niedziela, 18 marca 2018

Język ciała dzieci. Początki.

" Różnica pomiędzy językiem ciała dorosłych a dziecięcym językiem ciała polega przede wszystkim na tym, że człowiek dorosły ma do dyspozycji swoje ciało jako w pełni wykształcony instrument, natomiast dziecko nie.  Dorosły jest w stanie kierować swoim ciałem, nauczył się nim posługiwać. "





Przed urodzeniem

O etapie prenatalnym wiemy na pewno więcej niż nasi rodzice. To, że dziecka jeszcze nie ma na świecie nie znaczy, że świat w którym żyjemy jego nie dotyczy. W czwartym miesiącu życia w łonie matki serce pompuje już krew oraz dojrzewa mózg, a od piątego dziecko jest w stanie odbierać rozmaite bodźce z zewnątrz. Odczuwa kołysanie, dzięki któremu samo porusza się w macicy, wykonując tysiące ruchów potrzebnych do dalszego rozwoju. 
Jeżeli dziecko jest wyczekiwane, zwykle kobieta przygotowująca się na jego przyjęcie zaczyna emanować spokojem i jej ruchy robią się spokojniejsze i bardziej równomierne. Po narodzinach, ruch kołyszący, który dziecko pamięta z łona, przejmuje wózek, bujaczek i nasze objęcia. Dziecko nie potrafi się jeszcze samo poruszać, może więc wpadać w panikę, gdy poczuje, że coś jest nie tak, bo nagle nikt go nie kołysze. 

Kołysanie działa uspokajająco.

Między matką a dzieckiem, odbywa się tzw. komunikacja prenatalna. Dziecko np. upomina się o wygodniejszą pozycję ciała, albo matka przekazuje maluchowi, że jest jej przyjemnie głaszcząc się po brzuchu. Ruch oznacza życie, dlatego przedłużający się bezruch matki sygnalizuje dziecku zagrożenie, zatem jego kopnięcie oznacza nic innego jak "Rusz się!" :) 

Poród

Podczas porodu dziecko ma za zadanie pomagać przy wydostaniu się z ciała matki. Dokładnie wie co ma robić. Choć w łonie czuje się świetnie, to zaczyna mu być ciasno, a pierwszy skurcz jest dla niego sygnałem, że już czas je opuścić. Jeżeli nie jest ono szczególnie leniwe, od razu przyjmuje zadanie, czyli komunikacja na medal :)

Aktywność i wygoda.

Wiele matek potwierdza, że w trakcie porodu mogą już ujawnić się cechy noworodka: dziecko albo aktywnie pomaga, albo jest wygodne i potrzebuje pomocy, albo wycofuje się i nie chce wychodzić.

Po porodzie.

Noworodek odbiera już nowe bodźce, ponieważ po raz pierwszy jest bezpośrednio wystawiony na ich działanie. Nadmiar światła, dźwięków, dotknięć, wrażeń. Dla niego to za wiele - dopiero przecież oddzielono go od matki. Potrzebuje odpoczynku i uspokojenia. Szybko przystawiony do matczynej piersi będzie reagował inaczej. Będzie teraz musiał nauczyć się komunikować pragnienie jedzenia. 

W wieku niemowlęcym.

Dziecko zaczyna się uczyć. Jeżeli da wyraz swojemu dyskomfortowi, zawsze nastąpi reakcja- matka przychodzi, bierze na ręce i przytula. Jeśli matka pozwala dziecku długo krzyczeć, zanim zareaguje, jest to dla niego informacja, że musi krzyczeć jeszcze głośniej. Dziecko szybko uczy się powiązań pomiędzy pojedynczymi sygnałami zwrotnymi, na przykład zbliżające się kroki matki, dźwięk otwieranych drzwi.

Jedynie regularność procesów zapewni niemowlęciu poczucie bezpieczeństwa. 

O bliskości i dystansie.

Już noworodek ma poczucie własnego terytorium. Jeżeli za bardzo zbliżymy twarz do dziecka, poczuje się ono zagrożone, chyba, że będzie to rodzaj zabawy, które dziecko lubi. Typowe reakcje na zbyt dużą bliskość to mrużenie oczu, kasłanie, czkawka i ziewanie, które bynajmniej nie oznacza tu znudzenia. 

Zbyt szybkie tempo.

Niektóre matki, w kontakcie z dziećmi kompensują własne poczucie winy (np. ze względu na życie zawodowe niepozwalające zająć się dzieckiem dostateczną ilość czasu) Mają  one wtedy tendencje do przyspieszania swojego chwilowego zajmowania się niemowlęciem, wprowadzając nadmierne tempo swoich ruchów. Rezultatem może być niepokój i odmowa współpracy ze strony dziecka. Lepiej więc zająć się dzieckiem na tyle, na ile pozwala nam czas, ponieważ stuprocentowe oddanie jest dla niego o wiele ważniejsze niż ilość czasu, który mu się poświęca.

Doświadczam dotykając.

Dziecko pragnie dotknąć wszystkiego, jednak zwykle nie jest tymi przedmiotami zbyt długo zainteresowane - nie znajduje bowiem w nich życia. Naszym zadaniem więc, jest pokazanie mu przedmiotu zainteresowania i uważanie, by np. nie stłukło nam ulubionego wazonu :)

Odkrywanie oczami.

Niemowlę oczami szuka tego co się porusza, wszystko pobudza jego ciekawość. Dlatego zaleca się umieszczanie nad dziecięcym łóżeczkiem ruchomych zabawek, dzięki czemu, maluch będzie mógł śledzić ich ruch. Jeżeli świat przestaje być ciekawy, traktuje się to jako zaburzenie zachowania. Traci ono bowiem potrzebę komunikacji z otoczeniem. 
Doświadczenie własnej motoryki jest dla dziecka czymś nowym i fascynującym. Odkrywa ruchy swoich palców, odczuwa dotyk, zmiany temperatury. Jest szczęśliwe, póki te nowe doświadczenia budzą jego zainteresowanie. 

Nuda.

Dla małego człowieczka, nie ma nic gorszego niż brak bodźców. Komunikując to, zaczyna się niecierpliwić okazując niepokój. Dorośli często opisują takie dzieci jako "niegrzeczne", a nuda po prostu męczy dziecko, więc zaczyna poszukiwać czegoś, co go zainteresuje. 
Dzieci szybko się nudzą. Nie wystarczy więc dać maluchowi zabawkę, oczekując, że zajmie się nią na długo. Możemy stymulować go pokazując nowe zastosowania zabawki, albo zaspokoić ciekawość innym przedmiotem.

Opanować ciało.

Proces nauki jakiemu poddane jest dziecko, składa się z kilku faz. Dzięki nim dziecko dowiaduje się, że jest w stanie używać narządów ruchu swojego ciała, by komunikować się ze światem. Może na przykład kierować oczy ku matce, potem ku jakiemuś przedmiotowi, by przekazać informację, że tego właśnie potrzebuje. Dziecko otwiera i zamyka swoją dłoń, pojawia się u niego nowy sposób patrzenia. Raz osiągniętej koordynacji nie traci się, dlatego mówi się, że pewnych rzeczy się nie zapomina tak jak np. jazdy na rowerze. 
Kiedy niemowlę jeszcze niewiele potrafi poza leżeniem na pleckach, kopaniem i poruszaniem rączkami, już pojawia się u niego potrzeba zajęcia innej pozycji. Dlatego tak bardzo dzieci lubią być noszone na rękach i komunikują to dorosłym- to pozwala im na nowe odkrycia.

Adopcja niemowlęcia.

Wiele razy spotykam się z twierdzeniem, że dziecko adoptowane jako niemowlę, nie ma jeszcze żadnych złych przeżyć. Nic bardziej mylnego. Dziecko wyczekiwane przez rodziców, dostaje zupełnie inne bodźce w okresie prenatalnym niż takie, które za chwilę zostanie oddane do adopcji. Matki biologiczne mogą reagować różnie na ciążę. Może być to wściekłość i odraza w stosunku do rozwijającego się w nich życia, obojętność, albo silny stres i lęk. Cokolwiek by to nie było, dziecko przez 9 miesięcy (czy mniej w przypadku wcześniaków, które często się zdarzają) jest narażone na negatywne doznania i niepokój. Wiele mówi się o zdrowiu fizycznym dziecka, które jest nam proponowane, ale czasem pomija się lub bagatelizuje czynniki psychologiczne, mające ogromny wpływ na późniejsze zachowanie dziecka. 
Wspominałam kiedyś o dziewczynce, która była poddana tak silnemu stresowi w okresie prenatalnym, że urodziła się z silną nerwicą. Okazało się, że matka, miała ogromne problemy w swoim małżeństwie, w którym mąż przyczynił się do choroby jej i ich dziecka. Sytuacja nie dotyczyła absolutnie środowiska adopcyjnego, więc mogę tylko wyobrazić sobie, jak duży wpływ ma na nienarodzone dziecko rodzina patologiczna. 

Moja starsza córka od początku miała dużą potrzebę bliskości, którą nauczyła się świetnie komunikować. Do około drugiego roku życia, budziła się po kilka razy i płakała, po to tylko, by iść ją przytulić, albo po prostu wziąć za rękę. Teraz jest inaczej, ale myślę, że dlatego, że po prostu, gdy nas potrzebuje to przychodzi do naszego łóżka i wślizguje się pod kołdrę. Poza tym potrafi mówić, więc, gdy coś ją trapi, szczerze nam to przekazuje. Wczoraj na przykład, wyszła z naszej sypialni mówiąc "Ile mogę na was czekać, leżę i leżę sama a wy nie przychodzicie tylko siedzicie sami na dole"
Sytuacja dla nas komiczna, ale dla niej niekoniecznie. Staramy się zaspokoić jej każde pragnienie bliskości, wiedząc, że cały czas jej bardzo potrzebuje, tego zapewnienia, że zawsze jesteśmy obok. 

W ośrodku, w którym przebywała, Elsa nauczyła się głośno komunikować swój głód. Do tego stopnia, że podobno odstawiano inne dzieci, by się nią zająć. Zapewne stało się tak, ponieważ nie reagowano na zwykły płacz, potrzeba więc było krzyku. Nie wiem, czy było to wynikiem odrzucenia, czy jej charakteru, ale zawsze wymagała od nas 150% uwagi. Na szczęście, gdy urodziła się siostra, okazało się, że jest to niemowlę idealne, niemal książkowe. Tak było do około 7 miesiąca, kiedy to zaczęła być bardziej świadoma siebie i swoich potrzeb. Czasem śmiejemy się, że przez te kilka miesięcy zbierała siły, by uderzyć ze zdwojoną mocą ;) 

Rozmawiając z różnymi ludźmi widzę, że czasem mamy są sfrustrowane tym, że nie potrafią dziecku pomóc. Sami też bywaliśmy bezsilni. Wydawałoby się, że kto jak kto, ale rodzic powinien zawsze dobrze odczytać pragnienia dziecka i komunikacja między nimi powinna przebiegać wzorcowo. Ale tak nie jest. I dotyczy to również dzieci biologicznych. W przypadku dziecka adoptowanego, nawet jeśli jest to niemowlę, musi minąć czas, by nauczyło się ono funkcjonować w nowych warunkach. Nie wspominając już o kilkumiesięcznym dziecku, które już przyzwyczaiło się i pokochało swoich opiekunów i jest bardziej świadome. Nowy rytm dnia, nowe osoby, cisza w domu, to było coś, czego i my musieliśmy się nauczyć. Pamiętam pierwszą noc, jaką spędziliśmy z naszą córką. Gdy zabieraliśmy ją do domu, miała katar, płakała, nie chciała spać. Dopiero po jakimś czasie zrozumieliśmy co chciała nam przekazać - nie lubiła spać na pleckach. Na szczęście mieliśmy monitor oddechu, więc mogliśmy spać spokojnie. Koleżanka mojej mamy doświadczyła  "śmierci łóżeczkowej" swojego syna, bardzo się tego bałam. 

Podsumowanie.

Cudownie jest patrzeć jak ogromny postęp dziecko robi w ciągu pierwszego roku swojego życia. Jak zmienia się nie tylko fizycznie, ale również w innych aspektach, choćby komunikacji z otoczeniem, o którym mowa w dzisiejszym poście. Wprawdzie nie dane było mi doświadczyć okresu prenatalnego, poczuć jak dziecko się komunikuje z wewnątrz mnie, ale staram się dowiedzieć, co wydarzyło się zanim dzieci znalazły się u nas. Dzięki temu będę rozumiała lepiej ich zachowanie i wiedziała jak im pomóc.






Na podstawie książki: "Język ciała dzieci" samy Molcho.
Agnieszko, dziękuję za podrzucenie lektury :*




9 komentarzy:

  1. A jak określić czy dziecko jest leniwe, czy aktywne przy cesarskim cięciu? :-P :-D Tomek twierdzi, że Tamaluga musiała być nieźle wkurzona, że bez jej zgody na remont ktoś rozwalił jej dach :-D

    Jest jeszcze coś, co chciałam napisać przy okazji jednego z poprzednich twoich postów, a tutaj pasuje odnośnie okresu prenatalnego. Kobieta może być spokojna, a dziecko wyczekiwane, ale i tak towarzyszy im stres. Bierze się on ze strachu o dziecko. Ten strach jest i w mamach adopcyjnych i w biologicznych, ale to zupełnie inne rodzaje strachu. Mama ado jest szczęśliwa ale i pełna obaw, o dziecko, o to jak to będzie itp, wiadomo. Mama biologiczna ma w sobie ten rodzaj strachu, o zdrowie i życie dziecka, który jest tym silniejszy, że zależy od niej samej. Tego stresu nie da się pozbyć zupełnie i gdyby nie radość z oczekiwania, to mógłby całkowicie zdominować inne uczucia. Trzeba bezustannie uważać na to co się robi, je, pije, jakich kosmetyków używa, itd. Wszystko może mieć wpływ na zdrowie dziecka, i ten rodzaj strachu (który czasem nie kończy się wraz z porodem) sprawia, że jakiekolwiek niepokojące symptomy u dziecka, wywołują poczucie winy u matki. "A może to przeze mnie? Może za dużo pracowałam, zjadłam coś niedobrego, za szybko wstałam itd. Często świadomość, że "ja sama zaszkodziłam dziecku" bywa nie do zniesienia. Taki stres też może wpływać na dziecko i właśnie mu zaszkodzić - błędne koło. To tak, tylko, chciałam coś od siebie dodać i się znowu rozpisałam.
    W ogóle Izzy, fajnie napisane, jak zwykle :-D
    Nie wyobrażam sobie jak można nie kołysać dziecka, nie brać na ręce... Smutno się robi, gdy pomyślę, że wielu rodziców stosuje ten "zimny chów".
    Buziaczki dla was!

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha, no cóż tego nie napisali, a ja mogę tylko teoretyzować :P
    Ale powiem Ci, kiedyś rozmawiałam z taką mamą adopcyjną, która jest pediatrą, i ona powiedziała mi, że dzieci, które przyszły na świat poprzez CC mogą być nadpobudliwe i mieć problemy z integracją sensoryczną. Hmm. Nie wiem na ile to prawda, a na ile jej wymysł, bo dość przewrażliwiona ogólnie z niej osoba, ale coś tam tłumaczyła mi, że dziecko przychodząc na świat kanałem rodnym, doświadcza innych bodźców, takich, których przy cesarce nie ma. I to niby jest powodem jakichś tam problemów np. ogólnego uwrażliwienia dziecka, braku koncentracji itd. Ja tam nie wiem jak jest, ale koleżanka, która rodziła przez cc ma w domu takiego diabełka, że nawet chrzest nie pomógł :D

    A co do lęku matki o dziecko to pięknie to napisałaś, właśnie jako mama, która kochała nienarodzone dziecko, troszczyła się o nie jak jeszcze go nie było i martwiła, czy wszystko będzie ok. I tak powinno być. U matek, które oddają dzieci do adopcji nigdy tak nie ma. Jest lęk, ale innego rodzaju. Na pewno żadna z nas tego nie przeszła i nie jesteśmy sobie w stanie tego wyobrazić, ale fakt pozostaje, że nawet jeśli kocha to dziecko, na tyle, żeby dać mu lepsze życie i oddać innej rodzinie, to jest to ciąża niechciana. Jak słyszałam na szkoleniu jak czasem te matki pijaczki, narkomanki już nienawidzą samego stanu ciąży, to tak mi żal tych dzieci. :(

    Ja jestem przeciwna metodzie "dajmy mu się wypłakać". Wprawdzie jak widzę, że moje dziecko "szantażuje", wymusza a nie dzieje mu się krzywda to inaczej reaguję, ale i tak zawsze przytulam po chwili, bo przecież ono sobie nie radzi z nawałem tych emocji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izzy, jest tak jak Twoja koleżanka mówiła- dla dziecka to duża różnica czy jest rodzone naturalnie czy przez cięcie, jednak najczęściej te deficyty w którymś momencie życia się wyrównują.
      Z takich ciekawostek- moja koleżanka była ostatnio u szanowanego ortopedy, interesującego się medycyną wschodnią i który się szkolił w USA. Pominę kwestię wywiadu lekarskiego, który nota bene był bardzo ciekawy. Ale gdy zaczął ją badać, uciskał różne punkty w ciele, głównie w głowie i jej ciało odpowiedni na te uciski reagowało. Na koniec powiedział jej, że ona wygląda mu na osobę nie do końca urodzoną. Ona się zdziwiła i poprosiła o uściślenie. Wówczas lekarz zapytał czy wie w jaki sposób była rodzona, bo jemu wydaje się że siłami natury ale nie do końca. Być może było użyte vacuum lub mama była tak nacięta, że w zasadzie "wypadła". POwiedział, że wyczuł to poprzez uciski, w trakcie jej porodu zaszło coś, co uniemożliwiło ucisk różnych punktów, które wywtarzają połączenia neuronowe. Koleżanka po wyjściu z wizyty oszołomiona zadzwoniła do mamy i okazało się rzeczywiście, że w trakcie porodu po prostu ślizgnęła się, bo mamę tak nacięli. Kurczę, mam nadzieję że nie zamotałam tego zbytnio.
      Ale na psychologii rozwojowej na studiach również uczyłam się o tym, że dziecko wychodzące na świat poprzez kanał rodny doświadcza pewnego rodzaju wyzwania i dzięki temu doświadcza adaptacji na innym poziomie niż dziecko rodzone przez CC. Są nawet badania naukowe mówiące o tym, że dzieci urodzone SN mają mniejsze problemy z adaptacją do nowych warunków w życiu, społecznie są bardziej rozwinięte i jeszcze wiele innych, choć już do końca nie pamiętam.
      Choć ja jako dziecko urodzone przez CC nie mam raczej żadnych z wymienionych problemów, więc chyba jest tak jak napisałam, że na różnych etapach życia deficyty mają szansę się wyrównac. Albo zależy to po prostu od charakteru i od tego jak życie się układa :)

      Usuń
    2. Misscarp, bardzo Ci dziękuję za komentarz! Napisałaś wszystko to, o czym ona mówiła, a czego ja nie bardzo potrafiłam przelać na "papier" :) Pewnie tak jak piszesz, większość jakby to nazwać, problemów, wyrównuje się, ale na pewno jeśli dziecko ma z czymś problemy to czemu by nie pomóc.
      Niesamowita ta historia, którą opisałaś. Kto by pomyślał, że takie coś ma znaczenie. Ja pierwszy raz o tym wszystkim, o różnicach między porodem naturalnym a cc usłyszałam właśnie od tej znajomej.
      Ona chodziła na jakieś takie specjalne zajęcia właśnie z tej integracji sensorycznej i dziecko było stymulowane, by pobudzić jakieś obszary. Podobno pomagało, dziecko zaczęło się inaczej zachowywać. I tak jak napisałam Ahaji, zaczęłam trochę analizować dziecko innej koleżanki i zgadzałoby się, ponieważ ma ona zachowania takie, jakie Ty opisałaś. Ogólnie bardzo ciekawy temat według mnie. Dla matek biologicznych i dla adopcyjnych, bo można dzięki temu lepiej zrozumieć zachowania dziecka.
      Jeszcze raz wielkie dzięki!

      Usuń
  3. Kurczę, może coś w tym jest, bo Tamaluga też diabełek... Mam nadzieję, że to nie przez to, bo wtedy dopiero poczuję się winna!

    Słuchaj, to jest niesamowicie ciekawy temat. Smutny, ale ciekawy. Mam na myśli to podejście matek do ciąży niechcianej i jak to wpływa na dziecko. Płakać mi się chce, gdy słyszę o czymś takim.
    Tamaluga to też niezły kombinator. Czasami płacze tak "ekhe, ekhe", zero łez i patrzy na nas przez palce. Ale tulić i tak trzeba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas do focha dochodzi jeszcze czasem tupnięcie nóżką ;) Przekomiczne, ale wiadomo, śmiać się nie mogę, bo cała sytuacja poważna.
      Co do matek to pisałam kiedyś takiego posta, stary jak świat, więc pewnie nie czytałaś ;) " O matkach biologicznych"
      Masz rację, to smutny temat, ale myślę, że potrzebny, by otworzyć ludziom oczy. Fakt, że duża część z nich to patologia, ale są też takie, które po prostu nie dostały wsparcia od nikogo. Tak, czy siak żadna z tych ciąż nie przebiega tak, jak przy wyczekiwanym dziecku. Ale ja mam ogromny szacunek do tych matek, którym ciąża się przytrafiła a one mimo to nie usunęły jej tylko dają dzieciom nowe życie poprzez adopcję.
      W tamtym poście wkleiłam dokument, który nam pokazali na szkoleniu, właśnie o matkach i świat widziany oczami dziecka po porodzie. Wklejam tu na końcu posta dla tych co nie chce im się szukać ;) Do tematu na pewno jeszcze wrócę.

      Usuń
  4. No ja też jestem przeciwna metodzie "niech się wypłacze", w szczególności u niemowlaków... Znałam taki przypadek, kiedy młodzi rodzice od pierwszych dni życia dawali się wypłakać swojej córeczce samej w łóżeczku i pokoiku, bo "nie może od pierwszych dni niczego wymuszać płaczem". Moim zdaniem to chore... Jeśli chodzi o sam post to jest bardzo mądry i ma dużo ciekawych informacji :) Jeśli chodzi o okres prenatalny to zgadzam się z tym w 100%, dziecko w łonie biologicznej matki odczuwa wszystkie nastroje, więc stres, frustracja czy niechęć są dla niego równie ważnymi doświadczeniami, które na pewno odcisną swoje piętno na późniejszym rozwoju dziecka... Dlatego moim zdaniem bardzo ważne w takich sytuacjach jest dawanke jak najwięcej miłości i zrozumienia dziecku, tak aby czuło się bezpieczne, kochane i rozumiane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to straszne powiem Ci, bo choć faktycznie takie małe dziecko "wymusza" zainteresowanie sobą, to robi to instynktownie, bo przecież nie umie jeszcze mówić, a jakoś musi się porozumieć ze światem.
      Oczywiście dwulatek to mały szantażysta i dokładnie wie co robi. :) Ale wtedy matka doskonale poznaje rodzaj płaczu, bo to w sumie nie płacz, ale takie wkurzenie (przynajmniej u nas ;) )

      Usuń
    2. No dokładnie, to jest płacz albo nawet ryk, ale taki bez łez :D Ostatnio nawet byłam świadkiem takiej sytuacji w sklepie, mama nie chciała czegoś tam kupić małej (mała miała może z 2 i pół roku) i młoda tak zaczęła wymuszać, że wyła na cały sklep, ale ani jedna łza jej nie poleciała, panie kasjerki nawet miały z niej bekę, a mama - cóż, uśmiechała się z tej sytuacji razem z nimi :)

      Usuń