piątek, 29 września 2017

Z pamiętnika mojej mamy, czyli o tym jak my dorośli zapominamy, że też byliśmy kiedyś dziećmi.

Autentyczny wpis w pamiętniku
W którymś z moich wcześniejszych postów wspominałam, że moja mama pisała dla mnie pamiętnik. Nie było oczywiście wtedy blogów (a szkoda), więc ważne wydarzenia zapisywała na kartkach typowego dla tamtych czasów brulionu. Na początku swojego macierzyństwa zdarzało mi się dość często do niego zaglądać i porównywać jaka ja byłam w wieku mojego dziecka np.czy lubiłam jeść gruszki, czy dobrze spałam, co mówiłam. Było to ciekawe doświadczenie, bo mogłam zobaczyć, jak różnymi sposobami dzieci osiągają ten sam cel np. chodzenie (ja raczkowałam a moja E. od razu stanęła na nogi)



Ze względu na natłok zajęć, po narodzinach J. porzuciłam większość mądrych książek z pamiętnikiem na czele. Jednak kilka dni temu, wzięłam go znów do ręki jako lekturę do kawy. Czytając notatki mojej mamy uświadomiłam sobie jedną rzecz. Ja byłam kiedyś dokładnie taka sama jak moje dzieci!

Mała Izzy. 6.5 miesiąca
Po raz pierwszy zrobiłaś siusiu na nocniczku. Wieczorem obudziłaś się wołając "mama" Od tego dnia mówisz już "mama"
Słodki Jezu. Ja jako matka musiałam czekać jeszcze baaaardzo długo na to, żeby moje dzieci siusiały na nocniczku. No, ale wiadomo, to były czasy pieluch tetrowych, więc odpieluchowanie wyglądało trochę inaczej. Na słowo "mama" musiałam czekać u E. aż skończyła rok i 2 miesiące. Pięknie mówiła tata, dziadzia i inne słowa, ale nie "mama" Próbowała, ale za każdym razem zapowietrzała się i nic z tego nie wychodziło prócz śmiechu jej i mojego. Na szczęście druga córka zrekompensowała mi to czekanie. Tym razem to mąż musiał czekać, aż zacznie mówić "tata"

10 miesięcy.
Nie przypuszczaliśmy, że ty lubisz cytryny. Daliśmy ci pół cytryny, a ty tak się zajadałaś, że sok lał ci się po brodzie, a ty nawet się nie skrzywiłaś.
Szczerze mówiąc pisząc to już się krzywię, ale wtedy faktycznie ku zadowoleniu moich rodziców potrafiłam jeść te cholerne cytryny bez choćby jednego grymasu na twarzy.

Przyszła N. (*moja kuzynka, starsza o pół roku) i miała w ręce kurkę zabawkę co znosi jajka. Ty jak ją zobaczyłaś to wyrywałaś ją jej z ręki. Gdy nie chciała ci oddać, bardzo płakałaś. Momentami płakałyście obie. Zabawa z kurką skończyła się tym, że ty urwałaś kurce skrzydełka.

Hahaha. A ostatnio pisałam tu na blogu o moich dziewczynach, które urwały nogę ulubionej owieczce E. :) 

Jest sierpień. Mam 3 latka i 3 miesiące. Po wspaniałych wakacjach nad naszym polskim morzem nastaje ten dzień. Pierwszy dzień w przedszkolu. Niby mówię, że się cieszę, ale tak naprawdę moja mama wie, że łatwo nie będzie. Do tej pory opiekowali się mną dziadkowie. 
Czytam pamiętnik i już na samym początku zdziwienie: 
Idziemy do przedszkola z 3 wiązankami kwiatów:dla pani wychowawczyni, dyrektorki i niani

W obecnych czasach nie wszystkie dzieci przynoszą kwiaty na zakończenie roku szkolnego a tu na rozpoczęcie przedszkola? No nic, czytam dalej:

Gdy rozstawałyśmy się ze sobą, tak jak przewidywałam, płakałaś (podobno niedługo) Jak przyszłam z pracy po Ciebie i weszłam na salę to ujrzałam taki widok:wszystkie dzieci leżały na leżaczkach, a ty siedziałaś na stołeczku w majteczkach, podkoszulce, boso i płakałaś. Gdy mnie zobaczyłaś, podbiegłaś i rzuciłaś mi się na szyję wołając: mamuśku! Nie chciałaś zostawić w przedszkolu worka z kapciami, bo stwierdziłaś, że ci się tu nie podoba i już nie wrócisz. Po wyjściu z przedszkola usiadłyśmy na ławce i opowiadałaś mi jak było. Pod koniec naszej rozmowy stwierdziłaś, że pójdziesz do przedszkola tylko nie chcesz spać.

Takie były moje początki w przedszkolu. Ci, którzy znają mnie osobiście, wiedzą, że wyrosłam na całkiem zdrową psychicznie osobę, więc przeżycia te nie zostawiły jakiegoś trwałego urazu- przynajmniej tak mi się wydaje ;)
Każde dziecko jak widać reaguje zupełnie inaczej. Ale widzę też, że moje maluszki były przez nas lepiej przygotowane do samodzielności i wyfrunięcia z gniazda. Gdy moja mama wróciła do pracy i przekazała mnie pod opiekę moich dziadków, rozpoczął się czas błogiego dzieciństwa, w którym przez cały dzień uwaga była skupiona na mnie. Potrafiłam sobie ustawić dziadków tak jak chciałam, byli we mnie zakochani, więc pozwalali na więcej niż rodzice. I nagle zderzenie z rzeczywistością: dyscyplina, zajęcia, nowe środowisko. Musiało minąć trochę czasu, żebym się przyzwyczaiła. Do spania jednak nigdy się nie przekonałam. Nienawidziłam leżaczka i bezczynnego leżenia. Dziś uważam, że byłam głupia. Jak wiele dałabym teraz, żeby móc położyć się choć na pół godzinki w ciągu dnia i zamknąć oczy. No, ale z perspektywy dziecka taki leżaczek faktycznie wydawał się więzieniem. Na szczęście miałam wyrozumiałą panią przedszkolankę i jako jedyne dziecko siedziałam przy stoliczku i rysowałam, albo bawiłam się, podczas leżakowania reszty grupy. Za to jestem jej bardzo wdzięczna.


26.08 - Dziś jesteś zadowolona z pobytu w przedszkolu, bo pani w sobotę nie kładzie dzieci spać.
Czytam i nie wierzę. Zajęcia w sobotę? Wszak było to przedszkole publiczne. Można wiele powiedzieć na tamten system szkolnictwa, ale ja osobiście nie znam przedszkola, które byłoby otwarte w sobotę, przynajmniej nie w mojej okolicy. 


Wczoraj wieczorem opowiadałaś mi, że pani wygoniła cię do łazienki, bo płakałaś i tam kazała ci się wypłakać.
Wyobrażacie sobie taką sytuację w dzisiejszych czasach? Ja nie bardzo. Początek roku, dziecko jeszcze w okresie adaptacji, tęskni a one każą mi się wypłakać? Biedna ja :( 
Jest połowa października, nadal często zdarza mi się płakać rano przy rozstaniu. Trwa to jednak niedługo, w przedszkolu ładnie jem i bawię się. 

Odkładam na chwilę lekturę i robię małą przerwę. Po chwili powracam jednak do mojego ulubionego kącika na kanapie i przerzucam kilka kartek. 
Nasze dzieci uczymy kultury i dobrego zachowania. Na każdym kroku podkreślamy słowa proszę, dziękuję, przepraszam. Nie wierzę własnym oczom. Ja? Taka grzeczna dziewczynka? Niemożliwe... Przeczytajcie sami:
Jedziemy do babci i dziadka. Przed skrzyżowaniem jadąca przed nami Syrena nagle zatrzymuje się i my też. Tatuś powiedział "Jedź Syrena" a ty na to "Jedź Syrena, bo ci dupę strzaskamy!" 
No cóż. Wiem, że dzieci przynoszą z przedszkola różne "kwiatki", ale nie ja przecież ;)
No nie moja droga, tego już za wiele. Gdy cię usypiałam i pokrzyczałam, że nie śpisz, to podniesionym głosem odezwałaś się do mnie bardzo niegrzecznie "Zamknij się"  Próbujesz się kłócić ze mną.
Eeeee, no w to to nie uwierzę ;) Ja, która zawsze odnoszę się do ludzi z należytym szacunkiem taka niby byłam? Toż to już pomówienie! 
Czyżby okazało się, że moje dzieci to aniołki w porównaniu z tym jaka ja byłam? Jedynie młodsza kiedyś powiedziała mi "Sio mamusia, idź tam", kiedy to nie pozwoliłam jej ciumkać paluszka. 


Pamiętnik mojej mamy kryje jeszcze wiele niespodzianek i tajemnic. To chyba jeden z cenniejszych prezentów jakie dostałam od moich rodziców. Wydaje mi się, że czasem my dorośli zapominamy, że kiedyś też byliśmy dziećmi. Przechodziliśmy przez różne etapy rozwoju, buntowaliśmy ucząc się w ten sposób asertywności i samodzielności, płakaliśmy, gdy nam było źle. Dzieciństwo ma swoje prawa, więc gdy następnym razem jakaś starsza pani krzywo na mnie spojrzy, bo nasze dzieci w sklepie wymuszają czekoladkę, to uśmiechnę się i pomyślę, że ta oto pani prawdopodobnie jako dziecko była dokładnie taka sama. Po prostu tego nie pamięta.



10 komentarzy:

  1. @izzy
    Przedszkole w sobotę... Przedszkola aż tak nie pamiętam. Ale zajęcia w szkole w soboty już tak.
    Dobrodziejstwo jakim są wolne weekendy nie jest od zawsze. Jeszcze w latach 80-ych były soboty wolne i pracujące.
    Dziś tamten przymus ustawowy zastępuje często przymus ekonomiczny lub terror handlowo-biznesowy (np. markety czynne nawet w niedzielę - tam też pracują rodzice, którzy mają dzieci).

    Pozdr
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś w USA było tak, że w niedzielę ludzie pracowali, ale było to dobrowolne i za wyższą stawkę. Jak jest teraz i czy faktycznie się tego przestrzega to nie wiem. Ale jeśli tak jest to ma sens, bo zawsze wg. mnie znajdzie się ktoś, kto chce sobie dorobić, albo po prostu nie ma innych zajęć. W Szwajcarii natomiast wszystkie sklepy są pozamykane w niedzielę, w sobotę niejednokrotnie są czynne krócej. Można coś kupić, ale lokalnie lub na stacjach benzynowych. I jakoś nikt nie narzeka.
      Ja nie pamiętam, że chodziłam do przedszkola w soboty, ale widocznie tak było. Pewnie rodzice pracowali w te "soboty pracujące" Do szkoły natomiast nigdy nie chodziłam w soboty . Nie wyobrażam sobie tego, zarówno jako uczeń jak i nauczyciel...
      pzdr.

      Usuń
  2. Izzy, rewelacyjny wpis!!! Czytałam go jednym tchem... Musiałaś być niezłą aparatką :)
    I jeszcze jedno: naprawdę dziecko w wieku 6,5 miesiąca może już mówić "mama"? Moja Księżniczka ma teraz dokładnie tyle i nijak się nie zanosi, żeby zaczęła wypowiadać jakiekolwiek słowa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana, cieszę się, że Ci się spodobało, to dużo dla mnie znaczy :))
      No, aparatką to ja byłam niezłą, moje dzieci tę cechę wyssały z mlekiem matki tak przekornie napiszę haha.
      A co do mówienia, to ja od zawsze byłam gaduła i jak sama widzisz tak mi zostało ;)
      A tak na poważnie to pamiętaj, że to "mama" to jest w tym wieku takie raczej wypowiadanie dźwięków, nieświadome. Z ciekawości sprawdziłam w pamiętniku dziewczynek i tak:
      E. miała też dokładnie 6.5 miesiąca jak powiedziała mama a potem .... przestała. Tak jak pisałam w poście zapowietrzała się i wydawała z siebie mmmmmmmm, ale mama nie potrafiła. Dokładnie miała niecałe 14 miesięcy, kiedy zaczęła świadomie mówić do mnie mama. To samo było z babcią. Ona nigdy nie mówiła "baba" tak jak to robi większość dzieci, bo dla niej baba to baba z piasku. Na babcię mówiła i mówi do tej pory czasami (tak jako ksywka chyba już teraz) BZIABZIA. No toż to jest trudniejsze o wiele niż babcia jako taka! Skąd ona to wzięła to nie wiem. Kiedyś pani w sklepie pyta ją (miała wtedy może 1.5 roku, może nawet nie) Przyszłaś tu z babą? A ona oburzona: " Nie z babą, z bziabzią" i odwróciła się na pięcie...

      J. wypowiedziała pierwszy raz "mama", gdy miała 8.5 miesiąca, tata jeszcze później. Ale gdy to powiedziała to było to już świadome, bo widać było, że zwraca się do mnie.
      Tak teraz porównuję, że E. zaczęła wcześnie i jest teraz straszną gadułą. Potrafi śpiewać wymyśloną piosenkę przez 15min!! Oszaleć można czasami ;) J. jest dzieckiem bardziej stonowanym i mówi wtedy kiedy faktycznie ma coś do powiedzenia :)
      A wiesz, że jak ona była w Księżniczki wieku to ja sprawdzałam, czy ona nie jest głucha? Bo w ogóle mało dźwięków wydawała jak na swój wiek...Paranoja, ale sama wiesz jak jest.

      Usuń
  3. Cholera. Wzruszyłam się. Cudowny prezent od mamy. Moja mama też pisała pamiętnik, ale nie do mnie, chociaż o mnie. Znalazłam go kiedyś podczas porządków i czytając wyłam jak bóbr. Niestety (albo stety) była niesystematyczna i zapisała tylko kilkanaście kartek, ale wystarczyło by zrobić ze mnie bobra. No i by dowiedzieć się, że w wieku 8,5 miesiąca potrafiłam zbudować kilka prostych zdań. Myślałam, że mama zmyśla, ale po jakimś czasie natknęłam się na swoją książeczkę zdrowia i faktycznie, wpis od lekarza: "wiek 8,5 mieś, dziecko mówi całe zdania." I tak mi, jak widać, zostało :D
    Co do przedszkola, to muszę chyba poświęcić temu tematowi jakiś wpis u mnie. Może nie pamiętam zbyt wiele, ale za to okazało się, wyobraź sobie, że chodziłam do niego... razem z moim Tomkiem! I on mnie dobrze pamięta, bo... W wieku czterech lat potrafiłam już płynnie czytać książki i gazety. Panie przedszkolanki wykorzystywały ten fakt, zbierały wszystkie dzieci (również starsze grupy - w tym Tomka) w dużej sali, sadzały mnie na krzesełku, dawały książkę. Ja czytałam dzieciom, a panie mogły zająć się swoimi sprawami. Tomek pamięta to tak: on sam ledwo składał pierwsze literki, a tu jakaś dziewczynka z "Maluchów" czyta tak, jak pani! Pomyślał wtedy, że ta dziewczynka na pewno jest kosmitką i szukał różnych oznak na potwierdzenie swojej teorii :D
    Heh, Tamaluga też bardzo długo nie mówiła "mama", poza tym wymieniała wielu innych członków rodziny. Oczywiście słówko tata było jej ulubionym. Tomek pocieszał mnie, mówiąc, że może "mama" jest dla niej po prostu za trudne do wymówienia... No, oczywiście! Co tam, że tworzy tak skomplikowane wyrazy, jak "ouidzisz" (widzisz), czy "deszcz", czy "podasz?" Rzeczywiście "mama" przy tym to musiał być hardkor.
    A poza tym najpierw wstała, potem raczkowała, potem chodziła, a jak pacnęła pupą - odkryła, że można też siedzieć... :D
    Przepraszam, że tak zdominowałam komentarz, ale sama widzisz ile emocji u mnie wywołał! A wpis fantastyczny! Jesteście super rodzinką:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ahaja! Nawet nie wiesz jak ja ci strasznie dziękuję za ten komentarz! Możesz dominować posty ile chcesz ;) Piszę tak sobie te moje wypociny i wiem, że ktoś je czyta, bo statystyki nie kłamią (chyba, że to cholera same roboty, o tym nie pomyślałam), ale zupełnie inaczej, gdy ktoś coś napisze i wiem, że naprawdę ciepło o mnie myśli, choćby wirtualnie. Zaraz się okaże, że ci co czytają tego bloga znają mnie lepiej niż ktokolwiek, bo kto w realu ma czas słuchać takich smędzeń ;)

      Ale normalnie wprawiłaś mnie w kompleksy! Ja myślałam, że to ja dość wcześnie zaczęłam czytać, a tu się okazuje, że to co ja potrafiłam to pikuś! Przez ciebie całe moje dotychczasowe poczucie własnej wartości legło w gruzach ;);)

      Jej jak ja lubię takie historie, w których człowiek dowiaduje się jako dorosły, że gdzieś w dzieciństwie zeszły się ścieżki jego i kogoś tam, zwłaszcza partnerskie. A macie jakieś wspólne zdjęcie? Jak tylko widzę, że moje dziewczyny z kimś się ładnie bawią to cykam fotki, nie wiadomo jak drogi skrzyżują się za parę lat. Może to akurat ten wybranek? ;) Albo chociaż serdeczna przyjaciółka i będzie fajna pamiątka.

      No właśnie jeśli chodzi o dzieci to chyba każde ma inny pomysł na osiągnięcie tego samego. Moja E. stanęła na nogi, by potem na chwilę odkryć, że czasem od mebla do mebla można poraczkować i jest szybciej, ale to trwało tydzień, może dwa. Potem już ruszyła do przodu i do tej pory nie mogę jej dogonić ;)

      P.S. Czy twój Tomek znalazł jakieś potwierdzenie twojego bycia kosmitką? Bo mnie znów przyszedł na myśl stara, głupia komedia "Moja macocha jest kosmitką" z Kim Basinger i ona miała takiego węża w torebce. Ja bym na miejscu Tomka sprawdziła zawartość twojej ;)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  4. Ty wiesz, że ja też się nad tym ostatnio zastanawiałam - czy w naszej blogowej rodzince nie poznajemy się nawzajem lepiej niż w realu? Coś w tym jest...
    Fajny pomysł z tymi zdjęciami. Ja to zawsze się czaję, bo najpierw muszę zapytać rodzica, czy wyraża zgodę, żebym zrobiła zdjęcie jego dziecku... Co zrobić: takie czasy. Szkoda, że nasze pokolenia nie miały takich możliwości i wiele fantastycznych przygód nigdy nie zostało uwiecznionych :(
    Nie wiem, czy Tomek znalazł jakieś potwierdzenie na to, że jestem kosmitką. Myślę, że on nadal tak uważa :D :D :D
    Teraz chyba by węża nie znalazł, ale znalazłby tyle innych dziwnych rzeczy w mojej torebce, może nie na potwierdzenie, że jestem kosmitką, ale że mam coś z garem - na pewno!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja uwielbiam cykać zdjęcia, w sumie masz rację, że powinnam zapytać, czy mogę, ale co tam, najwyżej każą mi skasować. Nawet w żłobku i przedszkolu musieliśmy podpisać taką zgodę na publikowanie wizerunku. Podobno nie wszyscy podpisują.

    A tak odnośnie zdjęć, ostatnio zastanawiałam się jak kiedyś starczyła mi jedna klisza 36 klatek i jedna 24, które to dawali mi np.na wycieczkę moi rodzice ;) No, ale wtedy nie przywoziło się tysiąca podobnych zdjęć, w jakimś miejscu cykało się jedno i tyle. Poza tym chyba na wszystkich byli ludzie, ja przynajmniej nie "marnowałam" kliszy na pejzaże.

    Haha zaciekawiłaś chyba wszystkich co masz w tej torebce ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Super pomysł na prowadzenie takiego pamiętnika! Też się miałam za to zabrać ale jakoś nigdy nie miałam weny, a jak miałam wenę to nie było czasu. Teraz myślę o tym, żeby Bobowi robić chociaż takie roczne podsumowania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że na pisanie nigdy nie jest za późno, cokolwiek uda się uchwycić na kartce papieru będzie wspaniałą pamiątką - nawet tak jak piszesz podsumowanie roczne. Ja też piszę dziewczynkom pamiętnik, choć przyznaję bez bicia podupadł przez bloga... :/ Muszę do niego wrócić, tak jednak piszę się inaczej i co innego.
      Dziękuję za komentarz :))

      Usuń