka nagle mówi do siostry "Nie zjeżdżaj, to nie ładnie, mówiłam ci, że nie wolno" Tamta stanęła przy niej i z wściekłością odpowiedziała "Jak ja cię nie cierpię!, zostaw mnie w spokoju, co cię to obchodzi!".  W tym momencie wyszedł ojciec. Młodsza córka opowiedziała mu całą sytuację, na co on zareagował "No i co niby mam zrobić? Uwagę jej zwrócić? I tak mnie nie posłucha. A ty w ogóle co skarżysz" po czym pacnął ją ręką w głowę. Starsza córka zaśmiała się pod nosem. 
Zabrałam E. i poszłyśmy w kierunku auta. Po drodze mówi do mnie "Ale niegrzeczna ta dziewczynka mamusiu"

Wiecie co, może i nie mam jeszcze zbyt wielkiego doświadczenia w wychowywaniu rodzeństwa, ale myślę, że nie trzeba być filozofem, by wiedzieć, że wszystko zaczyna się od rodzica. Niby błaha sytuacja, ale ileż złego można z niej wyczytać. Rodzice często zastanawiają się dlaczego siostry się nie dogadują. Oczywiście, że na to wpływa wiele czynników, ale takie zachowanie jakie zaprezentował ten ojciec na pewno nie wzmacnia więzi, a wręcz przeciwnie. Wydaje mi się, że w rodzeństwie zawsze tak jest, że dzieci raz się kochają  a raz mówią, że nienawidzą. I szczerze mówiąc, gdyby to była rozmowa tylko między dziećmi, to może nie wzięłabym tego sobie tak do serca, ale to co powiedział ojciec śmiem twierdzić pokazuje obraz relacji między nimi. Nie znam tej rodziny, być może moje wnioski są błędne, być może przesadzam, ale znam kilku dorosłych, którzy wręcz nienawidzą swojego rodzeństwa. Ot tak. Od zawsze. A według mnie nie bierze się to znikąd. 

0 komentarze:

Prześlij komentarz