poniedziałek, 11 grudnia 2017

Jak tu się cieszyć, gdy inni się smucą...

Do Świąt Bożego Narodzenia zostało już tak niewiele czasu. Prezenty czekają tylko na zapakowanie, choinka na kupienie i ubranie, w zasadzie zostaje tylko przygotowanie potraw, czyli coś, czego w większości nie da się naszykować wcześniej (prócz tego co można zamrozić). Te Święta będą dla nas wyjątkowe, bo pierwszy raz obie dziewczynki będą świadome tego, co naprawdę się dzieje. I choć starsza córka doskonale pamięta, gdzie w zeszłym roku stała choinka, kto znajdował się w szopce, to dopiero teraz, gdy obie dorosły do pewnych rzeczy, ten czas stanie się wyjątkowy dla całej naszej rodziny. W moim sercu jest tyle radości z tego powodu, ale jak tu się cieszyć, gdy dookoła tylu smutnych ludzi? 

Moja bliska przyjaciółka od 9 lat próbuje zajść w ciążę, jest po 3 poronieniach, podupadła ogólnie na zdrowiu i wcale jej nie do śmiechu. Pary, które już jako mama poznałam na szkoleniu dla rodziców adopcyjnych nadal czekają na TEN telefon, a on nie dzwoni. I jest moja sąsiadka Hanka, która odwiedza codziennie swojego ojca umierającego na raka, sama walcząc z tą samą chorobą. Być może to ostatnie święta z synem, który zaraz skończy dopiero roczek. Boże Narodzenie to nie tylko choinka i prezenty. Jak odnaleźć w sobie tego ducha świąt, jak ma być przyjemnie, radośnie i uroczyście, kiedy jest najzwyczajniej w świecie smutno?

Pamiętam jak bardzo przeżywałam Boże Narodzenie starając się o dziecko. To chyba był najtrudniejszy okres w całym roku. Radość dzieci, radość całej rodziny jaką widziałam choćby na zwykłych zakupach, rozrywała moje serce. Wiedziałam, że my kolejny raz spędzimy te święta sami. Ale nigdy nie przestałam cieszyć się z narodzin Jezusa. Nigdy nie przestałam kochać Bożego Narodzenia. I choć trudno było o naszych problemach zapomnieć, to starałam się na ten jeden moment zatrzymać się i być szczęśliwym pomimo wszystko (oczywiście z różnym skutkiem) Przy łamaniu opłatkiem nie mogłam powstrzymać łez, ale chyba to dawało mi jakąś ulgę w tym wszystkim. Zanim pojawiły się u nas dzieci, było smutno, ale zawsze starałam się, by właśnie Święta dały nam wiarę, nadzieję i siłę, by móc dalej iść. 

I chociaż smutek nie jest nam teraz po drodze, to czasem wystarczy zatrzymać się w całym tym biegu i wyciągnąć do kogoś dłoń, zapytać o zdrowie, porozmawiać, przytulić.
Fakt, te Święta nie dla wszystkich będą szczęśliwe, ale dziś wiem, że ludzie potrafią mimo wszystko ucieszyć się z Bożego Narodzenia, choćby przez chwilę. 

5 komentarzy:

  1. Bardzo refleksyjna ta dzisiejsza notka.
    Cóż sam jeszcze pamiętam jak to było gdy przychodziły kolejne Święta, a w sercu i myślach narastała świadomość braku dziecka... I tak sobie próbowałem tłumaczyć, że to jest właśnie mój/nasz adwent - czas oczekiwania. Tylko, że ten "adwent" się powtarzał i powtarzał...
    Cieszmy się z czasu narodzin i życia. Bo i radości czasem trzeba się uczyć.
    A że ktoś w tym czasie przezywa swoje tragedie i/lub smutki to niestety jest cześć prawdy o życiu. Taka jak to, że Narodziny Jezusa to początek Jego drogi do Krzyża i Naszego Zbawienia.

    Pozdrawiam serdecznie
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pięknie to napisałeś. Trzeba cieszyć się z narodzin, a Krzyż to część naszego życia. Problemy i smutki będą zawsze, trzeba nauczyć się je akceptować i z nimi żyć, tylko to takie trudne czasami... Bo wiesz, jak już zdobędziesz to czego pragniesz, do czego dążysz, to wydaje się, że potem wszystko będzie wspaniale. A tak nie jest, bo przychodzą inne, nowe sprawy i wchodzisz na kolejną górę...
      Ja tak mam o tej porze roku. Wśród natłoku przygotowań do Świąt myślę sobie o tych wszystkich, dla których wcale nie będzie wesoło. Dla nas też nie do końca będzie tak jak jeszcze zakładałam w zeszłym roku. Przy Wigilijnym stole zabranie bliskiej mi osoby, pierwszy raz.

      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. Dużo rzeczy chciałabym tu napisać, ale przede wszystkim myślę o Twojej Hance... Naprawdę rokowania są aż tak złe? Los jest okropnie niesprawiedliwy :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz, trudno stwierdzić, bo to jest najbardziej optymistyczna osoba jaką znam. Zawsze odpowiada, że będzie dobrze, nigdy nie narzeka tylko po prostu robi swoje. Mówi, że nie ma czasu się zamartwiać, bo musi zajmować się ojcem, dzieckiem, ogarniać dom. Mam nadzieję, że leczenie pomoże, nie wyobrażam sobie innej opcji. Dziękuję, że myślisz o niej ciepło :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Święta to taki czas, kiedy tego typu rzeczy dostrzega się bardziej...jeśli nie możemy w żaden sposób pomóc, to chociaż cieszmy się, że sami jesteśmy zdrowi i mamy kogoś bliskiego.
    Zdrówka dla Hanki, da radę! Wierzę w nią i będę o niej myśleć i trzymać kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń