wtorek, 7 marca 2017

O wizycie w naszym domu

Przygotowując dom na wizytę pani z ośrodka nie wiedzieliśmy tak naprawdę jak się do tego zabrać. Oczywiście wiadomo, że musi być czysto, wszystko wysprzątane i ułożone, ale na co będzie zwracać największą uwagę przy ocenie? Nasze mieszkanko liczyło wtedy 49m2 - dwa pokoiki z osobną widną kuchnią. Czy to wystarczy? Według nas tak. Dziecko będzie mieć swój kąt ( jak już wcześniej pisałam, przygotowaliśmy już pokoik dziecięcy) a my wystarczająco przestrzeni życiowej. Jakież wielkie  było nasze zaskoczenie, gdy usłyszeliśmy od pani z ośrodka, czy aby nie za wcześnie ten pokoik. Opowiadała nam, że ludzie różnie do tego podchodzą, że dla jednych jest to optymistyczna wizja przyszłości, a inni zaś po jakimś czasie zaczynają mieć syndrom pustego łóżeczka.
Nie pomyślałam o tym. Przygotowywanie tego pokoiku dało nam swoistą przynależność do pewnej grupy - przyszli rodzice.  Nagle świat, który do tej pory nie był dla nas, stanął otworem i nie była to chwilowa ekscytacja. To prawdziwe szczęście, że wreszcie to wszystko staje się takie realne. Wiem, być może zbyt dużo tu wiary, zbyt dużo optymizmu, ale tak czuliśmy i tak właśnie postępowaliśmy.
Zapewniliśmy więc panią z ośrodka, że wiemy co robimy, że to tylko ( a może aż) pokoik, ale nie nastawiamy się na wiele. Po prostu niech sobie czeka tyle ile trzeba. Pytanie to jednak pozwoliło mi spojrzeć na sprawę z innej perspektywy. Faktycznie każdy inaczej przeżywa przygotowanie, czekanie, czy pierwsze spotkanie z dzieckiem.
Ogólnie wizyta pani z ośrodka była miła i przebiegła pomyślnie. Chciała zobaczyć jak funkcjonujemy jako rodzina, jak mieszkamy, no i oczywiście jak wyobrażamy sobie życie z dzieckiem. Pytała ile zarabiamy, jak wygląda nasz dzień i jak zorganizujemy opiekę nad dzieckiem.
Czy da się do tej wizyty przygotować? Poza wysprzątaniem mieszkania chyba nie. Trzeba po prostu być sobą i szczerze odpowiadać na pytania.

0 komentarze:

Prześlij komentarz