środa, 19 grudnia 2018

Gdy świeci gwiazdka, a choinka śpiewa, czyli takie tam przedświąteczne różności.


Do Świąt pozostało kilka dni. Mam wrażenie, że jak zwykle w końcowej fazie braknie mi tej jednej godziny. Czyli nic nowego, chciałam jak nigdy, wyszło jak zwykle ;) 



Jesteśmy po przedszkolnych Jasełkach. Tym razem Elsa wcieliła się w rolę choinki, a Misia była gwiazdką. Przeżycia jak zwykle wzruszające, zawsze czuję się tak, jakbym sama występowała - śpiewam wszystkie piosenki, mówię role, biję brawo, pokazuję kciuki w górę. Kiedyś wydawało mi się, że obecność rodziców jest dla dzieci deprymująca, ale jest wręcz przeciwnie. Dziecko cieszy się, że ma wsparcie, czuje, że dobrze mu idzie, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Elsa śpiewała z koleżanką w duecie i mówiła rolę, ale ona to uwielbia, więc wiedziałam, że sobie poradzi. Natomiast Misia pierwszy raz dostała swoją kwestię. Była bardzo przejęta, bo w żłobku kilkuminutowy występ polegał raczej na śpiewie i tańcu całej grupy. W domu ćwiczyła z mikrofonem, uczyłam ją, że ma mówić głośno i wyraźnie, żeby wszyscy słyszeli, ale byłam ciekawa, czy stojąc na środku sali nie poczuje zawstydzenia. Miała za sobą wprawdzie rolę trolla na dużej scenie ze światłami i to przed ogromną publicznością, ale wtedy nie musiała niczego mówić do mikrofonu. Teraz, ubrana w białą sukienkę ze złotymi gwiazdkami, stanęła przed grupą rodziców i przedszkolnych cioć i powiedziała pięknie swoją rolę. Byłam z niej taka dumna :) 
Po przedstawieniu było spotkanie z Mikołajem, który dzieciom rozdawał prezenty i pozował do zdjęć. No właśnie zdjęcia. Kolejny już rok był ten sam pan fotograf i powiem wam, że byłam bliska powiedzenia mu co o nim myślę (oczywiście nic miłego ;) ) Nie pomyślcie, że się znowu czepiam, czy jestem roszczeniowa, ale wkurzył mnie już rok temu. Profesjonalny fotograf, który bierze za zdjęcia nie małe pieniądze, powinien wiedzieć jak robi wygląda praca z dzieckiem. Większość z nich wygląda posępnie, jak gdyby były tam za karę. Ma doświadczenie, czy więc tak trudno powiedzieć im, żeby się uśmiechnęły? Powiedzieć do nich coś miłego? A on je ustawia tak, jakby to były jakieś modelki. Moje dziewczyny miały zdjęcie razem, mówię więc do nich, żeby się uśmiechnęły, za co oberwało mi się od wielkiego pana fotografa, żebym nie przeszkadzała, bo one mają się patrzeć na niego, a nie na mnie. Tylko pan chyba zapomniał, że to nie są niemowlęta i one rozumieją co znaczy patrzeć na pana i się uśmiechnąć. To, że przyciągnęłam ich uwagę nie znaczy, że na niego już nie spojrzą. Z miną wkurzonego zrobił mi wykład, że "potem będzie sobie pani swoje prywatne zdjęcia robiła" To jeszcze pikuś, bo najeżona jestem na niego od tamtych Świąt, kiedy to Elsa usiadła na jego Mikołajowym fotelu (on w tym czasie gdzieś poszedł) Cyknęłam jej kilka zdjęć, trwało to może minutę? Nagle niczym spod ziemi wyrósł pan i ze wściekłością mówi do niej "Sio mi stąd!" Mnie przytkało i powiem wam szczerze, że do dziś żałuję, że nie powiedziałam mu, że sobie nie życzę, żeby w ten sposób zwracał się do mojej córki. Nie neguję, że zna się na swojej pracy, że robi dobre zdjęcia, ale widać, że kompletnie nie umie pracować z dziećmi. Ba! Nawet nie stara się, by ta praca sprawiała mu radość. A przecież dzieciaki są grzeczne, każdy chciał mieć zdjęcie z Mikołajem i wystarczyło zachęcić dzieci do fajnej interakcji, powiedzieć np. uśmiechnij się do niego, pociągnij za brodę itd. A tak to każdy ma sztuczne zdjęcie, na którym wygląda jakby zabierano mu prezenty a nie dawano. Powiem wam, że nie lubię czegoś takiego. Wiem, że on jest tam po to, żeby zrobić zdjęcia, ale widać, że najważniejsze dla niego jest to, by zarobić. Dzieci najwyraźniej mu przeszkadzają, bo jest do nich tak poważny, jakby robił sesję co najmniej do jakiegoś światowego magazynu mody. Zarabia na tym nie mało, bo wydruk jednego zdjęcia kosztuje kilkanaście groszy, a on bierze ponad 20... 
Czasem mam wrażenie, że niektórzy dorośli traktują dzieci tak trochę bez szacunku, w ogóle się nie starają, żeby im coś wytłumaczyć, przygotować. Gdybym ja fotografowała dzieci, najpierw bym im powiedziała z uśmiechem co mają robić, a pan zachowuje się jakby kij połknął.

No nic. Schodzę z pana, bo pewnie ma już uszy czerwone.
Od kilku dni próbujemy ubrać choinkę. Czemu próbujemy? A no bo zaginęły lampki. Kiedy projektowaliśmy nasz dom, wszystko było przemyślane tak, by każda rzecz mogła wreszcie mieć swoje miejsce, tego chyba mi zawsze brakowało. Miałam takie marzenie (normalnie niczym Martin Luther King - I have a dream), że pewnego dnia wszystko poukładam i w każdej chwili będę mogła to odnaleźć. Nic bardziej mylnego. Lampki wprawdzie zostały odnalezione wczoraj o 24 i faktycznie leżały grzecznie na półce, ale jeszcze trzeba pamiętać której... A ozdób świątecznych jest tyle, że zajmują ze trzy. Zupełnie nie wiem dlaczego część z nich znalazła się tam, gdzie trzymamy zapasowe śrubki .... 
Poza tym, mam nieodparte wrażenie, że to co wysprzątam, za chwilę znów wymaga pucowania. No taka choćby łazienka, czy kuchnia. Chyba musielibyśmy w ogóle z nich nie korzystać, żeby ot tak po prostu czekały sobie na gości. No, ale dobra, najważniejsze jest już zrobione. Muszę jeszcze dokończyć kilka dekoracji i w zasadzie można świętować. A nie, czekajcie. Jakie świętowanie. Przecież czeka nas wszystkich przygotowanie posiłków, a tego nie da się zrobić wcześniej (no chyba, że mowa o pierogach, które możemy zamrozić) 

Na wszystkich lekcjach robię coś świątecznego, więc w zasadzie klimat jest, za oknem śnieg, choć taki, że wygląda jakby ktoś posypał trawę cukrem pudrem, no, ale jest. Prognoza na Boże Narodzenie niezbyt optymistyczna - ma być 8-9 stopni. Także chyba szczytem świątecznego nastroju było u nas ubieranie choinki przy prószącym śniegu. 

Wczoraj byłam u mojej fryzjerki, wizyta standardowa, bez szału, więc mąż mnie rozpoznał bez problemu, żeby nie było. Powiem wam tak. Może dla kogoś pobyt w salonie stanowi formę odpoczynku, ale ja wychodzę stamtąd tak umordowana, jakbym sama pracowała kilka godzin. Być może bierze się to stąd, że sama zarabiam na życie gadaniem, więc pójście do fryzjera i paplanie non stop przez 2h jest tak męczące, że nie przynosi mi żadnego relaksu. Oczywiście, że się cieszę, że widzę koleżankę fryzjerkę, chciałabym z nią pogadać, ale tak normalnie, przy kawie, a tu ona gada, ktoś gada, tu suszarki nad głową, tu radio i mam mętlik w głowie. No, ale ok, był moment, że siedziałam z odżywką na włosach, więc wzięłam do ręki jakąś kolorową gazetę. Powiem wam, że poczułam się niczym w Seksmisji, kiedy to następuje wybudzenie i świat wygląda już zupełnie inaczej. Kartkuję nerwowo magazyn i jak słowo daję nikogo nie znam! Ani jednej osoby! Ale słuchajcie, nagle jest! Bingo! Kasia Cichopek i Rafał Mroczek! Jest nadzieja dla mnie, myślę sobie. Ale potem się przyglądam bliżej i okazuje się, że oni jacyś tacy ... starzy już. Wiecie, tak jakby już z innego pokolenia celebrytów, takie duchy przeszłych celebrytów (niczym Dickensowe Ghosts of celebrities Past) No i wracając do Seksmisji, ja chyba przez ostatnie kilka lat byłam zamrożona. Odkąd na świat przyszły dziewczynki, kompletnie nie wiem, co się dzieje w tamtym świecie. Nigdy jakoś za bardzo mnie to nie interesowało, ale oglądałam czasem jakiś tam program i rzuciło mi się w oczy jakieś nazwisko. A teraz? Nie to, że jakoś mi to przeszkadza, ale zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo zmieniło się moje życie. Nie wiem, czy wam opowiadałam, ale kilka lat temu miała miejsce taka sytuacja. Mój mąż wybrał się na basen. Oprócz pływania, zawsze lubił też zajrzeć na saunę i do jacuzzi. Siedzi, relaksuje się, a tu nagle do tej samej wanny (czy jak to nazwać) wchodzi właśnie wspomniany przeze mnie Rafał Mroczek. (albo jego brat - trudno stwierdzić) Te kilka lat temu, to jeszcze można było się pochwalić takim podniosłym wydarzeniem, a teraz? No cóż. Teraz nawet sytuacji nie uratowałoby zdjęcie w tym jacuzzi. Już słyszę te pytania: Że kto to jest? Jak się nazywa? Nie znam...

To w zasadzie tyle u nas :) Mam nadzieję, że przygotowania idą wam dobrze, w końcu nie zostało nam wiele czasu!

Udanego tygodnia!





13 komentarzy:

  1. O kurde, w jednym jacuzzi z Mroczkiem:D To musiało być przeżycie;) U nas w tym roku te święta jakoś tak wkradają się bokiem. Nie mam głowy do przygotowań, no ale coś tam już wisi, i choinka też czeka na ubranie. U nas tradycyjnie stroimy drzewko w Wigilię. Tak zawsze robiliśmy z rodzicami i tak też jest u mnie w domu. Myślałam, że pojadę gdzieś jeszcze na szybkie zakupy, żeby kupić jakiś stroik na stół, świeczki, bieżnik, ale już nie mam siły...A Wigilia w tym roku pierwszy raz odbędzie się u nas w domu. Na szczęście przyjedzie moja mama i razem ją przygotujemy. Życzę Wam owocnych przygotowań i jak najwięcej czaru Świąt:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana :* Odkąd pisałam posta wiele się zmieniło - Elsa leży teraz z gorączką, którą przytargała dziś z przedszkola, także wesoło... Mam nadzieję, że to nic poważnego.

      Tak w sumie tradycyjnie powinno się robić jak u Was, czyli ubierać choinkę w Wigilię, ale u nas zawsze robi się to wcześniej, bo potem raczej skupiamy się na przygotowaniu dań. Ale kto wie, jak dziewczynki będą większe to może? Już w sumie drugi rok same ubierają choinkę :) No prawie ;)

      Ty to już odpuść w tym roku, stroik niech przyniosą goście, a patent na okna już Ci sprzedałam, więc luzik. Nie przemęczaj się tylko ciesz Świętami na ile możesz. My rzuciliśmy się na nowe lampki na taras i w końcu dopadłam drzewko ledowe w Lidlu, które zawsze mi się podobało. Stroik zrobiłam sama z tego, co mój mąż obciął z choinki :D

      Mroczek. Hmm. Jeszcze, żeby kurde to jakiś Clooney był ;) A tak to też mi wielka radość, nawet mój mąż nie wiedział który to hehe. Czasami spotykaliśmy na żywo celebrytów, ale oni są jacyś tacy... zwyczajni ;) Kiedyś kręcili "Wiem, co jem" w sklepie Duka, to akurat było fajne popatrzeć chwilkę tak od kuchni.

      Usuń
  2. Fotograf z piekła rodem...ciekawe jaki był w naszym przedszkolu. Ale fakt, na zdjęciu Bob jest śmiertelnie poważny ;)
    Dekoracje nadal leżą na strychu a choinka stoi goła i wesoła, ale za to powiesiłam jemiołę, którą przywiozła mi wczoraj mama!
    A u fryzjera nie znoszę dwóch rzeczy: mycia i suszenia głowy. NIGDY nie potrafię dobrze ułożyć szyi na tej ich umywalce, więc mam w niej zakwasy a suszarką zawsze mnie poparzą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poważny to jeszcze ok, gorzej jak dzieci się wyrywają albo ryczą i potem takie zdjęcie w sam raz do galerii "Kochamy Mikołaja" :D
      Jak masz jemiołę to połowa sukcesu :D Po co Ci dekoracje, ważne, że całusy będą :D

      A ja tam lubię umywalkę, zawsze zamykam oczy i odlatuję :D Koleżanka musi mnie budzić :D Najgorzej jak gada do mnie, a ja nic nie słyszę, bo nie dość, że woda się leje to jeszcze brzęczą te suszarki cholerne. Niczym u dentysty jak szanowna pani dr zadaje Ci pytania, próbujesz odpowiedzieć a ona na to, żebyś nie ruszała szczęką. Porażka...

      Usuń
    2. To mi przypomina, że muszę się kiedyś wybrać do fryzjera... ;)
      Dopiszę to do listy "Do zrobienia" na Nowy Rok :)

      Usuń
  3. I tak byłaś cierpliwa dla Jaśnie Księcia Fotografa, ja bym nie wytrzymała pewnie ;) U mnie choinki jeszcze nie ma i nie wiem kto ją w tym roku upoluje. Mieszkanie wyjątkowo jakoś ogarnięte, bo w zeszłym roku odkurzyłam tylko i to ... rynek, bo na kąty nie miałam czasu. I właśnie mi przypomniałaś, że .. nie byłam u fryzjera i to już ponad pół roku! Mój mąż się bardzo cieszy, bo włosy mam dłuższe (a on uwielbia dłuższe, nie wiem co faceci z tym mają) ale siwych już mam za dużo i raczej wizyta u fryzjera mnie nie ominie. Ale przyznaję, tak jak Ty- nienawidzę tego charakterystycznego jazgotu w salonie fryzjerskim, marzę by uciec jak najszybciej, nawet z mokrą głową - dosuszę się w domu:) Nie wspomnę już o umywalce - tak jak Dziubasowa, mam tak zdrętwiałą szyję po 1 minucie.
    Szykuję się jeszcze do zrobienia pierniczków i szukam bezglutenowego przepisu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fotograf jest u mnie spalony. Już szykuję się na niego na następny rok i nie popuszczę. A wiesz, że miałam do niego podejść po sesji? I człowiek głupi taki wiesz? Bo ciągle się jednak hamuje, a może przydałoby mu się kilka uwag, że on tam jest dla nas, bo za to płacimy a nie my dla niego. Ja tam mogę nie gorsze zdjęcia dzieciom porobić i to za darmo, więc niech się zastanowi :P I na pewno będą uśmiechnięte, bo mnie znają i poza tym postarałabym się o to.

      A wiesz, że ja latem często wychodziłam i dosuszałam się w domu? :D Jeszcze kurcze jak nie ma klimy, na dworze 40 stopni, w salonie 55 i dmucha na Ciebie ciepłe powietrze -spełnienie marzeń.
      Ja akurat mam długie włosy, nigdy nie miałam takich krótkich krótkich, no może jako dziecko. Kiedy urodziła się Elsa obcięłam tak do ramion, żeby nie tracić czasu na suszenie, układanie, ale już mi tęskno było ;) Zresztą służę jako żywa zabawka, bo siedzę, a dziewczyny mnie czeszą, każda ze swojej strony - potem mam 50 gumek i spinek we włosach, ale to przyjemny czas, nawet kiedyś przysnęłam :D Obudził mnie okropny ból, kiedy to Misia wyrwała mi kilka włosów z cebulkami...

      Usuń
  4. Zdolne masz te dziewczyny, no! Gratuluję.:-)
    Mnie też by szlag trafił, ale wiem że są sytuacje, gdzie po prostu człowieka zatyka i nie reaguje od razu, bo mu się w głowie nie mieści, że ktoś tam może...
    U nas jest równie "przemiły" facet ze sklepu... z zabawkami, tak!
    Mroczków to ja bym dostała od zbyt długiego przebywania w "wannie" :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, a powiem Ci, że jak ja chodziłam wtedy na basen i siedziałam kilka minut w jacuzzi, w gorącej wodzie, naprawdę miałam mroczki - bynajmniej nie dotyczyły jednego ze znanych braci ;)

      Wiesz, ja uważam, że jak się robi swoją pracę, to trzeba ją robić z pasji, cokolwiek by to było. Oczywiście trudno czasem wykonywać nudny zawód non stop z uśmiechem na twarzy, ale takie coś jak fotografia i to jeszcze praca z dziećmi powinna być dla tych, którzy naprawdę to lubią. Ale zobacz jaki to dobry interes - komplet (czyli zdjęcie grupowe, indywidualne i portfelowe) kosztuje 40zł! Toż to nawet jak na szybko drukujesz w Rossmanie to zdjęcie nie kosztuje więcej niż kilka złotych. Wiadomo, jego czas, praca, ale wejdzie taki bufon do 3 grup w każdej minimum 20 dzieci, policz sobie... I jeszcze będzie mi się tak do dziecka odzywał :P

      Usuń
  5. Czytając Twój wpis, miałam przed oczami naszą panią fotograf, do której chodzimy na sesje. Dziewczyna potrafi parskać, miauczeć, szczekać, kłaść się na zimnej podłodze i zakładać na siebie głupie czapki - wszystko po to, żeby przyciągnąć uwagę dziecka i wywołać uśmiech na jego twarzy, czego efektem są oczywiście urocze zdjęcia. W dodatku reaguje na charakter swoich małych modeli - np. w tym roku zauważyła, że Księżniczkę fascynuje pudełko z czerwonymi bombkami, więc tak wszystko ustawiała, żeby mała mogła się nim bawić, a jednocześnie pozować. I właśnie po takim zachowaniu widać, czy ktoś się nadaje do pracy z dziećmi, czy nie. Tak jak dziewczyny wyżej, podziwiam Twój spokój, bo sama chętnie nagadałabym facetowi. No bo ok, każdemu czasem zdarza się zły dzień, ale jeśli facet tak się zachowuje już po raz kolejny, to coś jest nie tak.
    Twoim dziewczynkom gratuluję występu. Wcale się nie dziwię, że jesteś dumna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie o tym mówię. Jeżeli ktoś chce pracować z dziećmi to powinien to lubić, obojętne czy jest to lekarz, czy właśnie fotograf. No jak ja nie znoszę jak ktoś traktuje dzieciaki przedmiotowo! Wczoraj odebrałam zdjęcia i nie wszystkie będę brała, a szkoda, bo dziewczyny mają razem z Mikołajem tylko miny grobowe.
      Ja się na gościa szykuję za rok, pewnie będzie ten sam i nie omieszkam mu powiedzieć co myślę ;)

      Usuń
  6. Jej. Jak ja Wam zazdroszczę tych występów. Za nami jeden z okazji święta przedszkola. Tygrys miał króciutką kwestię, ale jacy byliśmy dumni. Nie dość, że pięknie powiedział, to sam fakt, że podołał, to dla nas bardzo wiele.
    To ja pochwalę Tatę Tygrysa, który dość często w pracy robi sesje na ludowo dzieciakom. Ostatnio byłam pod wrażeniem, jak udało Mu się sfotografować chłopca, który nie chciał, płakał. Krok po kroczku, sposobem z uśmiechem i żartem, zdołał Mu zrobić zdjęcie. Innym razem mieliśmy problem z dziewczynką, która ciągle pokazywała język. Byłam zaszokowana, jak Mąż powiedział pokaż znowu język. Dziecko pokazało i jak chowało, poszło zdjęcie. Da się? Da. Tylko trzeba lubić dzieci i mieć wyobraźnię, pomysłowość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że się da. Trzeba tylko chęci. Jak ja nie cierpię jak ktoś coś robi tylko dla pieniędzy. Tym bardziej jeśli dotyczy to dzieci. W tym roku oprócz grupowych, z Mikołajem i ogólnych z występu zrobił tzw. reportażowe, czyli każdemu dziecku na zbliżeniu. Było ich sporo. Ja zrezygnowałam z kilku (na których dziewczynki wyglądały jak mumie) a i tak zapłaciłam po 45zł za każdą. Jak na tę kwotę to powinien mnie po rękach całować ;) haha

      Usuń