środa, 14 czerwca 2017

Kiedy w domu rządzi dziecko

Do napisania tego posta zainspirowałam mnie rozmowa z moją koleżanką, matką dwójki dzieci. Sama nie wiem, czy ja przesadzam (choć do takich wydaje mi się nie należę), czy to świat stanął już na głowie. Może to problem tkwi we mnie, może to ja jestem zbyt surowa i wymagająca....
No, ale od początku. 

Znajomi wybierają się teraz samochodem na wakacje.  Od słowa do słowa przeszłyśmy do planowania podróży, różnych możliwości związanych z noclegiem, czy też jazdą non-stop. I w pewnym momencie stanęłam jak wryta, gdy usłyszałam, że ich 3 letni synek nie potrafi usiedzieć ani chwili i tak się wyrywa z fotelika,  że fotelik przypięty pasami aż "fruwa" z boku na bok. Co gorsza, dziecko jest przypięte tylko pasami samochodowymi (wraz z fotelikiem)czyli praktycznie nie jest przypięte wcale!
Zaniemówiłam. Jedyny argument jaki miała koleżanka to taki, że inaczej "On ryczy i to jest nie wytrzymania" No oczywiście, że ryczy. Doskonale wie jak osiągnąć swój cel.

Kompletnie nie rozumiem, jak inteligentna, wykształcona osoba może być tak nieodpowiedzialna! Najgorzej, że zdaje sobie sprawę, że robi źle, ale tłumaczy się tym, że "Inaczej się z nim nie da" a na moje "Niech sobie ryczy" odpowiada "To ja wtedy zwariuję"

U nas nigdy nie było dyskusji. Zapinaliśmy się zawsze i to było dla dzieci normalne. Powiem więcej, często teraz starsza sama nam przypomina o zapinaniu pasów. Od jakiegoś czasu samodzielnie wchodzi na fotelik, wkłada rączki i w pasy i czeka na zapięcie. Myślę, że u mojej koleżanki gdzieś w przeszłości zabrakło zwykłego wytłumaczenia dziecku po co to wszystko i potem konsekwencji. Nasz fotelik (Maxi Cosi) ma specjalna bazę, na której stabilnie stoi i nie potrzeba spinać go pasami. Na pewno dobra alternatywa dla ruchliwych dzieciaków takim jak syn mojej koleżanki.

Ja poczekałabym spokojnie aż dziecko się uspokoi, nie ważne ile czasu by to zajęło. Na pewno nie pojechałabym w podróż 1000km z dzieckiem bez pasów. W domu niech sobie rządzi jeśli to nie przeszkadza rodzicom, ale gdy w grę wchodzi bezpieczeństwo dziecka, jestem nieugięta. I tyle. Może przesadzam, ale trudno.

4 komentarze:

  1. Nie powiem, żeby nie zdarzyło mi się dla świętego spokoju odpuścić, ale nie w przypadku bezpieczeństwa. Tu nie ma zmiłuj się. Tygrys wie, że pasy mają być zapięte. A jak zdarzy się jakiś płacz w czasie drogi, a Mąż który ma mniejszą wytrzymałość od mojej i jest mu trudniej z racji tego, ze prowadzi, to po prostu zjeżdża na pobocze i się uspokaja. Niedawno Młody nauczył się otwierania drzwi. I też nauczony jest, że jak obczai, że się zatrzymaliśmy, pyta: można? I dopiero wtedy otwiera drzwi. I tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dokładnie tak jak my. Kiedy mogę - odpuszczam. (inaczej moje uszy nie wytrzymałyby tego wrzasku) Nie upieram się, że muszą założyć akurat zieloną bluzkę, proszę bardzo niech będzie czerwona. Ale też mieliśmy taką sytuację, że starsza otworzyła nam drzwi w czasie jazdy! Siedziała akurat wtedy z przodu, bo coś przewoziliśmy a tam już nie ma blokady drzwi. Koszmar. Nawet nie chcę myśleć, co by było, gdyby nie była przypięta...
      Napisałam tak ku przestrodze po rozmowie z koleżanką, bo czasem chyba ludziom się wydaje, że im nic złego się nie przydarzy. Wszystkim tylko nie im. Zostawiają dzieci w upale w samochodach - na chwilę. I wystarczy, by doszło do tragedii. I to nie jacyś zacofani, prymitywni ludzie a wydawałoby się na poziomie, a tacy bez wyobraźni. Nie zapną raz, na chwilę zostawią w gorącym samochodzie. Ale ten jeden raz to i tak może być za dużo.
      P.S. Mój mąż też gorzej znosi jakieś scysje samochodowe i wrzaski, właśnie dlatego, że prowadzi auto.
      Dzięki za komentarz! :*

      Usuń
  2. Oj nie przesadzasz ani trochę. No bo czym jest płacz, nawet przez całą drogę, niż późniejsze kalectwo dziecka. Ciekawe, czy Twoja koleżanka nie "zwariowałaby" wiedząc, że dziecko cierpi/nie żyje przez jej niefrasobliwość. My od razu kupiliśmy dla Rysia dobry fotelik, z isofixem, w dodatku taki, w którym pojeździ tyłem do 4 roku życia, bo tyłem najbezpieczniej. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas jeżdżenie do tyłu przez 4 lata by nie przeszło,ale isofix jest super!
      Eh, brak mi słów jeśli chodzi o koleżankę. Pewnie nie umie sobie poradzić z krzykiem dziecka. Jest to dla mnie tym bardziej dziwne, że ma też starszą córkę, więc syn powinien brać z niej przykład przy dobrym nastawieniu.
      Powiem więcej, nie raz widzę, że ludzie przewożą dzieciaki na kolanach. Kiedyś, gdy nie było fotelików, wiadomo było inaczej, ale dziś powinna być większa świadomość.
      Dzięki, pozdrowionka dla Rysiowej mamusi :)

      Usuń