wtorek, 20 czerwca 2017

Kochane siostrzyczki

Nigdy nie miałam siostry, ale gdzieś tam w głowie miałam zawsze jej wyobrażenie. To czego uczę moje córki, oparte jest na moim instynkcie, obserwacjach innych ludzi i zwykłej ludzkiej tęsknocie za bratnią duszą z którą łączyłyby mnie również więzy krwi.





Wychowanie dwóch dziewczynek w podobnym wieku nie jest łatwe. Nie będę ukrywać, że niejednokrotnie gotuję się w środku powtarzając po raz setny jedną i tą samą rzecz, a one nakręcając się nawzajem bawią się w najlepsze. 

Kiedyś w przyszłości dziewczynki będą miały tylko siebie,muszą być dla siebie najważniejsze, muszą trzymać się razem i wiedzieć, że gdy wszystko zawiedzie, na siebie mogą zawsze liczyć.

No, ale od początku :)

Kiedy urodziła się J., E. sama była jeszcze malutka. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że właśnie zmieniło się całe jej życie - już nigdy nie będzie musiała samotnie przechodzić przez wszystko, co na nią czeka. Czasem mam wrażenie, że J. urodziła się po to, by pomóc swojej wrażliwej siostrze pogodzić się z przeszłością. 

Prawdziwe jest przekonanie, że jak w życiu nic się nie dzieje i wieje nudą, to w każdym aspekcie życia, kiedy zaś zaczyna się coś dziać, to nagle wszystko zwala się na głowę.

W którymś momencie postanowiliśmy wyprowadzić się z miasta. Nasz dom projektowaliśmy sami, szyty był na miarę, przystosowany do mojej pracy i przygotowany na przyjęcie dziecka. Skończyliśmy nasz projekt i za dwa tygodnie zadzwonił telefon, że urodziło nam się dziecko. Ci, którzy czytają bloga od początku wiedzą, że byliśmy wtedy na wakacjach. Prędko wracaliśmy, by poznać naszą ukochaną E. 
E.rosła wraz z naszym domem. Wspólnie wypisywaliśmy tablicę z informacją o budowie, chodziliśmy po fundamentach, chodziliśmy po piętrze, kiedy nie było jeszcze ścian i dachu. Nigdy nie przypuszczaliśmy, że będziemy się wprowadzać z dwójką dzieci. 

Kiedy zadzwonił ten drugi telefon, byliśmy w trakcie wykończeń wewnątrz budynku i szykowaliśmy się do kolejnych wakacji. W dniu telefonu E. miała bardzo dobry humor, tak jakby wiedziała, że coś ważnego właśnie miało miejsce. Po powrocie z wakacji sytuacja przedstawiała się następująco: dwójka maluchów, mieszkanie, które trzeba w miarę szybko opuścić, niewykończony dom i kompletny zamęt w głowie. 

Na początku zamieszkałyśmy z moimi rodzicami, mąż po pracy jechał na budowę i pracował ile mógł, by jak najszybciej móc się wprowadzić. E. udawała, że siostry nie ma. Nadal czuła się jak jedynaczka, zwłaszcza, że J. była niemowlęciem niewymagającym - spała, jadła, bawiła się. Czasem zdarzało się, że grzechotała jej, gdy ta płakała, albo karmiła butelką (choć najchętniej to sama zjadłaby jej mleko;) Jakież wielkie było jej zdziwienie, kiedy to mąż przyjechał po nas i J. pojechała z nami. Tak jakby była przez cały czas przekonana, że J. zostanie u dziadków. 

Mijały miesiące i E. coraz bardziej przyzwyczajała się do siostry. Jeszcze za wcześnie, by razem się bawiły, ale w miarę możliwości J. towarzyszyła nam w każdej czynności. 
Nie wiem, czy to zasługa naszego wychowania, czy też E. ma to w sobie, ale w pewnym momencie zaczęła widzieć wszędzie naszą rodzinę. Duży kamień to tata, mniejszy mama, mały E. a najmniejszy to J. Tak jest do tej pory. Nawet wtedy gdy widzi jakiegoś małego robaczka, stwierdza, że to na pewno J. 

Jestem dumna z mojej małej dziewczynki, że potrafi się dzielić z siostrą mimo jej młodego wieku. Kiedy dostaje ciasteczko, zawsze prosi o drugie dla siostry. Nigdy nie zdarzyło się, by zjadła po drodze dwa. Zawsze jej zanosi. Wraca potem do mnie i mówi "Podzieliłam się" 
 I wzajemnie. Gdy młodszej wydam polecenie, że ma zanieść coś siostrze, zawsze to robi. 
Patrzę na nie z podziwem, że tak malutkie dziewczynki potrafią myśleć o sobie. Kiedy byliśmy teraz na wakacjach, miała miejsce taka sytuacja na basenie:


~ Mamusia, kup mi lodzika, mówi do mnie E.~Nie mam kochanie pieniążków, odpowiadam zgodnie z prawdą.~To chociaż wafelka.~Wafelki też są płatne a ja nie mam pieniążków. A ty masz pieniążki?~Mam.~To idź i kup wafelki. 
Odwróciłam się w kierunku basenu, gdzie pluskała się J.
Po chwili, ku mojemu zdumieniu, maszeruje E. z dwoma wafelkami i uśmiechnięta mówi "Mam wafelka dla siebie i dla J."
Do tej pory zachodzę w głowę jak ona to zrobiła, jak poprosiła panią, która nie mówi w jej języku o 2 wafelki.

Takich sytuacji jest wiele, choć są i takie w których lecą iskry, szczególnie jeśli chodzi o zabawki. I tak uważam, że nie jest tak źle i w sytuacjach takich jak np. taka w której J. ukradkiem zabiera wózeczek siostrze i ucieka co sił w nogach a tamta ją goni, albo taka w której młodsza ma tylko liznąć loda a zabiera całego i znów ucieka przy głośnym sprzeciwie siostry, uśmiecham się delikatnie pod nosem.

Dziewczynki stają się ostatnio jak bliźniaczki. Starsza jest bezwzględnie autorytetem dla młodszej, oczywiście nie tylko z tym co dobre ;) Gdy wczoraj E. próbowała wchodzić na drzewo, młodsza oczywiście poszła za nią. Od jakiegoś czasu domaga się takich samych praw co starsza siostra.

Mimo, że czasem dziewczynki walczą ze sobą, szczególnie o naszą uwagę, by mieć nas na wyłączność, bardzo się kochają. Skąd to wiem?

  • mówią sobie, że się kochają :)
  • dzielą się rzeczami, jedzeniem, zabawkami (choć tu czasem jeszcze bywają zgrzyty)
  • przytulają się
  • myślą o sobie, tęsknią (np.kiedy nie ma jednej, druga o nią pyta, przynoszą sobie buty, zabawki, jedzenie)
  • "wałkują" się po kanapie śmiejąc się 
  • śpiewają piosenki (młodsza jeszcze nie do końca umie, ale robi to po swojemu)
  • trzymają się za rączki i idą razem np. do sali w żłobku (starsza odprowadza młodszą)
  • pocieszają się (gdy jedna płacze druga się smuci, przynosi przytulankę) 
  • szaleją razem w wodzie, widać, że są szczęśliwe 
  • skarżą na siebie :)
  • oglądają razem bajki przytulając się
  • starsza "czyta" książeczki młodszej
To tylko kilka przykładów na to, że dziewczynki tworzą udaną parę :)
Cudowne są też ich dialogi. Takie małe dwa szkraby, jedna dopiero zaczyna mówić, choć rozumie wszystko. Kolejna sytuacja, tym razem z dnia dzisiejszego:
(Dziewczynki idą spać na górę)
~Ja będę pierwsza!, krzyczy E.
~Nie, nie! Nie E. ! Pokazując ostentacyjnie na siebie J. krzyczy swoje imię. 

Kiedy dowiedzieliśmy się o drugim dziecku, mieliśmy jeszcze możliwość przerobić pokój dziecięcy tak by każda miała swój. Nie zrobiliśmy tego. Chcemy, by były zżyte, a nie żeby każda z nich zamknęła się w swoim świecie i za zamkniętymi drzwiami prowadziła osobne życie. A zresztą, skoro ja mogę dzielić sypialnię z mężem, to i one mogą się jakoś dogadać ;) Dom jest na tyle duży, że jak kiedyś nastąpią "ciche dni" to jest gdzie znaleźć swoją samotnię. Muszą nauczyć się żyć ze sobą, pomagać, dzielić radości i smutki a w swoich wizjach mam też takie momenty jak rzucanie poduszkami, przywilej kochanych siostrzyczek :)

Niedługo dziewczynki będą na tyle duże, by móc zrozumieć co to jest adopcja. Mam nadzieję, że będzie to początek ich wspólnej drogi przez życie, drogi, którą pokonają razem. 

10 komentarzy:

  1. Świetna notka, którą naprawdę przyjemnie się czyta.
    Moje córeczki są starsze i dzieli je 5 lat różnicy wieku ale czasem zachowują się jak zdecydowanie młodsze dziewczynki. Kłócą się by za chwile sie razem bawić... Jak dzieci... Szczęśliwe, małe dzieci.
    Tylko czasem ktoś z zewnątrz zdziwiony pyta ile mają lat bo zachowanie mu nie pasuje. Ale nie przejmuję się tym, że inni są zdziwieni lub zszokowani. Mnie cieszy radość i śmiech moich dzieci.
    Starsza przez długi czas pełniła taką funkcję dla młodszej jaką powinna spełniać matka. Była troskliwa, opiekuńcza, odpowiedzialna... Teraz cieszę sie, że zachowuje się jak dziecko.
    W DD miały wspólny pokój - teraz każda ma oddzielny ale i tak najbardziej widoczna jest rywalizacja o to by być jak najbliżej mamy i wieczorem zagarnąć ją dla siebie.
    Starsza czasem tylko smutnieje i mówi, że jest jej szkoda, że nie jest młodsza... Ech...

    Pozdr
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :))
      Wydaje mi się, że u Twoich dzieci jest inaczej. Moje trzeba wszystkiego nauczyć. U Was, przez tyle lat, tak jak piszesz, starsza z racji wieku musiała opiekować się młodszą. Teraz potrzebuje swojej przestrzeni, takiej, która będzie tylko dla niej. I to nie jeden kąt jak pewnie miała w DD, tylko cały pokój! I świetnie :) Założę się, że mimo tego, iż odetchnęły, że wreszcie każda ma swój pokój i swoje miejsce, to na pewno są bardzo mocno ze sobą związane. Wiedzą, że do tej pory miały tylko siebie i musiały trzymać się razem.
      Myślę, że Twojej starszej córce trochę uciekło dzieciństwo przez to, że musiała być dorosła i myśleć o siostrze. I bardzo dobrze, że wraca do czasów, gdy to ona miała te 5 lat. Może nie nadrobi czasu, ale na pewno będzie mieć poczucie, że teraz jest szczęśliwa i z radością będzie patrzeć w przyszłość :)

      Ja dzięki mężowi przestałam się przejmować co myślą inni. Zawsze mi powtarza "a gdzie jest napisane, że w ten sposób się zachowując robimy dobrze? Zachowujmy się tak, byśmy my i dzieci byli szczęśliwi" I tego się trzymamy. Skaczemy razem na trampolinie, udajemy Starego Niedźwiedzia, dziewczyny biegają wokół, piszczą, skaczą i wiem, że są szczęśliwe. Przytulamy się, "wałkujemy", ściskamy a potem starsza staje przed nami i mówi " Kocham Cię. Tak mocno mocno" I wiem, że żadna zabawka nie da im więcej radości jak możliwość "potarmoszenia" siostry, czy rodzica :))

      Usuń
  2. Ja mam siostrę młodszą o trzy lata , ale nasze relacje nigdy nie były szczególnie bliskie. Jesteśmy dwiema zupełnie różnymi osobami i zawsze podążałyśmy kompletnie innymi ścieżkami - miałyśmy inne zainteresowania, inne potrzeby, inne priorytety i generalnie inne, odrębne światy. Z czasem te różnice zaczęły się tylko pogłębiać, natomiast aktualnie prawie nie utrzymujemy ze sobą kontaktu. Mój mąż ma podobne doświadczenia ze swoim bratem - i być może dlatego jakoś trudniej jest nam się przekonać odnośnie rodzeństwa dla Bąbla.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd ja to znam. U mojego męża jest podobnie, mimo, że między braćmi nie ma aż tak dużej różnicy wieku (4lata) Przyczyny takiej a nie innej sytuacji upatruję w sposobie wychowania ich przez moją teściową. Nigdy nie nauczyła chłopców więzi, przywiązania, wzajemnego interesowania się swoim losem. Mój teść miał takie podejście, że trzeba sobie wychować dzieci, by móc z nich potem korzystać. Straszne prawda? Każdy z nich poszedł w inną stronę, a po tym jak brat wziął ślub z dziewczyną, która świadomie zaczęła odsuwać go od rodziny, kontakt w zasadzie się urwał. Jest mi bardzo przykro z tego powodu, bo ja jako jedynaczka marzę o dużej rodzinie, o spotkaniach w niedzielne popołudnia czy w święta przy kominku. To jednak pozostanie chyba w sferze marzeń, choć gdzieś głęboko wierzę, że się spełnią. Może jak będę już stara i pomarszczona i dziewczynki będą mieć swoje dzieci ;);)

      My od początku chcieliśmy dwoje dzieci. (Wtedy E. była na etapie Peppy, więc śmialiśmy się, że mamy Peppę, potem będzie czas na George'a. Tak się nie stało i mamy nasz "babiniec";) Uwierz mi samemu jest po prostu smutno. I co mi z tych przywilejów, że nie muszę się niby z nikim dzielić, że mam coś tak po rodzicach dla siebie i takie tam. Dla mnie to nic nie jest ważne. Kiedy rodzice kiedyś odejdą zostanę sama jak palec. Chciałabym móc dzielić rodzinne radości i smutki z rodzeństwem.
      Z opowiadań pan z ośrodka wiem też, że większość dzieci nie szuka swoich biologicznych rodziców, ale szuka rodzeństwa. Dlaczego? No właśnie dlatego, że jak umierają rodzice adopcyjni to dziecko czuje się samotne, chce znaleźć punkt zaczepienia.
      Nie wiem co wyjdzie z tych naszych metod wychowawczych, ale trzymamy się zasady, że dzieciom należy dać dwie rzeczy - mocne korzenie i skrzydła. Dziewczynki nie muszą być zawsze najlepszymi przyjaciółkami, nie muszą mieć tego samego towarzystwa, mogą być kompletnie inne, mieć inne poglądy itd. Ale muszą nie tylko wiedzieć, ale czuć, że w sobie zawsze znajdą oparcie.
      Bardzo wierzę w więź pomiędzy ludźmi - mężem i żoną, rodzicami i dziećmi, rodzeństwem. Tego nauczyli mnie rodzice. I chyba zrobili dobrą robotę, bo do tej pory stoimy za sobą murem. Nikt i nic nie byłby w stanie zmienić tego co czuję - ani poglądy ani charaktery (a mamy bardzo różne szczególnie ja i moja mama)
      Kochana mamo Bąbelka, trzymam kciuki, może coś się u was zmieni. Szczerze mówiąc Ty jesteś w lepszej pozycji, wiesz czego Ci zabrakło w relacji z siostrą, co poszło nie tak. Ja nie wiem nic.
      Wszystkiego dobrego, pozdrawiam :*

      Usuń
  3. Serce mi rosło, jak czytałam o Waszych Córeczkach. Wierzę, że dzięki Wam, ich wzajemnej miłości, zawsze będą sobie bliskie.
    Ja mam niestety niezbyt dobre relacje ze swoją siostrą. Nie jest źle, ale nie jesteśmy ze sobą na tyle blisko, jakbym chciała. Różnica wieku (7), różnica charakterów, światopoglądu. I rodzice, szczególnie mama trochę niedobrego zrobiła i robi nadal, nieświadomie, ale jednak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana za miłe słowa :*
      7 lat to rzeczywiście spora różnica wieku, ale powiem jedno, między mną a mężem też jest różnica wieku a nie znam osoby na tym świecie, która byłaby mi bliższa. Nie tu więc upatrywałabym przyczyny problemu. Zgadzam się więc z Tobą, że dużo zależy od rodziców (Napisałam wyżej w odpowiedzi do Mamy Bąbelka), czasem widzę kardynalne błędy popełniane przez nich np. porównywanie i faworyzowanie syna lub córki, brak jakiegokolwiek zaangażowania dzieci w te same czynności, które pozwoliłyby im spędzać wartościowo czas itd. Wprowadzana rywalizacja prowadząca do zazdrości, wzajemne oskarżanie się, niewłaściwy podział obowiązków i niezrozumienie w przyszłości skutkują tym co np. opisałam jest u mojego męża.
      No, bo jak to młodszy brat ma np. dom? A co to za różnica co kto ma. Skoro ma to ciesz się, że masz gdzie przyjść na grilla chciałoby się powiedzieć.
      Tylko niestety pewnych rzeczy się nie przeskoczy. Teściowa może teraz chciałaby coś naprawić i bardzo nieudolnie próbuje, ale nie da się tak łatwo nawiązać więzi z bratem, gdy jesteś po 30.

      Przykro mi, że u Ciebie i u Mamy Bąbla też czegoś zabrakło.
      Pozdrawiam serdecznie! Trzymaj kciuki, żeby z dziewczynkami się udało. <3

      Usuń
  4. Izzy, to ja jednak przyjadę na tę kawę ;). Czytając o Twoich córeczkach, aż chce się być tam z Wami.
    Doskonale wiem, co przeżywasz jako jedynaczka. U mnie sytuacja jest jeszcze o tyle specyficzna, że oboje z mężem nie mamy ani rodzeństwa, ani nawet kuzynostwa. Jesteśmy jedyni w całym pokoleniu! Niedawno P. wyjechał w delegację, ja zostałam sama z Księżniczką, psem, tatą osłabionym po operacji serca i 81-letnią babcią (tata i babcia mieszkają razem 1 km ode mnie). Po jednym dniu chciało mi się wyć, a przecież może się zdarzyć, że będzie tak częściej. Wiele bym dała, żeby móc liczyć na siostrę lub brata, choć wiadomo, że z tym bywa różnie, co potwierdziły dziewczyny wyżej.
    Moja mama była z kolei bardzo zżyta ze swoim bratem. Mój tata ma dwoje rodzeństwa; z bratem kontaktuje się sporadycznie, ale za to jego o 9 lat młodsza siostra nadal jest jego oczkiem w głowie, traktuje ją prawie jak swoje dziecko - ale to osobna historia,zbyt obszerna na komentarz.
    Rodzeństwa dla córci póki co nie planujemy, musimy się najpierw nauczyć być rodzicami jednego dziecka ;) Chociaż gdyby się okazało, że mała ma siostrę lub brata, to pewnie byśmy nie odmówili.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam za słowo! Z moimi dziewczynami nie można się nudzić ;) Siedzimy w wakacje same, więc zapraszamy! Jak dziś pamiętam jak one miały tyle co Księżniczka i przychodził ktoś w z dzieckiem w wieku 2 lat to wydawało mi się, Boże kiedy moja będzie taka duża. To było takie odległe, że aż nie byłam w stanie sobie wyobrazić a tu czas minął szybciej niż to sobie wyobrażałam.
      Co do rodzeństwa to u mnie jest podobnie, z mojej strony w zasadzie jestem tylko ja (mam kuzynkę za granicą, ale przez jej matkę nie utrzymujemy kontaktu, mam nadzieję, że może kiedyś....) Od strony męża jest tak jak pisałam wyżej, może jeśli "piekło zamarznie" to odmieni się serce bratowej i sytuacja ulegnie zmianie. Ale nie sądzę. I dlatego dokładnie czuję tak jak Ty. A przykład taty pokazuje, że można mieć dobry kontakt z rodzeństwem mimo,że jest młodsze.
      Chyba ktoś szalony zdecydowałby się na rodzeństwo dla dziecka 3-miesięcznego ;) My też planowaliśmy być przez jakiś czas rodzicami jednego szkraba, wyszło jak wyszło ;)

      Usuń
  5. Kiedyś planowaliśmy troje dzieci... ale to było jeszcze zanim się okazało, że nie będziemy rodzicami biologicznymi. No i byliśmy wtedy o dekadę młodsi. Czas nam się skurczył, marzenia trochę też.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wraz z problemem niepłodności marzenia trzeba zdefiniować na nowo. Ale przecież nie znaczy, że nie może tych marzeń być jeszcze więcej niż kiedyś - będą po prostu inne :*
      Ale to prawda, że dopiero, gdy mam dzieci widzę jak upływa czas... Ja niby taka sama, ale z każdym dniem one się zmieniają.

      Usuń