poniedziałek, 1 lipca 2019

Koniec wakacji.



Nie, nie pomyliłam się. Śmieję się, że dla mnie wakacje się skończyły, ponieważ dziś pierwszy dzień dziewczyny zostały w domu pod moją opieką. Ponad dwa miesiące przerwy od przedszkola. Jestem bardzo ciekawa jak ten rok będzie różnić się od poprzedniego, kiedy to dziewczynki spały w ciągu dnia i ogólnie wymagały większej uwagi. Dzisiejszy dzień wypadł w 90% całkiem nieźle, na razie muszę wprowadzić jakąś organizację dnia. Spałyśmy wszystkie do 8.20, po czym dziewczyny poszły się bawić, a mnie kazały jeszcze poleżeć ;) No to poleżałam prawie do 9 :)) Dalsza część dnia minęła nam przyjemnie: poczytałyśmy książeczki, dziewczyny popluskały się w basenie, pobawiły się w księżniczki przebierając w stroje Elsy i Roszpunki, rysowałyśmy, robiłyśmy laurki i nawet się nie obejrzałyśmy jak wrócił do domu tata. Byłam właśnie w trakcie dosypywania kory pod iglaczki, rozkoszując się chłodniejszym, wieczornym powietrzem i kiedy myślałam, że już tak dobrze ten dzień się zakończy, przybiega do mnie Elsa tuż przed kolacją. Zamarłam, kiedy usłyszałam "wbiłam nożyczki w brzuch Misi" ... 
Pobiegłam do domu, serce waliło mi jak młot, ale na szczęście okazało się, że sytuacja nie była aż tak groźna i konflikt został już zażegnany. 
Tak właśnie zakończył się pierwszy dzień moich wakacji, lub pierwszy dzień pracy. Jak kto woli. Na razie w planach jutro fascynująca wyprawa na zakupy do Biedronki i w środę kino. A jak wasze plany? Dobrego tygodnia kochani! Poniżej wakacje według Elsy, czyli obrazek, który przyniosła z przedszkola :) 






11 komentarzy:

  1. Hehe, cos w tym jest. Kiedy moje Potworki byly nieco mlodsze, zawsze wychodzac z pracy zartowalam z kolega (ktory ma syna w wieku Bi), ze skonczylismy pierwsza zmiane, teraz czas na prace na druga zmiane, w domu. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No prawda? U nas dopiero praca kończy się, gdy dzieci idą spać, więc latem o godzinę później niż zazwyczaj. Trochę szkoda ładnej pogody, żeby je o 20 kłaść spać jak jeszcze słońce świeci ;) Także 2 etaty jak nic :D

      Usuń
  2. No to miłych wakacji ;-) . U nas przedszkole na szczęście działa cały rok - jakbym miała ogarnąć przez dwa miesiące 1,5 rocznego malucha i zerówkowicza to po tygodniu chyba wywieźli by mnie do psychiatryka. Aglaia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas przedszkole też działa, może nie całe 2 miesiące, bo to państwowe przedszkole, ale do połowy sierpnia tak. Z tym, że ja nie chciałam ich wysyłać w wakacje, bo trochę mi szkoda, żeby siedziały tam zamiast bawić się w domu i być ze mną/z nami dłużej. Ja mam roboty mniej i jestem w stanie się ogarnąć.
      Nie trafiłabyś do psychiatryka, spokojnie ;) Grunt to dobra organizacja. Dla mnie najgorsze były te pierwsze lata, kiedy to dziewczynki były małe i potrzebowały bardzo dużo uwagi, zwłaszcza Elsa. Jak sobie przypomnę to teraz się uśmiecham, ale wtedy to wiesz, prysznic:30sekund, śniadanie jedna, druga, gotowałam obiad jednocześnie się bawiąc z nimi, potem coś tam. Dobrze, że spały w ciągu dnia to miałam tę godzinkę na ogarnięcie i dopicie zimnej kawy z rana ;) Teraz jest zupełnie inaczej.

      Usuń
    2. Wydaje mi się, że w naszym przypadku różnica wieku między dziećmi działa na niekorzyść rodzica. Owszem – wspólna zabawa 1,5 roczniaka i 6-latka jest możliwa i daje obojgu sporo radości jednak stały (fizyczny) nadzór dorosłego jest konieczny. Inaczej akcja gabarytu „wbiłam Misi nożyczki w brzuch” jest mniej więcej raz na godzinę.

      Do tego wraz z pojawieniem się siostry starszak nieco stracił zdolność samodzielnego zajęcia się sobą (a raczej gdy ja mam wolne od małego on stara się o moją uwagę w relacji sam na sam). W związku z tym 1,5 godzinną drzemkę musiałabym poświęcić na zrobienie obiadu (z małym to niestety niewykonalne; ze starszym potrafiłam ugotować dwudaniowy obiad z deserem, niestety córka to nie ten typ ;-), zagranie w piłkę, zabawę hot wheelsami, wspólne rysowanie itp., itd. – o herbacie nawet nie marzę.

      Wspólne wyjście do kina z dwójką – odpada, wspólne wyjście na basen – też (chyba że wszyscy moczymy się w brodziku – dużego to już nie kręci), wspólne wyjście na rolki – odpada. Zostaje ewentualnie plac zabaw, gdzie kątem jednego oka podziwiam akrobacje starszego, kątem drugiego pilnuję żeby młode zjeżdżało we właściwą stronę na zjeżdżalni, nie oberwało huśtawką/karuzelą, nie obsypało innego dziecka piaskiem, samo nie oberwało łopatką – full relaks.

      No i nie pamiętam kiedy leżałam w łóżku do 9. 7 to dla mnie maks – i to zazwyczaj dzięki temu, że jak się dziecię młodsze o 6 obudzi to wstaje do niego tata ;-) .

      Kilka dni temu starszego odwiedziła koleżanka z przedszkola – mimo, że w domu miałam trójkę dzieci przez całe popołudnie czułam się jak na wakacjach i do ogarnięcia miałam tylko jedno dziecko. Starsze zajęły się sobą i potrzebowały mnie tylko do pokrojenie arbuza…

      Nie zazdroszczę początków macierzyństwa przy dwójce dzieci z tak małą różnicą wieku ale teraz możecie sobie trochę odbić.

      Miłego wakacjowania. Aglaia.

      Usuń
    3. Dzięki ;) Jutro mija pierwszy tydzień i wszyscy żyjemy ;)
      Aglaia, powiem Ci tak. Wydaje mi się, że starsze dziecko, w ogóle rodzeństwo zawsze "cierpi" jak pojawiają się kolejne dzieci. Cierpi w tym sensie, że ta uwaga musi rozłożyć się na dwoje, a jednak zwykle na początku więcej jej potrzebuje to młodsze dziecko. U nas też starsza cierpiała, bo młodsza nie nadawała się na rower, na rolki, na długie spacery itd. Gdyby była sama, dawno już niektóre rzeczy by opanowała, a tak musiała czekać, bo niestety nie było jak fizycznie tego ogarnąć.

      U nas nigdy nie było łatwo i ja muszę powiedzieć, że macierzyństwem takim książkowym nigdy się nie nacieszyłam :)) Elsa nienawidziła wózka, nie znosiła spacerów, wiecznie była głodna, w ciągu dnia za nic nie chciała leżeć (a chodzić jeszcze nie umiała) no nadążyć za nią to medal temu. Zaraz urodziła się jej siostra, a tamta dalej prze do przodu ;) I weź tu ogarnij je jak ja sama byłam. I nie miałam komfortu domu wtedy, mieszkaliśmy w mieszkaniu na 4 piętrze, żeby iść na zakupy z taką dwójką to godzinę je szykowałam, potem jedna na wózek, bo oczywiście starsza nie ma mowy, szłyśmy do Biedronki za rogiem, ja spocona jak mysz, bo przecież Elsa ucieka a ja ją gonię z tym wózkiem, No weź, jak sobie przypomnę to teraz się śmieję, ale wtedy było trudno. Potem kolejne etapy, Misia chodzi a Elsa w najlepsze ma zabawę w popychanie jej a ja oczami wyobraźni widzę ją z rozwaloną głową. Non stop trzeba było za nimi chodzić. Przeprowadziliśmy się do domu, trawy nie ma, te latają po brudnej ziemi, nie można ich było doczyścić, no mówię Ci komedia. ;) I nie wytłumaczysz, bo za małe, by to wszystko zrozumieć.
      To jak jest teraz to te 5 lat pracy, harówki i gadania 24/7, żeby umiały razem się bawić, nie tłuc się, nie wyzywać. Akcja z nożyczkami brzmiała ostro, ale tak naprawdę jedna i druga w tym samym momencie chciała wycinać ;) No i się poszarpały trochę.

      6-latek może z 1.5 roczną siostrą się nie pobawi jak rówieśnik, ale może być drugą ręką mamy i też poczuje się dowartościowany. Może stracie trochę roweru, kina i innych rzeczy, ale ma siostrę, a to już plus :) Na pewno dacie radę! Jak ja tak patrzę na zdjęcia to nie wiem w jakim trybie działałam... Wszystko było poukładane i to chyba się najlepiej sprawdziło. Nawet usypiałam je jednocześnie, choć kładłam je w innych pokojach, żeby się nie budziły nawzajem. A wtedy dostawałam turbo doładowania i w trakcie drzemki robiłam tysiące innych rzeczy. Wesoło było.

      Dobrych wakacji!

      Usuń
  3. Ściskam i wspieram, mam w chacie całą trójkę i już po 3 tygodniach mam ochotę się rzucić z parteru :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, poważnie? No ja Cię rozumiem i dlatego jak mnie pytają, dlaczego nie mam psa to mówię, że mam dwójkę dzieci :P Pewnie z tego wszystkiego zapomniałabym go nakarmić :D
      Ja na razie się nie rzucam z okna, ale to pierwszy tydzień. Zobaczymy co będzie dalej. Po akcji z nożyczkami było słabo.
      Pozdrowionka

      Usuń
  4. Hahaha! Przepraszam, wiem, że zabrzmiało groźnie, ale parsknęłam śmiechem :D Wyobraziłam sobie ciebie jak się wyciszasz i oddychasz z ulgą, że dzień ma się ku końcowi i nic się nie wydarzyło, i wtedy Elsa... XD
    Całe szczęście, że nic się nie stało. W razie czego mogę przyjechać o pomóc w zabawach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkiemu winne te cholerne thrillery i kryminały, które czytam, bo na pewno wyobrażasz sobie co miałam przed oczami słysząc taki tekst :D
      Ty nie strasz, że przyjedziesz tylko pakuj walizki :P

      Usuń
  5. Wbiłam nożyczki...no padłam z wrażenia!
    Matko, żeby tak nasze Paszczaki spały...chociaż ostatnio Bob wstał przed 9. Tylko jeszcze Lolo... :)

    OdpowiedzUsuń