piątek, 9 marca 2018

Oddam dziecko w dobre ręce.


Kilka dni temu, na TVP 2, obejrzałam bardzo ciekawy, niemniej wstrząsający dokument o powtórnych adopcjach w USA. I tu wielkie podziękowania składam Ahaji, która mi o nim powiedziała. Bez niej nie byłoby tego posta. 

Rehoming, to według definicji znalezienie nowego właściciela dla zwierzęcia domowego, zwykle kota lub psa. Pojęcie to, używane jest również w przypadku oddania dziecka do powtórnej adopcji...



Program rozpoczyna doroczny "show sierotek"gdzie spośród 16 kandydatów rodzice wybierają "swoje" dziecko. Oglądam i nie wierzę. Dzieci malują się, ładnie ubierają i chodzą po rozciągniętym dywanie jak po wybiegu. Z tego co mówią, zrobią wszystko, by dostać kolejną szansę. Wygląda to trochę jak aukcja niewolników, w której po prezentacji produktu, dowiemy się kto jest zainteresowany kupnem i ile za niego da. 

Poleca pani Jasona?, słyszymy od Pani, która szuka małego chłopca, do 6 lat. Szok. Brzmi niczym, czy poleca pani dziś karkówkę, czy schabik? Przepraszam za porównanie, ale tak to odbieram. I pomimo tego, że niektórzy podświadomie wiedzą, że to co robią jest złe, nadal w tym uczestniczą. Wspomniana wcześniej pani mówi:

Czuję się jak na targach, gdzie produktem staje się człowiek.

W USA można oddać dziecko, jeżeli wybór nas nie zadowoli. 1/4 adoptowanych dzieci zostaje odrzucona przez nowych rodziców, 25.000 rocznie. W programie określono je jako "Dzieci jednorazowego użytku"

W programie zostały przedstawione 3 historie dzieci, które zostały wymienione jak towar, oraz kilkanaście innych przykładów na to, z czym taka decyzja się wiąże.

Frank, 14 lat: 

Ma przyjść pan, który może zostanie moim ojcem. 
Adoptowany jako 8 latek, po 4 latach oddany do ponownej adopcji. Rodzice, zamiast poszukać rozwiązania, pozbyli się problemu oddając dziecko. Czeka na nową rodzinę, wierząc, że tym razem się uda, że będzie pokochany. Siostra biologiczna trafiła do innego ośrodka. Kandydat na ojca jest bezdzietnym nauczycielem.

Z programu dowiadujemy się, że rolą ośrodka jest zniwelować różnice między oczekiwaniami jednej i drugiej strony. A gdzie dobro dziecka, gdzie dobór odpowiednich rodziców?

Po 2tyg od poznania, Frank zamieszkał z Tomem, kandydatem na jego ojca, jednak po pół roku Tom zwrócił dziecko do ośrodka w uzasadnieniu pisząc, że jednak do siebie nie pasowali... Takich sytuacji jest tysiące.

Brak precyzyjnych przepisów sprawia, że wszystko jest dozwolone.
Dlatego też, nikogo nie dziwią ogłoszenia w internecie publikowane przez agencje adopcyjne.

Tego chłopca możecie adoptować szybko i tanio. 

Pod takim hasłem kryje się człowiek. Człowiek sprowadzony do roli towaru, który ma okres gwarancji i można go oddać lub wymienić.

Historia Nity.

Opowieść rozpoczyna się jej definicją rehomingu - według niej to możliwość oddania lub sprzedania dziecka obcym, kiedy w rodzinie dzieje się coś złego. Nie potrafi pozbyć się bagażu przeszłości, głębokich ran i zniszczonych dziecięcych marzeń.

Pochodząca z Haiti dziewczynka, zostaje adoptowana przez amerykańską rodzinę. Po jakimś czasie zaczyna się buntować, są z nią problemy, dlatego po 7 miesiącach matka próbuje pozbyć się jej poprzez zamieszczenie ogłoszenia w internecie. Strona nie kontrolowana przez nikogo, nieprofesjonalna, wszystko odbyło się szybko i bez pieniędzy. 

Nita wspomina, że pewnego dnia przyszedł po nią do szkoły jakiś obcy facet. Gdy spytała kim on jest, stwierdził, że został przysłany przez ojca. Po przyjeździe do domu, kazano jej się spakować, a ojciec adopcyjny poinformował ją, że zostaje oddana i od tej pory będzie mieszkać z tamtym panem.
W jego rodzinie została tylko miesiąc, po czym zagłosowano, czy ma zostać, czy nie. Wynik był negatywny, dlatego została zapakowana do samochodu i odwieziona do pierwotnych rodziców adopcyjnych, którzy nadal pozostawali jej opiekunami prawnymi. Taka sytuacja miała miejsce 4 razy. Wysyłana niczym paczka, w końcu trafiła do rodziny, która już wychowywała 8 dzieci. Tam odkryła przerażającą prawdę. Ojciec gwałcił swoje córki. I pomimo tego, że Nity nie tknął, musiała żyć z tą przerażającą prawdą, bojąc się ponownego odrzucenia. Milczała przez 1.5 roku po czym postanowiła porozmawiać z mamą, która zagroziła, że jeśli komuś powie, odeślą ją. Dziewczyna była rozbita, a pragnienie posiadania rodziny było tak silne, że nadal milczała. W końcu nie wytrzymała i zgłosiła sprawę na policję. "Ojciec" został skazany na dożywocie.

Pomimo tego co się wydarzyło, Nita ciepło wyraża się o pierwszych rodzicach adopcyjnych, choć jest na nich zła, że tyle razy oddawali ją obcym ludziom. Próbuje tłumaczyć ich, że nie zdawali sobie sprawy z tego, że traktują ją jak przedmiot. Wybaczyła im i nadal nazywa kobietę mamą...

Ojciec zgodził się wystąpić przed kamerą. Dziś, po rozwodzie, którego przyczyną było to jak traktowali Nitę, żałuje, że wtedy podjęli taką decyzję i ma wyrzuty sumienia. Małżeństwo to decydując się na adopcję miało już 4 biologicznych dzieci. Kierowani pragnieniem ratowania najbiedniejszych, adoptowali 5 dzieci z Haiti, każde z własną historią, każde zupełnie inne. Kiedy w rodzinie wybuchł kryzys, postanowili oddać jedno dziecko, Nitę. Ojciec tłumaczy to tak:


Jeśli człowiek nieustannie boryka się z jakimś problemem, po pewnym czasie może zatracić umiejętność rzeczowego i klarownego osądu.

Nita została oddana pierwszym lepszym kandydatom.



W USA jest tylko jeden, prywatny ośrodek, pomagający rodzicom adopcyjnym (około 500 rocznie) Kieruje nim psychoterapeutka z 35-letnim doświadczenim, Debbie Riley, która prowadzi badania nad psychiką dzieci adopcyjnych.

Tłumacząc taką a nie inną postawę rodzin, którzy oddają dziecko, mówi:

Rodzice nie radzący sobie z adopcją uważają, że ponieśli oni klęskę tak upokarzającą i wstydliwą, że zmazać to mogła tylko powtórna adopcja dziecka.
Nie mając żadnego wsparcia, żadnej pomocy, rodziny te chciałyby cofnąć czas i "wymazać" to wydarzenie z przeszłości. Jak tłumaczy psychoterapeutka:

To skutek braku przygotowania i nierealistycznych oczekiwań.
Oddając dziecko po nieudanej adopcji większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, jakie niesie to konsekwencje dla dziecka.

Nie ważne, czy jest to pierwsza, czy kolejna adopcja, dziecko musi przejść okres żałoby, pogodzić się ze stratą rodziców. Inaczej nigdy nie będą umiały nikomu zaufać. Jak uwierzyć nowej mamie, gdy stara cię odrzuciła?

Bywa, że powtórna adopcja pozwala wyjść z trudnej sytuacji, ale droga do szczęścia jest niezwykle długa i mozolna

Takich historii jest wiele. Niestety musiało dojść do tragedii, by w niektórych stanach zakazano powtórnych adopcji. Ale zdecydowało się na to tylko 9 na 50, czyli kropla w morzu. Czy takie przykłady nie są wystarczającym powodem, by zmienić coś w prawie, by bardziej ochronić dziecko?  

Tragedie dzieci sprawiły, że Kongo i Rosja zakazały adopcji przez amerykańskie pary. 

Program kończy się słowami:

Zmiana ustawy, zarezerwowanie środków w budżecie. Tylko, a może aż tyle trzeba, by zmienić losy 100 tysięcy dzieci, przekazanych do powtórnej adopcji. Najwyższy czas, by Ameryka, przestała być państwem dzieci jednorazowego użytku. 



O systemie amerykańskich adopcji słyszałam już dawno temu. I choć nieudane adopcje zdarzają się wszędzie, jestem zbulwersowana tym, że dzieci są przekazywane z rąk do rąk jak towary. Człowieczeństwo sprowadzone do castingu, w którym dzieci reklamują się i pokazują z jak najlepszej strony, by zostać wybrane. 
Tym bardziej ten program mnie porusza, ze względu na sprawę 11-letniej dziewczynki, która szuka rodziny, o której niedawno wam pisałam. Cały czas zastanawiałam się, czy będzie ona w stanie zaufać, dać komuś jeszcze jedną szansę. Po obejrzeniu tego programu wiem, że obojętne, czy jest to w USA, czy gdziekolwiek indziej, dziecko pragnie rodziców tak samo. I daje czwartą, piątą, dziesiątą szansę, aż się wypali tak, że nie zostanie w nim nawet mały skrawek uczuć i nadziei...





Choć problem przedstawiony w programie nie dotyczy (mam nadzieję) naszego kraju, to na pewno poddaje w wątpliwość słuszność adopcji zagranicznych. Czy naprawdę nie można znaleźć dziecku rodziny? Wątpię. Przez taki długi czas, ośrodek szukał (czy raczej "szukał") kogoś, kto adoptowałby wspomnianą 11-latkę. Od czasu zamieszczenia informacji na blogu i forum Bociana, zgłosiły się do mnie zainteresowane osoby. W zasadzie bez wielkiego mojego wysiłku. Gdzie tu dobro dzieci, gdzie pomoc, gdzie troska o drugiego człowieka.




18 komentarzy:

  1. Oglądałam ten materiał, wstrząsający. Ale nasunęła mi się inna refleksja, polityczna, że to woda na młyn dla aktualnie rządzącej partii, biorąc pod uwagę ich podejście do adopcji zagranicznych. Myślę, że nie można generalizować, nie zawsze tak się dzieje i nie w każdym kraju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację, nie można generalizować, bo wiele chorych dzieci nie znajduje u nas domu i wtedy to ma sens. Czy np. gdy Polacy mieszkający za granicą chcą adoptować dziecko. Czytałam jednak kilka historii zupełni zdrowych dzieci, wysyłanych właśnie do USA. Nawet natrafiłam na bloga jakiejś Amerykanki, która chwaliła się, że leci do Polski po drugie dziecko, biologiczne rodzeństwo jej adoptowanego syna czy córki, nie pamiętam. To pierwsze też zdrowe, było nawet zdjęcie i cała historia. Nie pojmuję, dlaczego to dziecko tam się znalazło.

      Ja najbardziej jestem wstrząśnięta tym, jak ci ludzie podchodzą do adopcji, do drugiego człowieka. A skoro u nas takie rozwiązania adopcji się zdarzają, to warto przemyśleć, czy na pewno wszyscy są na nią gotowi. Wiadomo, pewnych rzeczy się nie przewidzi, ale to nie towar, który można oddać.

      Usuń
    2. Tak, mną też to wstrząsnęło. Sorry za porównanie, może niefortunne, ale kurde, nawet z psem nie wolno tak postępować. Po prostu nie wolno. Nie wyobrażam sobie nawet, co te dzieci przeżywają i jak bardzo mają przez to zrypane życie.

      Usuń
    3. Porównanie jak najbardziej właściwe. Sami przecież używają pojęcia "rehoming", które w zasadzie odnosi się do zwierząt ... :(

      Usuń
  2. Stanów Zjednoczonych nie da się porównywać pod tym wzgledem z Polską czy Europą. USA nawet z ratyfikacja konwencji o prawach dzieckach ma problem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego nawet nie próbuję porównywać. Podzieliłam się z wami tym co się dowiedziałam, nie tylko dlatego, żeby pokazać co się tam dzieje. Program w świetny sposób pokazuje psychikę dzieci po nieudanych adopcjach, obojętne z jakiego kraju pochodzą. Poranione, rozbite, zawiedzione, ale i tak czekające na rodziców... Bo być może tym razem ktoś je zechce .... Smutne.

      Usuń
  3. Stany Zjednoczone, mimo, że jawią się często jako raj na ziemi, często pokazują, że jako społeczeństwo są mocno ograniczeni. Kiedyś oglądałam program z wyborami małej miss. Dramat co te matki tam odprawiały.
    Straszne jest to co opisujesz. Straszne, naprawdę. Gdzie tu dobro dzieci, czy tam nikt się tym nie interesuje :(?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku oglądałam fragment tego programu z małą miss, nie byłam w stanie wytrzymać do końca. Ktoś kiedyś określił te programy jako pedofilskie i wg mnie coś w tym jest. Dziewczynka 4-5 lat, umalowana i przebrana za kobietę jest smacznym kąskiem dla zwichrowanej psychiki jakiegoś drania. Ale wiesz co, najbardziej to mnie dziwi zachowanie właśnie tych matek, tak jak piszesz. Zwykle grube i nieatrakcyjne, aż piszczały z zadowolenia jak ich dzieci wygrywały. No, ale żeby w ten sposób podnoscić sobie swoje poczucie własnej wartości? Jezu, chore. Po prostu chore. Dobrze to porównałaś, pokazuje obraz tych ludzi, bo skoro może takie rzeczy wyrabiać ze swoim biologicznym dzieckiem, to jaki problem z adoptowanym, które jednego dnia jest, a drugiego może go nie być. Jak towar. Straszne to.

      Czy się tam ktoś interesuje? Tak, ale to garstka ludzi, tak jak w tych 9 stanach co zabronili już tej readopcji. Wiesz jak to jest, pewnie tak jak u nas, dużo gadania i nic z tego nie wynika...

      Usuń
  4. Dziękuję:)

    Tu właściwie nie ma co komentować. Popłakałam się oglądając ten program.
    Świetnie to opisałaś i podsumowałaś. No, cóż... Historia zatoczyła koło i mamy upadek cywilizacji. Wszak dawniej przez wieki całe, oceniano sierotom stan uzębienia, muskulaturę itp. zanim je "przygarnięto", a i tak żyły w strachu, że za najmniejsze przewinienie zostaną odesłane do sierocińca lub oddane sąsiadom. Ania z Zielonego Wzgórza wywołała rozczarowanie u adopcyjnych rodziców, bo nie była chłopcem, a przecież tyle było roboty w polu. No i znowu mamy to samo. W nieco innej otoczce, ale jednak.
    Pozostaje mieć nadzieję, że w zdecydowanej większości rodzin adopcyjnych jest miłość. Anię też przecież pokochano, a łatwa we współżyciu nie była :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak też skwitował mój mąż. Miejmy nadzieję, że USA to kraj tak duży, że w większości przypadków jednak adopcja ma sens. Ale tak jak powiedziano na końcu programu " Zmiana ustawy, zarezerwowanie środków w budżecie. Tylko, a może aż tyle trzeba, by zmienić losy 100 tysięcy dzieci, przekazanych do powtórnej adopcji. " Dobre przepisy regulujące to wszystko, na pewno zmniejszyłyby tę całą samowolkę. Ja oczywiście jak wiesz nie o wszystkim napisałam, było kilka innych przykładów. Mam nadzieję, że inni trafią kiedyś jeszcze na ten program. warto obejrzeć.

      A co do Ani, to jak ostatnio byłam chora, to akurat leciała w TV i tak sobie obejrzałam, bo lubię i stwierdziłam "Jezu, przecież oni w ogóle powinni zostać wyrzuceni z ośrodka ado. Co to za motywacja do adopcji"! Nawet miałam o tym napisać, bo w szoku byłam jak to sobie uzmysłowiłam, że przeciez i ją chcieli oddać.
      No łatwa nie była, była wyjątkowa ;)

      Jeszcze raz wielkie dzięki :*

      Usuń
  5. Cudowna kolorowa Ameryka - kraj spełnionych marzeń.
    Nie wierzę, że dzieją się takie rzeczy i nikt z tym nic nie zrobi...biedne dzieci :(((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to stwierdził kiedyś mój przyjaciel Amerykanin - a kto powiedział, że USA to raj?
      Cóż, nie powiem, lubię Amerykanów za wiele rzeczy, za to jacy są, ale właśnie zbyt często jawią się jako bezmyślne, egoistyczne twory. Nie mogę uogólniać, bo to ogromny kraj i byłabym niesprawiedliwa, zresztą ja takich bestii nie spotkałam na szczęście na swojej drodze, ale widocznie tak jest, więc jak pisałam wyżej do Ahaji, niech wprowadzą zakaz wszędzie, nie tylko w 9 stanach + większą kontrolę i pomoc dla rodzin,a problem na pewno się zmniejszy. Może nie zniknie, bo wszędzie zdarzają się nieudane adopcje, ale nie aż tyle i nie w takim stylu.
      U nas też słyszy się o RZ, w których np. dochodzi do przemocy, ale ileż jest takich, które są dobre, kochające i oddane.
      Ogólnie smutny obrazek :(

      Usuń
  6. To się po prostu nie mieści w głowie!!! W Polsce na kursach w OA tyle się mówi o traumie, o RAD, o trudnościach, jakie mogą czekać rodziców adopcyjnych... a w takiej "postępowej" Ameryce dziecko staje się dodatkiem do rodziny, takim samym jak nowy wazon albo krasnal ogrodowy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Nawet w programie tak jak pisałam, pani psycholog stwierdziła, że nieodpowiednie przygotowanie tych ludzie skutkuje ich niewiedzą, jakie konsekwencje niesie za sobą decyzja o adopcji, nie wspominając już o oddaniu dziecka. Co by nie mówić, u nas musisz przejść przez "sito". No i dobrze. Może właśnie dzięki temu unikamy takich sytuacji jak tu zostały przedstawione.

      Usuń
  7. To straszne co się dzieje i jak człowiek podchodzi do drugiego człowieka... Rozmawiałam kiedyś z kobietą, która wraz z mężem była tymczasową rodziną zastępczą dla dzieci czekających na adopcję. Opowiadała mi, że bardzo rzadko zdarza się, że któreś dziecko jest wybierane przez pierwszych potencjalnych rodziców jakich spotka. Rodzice odmawiają adopcji tego konkretnego dziecka np. z powodu rudych włosów albo za bardzo odstających uszu... Wybierają najładniejszy "egzemplarz", a nie taki, który ma jakieś niedoskonałości............ :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? To straszne. :( A wiesz, większość się będzie oburzać gdy wspomina się o niewolnictwie, targach ludźmi. A czym to się różni? Niczym. I w dzisiejszych czasach też handluje się ludźmi, dziećmi. Przecież ileż to razy słyszymy, że gdzieś tam dzieci zmuszane są do niewolniczej pracy. Wybiera się te sprytne i silne, bo na takie jest zapotrzebowanie. Tak jak piszesz, traktuje się człowieka jak egzemplarz, produkt. Smutne, naprawdę smutne.

      Usuń
    2. Naprawdę, ja sama nie mogłam uwierzyć w to co słyszę, ale ona niestety mówiła prawdę :( daleko nie trzeba szukać, spójrz na kobiety, które są tzw. "surogatkami"...

      Usuń
    3. ...może ludzie, którzy chcą za wszelką cenę mieć dziecko mają dobre intencje, nie chcę oceniać ani jednej ani drugiej strony, ale ja nie wyobrażam sobie urodzić dziecko i je oddać...

      Usuń