poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Czary mary hokus KROKUS




Wracam do was po weekendzie cała obolała. Zwykle po przejściu kilkunastu kilometrów zdarza mi się jakiś ból np. kolan, no ale żeby aż tak bolała mnie tylna część ciała, że musiałam zażyć Paracetamol?! Litości. No nic, jak widać dopadł mnie tzw. zakwas dupny. Ale po kolei.



Wycieczkę do Zakopanego planowaliśmy już od jakiegoś czasu. Do tej pory nigdy nie byliśmy bowiem na znanej pewnie wszystkim Polanie Chochołowskiej, która o tej porze roku przyciąga tysiące turystów, ze względu na wysyp krokusów. Do tego w międzyczasie obchodziliśmy okrągłą rocznicę ślubu, więc postanowiliśmy połączyć wyprawę po krokusowe runo z obchodami tego radosnego dnia, w którym to mój mąż stał się oficjalnie mężem :)

Do miejsca docelowego zajechaliśmy w czwartek wieczorem. Ogromna liczba korków, spowodowanych przebudową dróg, dała się we znaki. Dziewczyny dzielnie jednak zniosły podróż, najpierw śpiąc (zabraliśmy je przed drzemką w przedszkolu i żłobku) a potem zajmując się innymi rzeczami. 
Pierwszego dnia, wreszcie udało nam się odespać cały tydzień pracy. Jako że "kibelek" był dość nisko zawieszony, dziewczyny same się oporządziły rano, czyli poszły załatwić, umyły rączki i buzię, po czym wzięły sobie coś do jedzenia i oglądały bajkę (nastawioną przez nas, no, żeby nie było, że same ;) To dało nam na tyle dużo czasu, by do tej 9 powylegiwać się w łożeczku. 
Po południu udaliśmy się na podbój miasta. Zakopane jak to Zakopane. Ceny porażają nawet takich jak ja, przybywających z miasta uważanego za dość drogie. 




Krupówki




No nic. Udajemy się pod Gubałówkę i stajemy w kolejce po bilety na kolejkę. Pani w okienku nie dowierza, że chcemy bilety tylko w jedną stronę, (w planach mieliśmy bowiem zejście na piechotę) i pyta, czy aby na pewno. Tak, jesteśmy pewni, że dziewczyny dadzą radę :)) 
Na górze widać, że to jeszcze nie sezon. Pozamykane stragany, sklepiki. Udaje nam się jednak znaleźć otwartą budkę z lodami, o które od godziny dziewczyny nas męczą. No nic. Siadamy w słoneczku i rozkoszujemy się chwilą. 
- Piękny widok, mówi Elsa.











Czas na zejście. Dziewczyny gotowe, my też. Na początku nie jest łatwo, dość stromo i mokro, trzymamy maluchy za rękę, by się nie pośliznęły. W końcu udaje nam się dotrzeć do polanki, gdzie odpoczywamy podziwiając widoki. Schodząc jeszcze niżej, Elsa pyta, czy może zbiegać. Powiedziałam, że nie, za to zaproponowałam sturlanie się po ziemi. Uwielbiałam to jako dziecko i ... Elsa też była wniebowzięta! Zatrzymaliśmy ją dopiero wtedy, gdy zaczynały się "miny" na trawie ;) 


Fenomenem jest dla mnie definicja zmęczenia według dziecka. Gdy biegały, bawiły się, turlały, nic im nie przeszkadzało. U stóp Gubałówki jednak, obie chciały "na rączki". Zmęczenie jednak odeszło w siną dal, gdy zobaczyły ogromną zjeżdżalnię, której oczywiście nam nie darowały. A więc nie dość, że człowiek był zmęczony, to jeszcze musiał się wdrapywać po stromym pochyleniu, by wraz z dziewczynami zjechać w dół na kawałku filcu....



Kolejny dzień to wyczekiwana wyprawa na krokusy. Powiem wam, że nie wiedziałam czego się spodziewać, bo w poprzedni weekend, Dolinę Chochołowską odwiedziło aż 70 tys ludzi! Kiedy podjechaliśmy na parking, samochodów było naprawdę dużo. Ale to już nawet nie to mnie poraziło, a bardziej cena za zostawienie samochodu - 30zł. Plus do tego 5zł od osoby wejście, także trzeba się przygotować na co najmniej 40zł wydatku. Był wprawdzie jeden parking za 10zł, taki może państwowy, ale znalezienie na nim miejsca o tej porze było cudem, może o 7 rano tak. 

Do miejsca docelowego przeszliśmy 9km, czyli w dwie strony to prawie 20 km. Naszym dziewczynom należą się medale, bo po mimo swoich małych nóżek, dzielnie pokonały odpowiednio: młodsza 6km,  a starsza połowę trasy! Resztę jechały na przyczepce rowerowej. Jestem z nich bardzo dumna :) I nie tylko z nich. Także z mojego męża, który wpychał te ileś naście kilogramów pod górkę, po kamieniach (niech was nie zwiedzie nazwa DOLINA) 

A na polanie tysiące krokusów. Przepiękny widok, na pewno wart przejścia tylu kilometrów. Zresztą, popatrzcie sami na galerię zdjęć z drogi i Polany Chochołowskiej :)




W drodze.






W niektórych miejscach można jeszcze zjeżdżać na nartach.
















Jeżeli wybieracie się w Dolinę Chochołowską w tym roku, zróbcie to szybko, przy tak pięknej słonecznej pogodzie, na pewno długo się nie utrzymają, pomimo tego, że wysoko w górach leży jeszcze śnieg. Dziś rano, gdy odsłoniłam zasłony, zdziwiłam się, jak zmienił się krajobraz przez te kilka dni, kiedy nas nie było. Na drzewach wreszcie zrobiło się zielono, a krzewy nabrały przepięknych barw. A to dopiero początek :))


12 komentarzy:

  1. Ślicznie tam.
    Fajnie, że tak podróżujecie z dziewczynkami, tyle ciekawych rzeczy poznają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedne maluchy co? Rodzice każą im tyle chodzić, a potem siedzieć w aucie, by wrócić do domu ;)
      Ale na poważnie, to mam nadzieję, że dziewczyny zarażą się podróżami i będę lubiły :)) Na razie są zadowolone.

      Usuń
  2. Ach, Zakopane, Zakopane! :)
    Moja kochana Gubałówka! Bobo wyjeżdżał na nią kolejką jak miał miesiąc :)
    Od czasu do czasu lubimy tam wyskoczyć, ale zawsze wracamy stamtąd z jednym wnioskiem: nie ma tam co jeść :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dziubasowa
      Po drodze masz całe mnóstwo okazji aby dobrze zjeść a Ty byś jeszcze chciała w Zakopanem ;)

      Umm... Kwaśnica pod Małym Luboniem w Naprawie. Aż mnie smak naszedł.

      Ale nie, jak szaleć to szaleć... Jak się wyrwę w niedzielę to na obiad Pod Cyckiem na przełęczy Gruszowiec.

      M

      Usuń
    2. Oj tam nie ma co jeść. Jest co jeść, pytanie za jaką cenę :P
      My wczoraj trafiliśmy na fajną knajpkę, nawet do domu przywieźliśmy, bo taka duża porcja i smaczna :))Mąż miał zakopiański obiad w pracy ;)

      Usuń
  3. Naprawa! Tam jest taki bar przy drodze! Jakiś Sponti czy coś w tym stylu! Faktycznie!
    Hmmm...Zakopane nie wpisuje się nijak w moją kategorię Turystyki Jedzeniowej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to prawda, zbyt komercyjne. Ale można coś znaleźć dobrego, choć według mnie strasznie to drogie a szału nie ma.

      Usuń
  4. Ależ tam pięknie o tej porze roku...My wybieramy się dopiero w sierpniu, krokusów już nie będzie, więc fajnie je zobaczyć choćby na twoich zdjęciach. Super pomysł z tym zarażaniem dzieci do podróżowania już od małego...ja też tak robię ze swoim synkiem, choć ma dopiero 1,5roku- bierzemy go wszędzie ze sobą- w góry, nad morze a nawet za granicę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krokusów to już nawet na majówkę nie będzie :( Ale jak pojedziecie w sierpniu to też będzie pięknie.
      Podróżować uwielbiamy, mam nadzieję, że dzieciaki też się zarażą :) Musimy tylko dobrze wszystko zaplanować, żeby miały gdzie się po drodze wybiegać i z chęcią usiąść w foteliku jak daleko jedziemy :)

      Usuń
  5. Choć nie przepadam za górami, to Zakopane uwielbiam! Ale nie to tradycyjne komercyjne. Uwielbiam naszych górali, do których od 10 lat jeździmy i nocujemy u nich w chacie. U nich zawsze jemy posiłki- śniadania i obiadokolacje i jest pysznie i regionalnie. Oni nas zawsze przestrzegają np. przed zakupem oscypków na Gubałówce czy Krupówkach. Oni mieszkają w Suchem, wiosce pod Zakopanem, a pod ich domem znajduje się przystanek, z którego busy zawiozą Cię w każdą stronę. Wieczorem termy w Szaflarach i regeneracja przed kolejnym dniem. W tym roku to były pierwsze święta wielkanocne od 7 lat, na które nie pojechaliśmy do Zakopanego i wspominam je kiepsko. Tak jest inny klimat. Bardzo lubię Dolinę Chochołowską, między innymi za to, że nie wożą tam ludzi końmi. Jeździ kolejka, ale tylko do pewnego punktu i jest zmotoryzowana. Choć ja i tak zawsze zastanawiam się, co kieruje ludźmi, którzy "idą" w góry, i wsiadają w te bryczki.. My wytrawnymi piechurami nie jesteśmy, ale jak się ruszamy, to właśnie po to żeby się ruszyć, a nie po to żeby tyłek z kanapy przesadzić na bryczkę. Dolina Chochołowska ma też jeszcze jeden plus- można zabrać tam psy.
    A małżonka Twojego podziwiam, w zeszłym roku mijaliśmy ludzi na ostatnim odcinku, pchających wózki i naprawdę- wielki szacun. Jest co się zbierać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam jak pisałaś o tym u siebie na blogu :)) No i widzisz, to jest super fajne, bo ja mam wrażenie i myślę, że się nie mylę, że ci zakopiańscy górale to od iluś tam lat to po prostu biznesmeni...
      A prawda jest taka, że np.jak ja schodzę z Gubałówki i dzieci mówią, że są głodne, to nie będę nagle brała auta i jechała poza miasto. Chciałabym dobrze i uczciwie zjeść, pobyć w tym środowisku. A tu guzik. Jedzenie może jeszcze spotkasz dobre, ale za cenę hmm, niekoniecznie już taką fajną ;) Pamiętam jak właśnie kiedyś wsiadało się do busika i jeździło do takich knajpek, gdzie była muzyka, jadło, tradycje, zabawy i prawdziwi górale, że tak się wyrażę.
      Co do oscypków to już nigdzie nie widziałam tej nazwy na Krupówkach czy pod Gubałówką - wszędzie to były po prostu SERKI.

      W Zakopanem bywałam często, bo na wycieczkach szkolnych i prywatnie, ale śmieszne jest to, że mój mąż w ogóle nie zna tego miasta od strony komercyjnej. Chyba pierwszy raz był na Krupówkach, bo on zawsze przyjeżdżał w Tatry a nie do Zakopanego :D Czyli wiesz, fru z pociągu na jakiś szlak.

      Celem naszej wyprawy była właśnie Dolina Chochołowska, bo nigdy nie byliśmy, a chcieliśmy ją zobaczyć właśnie wiosną. I niestety muszę Cię zmartwić :( Jeździły koniki, ciągnące bryczki takie jak na Morskie Oko :( Ja mam dokładnie takie samo zdanie jak Ty. Rozmawiałam wczoraj ze znajomą i uświadomiła mnie, że jest ten pociąg, ale stwierdziłyśmy, że on jeździ chyba tylko w wakacje... Mówisz, że się zastanawiasz czemu ludzie jeżdżą. Wiesz jak jest, chcieliby zobaczyć, ale nie każdemu chce się tyle przejść. Od samochodu do Polany i z powrotem Endomondo pokazało mi 18km, a to jednak nie mało. Gości z piwem niestety też widziałam, tak jak na Morskie Oko, choć tam chyba idą bardziej wystrojeni. (pewnie jeszcze nie sezon na taki lans ;) )
      Najgorsze dla mnie było to, że ludzie kładą się wśród tych krokusów, zrywają, włażą, a wszystko dla dobrego zdjęcia, dobrego selfie. Polska mentalność czasem mnie zabija. Nie dziwię się więc, że na samej już Polanie jest akcja "Ani kroku(s) dalej" i wszędzie odgrodzone taśmamy bo zaraz by powłazili i poniszczyli wszystko. Smutne.

      Usuń
    2. Tak- zgadzam się- to smutne. Ale teraz mi się właśnie przypomniało, że faktycznie- były tam konie i takie 4 osobowe bryczki. A byliśmy w sierpniu, więc pewnie to był sezon na tę kolejkę i na nią zwróciłam uwagę.
      Super, że zabraliście dzieciaki i pokazaliście, że jak się chce to się potrafi. Jestem przekonana, że kiedyś pojadą tam ze swoimi partnerami, rodzinami i będą wspominać jak fajnie było z Wami :)
      Och muszę namówić męża na jakiś wypad na weekend, pewnie już ostatni na najbliższy czas we dwoje :) (troje, ale w dwupaku, bo mnie tu młoda kopie, jakby wiedziała, że ją pominęłam ;) )

      Usuń