wtorek, 21 listopada 2017

8 porannych nawyków ludzi dobrze zorganizowanych


7.00 - nieubłaganie dzwoni budzik. Zdejmuję z siebie dwie pary małych nóżek (kiedy one u licha przywędrowały? - nawet tego nie poczułam) i zwlekam się z łóżka. Dziewczyny zrywają się razem ze mną i zaczyna się cały poranny rytuał. Zwykle około godziny 8 pakujemy się do samochodu, ale czasem nie wszystko idzie zgodnie z planem. No, bo albo szukam kluczyków, mimo, że zawsze trzymam je w kieszeni kurtki, albo czapka gdzieś się zapodziała, albo nie daj Boże J. mówi, że chce siusiu i nie zdążymy dobiegnąć do nocnika. To najgorszy scenariusz, bo wymaga procedury ubierania od samego początku. 

8.10 - 8.15 jesteśmy w przedszkolu 
8.20 - dojeżdżamy do żłobka
8.22 - wpadam do samochodu i wracam do domu 
8.28 - jestem w domu i jednocześnie zdejmuję spodnie, włączam ekspres do kawy i odpalam komputer.
8.30 - zasiadam przed komputerem  i włączam Skype. Jestem gotowa do pracy. 

Tak wygląda mój poranek 2 razy w tygodniu. Z wywieszonym językiem, ale udaje mi się wszystko jakoś ogarnąć ( i bynajmniej moje biegi nie są zaliczone w poczet joggingu, choć może zacznę odpalać Endomondo?) Pozostałe dni są podobne, przynajmniej jeśli chodzi o dowiezienie dzieci na miejsce. 

Ostatnio wpadła mi w ręce lista porannych nawyków ludzi dobrze zorganizowanych. No cóż, prześledźmy mój poranek i zobaczmy, gdzie tkwi mój błąd.

1. Wstań 15 minut wcześniej niż potrzeba, najlepiej przed innymi domownikami.


Niemożliwe. Ja jako nocny marek, nastawiam budzik na maksymalnie późną godzinę i wstaję dokładnie w tym momencie, w którym go wyłączam (inaczej nie zdążę) Chodź wcześniej spać powiadacie? Kiedy dziewczyny idą spać ok.20-20.30, dla nas dopiero zaczyna się życie. Jest tyle rzeczy do zrobienia, tematów do umówienia, postów do napisania, odpowiedzi do udzielenia, prania do rozwieszenia... No cóż, jeszcze jakieś pomysły?
Kiedy byłam na studiach, miałam taki budzik z dzwonkami po bokach, który dodatkowo stał jeszcze na talerzyku dla wzmocnienia dźwięku a i tak zasypiałam, bo wydzwonił co miał wydzwonić, a ja i tak się nie budziłam. Obecnie komórka dzwoni natrętnie póki jej nie wyłączę.

2. Nie patrz na telefon.


No jasne. A jak niby miałabym wyłączyć budzik? 
Poza tym muszę zobaczyć, czy ten mail, który właśnie przyszedł nie jest ważny - może ktoś coś odwołał i nie muszę się tak spieszyć? Także cóż, dla mnie punkt nie do zrealizowania.

3. Spędź 5 minut na czymś, co lubisz.


Przypuszczalnie ma mi to dać dobrą energię na dalszy ciąg poranka. Być może, ale dla mnie jedyną przyjemnością poranną jest zjedzenie śniadania (a to dlatego, że inaczej burczy mi w brzuchu), szybki makijaż (żeby nie straszyć innych), szybki prysznic (również by nie odstraszać innych i dla własnego dobrego samopoczucia, więc może to jest te moje 5 minut?)

4. Wprowadź poranną rutynę.


To chyba mam opanowane. Budzik-toaleta dziewczyn-ubieranie-moje śniadanie+makijaż-mój prysznic-ubieranie-czesanie-buty-kurtki-wsiadamy do samochodu-odjeżdżamy. Ale co to zmienia? 

5. Wyznacz realistyczne cele.


Może właśnie w tym tkwi mój problem? Może wyszykowanie 2 dzieci i siebie w godzinę to po prostu zbyt dużo jak na jedną osobę? Wszystko jest tak zaplanowane, że siku w majtki po prostu nie może mieć miejsca. Czyli wracamy do początku...

6. Przygotuj jedzenie dzień wcześniej.


To prawda, to akurat pomaga, choć ja nie muszę tego robić. Mój mąż natomiast sam stwierdził, że przygotowywanie kanapek, kiedy to człowiek marzy o powrocie do łóżka, zajmuje dużo więcej czasu niż zwykle.

7. Posprzątaj dom, by wrócić do czystego i móc się zrelaksować.


Szczerze mówiąc to uwielbiam wracać do czystego domu. Nie ma nic gorszego jak zobaczyć stertę naczyń i bałagan, kiedy jedyne o czym marzę po powrocie z pracy to odpoczynek w moim ulubionym kąciku na kanapie. Tylko jak oni sobie to wyobrażają? Że niby rano mam sprzątać? Nie, to nie dla mnie. Wtedy to naprawdę już nigdzie nie zdążyłabym na czas. Zdecydowanie wolę pogonić dziewczyny, by uprzątnęły swoje zabawki wieczorem. Klocek Lego wbity w moją stopę to wątpliwa przyjemność, mimo, że na pewno skutecznie pobudziłoby mnie to do życia.

8. Zrób w pierwszej kolejności rzeczy, których nie lubisz.


Pisząc to zamyśliłam się na chwilę. Nigdy nie myślałam o tym w tych kategoriach, raczej mam tendencje do zostawiania znienawidzonych rzeczy na sam koniec, odkładania ich w czasie, ale jeśli chodzi o poranną rutynę, to u mnie wygląda to tak: najpierw szykuję maluchy, bo jeszcze nie są "rozkręcone" i zajmuje to dużo mniej czasu niż gdy rozbudzą się na dobre, później jem śniadanie i piję ciepłą herbatkę, bo po prostu zawsze mi jest zimno (a najgorszy jest moment wystawienia nogi za kołderkę, mimo, że w pokoju jest ciepło) a dopiero następnie biorę prysznic i kończę całe przygotowania do wyjścia. Nie jestem pewna, czy zrobienie tego w innej kolejności, nie zrujnowałoby całego mojego dobrego nastawienia na ten dzień.


No cóż, jak widzicie praktycznie nie robię NIC dobrze. Ale daję radę :) Wstawanie wcześniej też przerabiałam - nic to nie zmienia, bo wtedy wydaje mi się, że mam więcej czasu to i ruszam się wolniej. Wychodzę z domu o tej samej porze. I cóż mi pozostaje? Chyba przyzwyczaić się do wywieszonego języka.
A tymczasem czuję, że powinnam poskładać pranie, żeby jutro rano nie szukać skarpetek.






11 komentarzy:

  1. ad 1
    Zawsze mam ochotę spać dłużej niż potrzeba.

    ad2
    Nie mam innego zegarka i budzika niż ten w telefonie. Więc dzień często zaczynam od zwarcia z telefonem.

    ad3
    Cały dzień mógłby spędzić przy tym co lubię.

    ad4
    Nienawidzę rutyny... I tyle w temacie.

    ad5
    Dobre dla singla ;) poszukującego zmiany w życiu.

    ad6
    Aha. Tak jak pkt5. Tylko kawusię rano... Pitu, pitu.

    ad7
    W moim domu bałagan jest zazwyczaj 5 minut po sprzątaniu.

    ad8
    Zawsze rzeczy, których nie lubię domagają się realizacji w pierwszej kolejności.

    ***
    Chyba jestem z natury "źle" zorganizowany.

    Pozdr
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie jestem sama? No i dzięki Bogu, bo gdzie się nie rozejrzę to wydaje mi się, że wszyscy, dosłownie wszyscy lepiej się organizują niż ja. Ale liczy się rezultat a on jest taki, że dzieci w odpowiednich instytucjach, ja również, mąż ma elastyczny czas pracy (tzn może zacząć między 7 a 9) więc na luzie. U mnie rutyna w szykowaniu musi być, inaczej sama nie ogarnęłabym moich Krasnoludków ;) Huragan przechodzi również 5 minut po sprzątaniu i odwieczny "Dzień Świstaka" :)

      pzdr.

      Usuń
  2. Może spróbuj wziąć prysznic przed makijażem - nie będziesz musiała się malować drugi raz. :D :D Hahaha, przepraszam - nie mogłam się powstrzymać. Domyślam się, że niechcący zapisałaś taką kolejność :D
    U mnie wygląda to tak:
    9:30 obudzona przez Tamalugę, otwieram oczy. Przewijam ją niespiesznie, wygłupiamy się i przewalamy na łóżku. Potem jemy śniadanie i ubieramy się. A potem... co dzień pokaże! Jego rytm dyktuje głównie Tamaluga. Nie będę udawać, że jestem taka ambitna i marzę o powrocie do pracy, bo... nie marzę. Pewnie w końcu wrócę, ale narazie jest mi cudownie i korzystam z tego!
    Buziaczki dla Was!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, nie nie kochana to było specjalnie, wiesz, taki test na rozumienie tekstu czytanego ;) Jako, że trwają u nas próbne matury to akurat się przyda :P

      A tak na poważnie to nie pomyliłam się, ja dokładnie tak robię, bo moje włosy nie wymagają codziennego mycia, gdyby tak było, musiałabym wstawać chyba o 6... To już wtedy musiałabym się ogolić na łyso, bo tego bym nie przeżyła.
      9.30 Boże zazdroszczę... My tak mamy tylko w weekendy i to jest piękne. Dziewczyny się bawią a my zalegujemy, potem wspólne śniadanko bez patrzenia na zegarek, eh rozmarzyłam się. Jeszcze tylko 2 dni i tak będzie :))

      Korzystaj z tego czasu z Tamalugą ile wlezie!
      Buziaki od nas :*

      Usuń
  3. No, wreszcie się przyznałaś, że pracujesz bez spodni :D
    Co do tych punktów, to tak:
    1. Wstaję wcześniej, ale nie widzę, żeby miało to znaczący wpływ na organizację. Przeciwnie - im wcześniej wstanę, tym później wychodzę z domu. Nie mam pojęcia, jak to działa.
    2. Ha, ha, ha. Tylko na swój, czy mężowski też się liczy? ;)
    3. Kawa!!!
    4. Poranna rutyna funkcjonuje u nas w domu od ośmiu lat, inaczej się nie da... tylko właśnie, co z tego?
    5. Jestem ciekawa reakcji przełożonych, jak powiem, że nie sprawdziłam w terminie tych próbnych matur, bo wyznaczam sobie realistyczne cele :D
    6. Fuj. Nie cierpię wczorajszych kanapek. Wolę wstać wcześniej rano i je zrobić.
    7. Ależ ja to robię! Tylko jakimś magicznym sposobem pomiędzy posprzątaniem a porannym wyjściem znowu robi się bałagan...
    8. Moja mama nauczyła mnie tego nawyku. Przyznaję, że czasem się sprawdza... ale nie zawsze. Bywa i tak, że po zrobieniu najbardziej nielubianej rzeczy czuję się tak wypompowana, że nie mam siły na milion pozostałych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, no i po co czytasz między linijkami? :D No już nie chciałam pisać, że zakładam takie domowe, bo po prostu nie cierpię w domu jeansów, ale skoro wszyscy mieliby pomyśleć, że siedzę w majtach to lepiej się wypowiem :D
      Hehe, nie wiem jak to jest z telefonem, mojego męża już nie ma rano, więc mogę patrzeć tylko na swój telefon. Najlepsza jest J. jak dzwoni alarm to czasem krzyczy "Puść Cioko" Znasz piosenkę Soul Control? Wakacyjny hicior zeszłego roku? Ona to uwielbia z tym, że ja rano nie wiem jak się nazywam, a ona wyskakuje z cioko cioko.
      Pisząc o jedzeniu nie miałam na myśli kanapek, to faktycznie jest fuj. U nas pakuje się czasem wieczorem obiad. (tzn dla męża)
      nr.5 Lepiej nie próbuj! :)) Matko, co by to było :D

      Usuń
    2. E, ja myślałam, że Ty tak specjalnie w tych majtach... Skoro już ustaliłyśmy, że lateks do pracy w szkole byłby ok, to czemu nie majty? ;)
      "Cioko cioko" znam z... zajęć Zumby :P
      Obiad faktycznie kiedyś (czytaj: w epoce preksiężniczkowej) też kiedyś pakowałam sobie wcześniej. Może wrócę do tego po macierzyńskim.

      Usuń
    3. Przepraszam za to podwojone "kiedyś". Zdecydowanie o tej porze powinnam już spać, a nie pisać.

      Usuń
    4. Hahaha. Tak tak lateks do szkoły mamy już zaakceptowany, a moich majtusi i tak nie byłoby widać :P Tylko pewnie zimno by mi było:|

      "Cioko cioko" jest rytmiczne, ale jak słucham tego 100 raz to mam dość. Dzieci są niezmordowane i mogą słuchać tego samego na okrągło:/

      Usuń
  4. Punkt 7 i 8 opanowałam do perfekcji jako właśnie wyjątkowo upierdliwa perfekcjonistka. Ale WSTAŃ PRZED WSZYSTKIMI?! No błagam, nie ma na to najmniejszych szans! Dziubas z Bobem mnie za nogę z łóżka rano muszą zwlekać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poważnie? To chyba już trzeba takim być, albo mieć samozaparcie. Ja zostawiam znienawidzone rzeczy na sam koniuszek ;)
      Hahaha uśmiałam się, bo spróbowałam sobie wyobrazić tę scenę :D U nas wygląda to tak jak napisałam w tygodniu a w weekendy dziewczyny też ściągają nas :D One wiesz, wstaną sobie wcześniej, po godzinie zabawy już są trochę zmęczone, a my dopiero otwieramy jedno oko ;)

      Usuń