wtorek, 13 marca 2018

O tym, że lecą bociany, czyli ciąża zwykła i słoniowa.






W zeszłym roku pisałam wam, że oczekiwanie na dziecko było dla mnie najtrudniejsze wiosną. Wtedy to, niczym spod ziemi, wychodziło na ulice tysiące kobiet w ciąży lub z wózkami. Nie wiem, czy faktycznie tak było, czy to może moja bujna wyobraźnia widziała je wszędzie, ale fakt pozostawał. Kolejna wiosna i kolejny smutek w sercu. Dziecka jak nie było tak nie było. Patrząc na ten piękny świat, zarezerwowany tylko dla wybranych, czułam, że już nie daję rady. Jednak od czasu decyzji o adopcji wszystko się zmieniło. Nagle ja też byłam w ciąży. Hurra! Wprawdzie ciąży co najmniej słoniowej, bo przygotowana byłam na te mniej więcej 2 lata czekania, ale co tam. Ciąża to ciąża prawda? ;) Nagle bezkarnie mogłam wejść do sklepu dla dzieci i kupić jakieś rzeczy do pokoju, ciuszki, drobne zabawki. I to było wspaniałe! Wprawdzie potem okazało się, że kilka ciuszków było za małych, były nawet za małe gdy dziewczynki się urodziły ;), ale co tam, sama przyjemność wzięcia w ręce dziecięcego ubranka już sprawiała frajdę. 

Opowiem wam pewną histroię. Potrzebowaliśmy jedną rzecz do pokoiku z kolekcji Ikea Mammut. Niestety nie była już produkowana, więc znalazłam używany produkt w super stanie na OLX. Wyobraźcie sobie, że mój mąż pojechał po to po pracy w swój dzień urodzin i okazało się, że pani sprzedająca też miała wtedy urodziny! Co więcej, miała dokładnie tak samo na imię jak my chcieliśmy dać ( i daliśmy) naszej córce! I nie wierz tu w przeznaczenie :)) Najlepiej było jak pani zapytała męża kiedy termin porodu, a on odrzekł: Nie wiem. Ja pewnie bym się zaraz tłumaczyła, albo choćby poczuła jakoś nieswojo, a on nie. Logicznie i konkretnie jak zwykle...

No, ale wróćmy do mojej ciąży słoniowej. Na szczęście w pierwszej nie przytyłam, wręcz przeciwnie, opieka nad dzieckiem sprawiła, że straciłam wystający brzuszek i wyglądałam całkiem nieźle jak na miesiąc po porodzie. Gorzej było z drugą córką. Ponieważ byłam sama z dziewczynkami, nie chodziłyśmy na długie spacery (jak pamiętacie starsza za nic w świecie nie chciała jeździć w wózku) więc brzuszek powrócił. No i kiedyś miałam taką sytuację. Moja nowo poznana sąsiadka, w ciąży, coś tam opowiada mi o zdrowym odżywianiu, więc ja na to, że muszę zrzucić parę kilogramów, bo przytyłam przez zbyt małą ilość ruchu w ostatnim czasie. Ona na to oburzyła się mówiąc, że świetnie wyglądam i jestem dla siebie niesprawiedliwa. Przecież dopiero co przeszłam przez dwie ciąże rok po roku i urodziłam dwoje dzieci! Wyobraźcie sobie jakie było zdziwienie, gdy powiedziałam jej, że ... ja moich dzieci nie urodziłam :) No i już prysnęły argumenty za tym, że mam prawo mieć ten wystający brzunio ;)

Jako, że ostatnio wśród blogowych koleżanek obrodziło w dużą ilość brzuszków, oraz wiem, że sporo osób jest w ciąży słoniowej, w takiej jak ja byłam, mam dla was dziś galerię "ciążowych" zdjęć, która wpadła mi ostatnio w ręce. Mam nadzieję, że te z was, które hodują dzieciaczki w brzuszku będą mieć dobrą zabawę, a te, które hoduję maluszki pod serduszkiem, też uśmiechną się na widok tego, co straciłyśmy :))) 

A może doświadczone ciążowo koleżanki, które już mają ten etap za sobą coś podpowiedzą? 



1. Oj, to podobno zmora kobiet w ciąży. Ale nie tylko. Ja tak samo wyglądam po wypiciu kawy ;)





2. Zakładanie butów to jak mówią moje koleżanki, w 9 miesiącu Mission Impossible ;)




3. Haha romantyczne intymne chwile i strach, że "coś zrobię dziecku" :)



4. No, przyjemne z pożytecznym :)



5. Martwią cię rozstępy? Grunt to pozytywne podejście. To też może być sexy :)



6. Kiedyś mówiło się, że jeśli musisz patrzeć w lustro, by zobaczyć pewne części ciała, (bo zasłania ci brzuch) to choroba tzw. lustrzyca. ;) Dobrze, że to ciąża. Uff.



7. Solidarność. 



8. No cóż, pewne proste czynności wymagają wiele wysiłku. Kolejna Mission Impossible.



9. Ha! Niby trzeba dzieciom śpiewac i do nich mówić i głos się nie liczy. Tylko dlaczego mój mąż usłyszał od 2- latki "Tata nie śpiewaj już. Bolą mnie uszy" ;) Może lepiej uważać, kto wie, czy nasz maluch nie reaguje tak jak ten na obrazku ;);)



10. Oj tak, imprezy muszą poczekać :)



11. Księżniczka na ziarnku grochu w moich własnym domu. "Jeszcze jedną podusię kochanie?" 



12. Nie rodziłam, ale wiem na pewno. Nigdy, przenigdy nie oglądaj porodów na YouTube!



13. Wspaniale czuć ruchy dziecka ;)



14. Podobno dotknięcie brzucha ciężarnej przynosi szczęście w postaci ciąży dla ciebie. Tia, próbowałam, nie wierzcie ;) A wy ciężarówki strzeżcie się przed takimi ;)



15. Nie gruba, tylko w ciąży! Co za ludzie...




Tak, czy siak, niech bociany lecą i niech przynoszą nam dzieci! My tu czekamy!


Powiązany wpis: (link) O tym dlaczego wiosną jest tak ciężko bez dziecka.


18 komentarzy:

  1. :) Fajne!!!! Rzeczywiście coś w tej wiośnie jest, że ciężarnych i z wózkami znacznie więcej. Ja to sobie tłumaczę w ten sposób, że zimą się częściej, więcej i mocniej przytulają ;) i na wiosnę taaaa-daam! Brzusio jak znalazł :D...a poza tym zimą, pod kurtkami i swetrami nic nie widać, wszystkie chude albo w ciąży :) Pozdrawiam, też ciężarna. A ciąża z tych dłuuuuuuuuuuuuugich, także jeszcze trochę w tym błogosławionym stanie pochodzę hehehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, prawda! też sobie tak tłumaczyłam, choć ja się przytulałam i nic z tego nie wyszło haha :D
      Życzę spokojnej ciąży, bez nerwów, teraz to tylko cierpliwość i załatwianie wszystkiego, czego nie będzie dało się załatwić później. Wszystkiego dobrego, trzymam bardzo bardzo mocno kciuki!! :)))

      P.S. Oj już wkrótce trzeba będzie zrzucić z siebie ten sweterek, i będzie taaaa-daaam... czyli ja przypominająca muffinka z lekko wylewającym się ciastem po bokach ;)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. Izzy, ale pozytywny wpis :) Jak to dobrze móc z zupełnie innej perspektywy spojrzeć w końcu na ten temat i się uśmiechnąć.
    Pragmatyzm mężczyzn zdecydowanie czasami ułatwia im życie :) To, że nam czasem utrudnia.. noo- przymknijmy na to oko ;) Twój mąż wybrnął idealnie i zapewne bez zastanowienia.
    Sąsiadka dobra :) Ciekawe co sobie pomyślała!
    A obrazki.. Hehe, he.. heee... ;) No łatwo czasem nie jest to fakt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak :) Zdecydowanie najwyższy czas być po tej drugiej stronie. Ale cóż, może dzięki tym doświadczeniom umiemy inaczej spojrzeć na świat i docenić pewne rzeczy, które nie przyszły łatwo? Jak myślisz? :)

      Co do sąsiadki to było tak, że ona w tym czasie robiła kawę, ja siedziałam przy stole (ma otwartą kuchnię), więc pomyślałam - dobra, nie będę krzyczeć przez cały duży pokój, że "dzieci są adoptowane!!" Gdy przyszła z kawą pyta: A jaki szpital polecasz? yyyyy, No, także ten tego, szybko musiała się dowiedzieć prawdy, bo przecież nie będę oglądać porodu na You Tube tylko po to, żeby wiedzieć o co chodzi i polecać jakiś szpital :D Najpierw zrobiło jej się łyso, ale potem oczywiście się śmiałyśmy :)

      Usuń
    2. Ale może lesson lerned i następnym razem może się zastanowi, gdy zacznie temat z inną osobą :)
      Co do doceniania.. zapewne tak jest. Myślę, że nasza inteligencja emocjonalna dostała plus 100 do punktacji, ale wciąż... wolałabym, żeby żadna z nas takich trudnych lekcji nie musiała dostawać od życia. Wiem też jednak, że są dużo większe tragedie. Ale nam się udało! I z tego trzeba się cieszyć :) Masz dwie genialne córki, moja w drodze. Może kiedyś Cię jeszcze dogonię ;)

      Usuń
  3. Hehe. To ja też z tych długodystansowców, bo sumując razem - w ciążach byłam 2 lata i 3 miesiące.
    Przebieg ostatniej mniej więcej znasz. Zresztą mam osobny wpis na blogu. Odniosę się zatem tylko do pierwszego rysunku. Na plaży w Świnoujściu koc rozłożyliśmy blisko wyjścia, a i tak ledwo zdążałam do wc. Potem, zanim zdążyłam się z powrotem położyć - leciałam znowu. Nie pamiętam jak długo to trwało, ale leżałam na plaży, przez całe popołudnie może z 15 minut. A z tzw. "babcią klozetową" przeszłyśmy na "ty". :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No kochana Ty to taki dorodny słonik hahaha. A historia przednia :D:D Już sobie wyobrażam tę babcię klozetową, jak przybijasz sobie z nią piątkę, albo żółwika za każdym razem jak przybiegasz. Ona tylko czeka z papierem w ręce, podaje Ci, a Ty znikasz w czeluściach plażowej toalety haha. Ciekawa jestem czy WC płatne było.

      Eh, niestety znam Twoje przejścia z ostatnią ciążą :( Na szczęście wszystko dobrze się skończyło :*

      Usuń
    2. Pewnie, że płatne. Co nad morzem nie jest? :-D
      Nie wiem zresztą, co ona o mnie myślała, ale zarobiła sporą sumkę :-D

      Usuń
    3. Racja, racja :D
      Powinny być jak nic pakiety dla ciężarnych ze specjalną zniżką! ;)

      Usuń
  4. Dokładnie pamiętam moment, kiedy ustaliliśmy z mężem, że staramy się o dziecko. Mentalnie byłam więc w tej ciąży jakieś 9 lat, z czego półtora w adopcyjnej. Aż do telefonu z OA niczego nie kupowałam (no, prawie. Po kwalifikacji nabyłam dres na trzylatka i kubek ze słomką - obie te rzeczy wciąż czekają, aż Księżniczka do nich dorośnie). Było mi głupio, jakoś nie czułam się "uprawniona" do dzieciowych zakupów. Chętnie za to przemierzałam sklepy w poszukiwaniu upominków dla chrześniaczki męża, ukradkiem obserwując, co znajduje się w innych działach :) Szał zakupów nastąpił dopiero po poznaniu Księżniczki. Ciąża dobiegła końca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh ja niestety starań nie potrafiłam traktować jak ciążę :( Może gdybym była pewna, że zakończą się sukcesem to byłoby inaczej, a tu jak nie było tak nie było. Dopiero w trakcie kursu ado poczułam się inaczej.

      Nie wiem, czy właśnie wszystkie kobiety tak mają, ale ja na pewno kiepsko oceniam rozmiar. Mojej mamie na przykład zawsze kupię za mały sweter, czy bluzkę, bo w moich oczach jest mniejsza :D Pamiętam jak mój tata kupił dla Elsy rajtuzki, które założyła dopiero jak miała 2.5 roku :D A z tych wakacji, z których musieliśmy wrócić przywieźli jej koszulkę, której jeszcze nie nosi, bo nadal jest za duża hahaha. Także spokojnie, wszystko się doczeka. Szybciej niż myślisz ;)

      Moje dziewczyny niby miały 56cm po urodzeniu, ale rosły tak szybko, że wielu rzeczy nie założyłam ani razu :( Dopiero po roku zatrzymały się trochę na rozmiarze 80. A Twoja jak?

      No my byliśmy przygotowani na te najważniejsze rzeczy, nie lubię przepłacać, dlatego wolałam pewne rzeczy zamówić wcześniej przez internet. Każdy pewnie inaczej to odczuwa. Nie ma co się zmuszać, bo potem można czuć smutek jak po kwalifikacji łóżeczko stoi np. rok. Zresztą nie do końca wiesz jakie dziecko dostaniesz. Czy z ciąży nie wyskoczy odchowany 2-latek ;)

      Usuń
  5. Księżniczka nosi rozmiar 86 i chyba nie zamierza przestać rosnąć. Nawet pytałam wczoraj lekarza, czy ona nie wymaga jakiejś specjalnej diety, bo oprócz tego, że jest wysoka, to jeszcze okrągła jak pączuszek. Lekarz mnie zapewnił, że ona się wyciągnie...
    Jeśli chodzi o przygotowania, to my podaliśmy wiek dziecka 0-2 lata, ale praktyka naszego ośrodka pokazywała, że często propozycje dotyczą dzieci starszych. Zresztą te pierwsze 2 lata życia to przecież okres, w którym dziecko tak szybko się rozwija, że właściwie co kilka tygodni potrzebuje czego innego. Dlatego tak jak piszesz, nawet nie myślałam o kupnie wózka czy łóżeczka, bo nie wiedziałam, czy w ogóle się przydadzą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie będzie po prostu wysoka. Moja Elsa jest najwyższa w grupie, reszta dzieci jest sporo niższa. Ale powiem Ci, że też zależy od firmy. Nadal pasują na nią koszulki z Lidla rozmiar 86/92. Ale piżamki ma 105/110, żeby luźniejsze były. Spódniczkę ma jedną w której chodziła jak miała 1.5 roku! Nadal jest dobra, tylko krótsza ;)

      Jak Księżniczka zacznie chodzić to na pewno schudnie. Moje też były pączusie, a teraz są szczuplutkie, tylko młodszej "pyzy" zostały na policzkach - taka chyba jej uroda ;)

      No niby my też nie wiedzieliśmy jakie dziecko nam się urodzi, ale cóż, rozum swoje, instynkt coś innego podpowiadał ;) Na szczęście i tym razem się nie pomylił ;)

      Usuń
  6. Hehe, na szczęście nie pokazują dantejskich scen z pierwszego trymestru, kiedy większość z nas przytula się do Wielkiego Ucha ;)
    A miesiąc przed porodem obejrzałam kilka sezonów jakichś położnych na jutubie! I dzięki temu się nie bałam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, pewnie pokazują, ale nie w tej galerii ;)
      Matko, ale były pokazane porody? No weź... Mnie zawsze z porodem kojarzy się stary film z Hugh Grantem i śp. Robinem Williamsem "9 miesięcy" gdzie mąż kręci na kamerę poród, chyba czwartego dziecka, i żona niby super, ale w końcu się wkurza i przywala mu w twarz :D

      Usuń
  7. Ja mam zamiar nie kupować niczego do 6-7 miesiąca, oczywiście, że będę wyszukiwać i projektować pokoik, ale całą akcję przygotowawczą chcę rozpocząć bliżej rozwiązania :) Wolę się wcześniej nie nakręcać za bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Wszystko na spokojnie. Podobno końcówka najbardziej się dłuży, więc akurat będzie się czym zająć ;) Łóżeczko można kupić wcześniej, bo zwykle za przeproszeniem śmierdzi i lepiej, żeby postało ;)

      Usuń
    2. A to dobra rada, o tym nie pomyślałam, dzięki :) jejku ja się muszę ogarnąć po wizycie serduszkowej, jak to wszystko do mnie dotrze na 1000% to wtedy będę się dokształcać ;)

      Usuń