czwartek, 5 października 2017

Z całych sił zatrzymać czas...

Lato. Piękna pogoda. Siedzimy w kuchni i jemy z dziewczynkami śniadanie. Zaraz ubierzemy się i wychodzimy pobawić się na dworze. Patrzę na pięknie zrobiony ogród moich sąsiadów. Pośrodku nowy plac zabaw, który zakupili dla dzieci, basen, trampolina, rowerki, piłki... Na wietrze powiewa chorągiewka, przymocowana do zjeżdżalni i to jest chyba jedyny ruch jaki udaje mi się tam zauważyć. A dzieci? Dzieci siedzą w domu razem z mamą, tata jest w pracy. Przez cały dzień widzę ich może kilka razy, gdy wychodzą na chwilę na taras. Tata wraca z pracy. Jest nadzieja. Widzę go trzymającego coś w rękach, a za nim nieśmiało wyłaniająca się postać dziecka. Nadzieja niknie. Tata siada na leżaku, a ja już widzę wyraźniej butelkę piwa, którą wyniósł na zewnątrz, by móc wypić w ciszy i pięknej scenerii swój ulubiony, magiczny napój. Do ręki bierze pilota i włącza telewizor, który zainstalował przed domem, by w pełni móc doświadczać uroków mieszkania poza miastem. I być może nie byłoby w tym nic złego, gdyby choć jeden raz wyszedł i pobawił się z dziećmi. Przez całe lato widziałam je na dworze tylko wtedy, kiedy byli u nich goście. 
Nie pomyślcie, że jestem złą sąsiadką obsmarowując tę rodzinę na moim blogu ;) Nie napisałam tego z myślą krytykowania czyichś metod wychowawczych, każdy ma przecież swój pomysł na kształtowanie  charakteru własnych dzieci, ale gdyby tak zamknąć oczy i przenieść się w przeszłość... Czy naprawdę świat wtedy wyglądał inaczej? Czy może to ludzie byli inni. A może ludzie byli tacy sami, tylko nie mieli aż tylu możliwości? Pytania rzucam w powietrze.

Żeby nie było aż tak poważnie i filozoficznie, przygotowałam galerię pokazującą pewne zmiany w naszym życiu. Ciekawa jestem z którymi się zgadzacie, a z którymi nie :)

1. Aaaaa ja nie chcę!!

Jako dziecko sporo chorowałam. Nie wiem, czy to ja byłam aż tak ciężkim przypadkiem, czy nie było wtedy dobrych lekarstw, bo pamiętam, że non stop dostawałam zastrzyki. Tak się ich bałam, że gdy pielęgniarka przychodziła do nas do domu, chowałam się za szafą, czy kanapą i za nic w świecie nie chciałam wyjść! Któregoś dnia, pewna pielęgniarka poradziła mi, żebym mocno oddychała w trakcie zastrzyku i myślała o czymś przyjemnym. To zadziałało cuda. Dziś wiem, że chodziło o rozluźnienie pośladków, ale podziałało to tak dobrze na moją psychikę, że przestałam uciekać.

A dziś? Faktycznie lepiej się bać rachunku za prywatną wizytę i cen lekarstw w aptece ;)







2. Fejsy, Instagramy, Twittery - jeśli cię tu nie ma, nie istniejesz

Media społecznościowe są już naszą codziennością. Ja akurat nie mam w swojej kolekcji takiego zdjęcia, ale być może dlatego, że nie mam długich, modelowych nóg ;)




3. Ludzie listy piszą...

No właśnie. Kiedy ostatnio dostaliście list od kogoś? Ja nie pamiętam. Jedyne listy jakie znajdujemy w naszej skrzynce to pisma z banku i propozycje kredytów...
Pamiętacie jeszcze zapach papeterii? :)





4. Niech żyje nam!

Uwielbiam życzenia na Facebooku typu "100 lat"! "Wszystkiego naj!", czyli wymuszone wypociny na widok wyskakującego powiadomienia o urodzinach jakiejś osoby z listy. Czy tak trudno w dzisiejszych czasach po prostu zadzwonić i złożyć życzenia osobiście? Dla niektórych pewnie tak...






5. Zabawa na nowo zdefiniowana.

Nie mam nic przeciwko grom. Sama potrafię się w coś wkręcić, nie będę kłamać ;) Ale przykro patrzeć jak dzieci siedzą w domu i grają na komputerze, a na dworze wspaniała pogoda do zabawy. Co gorsza, widuję dzieci na placu zabaw siedzące np. na zjeżdżalni i grających na komórce.








6.Bajki i nie bajki.


Kiedyś bez obawy można było włączyć dziecku każdą bajkę. Dziś trzeba naprawdę uważać. Doceniam takie kanały, które nie serwują dzieciom agresji i wracają do starych, sprawdzonych bajek.   Świnkę Peppę lubię. Jest prosta, nie dostarcza dzieciom zbyt wielu bodźców, dialogi odpowiednie nawet dla maluchów. Uczy i bawi. Niestety nie mogę tego powiedzieć o wszystkich współczesnych produkcjach.




7. Najlepsze zabawy!

Ha! Kto pamięta jeszcze kasety i ich przewijanie ołówkiem lub długopisem? :)) Może nie zawsze robiło się to dla zabawy, ale czynność niezapomniana.




8. Nowe znaczenie gry.

Zdanie "Chodź pograć" ma już inny wymiar. Na szczęście moich dzieci nie muszę zachęcać do wyjścia na dwór. 




9. Kim będziesz jak dorośniesz?


Hahahaha. No tym mnie zabili. Ja od zawsze chciałam być tym kim jestem, ale może faktycznie wychowując się w dzisiejszych czasach od razu zostałabym blogerką ;)



10. Tu, teraz, natychmiast.

Pokolenie roszczeniowe. 



11. Jak było w szkole? 
Dobrze! 
To chyba była moja ulubiona odpowiedź ;)





12. Na spacer z pieskiem w Versace z domieszką D&G

Wiecie co? To może akurat nie jest takie złe, że dzisiejsze nastolatki wyglądają na 30-latki. Dzięki temu ja nie wyglądam tak staro ;)



13. Kara dziś i kiedyś.

Stanie w kącie? To już przeszłość. Dziś najgorszą karą dla nastolatka jest właśnie odłączenie internetu lub zabranie komórki.



14. Na kogo wyrosną nasze dzieci?


No i na koniec. Patrząc na zdjęcia naszych rodziców czy dziadków widzimy raczej poważnych ludzi. Myślicie, że właśnie tak nasze dzieci będą wyglądać w przyszłości jak na poniższym zdjęciu?




Nie wiem jak wy, ale ja czasem chciałabym móc zatrzymać czas. Wychowałam się bez komórki, najchętniej bawiłam się na dworze siedząc na drzewach i jeżdżąc na rowerze. Z drugiej strony nie miałam takich możliwości jakie daje nam dzisiejszy świat, choćby podróżowania czy dostępu do wiedzy. 
Jak znaleźć umiar w tym wszystkim i złoty środek? Odseparowanie dziecka od dzisiejszej technologii też nie jest dobre. Musi sobie przecież kiedyś poradzić w tym świecie. Co by nie mówić jest jego częścią. 




Obrazki dzięki www.brightside.me

16 komentarzy:

  1. Ach, wiem o czym mówisz...marzę o tym niejednokrotnie ;) Szczególnie tęsknię za listami! Pisałam i dostawałam ich mnóstwo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, czy te czasy minęły już bezpowrotnie? Myślisz, że gdybyśmy tak zaczęli pisać listy to ludzie odwzajemniliby tym samym, czy popukali się w głowę? Czasem mam wrażenie, że ludziom się po prostu nie chce, bo to za duży kłopot: trzeba napisać coś odręcznie (i nie ma autokorekty olaboga!) kupić znaczek, wysłać. Maile w sumie są fajne, ja je lubię, bo szybko coś można przekazać.
      Pamiętam jak pojechałam na wycieczkę zagraniczną z liceum to rodzice musieli czekać kilka dni na info ode mnie. Niby zadzwoniłam z jakiejś budy, ale to na minutę.
      A wiesz, ostatnio moi rodzice przysłali dziewczynkom jakieś drobne upominki (spineczki, kolorowanki) właśnie pocztą. Każda dostała swoją kopertę z prezencikami i listem. Bardzo im się podobało, kazały sobie ciągle czytać te listy :) Oczywiście zachowałam dla potomności ;)
      Myślę, że wiele osób tęskni za listami, za odręcznie napisanymi słowami. Gdybym ja dostała taki list, na pewno bym odpisała :))
      pozdrowionka

      Usuń
  2. Jejku, no pewnie, że tęsknię za tamtymi czasami... Często o tym piszę:) Ale, po kolei:

    1. Moja najstarsza, Wika, ma tak niski próg bólu, że każde szczepienie było dla niej tragedią. Gdy przekłuwałam dziewczynom uszy (Wika miała 6, Oliwia 4 lata) - u Wiki trwało to... 2 dni. Po dniu na każdą dziurkę :) W wieku 12 lat, przy szczepieniu zabawiało ją dwóch pielęgniarzy, a tak się darła, że spokojne dotąd maluchy w poczekalni zaczęły uciekać rodzicom :D

    2. Nie jestem posiadaczką żadnego z wymienionych, w związku z tym czasami czytam własnego bloga, żeby się upewnić, że istnieję:D Właśnie, zawsze się zastanawiam o co chodzi z tymi zdjęciami własnych nóg...?

    3. Bardzo lubiłam pisać i dostawać listy. Wyobraź sobie, że moja Oliwia nadal to robi! Ale ona w ogóle jest z innej epoki/planety :)

    4. Nie znam takiej formy składania życzeń, w związku z punktem 2. Uważam, że to szczyt żenady i lenistwa.

    5. Oj, moje dziewczyny uwielbiały zabawy na dworze. Po części dlatego, że dość długo ograniczałam im dostęp do netu, po części dlatego, że były dwie i łatwiej było im zorganizować dobrą zabawę. Zawsze miałam problem ze zwabieniem ich do domu, bez względu na porę roku. Latem robiły sobie, choćby pikniki przed domem, a zimą - igloo :)

    6. O tak. Bajki dzisiaj, co najmniej dziwne, trudne do zdefiniowania i dopasowania do odpowiedniego wieku. Chociaż przyznam się, że sama oglądałam z dziewczynami bajki "odmóżdżające" i świetnie się bawiłyśmy. Nie wiem, czy ty też oglądasz bajki z dziewczynkami, i jakie, ale np. wiele kreskówek na Disney XD jest niesamowicie inteligentnych. Jak się wdrążysz w akcję i wsłuchasz w tekst, to wyłapiesz. Naszą ulubioną był "Fineasz i Ferb", ale lubiłyśmy też pokręcony "Niesamowity świat Gumballa", chorą "Porę na przygodę" i jeszcze "chorszy" "Zwyczajny serial"... Oczywiście mam na myśli filmy dla trochę starszych dzieci. W ogóle jesteśmy zakochane w japońskim anime i tam można znależć prawdziwe perełki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie muszę się dokopać u ciebie do przemyśleń i tęsknot za starymi czasami :))

      1. Pielęgniarka na widok moich dzieci stwierdziła "No, takie udka to lubię" :)) Na razie były super do szczepień, być może tez to wynikało z małej świadomości tego co się dzieje. Ale zapłakały na małą chwilkę, kiedy widocznie je coś tam zabolało. Potem krzywo patrzyły na sprawcę bólu i wychodziły ;)

      2. Trudno mi powiedzieć o co chodzi z tymi nogami, może o perspektywę? Że niby ludzie widzą to co ty? Sama nie wiem. Ja nie mam potrzeby ekshibicjonizmu ;) Chyba też zacznę czytać swojego bloga, żeby upewnić się, że miejsce gdzie żyję to nie matrix ;)

      3. Wiesz, ja nadal mam sentyment do pewnych rzeczy z przeszłości i bardzo chciałabym dzieciom to zaszczepić. Jak im się spodoba to super, jak nie to nie. Tak jak napisałam wyżej do Dziubasowej, moi rodzice wysłali właśnie te listy z myślą o pokazaniu dziewczynkom, że istnieje jeszcze coś poza dzisiejszą techniką. Brawa dla twojej Oliwki! Uwielbiam takie dzieci - dla mnie są po prostu wyjątkowe, mają duszę.

      4. Mnie się zdarza wysłać w ten sposób życzenia tzn na FB, ale robię to zwykle w wiadomości prywatnej, po prostu składam normalne życzenia. Są to np. dalsi znajomi. Takie 100 lat powtórzone tysiąc razy traci swoją moc.

      5. No właśnie ja też zaczynam doceniać posiadanie dwójki dzieci. Tak jak np. jutro rano będę szczęśliwa, bo pewnie wstaną ok 7 i będą się bawić u siebie w pokoju póki my nie wstaniemy. Hurra!
      Całe lato siedziałyśmy na dworze, łącznie z jedzeniem posiłków. Dziewczyny potrafią się bawić kamieniami, muszelkami przywiezionymi znad morza, no i oczywiście w piaskownicy czy wożąc ulubieńców w wózku. Ale powiem ci, że najbardziej lubią pomagać nam. Kupiłam im takie taczki dla dzieci ze szpadlami (plastikowe) i pomagały kopać w ziemi :)) Gdy wracały do domu wieczorem, musiały odmaczać się w wodzie, bo takie brudne były ;);)
      Igloo- rewelacyjny pomysł. Tylko kurde, żeby śnieg był...

      6. Moja mama zawsze oglądała ze mną bajki i uważam, że to jest fajne. Spędzanie właśnie razem czasu, tłumaczenie czegoś tam. Nie ukrywam, że np. rano oglądają same Księżniczkę Zosię, bo muszę sama wyszykować się do wyjścia, ale to jest inna sytuacja.
      My jesteśmy na etapie Disney Junior :)

      Usuń
  3. 7. O, jak mnie to wkurzało! Nie nazwałabym wówczas tego rozrywką :D :D

    8. Tak, jak mówiłam: zabawa na dworze przede wszystkim. Przypomina mi się anegdota o kontuzji piłkarza, co mu lekarz badał kolana i kostki, a on miał wybite kciuki (od pada do konsoli) :)

    9. Coś w tym jest, chociaż uważam, że dzieciom wtedy, jak i teraz trudno jest określić swoją przyszłość. Wkurza mnie czasami, że wymaga się tego od nich jeszcze zanim pójdą do szkoły średniej, ale cóż... Na szczęście wymienione niżej zawody, mogą być wykonywane też "przy okazji", a nie "zamiast". :)

    10. Co zrobić? Wszystko nastawione na konsumpcję. Niestety, ma na to wpływ wiele rzeczy: nie tylko łatwość dostępu, ale też porównywanie z innymi. Zobacz, że kiedyś, mimo podziału na inteligencję i lud robotniczy, w praktyce te różnice były prawie niewidoczne. Teraz to przepaść. Poza tym, uwielbiamy skrajności: albo moda na karanie dziecka i bicz nad głową, albo dziecko może wszystko, również nie mieć szacunku do starszych, do nauczycieli... Dzieci są wychowywane w przeświadczeniu, że mogą wszystko, z samego faktu, że są dziećmi. Nikt im nie pokazuje, że muszą sobie na coś zasłużyć/zapracować... Inna sprawa, że babcie są od rozpieszczania i nikt im tego nie zabiera :)

    11. Nie znam dziecka, które odpowiedziałoby inaczej, niż "dobrze", "normalnie" albo "jak to w szkole" :D Z dzieckiem trzeba rozmawiać. Zawsze i o wszystkim, o uczuciach, o problemach sercowych, a o szkole na samym końcu. Wtedy jest spora szansa na to, że i ze szkołą nie będzie problemu :)

    12. Pozwolę sobie ciebie zacytować: "To może akurat nie jest takie złe, że dzisiejsze nastolatki wyglądają na 30-latki. Dzięki temu ja nie wyglądam tak staro", tak Izzy. Pod warunkiem, że te nastolatki nie są twoimi córkami! Hahahaha!

    13. Moje dziewczyny nie miewały kar, bo nie musiały. Jedynym ich przewinieniem był bałagan w pokoju (zresztą nigdy z tego nie wyrosły:) Za oceny nigdy nie ukarałam żadnej, bo zła ocena to sygnał, że sobie nie radzą i coś jest nie tak.

    14. Nie mam pojęcia. Etap ich dorastania jeszcze się nie zakończył, a gdy patrzę na Wikę, to mam wątpliwości, czy kiedykolwiek :D

    Wstępu twojego posta komentować nie będę, bo szlag mnie trafia na takich rodziców/tatuśków.
    W ogóle świetny post i super historyyyyjki, jak mawia Merida Waleczna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 7. hahaha to prawda.

      8. Dobre :D nie znałam tego. Ale to świetnie obrazuje całą sytuację.

      9. Za moich czasów musiałaś wiedzieć jedno: czy jesteś bardziej humanistyczna czy umysł ścisły. Może dzieci nie wiedziały kim chcą być w przyszłości, ale wiedziały co lubią a czego nie. Pewnie nie wszyscy, ale nie pamiętam, żeby moi rówieśnicy mieli problem choćby z wyborem profilu.
      Dziś faktycznie wymaga się wielu decyzji bardzo wcześnie, a dzieci nie mają pojęcia czego chcą (większość)
      Choć spotykam takich uczniów, którzy za chwilę zdają maturę i nadal nie wiedzą!!

      10. Święta racja. Moda na bezstresowe wychowanie albo reżim. Ja akurat staram się być nieugięta tam, gdzie wiem, że to ważne dla dziecka (np. mycie zębów), ale tam gdzie mogę dać dziecku luz to pozwalam mu się cieszyć dzieciństwem.
      Nie wyobrażam sobie, że nie uczę dziecka podstawowych zasad. Dziś w żłobku słyszałam jak pani zwracała mamie uwagę na zachowanie syna ( 3 lata), który nie słucha nikogo i odzywa się bezczelnie "Zamknij się" "Idź stąd" No ktoś to dziecko tego nauczył, może tak się do niego odzywał?
      A mój sąsiad (ten z początku posta) ostatnio też słyszę krzyczy do płaczącego dziecka: " Cicho bądź bo po dupie dostaniesz" No to czyż on nie uczy się, że tak można? Skoro ojciec może to czemu nie on np. do nauczyciela?

      Mój tata ma straszną słabość do dziewczyn. Czasem muszę go stawiać do pionu, bo mu włażą na głowę ;)

      11. I o to chodzi! Ty masz więcej doświadczenia, więc się będę od ciebie uczyć, ale ja tak właśnie chcę. Być częścią świata dziecka, interesować się, rozmawiać. Takie relacje miałam z moją mamą i myślę, że to było super.
      Przywracasz mi kochana wiarę w ludzi, że jeszcze można fajnie wychować dziecko :))

      12. Hahaha, to prawda. Ale coś ci powiem. Jak byłam w liceum to szłyśmy kiedyś z moja mamą uliczką w parku. Na ławeczce siedziało dwóch chłopaków. Nie widzieli twarzy mojej mamy, bo rozmawiała ze mną i była do mnie odwrócona. Nagle mówią "Hej dziewczyny!" Moja mama się odwróciła i podziękowała im za komplement. Szczena im opadła :D
      Także kochana posiadanie nastolatek też ma swoje plusy- wyglądasz jak ich koleżanka :D
      Gorzej jak one wyglądają starzej niż ty...

      13. Mam nadzieję, że u mnie też tak będzie. Jak na razie to jedyna "kara" to było zabranie na jakiś czas ulubionej maskotki. To już za takie przewinienia typu mocne ugryzienie, niebezpieczne popchnięcie siostry itd
      Ja jeszcze pamiętam, że dostałam w 1kl szkoły podstawowej linijką po łapach za gadanie na lekcji...
      I to niby były piękne czasy?? ;)

      14. Ja chyba nigdy nie dorosłam w pewnym sensie ;) I wcale się tego nie wstydzę, bo mogę lepiej zrozumieć dziecko. Dokładnie pamiętam jak to było nim być. Ja już nie dożyję, ale ciekawe jak to będzie jak moje dzieci będą babciami, jak będą wtedy wyglądać.

      Dzięki wielkie za komentarz i za wskazówki!!
      Pzdr.

      Usuń
  4. Ahaja napisała już wszystko, trudno cokolwiek dodać bez popełnienia plagiatu.
    Myślę, że wiele z tych punktów się ze sobą łączy. Na przykład maile lub wiadomości w komunikatorze zamiast listów są jednym z czynników, powodujących brak umiejętności czekania. Młode pokolenie chce mieć wszystko natychmiast, szybko się frustruje i zniechęca brakiem efektów.
    Ale żeby nie było, że tylko narzekam... młodzież ma obecnie wiele cech, których można pozazdrościć, jak choćby elastyczność i szybsze dostosowywanie się do zmian.
    A, i jeszcze. Ahaja, co do Twojego pktu 14. - wiesz, ja mam podobne spostrzeżenie, tylko jak patrzę na mojego męża ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiecie co dziewczyny, teraz będę myślała, że wasi mężowie właśnie tak wyglądają :D

      Lady Makbet, a nie sądzisz, że szybsze dostosowywanie się do zmian nie jest trochę cechą charakteru? Ale ogólnie jak najbardziej się zgadzam. Tak mnie to wkurza jak moja trzylatka mówi " Chcę Zosię!" Nie reaguję. "Chcę Zosię mama!" mówi głośniej. Nadal nie reaguję. "Poproszę Zosię" Wtedy dopiero zwracam na nią uwagę.
      Ostatnio mój uczeń się wkurzał, że czegoś tam jeszcze nie umie, więc mu tłumaczę, że pewne rzeczy są procesem, przychodzą z czasem. On mówi, że już by chciał, więc mu tłumaczę, że to tak jakby jego żona zaszła w ciążę a on od razu by chciał, żeby to dziecko się urodziło.... On ma 30 lat, więc już takie nie koniecznie pokolenie dzieci i nie potrafi czekać więc co dopiero ci młodsi. Oni chcą tu i teraz tak jak piszesz.
      Myślę, że to pokolenie nie jest też już tak zakompleksione jak starsze. Podróżują, znają języki, są wykształceni i wcale nie gorsi niż rówieśnicy z innych krajów.

      Usuń
  5. A, dziękuję, Kochana:)
    Hehehe - pkt 14 i do mojego też się tyczy :D

    OdpowiedzUsuń
  6. @izzy
    Dzisiejsze bajki i Świnka Pepa.
    Jakby to powiedzieć... Ten stary świntuch (Świnia Tata) to straszna łajza jest ;)

    Pozdr
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego, że ma duży brzuch? No w końcu jest świnką :)

      Usuń
    2. @izzy
      Wyszukaj na youtubie: Tata Świnka spadła z dachu...
      Dalej pójdzie samo ;)

      Chroń przed tym dzieci :))

      M

      Usuń
    3. Matko co ty oglądasz!! My mamy wszystkie odcinki nagrane i nie puszczamy z YouTuba. Ludziom to chyba się nudzi, że takie rzeczy robią... Jacyś niespełnieni lalkarze ;)

      Usuń
  7. Nie sposób się nie zgodzić z tymi wszystkimi spostrzeżeniami. Sama tez bardzo długo broniłam się przed założeniem kont w tych wszystkich social mediach typu Facebook i Instagram - ale w końcu uznałam, ze nie ma w tym nic złego, o ile człowiek potrafi zachować odpowiednie proporcje pomiędzy światem realnym i wirtualnym :)

    Odnośnie bajek i spędzania czasu na świeżym powietrzu - zdecydowanie jesteśmy rodziną rodem z PRL-u ! Oglądamy razem z Bąblem Reksia, Bolka i Lolka, czeskiego Krecika - i to są jego ukochani bohaterowie, z którymi żaden Pixar nie może się równać ;) A do domu czasami wręcz trzeba go siłą ciągnąć - bo robi się zimno, ciemno i nie wypada tak po nocy się włóczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, jeszcze jedno ! Freelancerem sama chciałabym być (poniekąd jestem, ale utrzymać się z tego póki co nie sposób ;) ) - bo nie lubię pracować w grupie i mieć bezpośredniego kontaktu z ludźmi. Ale to już nie wpływ nowoczesnej technologii - tylko po prostu defekt mojego charakteru i fobia społeczna ;)

      Usuń
    2. Dokładnie. Trzeba po prostu zachować umiar. Choć powiem Ci, że jak patrzę na młodsze pokolenie to im trudno nie uzależnić się od FB i innych mediów społecznościowych. O komórce nie wspomnę.Nam jest łatwiej zachować zdrowy rozsądek, bo jednak nie wychowaliśmy się w takiej rzeczywistości. Nie jest nam to do szczęścia potrzebne. Nie wiem, czy się zgodzisz.


      Co do bycia Freelancerem to ja akurat jestem osobą, która ciągle dąży do coraz to większego zadowolenia ze swojej pracy i jeszcze jakiś czas temu wydawało mi się, że to co mam jest już super. A potem pojawiły się nowe, inne możliwości i znów się pozmieniało. Wszystko zależy od wykształcenia i umiejętności. Mam nadzieję, że uda Ci się ułożyć wszystko tak byś była zadowolona :)
      Ktoś mądry powiedział, że jeżeli będziesz miała pracę, którą lubisz, to nie przepracujesz ani jednego dnia. I coś w tym jest :))
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń