sobota, 16 września 2017

Wreszcie byliśmy i my! :)

Do warszawskiego zoo wybieraliśmy się od początku wakacji. I ciągle coś nam przeszkadzało, bo albo pogoda była niesprzyjająca, albo przyjeżdżali jacyś goście, albo po prostu już mieliśmy inne plany. Poprzedni weekend, być może ostatni z tak piękną pogodą, był więc dobrym terminem, by nadrobić tę wycieczkę. 





Zwykle zaparkowanie samochodu przed zoo w dni takie jak ten, graniczy z cudem. Tak też i było tym razem, więc od razu skierowaliśmy się do miejsca, gdzie zawsze zostawiamy auto, czyli między blokami. Stamtąd wprawdzie trzeba chwilę dojść, wzdłuż zoo, ale nieco dłuższy spacerek przydał nam się po tych kilku deszczowych dniach spędzonych w domu.

Bilet do zoo zakupiliśmy przez internet i był to dobry wybór. Wprawdzie kosztowało nas to dodatkowe 6zł, ale dzięki temu uniknęliśmy stania w długiej kolejce.

Na początku niemiła niespodzianka. Główna alejka, która od jakiegoś czasu jest remontowana, nadal nie jest skończona. Większość ludzi idzie zgodnie z kierunkiem zwiedzania, czyli w prawo, my zaś udajemy się w lewo, do miśka polarnego ;)




Niedźwiedzia niestety nie ma. Dziewczynki są zawiedzione, gdyż Misiek to ulubiona maskotka J. Udajemy się więc do foczek, które swoimi występami tanecznymi w wodzie zdobywają serca moich
dziewczynek.



Oczywiście miały wrażenie, że foki przypłynęły tylko i wyłącznie do nich, więc bardzo im się to spodobało.










Ślepa uliczka. Wracamy więc do alei głównej przechodząc znów koło niedźwiedzia. Nagle słyszymy jego ryk, tak jakby się zbliżał, proszę więc męża, żebyśmy na chwilę zatrzymali się. Po chwili majestatycznie wchodzi "misio" i wita się ze zgromadzonymi ludźmi swoim głośnym rykiem. Dziewczyny są zachwycone, najchętniej weszłyby to niego uścisnąć mu łapę... 


"To taki jak stary niedźwiedź mocno śpi", kwituje E. widząc ogromnego stwora.




Oglądamy ptaki i po chwili zauważamy w oddali stragany/ stanowiska jakby z jedzeniem. Jesteśmy głodni, więc postanawiamy przyjrzeć się co dobrego mają do zaoferowania. Okazuje się, że trwa piknik. Załapujemy się na darmowe kiełbaski, które trzeba samemu upiec na ogniu, ziemniaczki, soczki, owoce i ciasteczka oraz gadżety reklamowe. 
Już wiem, że dziewczynki nadawałyby się do harcerstwa, ochoczo przystąpiły bowiem do nabijania kiełbasek na długi kij i chętnie trzymały je nad ogniem z pomocą tatusia.



Na pikniku można było również obejrzeć i dotknąć prawdziwego węża, żółwie i inne zwierzęta, oraz np.obejrzeć jaja różnych ptaków. Dziewczynki były zachwycone. Najbardziej podobał im się wąż, którego najchętniej wzięłyby do potrzymania na dłużej. 








Zeszłotygodniowa wycieczka do zoo była pierwszą w życiu J. Zwierzątka bardzo jej się podobały, w szczególności te największe jak żyrafy, słonie, nosorożec. "Popatrz", mówiła z zadziwieniem. E. nie pamięta swojej pierwszej wizyty w zoo, miała wtedy roczek i najbardziej interesowało ją uciekanie od nas ;) Widzę jak bardzo wydoroślała, jak inaczej patrzy już na świat, który teraz jest dla niej tak fascynujący, że żadne z ciekawych wydarzeń nie umknie jej uwagi. 






Lubimy warszawskie zoo, jednak z pewnością wymaga ono remontu. Dotknięte zębem czasu domy dla zwierząt i wybiegi powinny doczekać się odświeżenia. Na to potrzeba funduszy i czasu, ale widać, że coś się tam zmienia. Fajne byłoby zoo bardziej przyjazne dla dzieci, gdzie lwa można faktycznie zobaczyć z bliska,  a nie pozakrywanego ogromną ilością krzaków. Zoo może bardziej interaktywne, gdzie dzieciaki mogłyby oprócz oglądania zwierząt, pograć w jakieś edukacyjne gry, pobawić się. 










A wiecie co jest najśmieszniejsze? Zapytałam moje gwiazdeczki, które zwierzątka im się najbardziej podobały i wiecie co usłyszałam? Od jednej, że OWCE, od drugiej, że KOZY. 
Jaki z tego wniosek? Zamiast iść do zoo, lepiej znaleźć jakieś gospodarstwo :)





W Szwajcarii bardzo podobał nam się pomysł tworzenia mini zoo w parkach w dużych miastach. Hoduje się tam właśnie owieczki, kozy, świnie, króliki itp. Można za drobną opłatą (2 CHF) kupić specjalną paszę dla zwierząt i nacieszyć się ich karmieniem. Oczywiście zoo jest częścią parku, więc nie trzeba za nic płacić. Jest to atrakcja, która przyciąga całe rodziny.




Park Sauvabelin, Lozanna



Park Sauvabelin, Lozanna.




0 komentarze:

Prześlij komentarz