czwartek, 15 marca 2018

Gdy dziecko choruje.




Myślałam, że choroby ominą w tym roku starszą córkę. Ostatnio nawet pani dyrektor chwaliła ją za jedyną stuprocentową frekwencję w całym przedszkolu, a tu masz babo placek. Wieczorem, gdy kładłyśmy się spać wszystko było dobrze, a o 24 Elsa przyszła do nas do łóżka cała rozpalona, z wysoką gorączką. Powiem wam, że nie należę do osób, które panikują i zamartwiają się zawczasu, ale gdy dziecko, które zwykle jest cały czas w ruchu nagle leży z gorączką, czuję się taka bezsilna. 

Kiedy podać dziecku lek przeciwgorączkowy?

Kiedy ja byłam dzieckiem, zbijało się każdą temperaturę powyżej 37 stopni. Mama wsadzała mnie pod pierzynkę i ubrana w ciepłe ubranko, miałam się "wygrzać" Najbardziej nie cierpiałam soku malinowego, który niczym magiczny napój, miał mi pomóc. Chyba wolałabym już sok z gumi-jagód... Gorączkowałam wysoko, moja temperatura nierzadko przekraczała 39 stopni. Dopiero gdy poznałam pewnych Amerykanów, okazało się, że oni zupełnie inaczej zbijają temperaturę. Oprócz środka farmakologicznego, podano mi zimne napoje, zimną galaretkę do jedzenia, na ciało robiono mi okłady. Gorączka szybko spadła. 
Moje dzieci nie lubią okładów, trudne je przekonać do przyłożenia czegoś zimnego, gdy ciało jest gorące. Ale chętnie biorą chłodną kąpiel, która je schładza, choć przyznaję, że nie na długo. 
Większość mądrych książek i lekarzy podaje, że gorączki niższej niż 38.5 nie powinno się zbijać.  Zdania na ten temat są podzielone, ja nie mam zamiaru was do niczego przekonywać, ale szczerze mówiąc, ja podaję lek przeciwgorączkowy już wtedy, gdy temperatura jest bliska tym magicznym 38.5. W przeciwnym razie dziecko bardzo się męczy. Ubieram je też w lekkie koszulki i majteczki (właśnie Elsa leży obok mnie z gołymi nóżkami) i to pomaga. Każde dziecko jest inne. Na moje dziewczyny lepiej działa Paracetamol niż Ibuprofen, choć ten drugi ma tę zaletę, że działa również przeciwzapalnie. 

Kiedy do lekarza?

Jestem szczęśliwą posiadaczką pakietu w Luxmedzie, więc dzięki Bogu nie muszę chodzić do przychodni na NFZ. Kiedy tylko coś mnie niepokoi, nie przejmuję się i zawsze idę do lekarza. 
Moja koleżanka miała taką oto sytuację. Niespełna roczne dziecko miało w nocy 40 stopni gorączki. Bardzo się martwiła, więc udała się na dyżur do szpitala. Tam odesłali ją z kwitkiem, mówiąc, żeby wróciła... jak dziecko dostanie 41 stopni. No cóż, taka jest różnica między prywatną a państwową opieką. Moje dzieci prawie nie chorują, więc jeśli występuje u nich gorączka, jestem pewna, że coś im jest. Istnieje wprawdzie coś takiego jak gorączka jednodniowa, która pojawia się u dziecka bez przyczyny, ale niestety nie u nas. U nas zawsze gorączka coś oznacza. Kiedy Elsa miała w zeszłym roku anginę, jedynym objawem była właśnie wysoka temperatura. Dopiero po wykonaniu badań, okazało się, co jest jej przyczyną. 
I powiem wam szczerze, że nawet gdybym nie miała prywatnej opieki, też chodziłabym z dzieckiem do lekarza wtedy, kiedy coś mnie niepokoi. Najwyżej naraziłabym się na wykrzyw na jego twarzy. Według mnie lekarz ma obowiązek zbadać dziecko i zobaczyć, czy na pewno nic się nie dzieje. Czasami przecież poważne choroby przechodzą prawie bezobjawowo.



Adopcja i opieka medyczna.

Zabierając dzieci do domu, dostaliśmy odpis książeczki zdrowia i karty szczepień. Nie było na nich żadnych danych, dlatego też wpisałam tam od razu ołówkiem imię i nazwisko dziecka. Nie chciałam, żeby gdziekolwiek dzieci istniały w systemie pod innym PESELEM, czy nazwiskiem. W Luxmedzie do 6 miesiąca życia, dziecko mogło mieć już normalny pakiet, bez podania numeru PESEL. 
Wszyscy lekarze, z którymi miałam kontakt, bardzo pozytywnie podchodzą do sprawy adopcji. Szczerze poinformowałam o tym fakcie, ponieważ przy wywiadzie padły pytania o ciążę. Nie wiedziliśmy wiele o okresie prenatalnym, więc lekarze bez problemu dawali różne skierowania, by sprawdzić stan zdrowia dziecka - od USG brzuszka, po echo serca. 

Mówiąc o adopcji, zawsze zwracałam uwagę na siebie, mówiąc, że jestem mamą adopcyjną, a nie, że dziecko jest adoptowane.

Wybór lekarza 

Wybierając lekarza dla naszych dzieci, kierowaliśmy się opinią znajomej lekarki z konkurencyjnej prywatnej kliniki (kiedyś pracowała w tej naszej i znała ludzi) Poleciła nam panią doktor z dużym doświadczeniem w leczeniu dzieci. Pierwsza wizyta to był koszmar. Moje dziecko, które w zasadzie płakało tylko wtedy, gdy było głodne, wydzierało się przez całe 15 minut trwania badania. Pani doktor być może i ma wiedzę, może i nawet dla dorosłych jest miła, ale kompletnie nie ma podejścia do dzieci. Potraktowała naszego niemowlaka tak przedmiotowo, jak gdyby miała w rękach lalkę i demonstrowała na niej różne rzeczy. Była przy tym tak szorstka, że nawet ja dorosła nie chciałabym być przez nią badana. Elsa jak nic wyczuła co to za osoba, bo za nic w świecie nie dała się uspokoić. Jak możecie się domyślać, byliśmy u tej pani doktor dwa razy - pierwszy i ostatni. Po badaniu założyłam maluszkowi tylko pieluszkę i wyszłam na korytarz. W momencie się uspokoiła i mogłam ją spokojnie ubrać.
Moja znajoma była w szoku, że doktor nas tak potraktowała. Poleciła nam inną, młodą, ciepłą lekarkę, która widać, że jest oddana swojej pracy. Od jakiegoś czasu sama pracuje w placówce Luxmedu, więc chodzimy do niej. Nie ukrywam, że jest to wygodne. Gdy dziś nie było już wolnych miejsc, sama wpisała nas na listę i przyjmie w czasie swojej przerwy. Nie zawsze jeżdżę na wizyty, ostatnio młodsza córka miała jęczmień na oczku, więc cyknęłam zdjęcie i wysłałam jej z pytaniem, jaki lek zastosować. Na szczęście miałam w domu odpowiednie krople.
Pomyślicie sobie pewnie, no tak, ale to znajoma to inaczej. Prawda, ale dużo jest oddanych lekarzy, którzy podają swoim pacjentom swój prywatny numer telefonu i w razie potrzeby można dzwonić. 
Wybór lekarza jest według mnie bardzo ważny. Dzięki temu, dziecko nie będzie miało złych skojarzeń i nie będzie się bało. Moje dziewczynki chodzą do lekarza chętnie, w domu bawią się swoim zestawem lekarskim, więc idąc na badanie wszystko wiedzą co je czeka.



Recepta na zdrowie.

Pani dyrektor przedszkola pytała mnie co robimy, że dzieci nie chorują. Trudno jej było uwierzyć, że w zasadzie to nic specjalnego nie robimy. Jedyne czego pilnujemy, to, żeby dziewczynki się ani nie przegrzewały, ani nie były zbyt lekko ubrane. Zawsze sprawdzamy na karku, czy jest im ciepło, nigdy nie oceniamy na podstawie rączek, które zdarzają się być chłodne. 

Dzisiejsza wizyta.

Po południu czeka nas wizyta. Podobno panuje jakiś paskudny wirus, charakteryzujący się wysoką gorączką. Miejmy nadzieję, że szybko przejdzie.

Ja dziś miałam wyznaczoną tomografię zatok, na którą wybieram się od 2 miesięcy. No cóż, wizytę musiałam odwołać. Dziecko jest zdrowe cały rok, ale akurat dziś musiało zachorować. Też tak macie, że coś sobie zaplanujecie i oczywiście akurat w tym dniu coś się dzieje, czy to tylko ja?

Życzę wam i waszym pociechom dużo, dużo zdrówka!




16 komentarzy:

  1. A ja nie znoszę luxmedu...chodzę tam tylko z pierdołami, jak coś poważniejszego, to chodzę jeszcze bardziej prywatnie. Czyli płacę podwójnie, ale lekarze w luxmedzie są wg mnie beznadziejni.Zdrówka dla Elsy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :*
      To powiem Ci, że słabo z tym Waszym luxmedem, bo tak nie powinno być, że w sumie płacisz 3 razy. Dajcie spokój.
      U nas jest różnie, ale na szczęście duży wybór placówek i lekarzy, więc po sprawdzeniu ich w necie rezerwuję wizytę ;) Najgorsza trafiła się na interwencji, w takim wiesz otwartym 24h. Matko, tacy ludzie nie powinni zostawać lekarzami :/ Najlepiej w ogóle trzymać się z daleka.

      Usuń
    2. @Sonadora
      Uff... Bogu dzięki, że dzieci mi mało chorują.
      Bo jak się okazuje, że właściwe każdego specjalistę trzeba umawiać prywatnie (laryngolog, okulista, o stomatologu to już ne wspomnę) to mnie czasem taka nerwa bierze, że hej...

      Pozdr
      M

      Usuń
  2. Zacznę od końca :)
    Oczywiście, że często, kiedy coś zaplanuję, to coś akurat musi się wydarzyć. Tak jest np. z roczkiem Księżniczki - zaplanowaliśmy imprezę z duuuużym wyprzedzeniem, żeby wszystko przygotować, a teraz nagle okazuje się, że czeka mnie zajęty tydzień, że szczerze nie wiem, jak i kiedy wszystko przygotujemy...
    Jeśli chodzi o opiekę medyczną to wszystko poza lekarzem rodzinnym załatwiam prywatnie. Na NFZ byłam tylko w poradni preluksacyjnej i szlag mnie trafił. Natomiast do rodzinnych mam szczęście - i do swojego, i Księżniczkowego. Tego drugiego poleciła nam położna (mama chrzestnego Księżniczki, więc osoba zaufana) i to był strzał w 10.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że jak nie miałam dzieci to wydawało mi się czasem niemożliwe przeorganizowanie planów. A teraz wszystko się da ;) I to w przeciągu paru minut. Nagle nic innego nie jest ważniejsze od dziecka :)

      Gorzej jak jest tak jak Ty mówisz, czyli coś sobie prywatnie zaplanujesz, a tu Ci dowalą roboty. I weź to wytłumacz komuś, że nauczyciel naprawdę dużo pracuje (wbrew temu co niektórym się wydaje)

      Tak, pamiętam Twoje przeboje z lekarzami. A już szczytem było to, że masz wpisane ważne badanie dla dziecka na które czekasz ... pół roku.
      U nas na szczęście większość dobrych lekarzy, przyjmujących prywatnie pracuje też w Luxmedzie, więc kogoś zawsze znajdziesz, choć nie ukrywam, że często siedzę przed komputerem długo polując na termin. Do tych najlepszych lekarzy dostaniesz się tylko jak poczekasz, albo właśnie coś upolujesz, bo ktoś odwołał.

      Usuń
  3. Ps. Szkoda, że tu nie można edytować komentarzy. Jeśli się pisze jedną ręką, drugą pacyfikując dziecko, to później wychodzą takie gluty językowe ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałabyś usunąć komentarz i napisać jeszcze raz. Też mi interes ;)
      Ja tam nie zauważyłam ani jednego gluta... Muszę chyba jeszcze raz przeczytać :)

      Usuń
  4. Zdrowiejcie dziewczyny!
    Chore dziecko to katastrofa, a jeszcze większa w połączeniu z chorym rodzicem.
    My zbijamy gorączkę, kiedy przekroczy 38, bo wtedy ewidentnie Bobo zaczyna się męczyć.
    Co do lekarzy to na szczęście mamy super pediatrę, przeciwnika nadmiernego faszerowania się chemią. Druga pani doktor jest jakimś kosmitą, który nie znosi dzieci (pfff pediatra, nie ma co...) i sama unikam jej jak ognia. Kiedy Bobo płakał podczas badania wpisała nam w kartotekę, że DZIECKO NIE WSPÓŁPRACUJE. Luz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie żartuj! Tak wam napisała???

      Usuń
    2. Powiem Wam, że niektórzy lekarze są nienormalni. I to nie tylko w stosunku do dzieci. Mój mąż miał kiedyś taką sytuację. Jego firma przenosiła się z innej prywatnej kliniki do Luxmedu i przy tych przenosinach, dostał do ręki różne wyniki badań, RTG, oraz .... notatki z wizyt. Przy jednej z nich, u alergologa, było napisane: "Pacjent nie współpracuje, dostał ulotkę na temat leczenia, którą mówi, że zgubił. Przy takim podejściu pacjenta, nie gwarantuję powodzenia jakiegokolwiek leczenia" Wyobrażacie sobie? A chodziło o to, że ona chciała go namówić na odczulanie i dała mu jakąś ulotkę, której on faktycznie nie przeczytał, bo nie był zainteresowany. Tylko do systemu poszła opinia, że "pacjent nie współpracuje" Tak jak Bobo :D Co cóż, faceci tak chyba mają, czy mali czy duzi :)
      Masakra. Podejrzewam, że beznadziejny lekarz chce się zabezpieczyć, gdyby coś poszło nie tak. Co to za lekarz, dajcie spokój, tym bardziej pediatra...

      Usuń
  5. Izzy, nie było mnie tydzień a tutaj już 4 nowe posty, muszę się poprawić bo inaczej nie nadążę za Tobą :D no ja też mam duże zastrzeżenia do państwowej służby zdrowia, takie są dzisiejsze realia, że jak nie pójdziesz do lekarza prywatnie to nikt się Tobą kompleksowo nie zajmie (przynajmniej takie mam doświadczenia...) :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No kochana, cały tydzień mnie nie odwiedzałaś, to zapewniłam Ci lekturę ;)
      Eh, ja byłam z dzieckiem raz u pediatry na NFZ i co z tego, że doktor dobra, miała dobre opinie, skoro spóźniła się godzinę, bo ... szczepiła jakąś grupę dzieci na oddziale dzieci zdrowych. Miałam się nie odzywać, ale kurde myślę sobie, to kto dla kogo jest ja dla niej czy ona dla mnie? Chociaż żeby przyszła i coś powiedziała (była przecież w tym samym budynku, niezbyt dużym) to ani be ani me. Wszystko miała w d ...
      Myślisz, że chociaż powiedziała przepraszam jak przyszła? Tia, jasne.
      Ogólnie na wizycie bardzo miła, ale co z tego jak ja godzinę czekałam na z dzieckiem kilkumiesięcznym na rękach, które płakało, bo miało gorączkę? Przygadałam jej, że tak się nie robi to niby przeprosiła i mówi, że "sama pani rozumie ba bla" a ja na to, że ja rozumiem wszystko, ale moje chore dziecko nie. To już się nic nie odezwała.

      A co by nie mówić w prywatnej klinice bardziej cię szanują, może być opóźnienie, ale nie godzinę.

      Usuń
    2. Masakra... My dorośli jesteśmy cierpliwi i możemy poczekać jak jest jakieś mniejsze lub większe opóźnienie, ale dzieci? Tym bardziej takie malutkie...

      Usuń
  6. Nasza pani doktor przeniosła się do Luxmedu u mamy dylemat, czy też się am nie przenieść.
    Tamaluga nigdy nie miała gorączki, ale gdyby tak się stało (tfu tfu) to od 38 bezwzględnie w chłodnej wodzie. Stosowano to na mnie, ja stosowałam na dziewczynkach i skutkowało w 100 % zawsze.
    U nas w ogóle jakoś nikt w domu nie gorączkuje. Jak wirus to katar, kaszel, ból gardła.
    Nie wiedziałam, że z Elsa chora. Bardzo mi przykro i życzę szybkiego wyzdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana :*

      Cóż mogę powiedzieć, Luxmed to tylko nazwa, jeśli nie zatrudnią dobrych lekarzy, to jest taka sytuacja jak u Sonadory.
      U nas kilka lat temu, Luxmed połączył się z inną kliniką i wtedy zrobiło się dziadostwo, bo ludzi przybyło, a lekarzy niekoniecznie. Czekało się na zwykłego internistę. Teraz bardzo się poprawili i dbają o klientów, ale nie wszyscy lekarze są dobrzy. Poza tym mają podpisane umowy z placówkami partnerskimi, które też działają na NFZ i tam jest różnie.
      Najlepiej popatrz sobie na lekarzy, poczytaj opinie (np. na znanylekarz.pl) i zobaczysz, czy warto. Koleżanka ma pakiet w Medicover, ale płaci dużo więcej niż my za dopłatę za rodzinę. My np. nie płacimy wcale za dzieci tylko coś tam za mnie (pakiet jest od męża z pracy) No i wiem, że tak niechętnie dają skierowania na cokolwiek, bo lekarze mają z tego dodatkowe bonusy, ale ćććć ;)

      No widzisz, Tamaluga przechodzi bezgorączkowo. Ja znów byłam takim dzieckiem, które zawsze miało gorączkę, i to wysoką. Dla mnie 39.5 to była norma, choć wtedy to już majaczyłam, gadałam od rzeczy ;)
      Elsa teraz przy 38.6 gadała coś o galaretce z truskawkami i lodach hahaha.
      Ale moja babcia nigdy nie miewała gorączki, nawet jak była poważniej chora. Gdy kiedyś dostała 37 z hakiem to umierała, bo dla niej to było jak pewnie dla mnie ze 40 :D

      Usuń
  7. 37 to ta magiczna granica i sama byłam przekonana, że w tym momencie trzeba podjąć walkę z gorączką. Na szczęście za sprawą Tygrysa wyedukowałam się w temacie. Jak ja nie lubię tych chwil z gorączką. Wiem, że dzieci łatwiej ją znoszą, ale mimo wszystko, serce boli jak się patrzy na takiego bidulka.
    Odkąd Tygrys jest z nami poznaliśmy kilku lekarzy. Od tego przypisanego do DD uciekliśmy kiedy tylko mogliśmy, choć tak naprawdę te ponad pół roku od przysposobienia korzystaliśmy z prywatnego poleconego lekarza. To był komfort, bo do tak małych dzieci przyjeżdżał na wizyty domowe, poza tym zawsze mogłam zadzwonić. Później zapisaliśmy Młodego do naszej przychodzi. Do poleconej doktor. Pediatry, bo tam jeszcze był podział na dzieci i dorosłych. I to była porażka. Lekarz pediatra, której przeszkadzał płacz dziecka. Obeszliśmy to umawiając się z drugą, która tam też przyjmowała. Po przeprowadzce kolejny dylemat. Na szczęście znajoma pielęgniarka poleciła lekarza w swojej przychodzi. Zapisaliśmy się naszą trójką i (odpukać) jestem bardzo zadowolona. Jedyny minus to czekanie, zwłaszcza z wrzeszczącym Tygrysem i tylko raz mi się zdarzyło, żeby ktoś nas przepuścił w kolejce. Ale jestem w stanie przeboleć to czekanie, bo lekarz jest w porządku. Nie sadzi bez potrzeby antybiotyku. Wszystko wytłumaczy. Nie drażnią go humory Tygrysa. I muszę przyznać, że z każdą wizytą nasz Chłopak się przekonuje. Ostatnio nie tyle, że nie płakał, co nawet się popisywał. Jak nie było naszego doktora, poszliśmy do jego koleżanki. Też fajne podejście, pochwaliłam ją w rejestracji i usłyszałam, że trafiliśmy na humor. A tak nie powinno przecież być. Na szczęście nasz doktor humorów nie ma, a mi jak zwykle jakoś łatwiej dogadać się z mężczyzną.
    Zdrówka dla Was. Niech wiosna będzie bez choróbsk. Najlepiej cały rok.

    OdpowiedzUsuń