środa, 31 października 2018

Ci, których już nie ma.


Powiem wam, że jak tyle lat żyję na tym świecie (a trochę już ich minęło, nie powiem ile, bo lepiej o tym nie myśleć) to nie pamiętam takiej pogody na Dzień Wszystkich Świętych. Bywało ładnie, ale za to było zimno. Kilka razy również spadł śnieg, pamiętam jak dziś, bo trzeba było odgarniać go z grobu, by postawić znicz.



Wczoraj razem z moim uczniem wspominaliśmy, że jako dzieci bardzo lubiliśmy wkładać palce w rozgrzany wosk. Też tak robiliście? :) Dzisiejsze znicze już takie nie są. To była fajna zabawa, no i oczywiście koniecznie to ja musiałam zapalić zapałkę, więc w takich chwilach doceniałam to, że jestem jedynaczką - nikt mi tej zapałki nie wyrywał. Ile rozumiałam z tego, po co przyszliśmy odwiedzić groby mając te kilka lat? Nie mam pojęcia. Ale rozumiałam, że ludzie w którymś momencie po prostu odchodzą z tego świata. Na początku wydawało mi się, że dotyczy to tylko ludzi starszych, tych, którzy przeżyli już swoje życie. Któregoś roku jednak, zauważyłam przy wyjściu alejkę z malutkimi nagrobkami. Były tam pochowane dzieci, takie które były na tym świecie jedynie przez chwilę. Czasem było to kilka godzin, czasem kilka miesięcy. Pamiętam, że bardzo to przeżywałam, to, że jakieś dziecko zmarło i nie byłam w stanie pojąć dlaczego tak się dzieje, już wtedy wydawało mi się to niesprawiedliwe. O d tamtej pory co roku chciałam chodzić odwiedzać te dzieci. 

Miałam 5 lat, kiedy zmarła babcia od strony mojej mamy. Pamiętam jej pogrzeb bardzo dobrze. Byłam ubrana w czarno-białą kurteczkę i starałam się zrozumieć to wszystko, co się dookoła działo. Pamiętam bardzo dobrze, jak chodziłam po krawężniku i w którymś momencie moja noga obsunęła się i spadłam. Wstałam szybko i rozejrzałam się, kto widział całą tę scenę. Byłam pewna, że zaraz mi się oberwie. Ale nie. Ludzie zajęci byli zupełnie czymś innym, a ja poczułam się jak widz oglądający film, którego nie rozumiem. Szkoda, że babcia Marysia odeszła tak wcześnie, w zasadzie nie zdążyłam jej poznać. Noszę po niej drugie imię.

Dziadek zmarł, gdy chodziłam już do szkoły. Miał raka. Pamiętam jak przez wiele miesięcy chodziliśmy do niego do szpitala. Ten zapach pamiętam do dziś. Zapach i widok wszystkich chorych ludzi, leżących, przemieszczających się korytarzami. Pamiętam, że każdy był podłączony do cewnika, bo obok łóżek zwisały worki z zawartością. Nic przyjemnego. Ale dziadek pomimo swojego stanu, zawsze starał się zrobić coś fajnego dla mnie. Ukradkiem dawał mi jakieś pieniążki, mówiąc, że to na lody, ale wartość znacznie przewyższała ich cenę. Pamiętam, że raz dostałam tyle, że prócz lodów dla całej rodziny, zakupiliśmy encyklopedię ;) 
Spoczywa przy babci.

Dziadków od strony mojego taty pamiętam lepiej, żyli dłużej i mogłam ich lepiej poznać. Zresztą chodziłam do szkoły obok nich i codziennie jadłam u nich obiad po lekcjach. Pewnego dnia, kiedy weszłam, babcia powiedziała mi, że dziadek odszedł. Było to chwilę przed moim powrotem ze szkoły, bo ogórkowa zupa nalana do talerza dziadka była jeszcze ciepła. Dziadek leżał na kanapie i wyglądał jakby spał. 
Gdy dziś zamknę oczy, to widzę go siedzącego na fotelu na przeciwko wejścia i oglądającego telewizję. To był jego ulubiony fotel.

Babcia Ania odeszła jako ostatnia z tej najbliższej mi rodziny. Bardzo przeżyłam jej śmierć, choć wiem, że przyszła w dobrym momencie. Wciąż uśmiecham się na myśl, że oszukiwała wraz ze swoją sąsiadką, gdy grały w chińczyka. Albo gdy zjadła kilkuletni dżem, który sama zrobiła uprzednio pozbywszy się pleśni z wierzchniej warstwy :) Po babci mam trzecie imię, wybrane przeze mnie na Bierzmowaniu. 

Kiedy Elsa miała 2 latka z hakiem, a Misia była malutka, zmarła ciocia mojego męża, przyrodnia siostra mojej teściowej. Sama nigdy nie miała dzieci, więc przelała swoją miłość na dzieci siostry. Wiem, że bardzo kochała moje dziewczynki, a że była niepełnosprawna i niewiele mogła chodzić, to bardzo angażowała się w nasze życie. Codziennie pisała do mnie, czekała z utęsknieniem na zdjęcia. Odeszła nagle, a ja do tej pory nie mogę pogodzić się z jej śmiercią, z wielu powodów. Zabraliśmy obie dziewczynki na czuwanie przy trumnie, mimo, że było wtedy bardzo zimno. Chciałam, żeby choć Elsa ją pamiętała. Do trumny włożyliśmy cioci zdjęcie naszej rodzinki.

Wszystkich Świętych wydaje się być smutnym świętem. Przecież w końcu wspominamy wszystkich tych, którzy odeszli, których nie ma wśród nas. Ale kiedyś ksiądz na kazaniu przypomniał, że w zasadzie jest to święto radosne, bo przecież umarli mogą cieszyć się ze spotkania z Bogiem (pod warunkiem, że oczywiście tam właśnie trafią ;) ) Myślę, że to święto powinno przypomnieć każdemu o kruchości naszego życia i jego przemijalności. Czy warto więc uganiać się za czymś, czego nie zabierzemy ze sobą w chwili śmierci? Odchodząc na tamten świat, wszyscy jesteśmy równi. 


Więź między ludźmi jest według mnie najważniejsza w całej relacji z nimi, ale to ona sprawia, że odejście tej drugiej osoby tak bardzo boli. Podobno człowiek rodzi się w bólu i w bólu odchodzi, tylko czasem ten ból nie jest tego, którego już nie ma, ale tych, którzy muszą nauczyć się żyć bez niego.


6 komentarzy:

  1. Aż się popłakałam, zawsze płaczę gdy czytam o śmierci. Moje babcie odeszły stosunkowo niedawno, jedna 3 lata temu, a druga w zeszłym roku. Bardzo się cieszę, że dziewczyny mogły je poznać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutno :( Dziś Elsa zapytała mnie, czy my też umrzemy (tzn.one i my rodzice) Trudno rozmawiać o tym z maluchami, bo przecież nie można ich ani okłamać, ani wystraszyć czymś, czego na razie nie zrozumieją.

      To niedawno zmarły Twoje babcie, moja ta od strony taty już jakiś czas temu, a ciocia Ania teraz w styczniu będzie dwa lata...

      Usuń
  2. Ech, jak zwykle wzruszasz :))
    Najważniejsze to pamiętać o nich, zawsze, nie tylko od święta. Moja babcia jeszcze nieraz mi się przyśni i za coś ochrzani, ot taki miała temperament gorący ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! To tak jak moja. Aparatka z niej była taka, że można wiele pisać. Wiem, że to może niezbyt pozytywny post, ale cóż, takie życie.

      Usuń
  3. Mam to szczęście, że żyje jeszcze mój dziadek od strony mamy i babcia od strony taty. Mój mąż także ma jednego dziadka i jedną babcię, choć niebiologiczną. Księżniczka poznała już troje swoich pradziadków, a może uda się poznać i czwartego (a po drodze wpadniemy do Ciebie).
    Pamiętam rozmowy o śmierci z moimi rodzicami, kiedy sama byłam niewiele starsza od Twoich córek. Bardzo się bałam, że mama albo tata umrze nagle, bez powodu. I chyba długo nie umiałam się wyzbyć tego lęku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to masz szczęście, że dziadek jeszcze żyje. Elsa mnie kiedyś pytała o ciocię, czy jest w niebie, a potem, czy my też umrzemy. Miałam dylemat, bo co miałam zrobić? Okłamać ją, że jesteśmy nieśmiertelni? Powiedziałam więc, że każdy człowiek idzie do Jezuska. Na razie traumy nie ma ;)
      A do nas zaprasza, tylko daj znać wcześniej, żebym posprzątała i upiekła ciasto :D

      Usuń