środa, 2 stycznia 2019

Jaki Sylwester, taki cały rok? Nie, dziękuję.



Jak to powiadają, udany Sylwester to udany cały rok. Szczerze mówiąc jeśli tak właśnie ma być, jeśli cały 2019 ma być taki jak Sylwester i Nowy Rok, to ja już od razu poproszę o następny...



30 grudnia, niedzielny poranek.


Leżę z gorączką. Zresztą nie tylko ja. Zaniemógł mój tata, zaniemogła Misia. Wszyscy to samo, temperatura, kaszel, lekki katar. Rewelacja, nie ma co. Nie można było chyba znaleźć gorszego czasu na chorowanie - znalezienie wolnego terminu do internisty w niedzielę, w przeddzień Sylwestra, graniczy z cudem. Gorączka spada tylko na chwilę, a kaszel rozszarpuje gardło - przynajmniej moje. Niczym na dobrej aukcji na Allegro, próbujemy oboje z mężem upolować jakiś termin w Luxmedzie. Na próżno. Trzymam więc palca w pogotowiu i próbuję kliknąć na rezerwację jak tylko pojawi się jakiś wolny lekarz, ale wciąż tkwię na "Brak wolnych terminów w podanym okresie" No dobra, nie tracimy nadziei. 
Po jakimś czasie, udaje nam się coś zarezerwować, choć miejsce nie bardzo, bo na drugim końcu miasta. No nic. Szukamy dalej i w razie czego zamienimy. 

Znalezienie pediatry również nie jest łatwe. Tu mamy jednak więcej szczęścia, udaje się zabukować wizytę dla Misi u jednej z dwóch doktor, do których chodzimy. Potem zapisujemy też Elsę, którą chciałam, żeby osłuchała, bo nadal pokasłuje. 

Późno wieczorem, udaje mi się przepisać do lekarza bliżej nas, między moją wizytą a dzieci będziemy mieć godzinkę, więc luzik. 


31 grudnia, Sylwester.

Wstajemy i szykujemy się do lekarza. Pierwszy dzień, kiedy to rano nie mam gorączki, ale jestem tak słaba, że wyszykowanie się jest tak męczące jak wchodzenie pod ogromną górę. W samochodzie źle się poczułam. Nie wiem, czy tak jest jak jedzie się na poród, czy to raczej tylko w filmach, ale myślałam, że nie dojadę na miejsce...
Byłam umówiona do doktora Ahmeda jakiegoś tam. Powiem wam, że nie chciałam się uprzedzać, bo doktor miał dość dobre opinie, nie jestem przecież rasistką, ale po wejściu do gabinetu towarzyszyło mi dziwne uczucie. Czułam się tak, jakbym pojechała na wakacje do Afryki, tam zachorowała i zabrano mnie do jakiegoś namiotu, gdzie lokalny lekarz mnie bada. Po polsku mówił nieźle, choć gdy próbowałam odpowiedzieć na pytanie jakie mam objawy, kazał mi mówić wolniej. Mam takie wrażenie, że w ogóle starsi lekarze (ten miał chyba z milion lat) mają problem ze słuchaniem pacjenta i jednoczesnym wklepywaniu tego co mówi do komputera. No, ale dobra. Niech mu będzie. Zbadał mnie i na szczęście stwierdził, że osłuchowo jest ok. Mam nadzieję, bo do pana Ahmeda już się raczej nie wybiorę.

Dziewczyny. Ich wizyta nie była po kolei, ale oczywiście pani doktor zbadała je razem. Miła, rzeczowa i przede wszystkim wszystko tłumaczy, robi dokładny wywiad, wszystko ją interesuje a co najważniejsze sama od siebie proponuje różne rozwiązania. Płucka i oskrzela czyste. 
Wracamy do domu. Jeszcze tylko po drodze trzeba kupić coś do jedzenia. Stajemy przed Lidlem, tata sam idzie na szybkie zakupy, a my dziewczyny zostajemy w aucie. 

Odpoczywam i dochodzę do siebie. Udało mi się na tyle, że około godziny 18 nawet umyłam włosy i założyłam lepszą bluzkę ;) Dziewczyny wkręciły się w Sylwester w Zakopanem, ale tylko Misia tańczyła przed telewizorem. Elsa utknęła ze wzrokiem wpatrzonym w wykonawców. Po 23 poczułam się gorzej. A niech to. Wspaniale wchodzę w ten Nowy Rok, pomyślałam. Wzięłam Polopirynę i trochę było lepiej. Przed północą udajemy się do pokoju dziewczynek, z którego najlepiej widać pokaz fajerwerków. Mąż zakupił dwa szampany, jeden dla nas, drugi dla dziewczyn. Piccolo w zeszłym roku "szczypał w języczek", więc w tym tata postawił na "Super Wings", co okazało się strzałem w dziesiątkę, bo był słodki i dobry. Po północy Misia opadła trochę z energii, natomiast w Elsę weszły jakieś noworoczne siły witalne. O 1.30 zaprosiła tatusia do tańca i wywijała z nim póki nie skończył się koncert, który nagraliśmy w czasie jak poszliśmy oglądać z okna pokaz na żywo. Zazdrosna Misia nagle też ożyła i mąż musiał tańczyć z obiema córeczkami ;) Ja niestety nie byłam w stanie, ale dzielnie im kibicowałam. 
W sumie nie pamiętam o której poszliśmy spać, ale na pewno było późno. Dziewczynki oczywiście nie chciały iść do siebie do łóżeczek, więc usnęliśmy wszyscy w czwórkę u nas w sypialni.


Tradycją naszą jest jedzenie domku z piernika - oczywiście najlepsze są M&M's z dachu ;)


Nowy Rok

Jeśli myślicie, że najgorsze za mną, to bardzo się mylicie. Czułam się tak samo, a może nawet gorzej. Kiedy po 12 w południe postanowiłam zjeść wreszcie śniadanie, zdążyłam jedynie skonsumować pół bułeczki, bo nagle poczułam, że tracę przytomność. Muszę wam powiedzieć, że to dziwne uczucie, bo nigdy tak do końca nie zemdlałam. Zawsze wiem, czuję co się dzieje i mam jakieś kilka sekund, by dostać się do świeżego powietrza - tylko to mi pomaga. Tak było też i tym razem, pobiegłam w stronę drzwi wejściowych, a mąż je szybko otworzył. Po chwili było już lepiej, choć niestety za niedługo uczucie powróciło. Tym razem siadłam na kanapie i otworzyłam okno, ale coś było nie tak. Było mi źle od żołądka, a organizm sobie z tym nie radził (ja jestem niestety z tych, co nie potrafią z siebie nic wyrzucić, przepraszam za szczegóły ;)) Oszczędzę wam tego co było dalej. Ulgę przyniosło mi dopiero siedzenie w samochodzie przez dobre 40 minut. W garażu jest jednak sporo świeżego powietrza wpadającego przez jakieś tam luki, no i ogólnie jest chłodniej. Udało mi się założyć kurtkę na piżamę i tak położyłam się na fotelu pasażera, z nogami do góry. 
Po powrocie do rzeczywistości, udało mi się zdrzemnąć na chwilkę i zrobiło mi się lepiej. Niewiele zjadłam. Czyżby to miał być jakiś dobry wstęp do odchudzania? Jeśli tak, to ja dziękuję za taką motywację...

Uff, dobrnęłam do końca moich opowieści. Zamiast szykować się na bal, poszłam na spotkanie z samochodem do garażu. Cóż, na pewno było mu miło ;) Jeśli zastanawialiście się dlaczego ja dziękuję za taki rok jak Sylwester, to już wiecie. Wszystko według zasady: Chciałam jak nigdy, wyszło jak zwykle ;)


Do Siego Roku kochani!






24 komentarze:

  1. Izzy, Ty się nic nie przejmuj, chodziło o to, że chorobę 1x w roku trzeba zaliczyć, Ty odfajkowałaś ją najszybciej jak się dało, teraz będziesz mieć rok na pełnej petardzie ;) A tak bez żartów, to te wirusy rozprzestrzeniają się w tempie błyskawicy. U mnie też połowa rodziny zachorowała na święta, a druga na sylwestra, dlatego przesiedzieliśmy go sami, impreza była anulowana.
    Choć przyznam Ci się, że sylwestrowym imprezowiczem nie jestem, mój mąż tym bardziej i prawie każdego sylwestra spędzamy w domu, jedynie z trochę elegantszą kolacją. Jeden raz mieliśmy wystrzałowego sylwestra w Paryżu, ale powtarzać go nie chcę za nic. Zimno, mokro, tłum ludzi z całego świata i jeszcze większy tłum żandarmerii to zupełnie nie moje klimaty. I powiem Ci, że ten Nowy Rok przywitany w Paryżu wcale nie był lepszy niż ten ostatni, który przywitałam w domu w kapciach ;)
    Trzymajcie się już zdrowo Kochani :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mówisz? Mam nadzieję, ze masz rację i tego będę się trzymać :)) Ja już wyczerpałam więc limit chorób na początku i miejmy nadzieję, że cały rok tak jak piszesz już nas/mnie oszczędzą ;)

      Ja na takiej masowej imprezie byłam może ze dwa razy, w Warszawie i powiem Ci, że więcej się oglądałam, czy przypadkiem ktoś nie rzuci we mnie petardą niż bawiłam... Może koło sceny jest fajnie, ale nie bawi mnie zajmowanie miejsca o 16 na imprezę, która zaczyna się o 20 i jeszcze zabawa do 24. Może w Dubaju, gdzie jest ciepło to tak ;) W Paryżu mogłabym spędzić Sylwestra, ale w miejscu, gdzie spokojnie mogłabym popatrzeć np. przez okno jaki jest piękny :)) Przepychanie się między ludźmi to niekoniecznie, ale i tak fanie, że masz takie doświadczenie :)) Pozazdrościć :D
      Ja bym chciała kiedyś zobaczyć jak to jest w NY, ale na razie pozostaje to w sferze "chciałabym, ale nie muszę" ;)

      Usuń
  2. Okropne! Współczuję... Mam nadzieję, że to nic poważnego jednak, bo poważnie brzmi. Może zrób jakieś dodatkowe pełniejsze badania? Życzę dużo zdrowia. A teraz na pocieszenie:
    Ja o północy wylewałam siki z nocnika, i uwierz mi - taki rok też mi się nie uśmiecha :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, lepsze wylewanie sików chyba niż chorowanie, choć jestem pewna, że w kolejnego Sylwestra Tamaluga będzie już sama korzystała z toalety ;) To były piękne czasy "Tata kupa!" i potem komentarz "Zawołałam tatę, żeby tobie nie śmierdziało" i uśmieszek hehe, pamiętasz jak ci opowiadałam? :D
      Mnie nic nie będzie, to pewnie od tego, że niewiele jadłam, a prochów jednak nabrałam się sporo na obniżenie gorączki i nie tylko. Tak czy siak będę żyć :D

      Usuń
  3. Izzy, u mnie to zawsze jest tak, że jak zaplanuję jakieś wielkie wyjście czy imprezę to zawsze coś się wywali, i zazwyczaj jest to jakieś choróbsko :/ Ale nie martw się, to że "jaki Nowy Rok taki cały rok" to jest zwykły przesąd, ja w Nowy Rok zawsze mam zaplanowane wyjście w jakieś fajne miejsce, gotuję specjalnie jakiś wyszukany pyszny obiadek, mam porządek i poukładany plan dnia, a jakoś przez resztę roku WSZYSTKO MI SIĘ DZIWNIE ROZJEŻDŻA 😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Człowiek się naszykuje, nastawi a i tak jakieś nieprzewidziane okoliczności wynikną. Będę się trzymać tego co mówisz :)) Mam nadzieję, że to tylko przesądy, a jakby coś to będę wiedziała na co zrzucić ;)

      Usuń
    2. Hehe zawsze trzeba znaleźć jakiegoś winowajcę 😉😉😉
      A jak dziś się czujecie? Z Tobą już lepiej?

      Usuń
    3. Dziewczyny lepiej, chodzą do przedszkola a ja kaszlę jak gruźlik jakiś :(:( Podobno kaszel utrzymuje się u ludzi aż do miesiąca (!!) Koszmar, zwłaszcza, że dużo muszę gadać w pracy... Dzięki, że pytasz :))

      Usuń
    4. No tak, kaszel może się utrzymywać miesiąc niestety 🙄 W takim razie ciepłe herbatki w pracy i nie wysilaj się, przecież możesz mówić troszkę ciszej, będzie motywacja, żeby wkoło była cisza aby Cię dobrze słyszeć 😉

      Usuń
    5. Na szczęście moje lekcje to max 2-3 osoby, więc się nie muszę aż tak przemęczać, pomaga picie dużej ilości płynów i może jakoś będzie :))

      Usuń
  4. O rany, czyli jednak nadal Was trzyma :(
    Oby do wiosny, wtedy te wszystkie choróbska się nareszcie skończą!
    Przykre to zawse, kiedy Święta spędza się w kolejkach do lekarza.
    Trzymam kciuki za szybki powrót do zdrowia! Ściskam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tia, daj spokój. Dobrze, że mamy ten Luxmed to przynajmniej leżąc na komórce klikałam i szukałam terminu a nie ślęczałam przy telefonie słuchając przez godzinę znajomego zajętego sygnału... Jak już się umówiłam to ok, bo co najwyżej jakaś wizyta się przedłuży, ale max 10min opóźnienia. Ale cóż, przychodnia to nie jest wymarzone miejsce na Sylwestra ;) U mnie właśnie jest jak piszesz - wraz z nastaniem wiosny kończą się wszelkie problemy zdrowotne. Wszystko przez tę koleżankę Elsy, która przyszła chora i ją zaraziła... eh
      Buziaki!

      Usuń
  5. Na pewno rok takie nie będzie. Chorobę macie zaliczoną i już będzie dobrze 😍 Mój mąż w sylwestra ledwo chodził z bólu kręgosłupa, ja zresztą nie lepiej, więc też nie chciałabym, żeby to był taki rok.
    Ale te omdlenia brzmią poważnie? Może morfologia by się przydała. Wbrew pozorom badanie to mówi bardzo wiele. A może za dużo leków bez recepty, co?
    Zdrówka życzę 😊 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :* Tak, ja też sądzę, że to od leków, bo jednak przy gorączce 38.5 trochę tego wzięłam i niewiele jadłam... No nic. Jakaś lekcja dla mnie jest na przyszłość.
      Czytałam u Ciebie o kręgosłupie tylko jeszcze nie zdążyłam odpisać :(( Też serdecznie współczuję. Miejmy nadzieję, że my i Wy mamy zaliczone choroby na cały rok!!

      Usuń
    2. Dobrze by było. Oby to z głowy na cały rok :)

      Usuń
  6. Mi się sprawdza "Jaki sylwester taki cały rok", ale wierzę też w siłę pozytywnego myślenia. Dlatego ja jestem pewna że wszystkie choroby zostawiliście w poprzednim roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No weź, nawet nie strasz :D:D Mam nadzieję, że tylko Tobie się sprawdza ;) Na wszelki wypadek potraktuję to jak czarnego kota, który przebiegł przed moim samochodem :D
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  7. Jestem :)! Zgłaszam obecność po długiej niedyspozycji :)
    I ogłaszam- w naszym małym światku choroby nie są mile widziane, więc już! Sio stąd.
    Współczuję takiego samopoczucia i polowania na lekarz, ale z drugiej strony spójrz- zachorowałaś w czasie, kiedy nic nie musiałaś :) Wolne akurat było. U nas Jaga była coś niewyraźna i zapobiegawczo umówiłam się na wizytę w piątek, bo czułam, że tradycyjnie jak coś się zacznie dziać to w weekend. A akurat w ten weekend zostałam sama, zupełnie- wyjechali wszyscy- mąż w delegację, rodzice na sylwestrowy wypad, siostra tak samo. Zostałaby mi do pomocy teściowa, a w tym wypadku.. zajrzyj do mnie, bo mogą ją trochę uszy piec przeze mnie ;)
    Z takich andegdotek sylwestrowych- siedzimy z koleżanką już po północy przy stole i nagle ona mówi: "Zjadłam tę zupę, a i tak odbija mi się śledziem z zeszłego roku" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, aż mi się buzia uśmiecha jak znów czytam coś od Ciebie. Cokolwiek, bo naprawdę smutno było bez Ciebie. Dobrze, że już jesteś :*
      No właśnie dlatego my pojechaliśmy do lekarza rano w Sylwestra, bo myślę sobie cholera, jak coś się będzie działo wieczorem, albo w Nowy Rok to tylko na dyżur można jechać a tam zawsze kupa ludzi. Nie sądzę, żeby uśmiechało mi się spędzanie z nimi ostatnich chwil starego roku :D
      Zaraz zajrzę do Ciebie to wszystko doczytam, aż ciekawa jestem co znów wymyśliła, eh.
      Dobra anegdotka :D Ja w tym roku pojadłam śledzia - uwielbiam śledzia w śmietanie z pieczonymi ziemniakami, ale tylko w wydaniu mojej mamy, a że dawno nie jadłam, to złożyłam "zamówienie" na Święta. Mniam.
      Ściskam mocno!

      Usuń
  8. Wiesz co? Ja już stara jestem ale jeszcze do niedawna (ostatni raz dwa lata wstecz) moja mama robiła mi taką chatkę z piernika i później ja zżerałam ... Mama zmarła półtora roku temu - ja nie potrafię piec i oglądając zdjęcia zakręciła mi się łezka .... Wszystkiego naj w Nowym Roku. I zdrówka dla całej familii

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja wierzę, że nie ma limitu wieku na takie rzeczy jak mamusiowa chatka z piernika :) Ktoś może być prezydentem kraju,ale jedząc wypieki domowej roboty jesteśmy w sercu małym dzieckiem :)
    Przykro mi z powodu mamy, nie jestem w stanie sobie wyobrazić co będzie, gdy mojej zabraknie, ale jestem pewna, że właśnie takie coś jak domek z piernika przywoła z jednej strony miłe i ciepłe wspomnienia, ale z drugiej zakręci się nie jedna łza w oku.

    Dziękuję za życzenia i dla Ciebie i Twojej rodzinki życzę wielu radosnych i zdrowych dni w Nowym Roku :)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  10. Jako, że już wiem, że choroby poszły precz skupię się na pięknej chatce z piernika. Świetny zwyczaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)) Z powodu ogromnej ilości słodyczy na święta, wtedy postanowiliśmy zjeść tylko te M&M'sy, także zdradzę Ci, że domek nadal jest i czeka :)) ----> to tak w kontekście wiesz czego ;)

      Usuń