wtorek, 23 kwietnia 2019

Razem a jednak osobno.


Witajcie po Świętach! Mam nadzieję, że dobrze spędziliście ten czas :) U nas totalna zmiana klimatu, ponieważ już w czwartek ruszamy na naszą pierwszą wyprawę w tym roku - taka trochę przedłużona majóweczka. Tym razem wakacje to spore wyzwanie jeśli chodzi o przygotowanie. Będzie bowiem zwiedzanie, zabawa, dużo chodzenia, ale także chwilowa zmiana klimatu na zimowy ( i tu potrzebne zimowe rzeczy) oraz pluskanie w wodzie i odpoczynek. Dlatego wszystko trzeba na spokojnie przemyśleć. Zakupiliśmy też kilka nowych rzeczy, mam nadzieję, że przydatnych i ułatwiających życie (choćby box na dach, bo do tej pory mieściliśmy się w autku, ale wydaje mi się, że będzie po prostu wygodniej i przestaniemy wyglądać jak uchodźcy ;) )

zdj:pixaby

No, ale w sumie nie o tym chciałam napisać. Dziś mam takie małe przemyślenia dotyczące rodzinnego podróżowania. Powiem wam, że z niedowierzaniem patrzę czasami, jakiego rodzaju wakacje planują ludzie, którzy mają dziecko a nawet dwoje czy troje. Niby jadą razem, no bo przecież w to samo miejsce, ale wakacje zaplanowane są tak, że prawie wcale nie spędzają czasu razem. Jak to możliwe? A no na przykład słyszę, że ktoś jedzie z dzieckiem na narty. No fajnie, tylko rodzice jeżdżą sami, a dzieci z instruktorem. Wydaje się to super sprawą, przecież dziecko profesjonalnie nauczy się jeździć. Tylko co z tego, skoro takie zajęcia, szkółka, to zorganizowany prawie cały dzień, czyli mniej więcej tak, jakbyśmy oddali dziecko na półkolonie. A przecież można chyba wykupić dziecku lekcje na godzinkę lub dwie i potem razem z nim jeździć. No tak, ale wtedy robi się problem, bo jeśli rodzice są zaawansowani, to ze swoją pociechą już nie pojeżdżą na najtrudniejszych trasach, prawda? 
Kolejna grupa rodziców to rodzice zawsze podróżujący ze znajomymi. Nie ukrywam, to fajna opcja, bo dorośli mogą spędzać razem czas, a dzieciaki same się sobą zajmują, nie trzeba im organizować zajęć. Przybiegają tylko po pieniądze na lody, albo i nie, jeśli mają wykupione all-inclusive. I tak mijają dwa tygodnie i można powiedzieć, że z rodziną byliśmy na wakacjach... Przynajmniej teoretycznie.

Wydaje mi się, że wakacje, krótki wyjazd na weekend, to wspaniała okazja do wzmocnienia więzi i przede wszystkim poznania swojego dziecka i siebie nawzajem. Czasem ze smutkiem patrzę, że ludzie spędzają najwięcej czasu ze swoimi pociechami tylko wtedy, gdy są małe. Potem wielu rodziców wraca do swojego "dorosłego świata", a dzieci ponieważ są już na tyle duże, że nie trzeba ich cały czas pilnować, do swojego. Postawione w takiej sytuacji tworzą sobie swój świat, w którym może nas po prostu zabraknąć. 
Kiedy jeśli nie na wakacjach, mamy okazję widzieć swoje dziecko przez 24h na dobę? Oczywiście, że nie jest łatwo, bo może się okazać, że urlop wcale nie będzie urlopem, skoro musimy zajmować się dziećmi, ale przecież chyba po to mamy dzieci tak? A może się mylę... Gdy jesteśmy tylko we dwoje, nic nas nie ogranicza. Ale dla mnie dziecko oznacza, że teraz jesteśmy już we trójkę, a nie dalej sami. Ja po prostu chcę ten czas spędzić z nimi, czerpię z tego przyjemność. Czas płynie szybko, niedługo znów zostaniemy bez nich, więc chciałabym wykorzystać te chwile jak najlepiej. 

Nie podobają mi się te czasy. Ludzie wysługują się najtańszą formą niańki dla swoich dzieci, by sami mieli święty spokój: tablety, telewizory, gry komputerowe, znajomi. A ja z dzieciństwa najlepiej pamiętam czasy, gdy z rodzicami jeździliśmy do Międzyzdrojów i mój tata bawił się ze mną na plaży, robił babki z piasku i razem wbiegaliśmy do zimnego Bałtyku. Potem obowiązkowo gofry i frytki z jednej ze smażalni wzdłuż morza. Gdy padał deszcz, wszyscy szliśmy do kawiarni, albo na automaty, które ustawione były w takich blaszanych budach. Nieważne jaka była pogoda, spędzaliśmy czas razem. Przyznaję, rodzice mieli tam znajomych, którzy przyjeżdżali do Międzyzdrojów do swojej rodziny, ale nie spędzaliśmy z nimi całych dni. Czasami szliśmy do nich i dorośli grali w karty, a dzieciaki biegały po podwórku. Dziś jak patrzę na ludzi wokół to widzę, że ich dzieci, przeładowane ilością bodźców na co dzień, muszą mieć na wakacjach raj. Baseny, zjeżdżalnie, animacje itd. Oczywiście to nie jest złe, sami szukamy takich miejsc, gdzie dziewczynki mogą się wyszaleć, ale świetnie potrafią się też bawić zwykłym piaskiem na plaży, kamieniami i muszelkami. Jak ja słyszę, że jakieś dziecko "nudzi się na plaży", to ręce mi opadają... Zresztą ludzie przestali siedzieć nad morzem jeśli mają do wyboru basen, zauważcie. 

Tak na koniec, żeby nie było, że kogoś oceniam, czy krytykuję. Jasne, że każdy spędza czas tak, jak lubi. Ja mam tylko takie swoje spostrzeżenia i wrażenie, że ludzie są tak zmęczeni pracą, życiem, że na wakacjach chcieliby odpocząć od wszystkiego, nawet od swoich dzieci. Ale przecież od dzieci nie bierze się L4. Może po prostu trzeba byłoby zmienić formę wakacji, miejsce, pobyć razem, na chwilę zatrzymać się w tym wszystkim.
Ktoś kiedyś mądrze powiedział, że na wakacjach "wychodzą" wszystkie problemy rodzinne. I to prawda. Bo nagle zostajemy sami, od rana do wieczora i jeżeli mama i tata nie mają sobie za wiele do powiedzenia, to o czym my w ogóle mówimy. Ludzie nie chcą spędzać razem czasu. Nie potrafią rozmawiać, nie chce im się starać. W domu jest łatwiej, każdy idzie do swojej pracy, wraca późno, je kolację i wieczorem udaje się do swojego kąta. Mieszkają razem, ale każdy mieszka osobno. Wszystkie udogodnienia, jakie daje nam dzisiejszy świat są fajne, my też mamy tablet na drogę, żeby dziewczynki mogły coś obejrzeć i spotykamy się ze znajomymi, żeby pobawiły się z innymi dziećmi. Ale nic nie zastąpi mądrze spędzonego czasu ze sobą (tu wolę angielskie określenie - quality time) Jeśli nie teraz to kiedy?









9 komentarzy:

  1. My w sobotę jedziemy do Kołobrzegu😁Zdradzisz jaki macie ten box? Nie wiem, czy nie trzeba będzie pomyśleć o czymś takim, bo u nas dochodzi jeszcze pies...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie my sobie do tej pory radziliśmy sobie bez, ale po ostatnim razie, kiedy to dziewczyny wcale się nie widziały w czasie jazdy, bo środkowe siedzenie było zawalone rzeczami, stwierdziliśmy, że chyba czas :D Właśnie jesteśmy w trakcie pakowania i powiem Ci, że ten box jest dość wysoki, kupiliśmy kilka pudeł tych przezroczystych z Ikei i naprawdę fajnie można tam to zmieścić. Plus dla was wózek np. czy zapas pieluch wg mnie rewelacja.

      Mieliśmy zamiar kupić Thule, ze względu na to, że niby porządny i takie tam, ale znajomy (który nota bene ma dużo kasy, więc nie chodziło to o oszczędność ;)) polecił nam box polskiej firmy Jost, która może nie jest tak popularna (ja np. pierwszy raz słyszałam o niej), ponieważ produkują na rynek niemiecki, nie skupiają się na naszym. Prędzej znajdziesz stronę .de niż .pl ;) Model: Moby Dick. Dlaczego? Znajomy jeździ z nim już 8 lat i mówi, że jego ojciec ma Thule i on porównywał, że ten Jost jest porządniejszy i cichszy (ja o tym nie pomyślałam w sumie) ponieważ jest zrobiony z włókna szklanego, a Thule z plastiku. No i jest sporo tańszy, a za tę cenę podobno rewelacyjny. Zamawialiśmy przez internet, faktycznie wygląda super, zobaczymy jak będzie. Jedyne co to musieliśmy dokupić relingi, ponieważ w naszym aucie nie było, a te wybraliśmy Thule, bo znajomy właśnie je polecił ze względu na bardziej opływowy kształt i lepsze wykonanie. Nie były tanie, ale mam nadzieję, że warto, zwłaszcza na ileś tam lat.

      No z psem to macie całą ferajnę! Mój mąż wychował się z wilczurem i oni jeździli nad morze maluchem hahaha. Z tyłu dwaj bracia, dość wysocy i ten pies to ja nie wiem gdzie... Oczywiście bagaż na dachu, ale pewnie powiązane walizki, albo coś :D

      Dużo słonka i super wyjazdu wam życzę! Odpoczywajcie!

      Usuń
  2. Myślę, że ci, którzy naprawdę wyczekali się na swoje dzieci traktują je jak wymarzony prezent i każdy urlop z rodziną jest na wagę złota.
    Gdy robiłam w zeszłym roku porządek w szafie, znalazłam starą zimową kurtkę męża i buty. Pytam go, czy na pewno chce je zatrzymać, bo przecież od wielu sezonów leżą już nieużywane, może damy je komuś. Na co mój M. że absolutnie nie wolno mi tego nikomu oddawać, bo ta kurtka będzie idealna na sanki z dziećmi, "przecież nie będę w płaszczu jeździł :)" Podobnie jest z butami do piłki na boisko. Mówiąc krótko, sprzęt i strój już od dawna czekają na tą wspólną zabawę ;)
    Udanego urlopu Kochani. Wybawcie się, wyszalejcie i wróćcie z naładowanymi akumulatorami.
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, u nas dokładnie też tak jest. Wyczekane dziecko chyba bardziej się docenia, choć poznałam też na takim spotkaniu z mamami ado dwie, które miały w domu takie gosposie-nianie, a same nie pracowały. Ja nie bardzo to rozumiem, no jeszcze do pomocy w domu ok, ale po co niania jak sama nie pracujesz? Żeby spotykać się ze znajomymi? Ja ogarniam cały dom, gotuję obiady, robię zakupy, pracuję, opiekuję się dziećmi, mężem i jeszcze czasem coś tam na blogu skrobnę. ;) Im więcej rzeczy tym bardziej jestem zorganizowana, bo tak to się "rozłażę" ;)

      Kiedyś jak jeszcze starałam się o dziecko kupiłam taką bluzkę szeroką gdzieś na wyprzedaży, pomyślałam, że się w ciąży przyda... ;) Zakładałam, że kiedyś tam się doczekam. No dziecka się doczekałam, ciąży nie, ale bluzkę spożytkowałam tak czy siak. Buty trzymajcie, mam nadzieję, ze niedługo się przydadzą :)
      Buziaki!

      Usuń
  3. Twoje podejście jest mi dość bliskie. Raczej nie odnaleźlibyśmy się na wczasach typu all-in gdzie leżymy z mężem nad basenem popijając drinki z palemką a dzieciaki bawią się w klubiku czy na innych animacjach. Dla mnie to tak jakbym je w wakacje posłała do przedszkola… Wręcz celowo unikamy obiektów typowo „przyjaznych dzieciom”. Co prawda przez to nasze dzieci stają się mniej lub bardziej świadomymi uczestnikami naszych nieco szalonych (w opinii większości) podróżniczo-turystycznych wypraw ale przynajmniej będą miały co wspominać. A poza tym jesteśmy rzeczywiście razem przez praktycznie 24h/dobę. Znajomych też raczej ze sobą nie zabieramy – a) większość ma starsze dzieci więc i tak towarzystwo do zabawy marne, b) chyba nikt nie wytrzymałby naszego sposobu na spędzanie urlopu.
    Narty z dziećmi to super frajda (szczególnie jak taki młody człowiek potrafi już jeździć ale nie jeździ jeszcze dużo lepiej od swoich rodziców) ale logistycznie nie jest to takie proste. To nie tak, że dziecko pojeździ godzinkę/dwie z instruktorem a potem resztę dnia z rodzicami i wszyscy się super bawią. Po tej godzince z instruktorem 4-5 latek jest tak padnięty, że potrzebuje następnych trzech na regenerację sił ;-) . Potem pojeździ jeszcze max. 2 godziny i jego zwłoki można zanieść prosto do łóżka. Dlatego my jeździmy z dziadkami. Oni na nartach nie jeżdżą i ogarniają młodzież jak ta się za nadto zmęczy, przyprowadzają na stok ok. południa jak poranek jest dla młodego człowieka za zimny (my z tych co wsiadają do pierwszej gondoli więc czasem bywa naprawdę chłodno) i ogólnie dbają o dobrostan najmłodszych uczestników wyjazdu.
    Udanego wyjazdu – odpoczywajcie i bawcie się dobrze :-) . Aglaia

    OdpowiedzUsuń
  4. Na all-inclusive byliśmy tylko raz, w Egipcie sto lat temu ;) Wtedy nastawiliśmy się na odpoczynek i snorkelling, dlatego wybraliśmy spory kompleks z ładną rafą. Na basenie nie siedzieliśmy, raczej szliśmy po prostu popływać i tyle. Plaże świeciły pustkami. Miło wspominam te wakacje, dobre jedzenie, fajny odpoczynek, akurat w Egipcie nie miałam presji spania pod namiotem :D

    No widzisz, i takie podejście do nart jak Wy jest fajne, bo dostosowujecie się do dzieciaków, organizujecie tak, żeby jak najwięcej czasu być z nimi. Ja miałam na myśli godzinę dwie z instruktorem a potem właśnie coś takiego. Niestety uroki posiadania dzieci to również czasem rezygnacja z przyjemności jakie się miało, gdy ich nie było. No, albo chcę mieć wygodne życie i nie oglądać się na nikogo, albo chcę mieć dzieci. Nie mówię, żeby rezygnować ze swoich przyjemności, ale dostosować je do nowych warunków tak jak Wy to robicie.

    Ja lubię takich znajomych, gdzie jak chcemy to jesteśmy razem, jak nie to każdy robi co chce. W sumie tak trochę razem, ale osobno, nie tak, że jestem uwiązana i zwiedzam muzeum, którego nie chcę na przykład. I bez obrażania się, czy coś. Trudno o takich ludzi. Jeszcze nie spotkałam, ale wierzę, że kiedyś tak będzie. My lubimy jeździć z moimi rodzicami jeśli już z kimś.

    Dziękuję Ci bardzo mam nadzieję, że wypocznę, na razie zanosi się na depresję, bo prognoza pogodowa licha ;) ;) Pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno wiesz, że Anglicy mówią, że nie ma złej pogody jest tylko złe ubranie ;-) . Tak więc pakuj płaszcze przeciwdeszczowe i nie dajcie się pogodzie. Najwyżej popluskacie się w kałużach ;-) . Mieliśmy kiedyś taki cudowny urlop gdzie na 21 dni wyjazdu padało przez 20 a na dodatek był to głównie wyjazd namiotowy (ale mimo to bardzo nam się podobało). Mam nadzieję, że jednak u was będzie lepiej.
      Z dziadkami też lubię jeździć. Mamy taki zwyczaj, że raz w roku robimy sobie rodzinny wypad na jakiś przedłużony weekend. Bardzo lubię - szczególnie wieczory kiedy dzieciarnia zostaje z dziadkami a my znów możemy się poczuć jak na studiach ;-) .

      Usuń
  5. Jeszcze zapomniałam dodać, że my w miejsca typowo dla dzieci jeździmy, ale poza sezonem. I wtedy jest fajnie, bo można w pełni korzystać z szaleństw bez tłumów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ważny temat, na szczęście całkowicie mi obcy.
    P.S. Żaden basen nie zastąpi morza! Never!
    No, chyba że komuś jest obojętne dokąd jedzie, bo i tak siedzi nad grillem i piwem. Ale wtedy po co się ruszać z własnego ogródka?

    OdpowiedzUsuń