Adopcja,  Dziecko,  Szkoła

Pierwsze koty za płoty

Rozpoczął się kolejny tydzień szkoły. Jak sobie radzimy? Muszę powiedzieć, że najgorzej radzę sobie ja… Nie wiem czy przechodzę jakieś przesilenie jesienne, czy po prostu mój organizm doznał szoku powakacyjnego, ale zasypianie przy interesującym filmie o godzinie 22 to nie w moim stylu. Ja, która należę raczej do nocnych marków niż rannych ptaszków idę na górę spać i nie wiem jak się nazywam. Mam nadzieję, że to minie, że jakoś wpadnę w rytm. Owszem, wstaję te 15 minut wcześniej niż zwykle (6.45), ale czy to ma aż takie znaczenie?

Ale ja to pikuś. Najważniejsze, że dziewczynki są zadowolone ze szkoły 🙂 Kiedy w poniedziałek przed rozpoczęciem roku wywieszono listy z podziałem na klasy okazało się, że z grupy zerówkowej będą 4 osoby. Reszta miała znaleźć się w innej klasie. Nie ukrywam, że byłam z tego rozwiązania zadowolona. Niektóre osoby niestety “ciągnęły się” za nami od przedszkola, inne nowo poznane w zeszłym roku też niekoniecznie z dobrym wpływem na rówieśników, więc nie było źle. Na rozpoczęciu roku okazało się jednak, że mamusie w międzyczasie pokombinowały i przeniosły dzieci do innych klas. W naszej została tylko jedna ze “starych” koleżanek.
Na początku nie zrobiło to jakiegoś wielkiego wrażenia na Milci, która miała już przecież swoje ulubione koleżanki z zerówki. Jednak po kilku dniach zaczęło jej być przykro. Pocieszeniem miało być to, że będą spotykać się po lekcjach na świetlicy i na placu zabaw. Któregoś dnia, dziewczynki ze szkoły odebrał tata. Ja miałam jeszcze lekcje w domu. Kiedy przyjechali wyszłam na chwilę, by się z nimi przywitać i taki oto widok. Milka zapłakana stoi w kuchni, Misia siedzi na kanapie z miną w podkówkę. Szczerze mówiąc zamurowało mnie, myślałam, że coś się stało w szkole, może jakiś kryzys. Pytam o co chodzi. Przez łzy Milka mówi “Bo tata nas za wcześnie odebrał i nie zdążyłyśmy się pobawić” No i wszystko jasne. Okazało się, że właśnie klasa szła na plac zabaw i właśnie dołączyła do nich grupa z koleżankami z tamtego roku a tu niedobry tata przyjechał i zabrał biedne dzieci do domu 🙂
Powiem wam, że zastanawialiśmy się głęboko czy zapisać dziewczynki na świetlicę. Zwykle o tej porze kiedy kończą mam przerwę, więc spokojnie mogłabym je odebrać. Ale tak w zasadzie musiałyby znów siedzieć same (ja pracuję do ok.15) i ciągle w tym samym sosie przebywać, czyli ze sobą. Ta decyzja to był strzał w dziesiątkę. Nauka nauką, ale szkoła to przecież też zabawa, integracja i zajęcia dodatkowe. Jest czas na spotkania z koleżankami i kolegami z innych klas, można się wyszaleć, wybawić i w sumie ten czas, jaki spędzają dziewczynki w szkole podobny jest do czasu jaki spędzały w przedszkolu. Tam też przecież pracowały z książką, robiły różne prace, projekty a po 13 była zabawa. Tak też stało się tu. Dziewczynki są tak zachwycone szkołą, że podekscytowane codziennie opowiadają co się wydarzyło.
“A wiesz, że każdemu zostały przydzielone biurka z komputerem?“, wczoraj przeżywały po pierwszej lekcji informatyki. Wszystko jest dla nich tak fascynujące, że chciałabym, żeby to trwało jak najdłużej. Żeby cieszyły się, że uczą się czegoś nowego, poznają świat, bawią się z dziećmi. Dzieci są różne, wiadomo, ale to też zdobywanie ważnych umiejętności dogadania się z innymi, radzenia sobie. Podobno jakiś chłopak zaczepiał Misię, więc mu powiedziała: “Zapisuję się na karate” i odeszła. Coś w stylu bój się, bo to ja mogę ci zrobić krzywdę 😉

Póki co dziewczynki siedzą razem, wspierają się, pomagają. Na przerwach nie zawsze bawią się razem. Misia ma już swoje koleżanki, nawet jedną się opiekuje, bo podobno była “smutna i samotna”
I na koniec jeszcze taka sytuacja. Milka opowiada, że polubił ją Kuba i ciągle chce się z nią bawić. Zmarszczona Misia mówi, że przez to siostra w coś tam nie bawiła się z nią tylko z nim. Na co starsza odpowiada:
Bawiłam się z nim, bo ty bawiłaś się z koleżankami.
Musiałam się bawić z koleżankami skoro ty sobie przyłapałaś chłopaka!, odpowiedziała z wyrzutem młodsza córka.
To nie ja go sobie przyłapałam. To on przyłapał mnie!
Zaczęłam się śmiać, ponieważ oto stoi przede mną 6-latka z o rok starszą siostrą i rozmawiają o chłopaku. Padłam. One też zaczęły się śmiać a ja tylko w duchu pomyślałam: to dopiero początek 🙂

3 komentarze

  • Anonim

    U nas świetlica uchodzi za najlepsze miejsce w szkole – miejsce gdzie można się wyszaleć i zintegrować z kolegami w zupełnie inny sposób niż w klasie. Dodatkowo jest też integracja międzyklasowa. Jest plac zabaw, boisko, wielka piaskownica. Zbyt wczesne odebranie ze świetlicy grodzi fochem, płaczem a w skrajnych przypadkach groźbą rozwiązania stosunku przysposobienia (taki żarcik 😉 ) .
    Karate pewnie fajna sprawa. Mój syn od przedszkola chodził na judo (z przerwą covidową w zeszłym roku 🙁 ). Na szczęście w tym roku treningi wracają. Kolega chciał go namówić na karate ale wystąpiła kolizja z piłką – temu musimy podporządkować wszystkie inne zajęcia. Córkę chciałam zapisać na judo w przedszkolu (chodzi do tego samego co syn, mieli super trenerkę) ale okazało się, że przez COVID w przedszkolu nie ma żadnych dodatkowych zajęć. Czyli lepiej żeby dzieciaki łaziły po mieście na dodatkowe zajęcia, jeśli rodzice chcą, niż żeby jedna osoba z zewnątrz miała wejść do przedszkola – paranoja.

  • Agata

    Wyglada na to, ze adaptacja szkolna mija u Was wrecz wzorowo. 😉

    O, to nie tylko Misia zaczela nauke o rok wczesniej, ale tez dziewczyny sa w jednej klasie? Tak pewnie Misi jest tak razniej, chociaz tak jak sama napisalas, nie maja szans od siebie odpoczac, sa caly czas “w jednym sosie”. To dosc ciekawe podejscie, znam bowiem dwie rodziny z bliznietami, gdzie rodzice celowo poprosili zeby dzieci rozdzielic do roznych klas, zeby mialy szanse rozwijac sie indywidualnie, a nie jako jeden “pakiet”. 😀 Z drugiej strony, mam kolezanke, ktora szkole doslownie zameczala zeby jej synow – blizniakow dac do jednej klasy, bo jak twierdzila, nie ma ochoty latac do dwoch roznych nauczycieli, na po dwie z kazdych szkolnych uroczystosci, itd. 😀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.