wtorek, 26 lutego 2019

Nasze sposoby na bunt dwulatka i inne formy agresji dziecka.


"Są dwie trwałe rzeczy, które możemy dać w spadku naszym dzieciom: pierwsze to korzenie, druga – to skrzydła" - W. Hodding Carter.


Temat ten czekał dość długo na opisanie, ale ponieważ właśnie weszliśmy w kolejną, nieznaną nam dotąd fazę rozwoju dziecka, postanowiłam, że to jest chyba ten czas, by wreszcie wyciągnąć go z "roboczych"
Często piszę wam o tym jak staramy się wychować nasze dzieci. Ale niech nie przyjdzie nigdy wam do głowy, że do tych metod dzieci stosują w 100% i że wszystko książkowo wychodzi. Broń Boże. Opisuję tylko to, co chcemy osiągnąć i nad czym pracujemy. Widać efekty, nie powiem, choćby w pracy nad dialogiem między nami a dziećmi i nie tylko. Przychodzą jednak takie momenty, takie fazy rozwoju, gdzie niczego nie da się ustalić i przewidzieć. 



Dziś chciałabym napisać więc o tym jak my radzimy sobie z buntem, atakami histerii i agresji dziecka. Wprawdzie każdy maluch jest inny i coś co działa dziś, niekoniecznie podziała jutro, ale postaram się przybliżyć cały mechanizm moimi oczami.

Pamiętajmy, że bunt przeciwko rodzicom i innym dorosłym jest naturalnym czynnikiem rozwoju dziecka. Wbrew pozorom dziecko nie oczekuje, że będziemy mu ulegać we wszystkim. Potrzebuje wyznaczenia granic i będzie testować, gdzie one się znajdują. 

Noworodek, a potem niemowlę można powiedzieć jest jakby "przedłużeniem" rodzica, jego nierozerwalną częścią. Z upływem czasu nauczy się jednak, że jest osobną jednostką, indywidualnością, która różni się od mamy i taty. 
U nas wszystko zaczęło się mniej więcej wtedy, gdy Elsa skończyła jakieś 14 miesięcy. Zawsze była dzieckiem, które szło przed siebie niczym burza, ale wtedy nastąpił wyraźnie inny okres w jej życiu - poszukiwanie własnego ja. Co to oznaczało dla nas? Tylko jedno. Kłopoty :) No bo skoro chcę być sobą, to oznacza, że nie muszę już słuchać rodziców, prawda? Mogę więc śmiało powiedzieć, że u nas tak zwany bunt dwulatka, trwa od ponad 3 lat. (Wiem, nie pocieszyłam was ;)) Oczywiście z przerwami i nie w takiej samej formie, ale jeszcze się nie zakończył. Co więcej, nie dotyczy tylko jednego dziecka, więc bywa, że gdy jedna skończy trudną fazę, druga zaczyna się buntować. Albo co gorsza, obydwie przechodzą ten sam etap.

Jak się z tym uporać i nie osiwieć?

Dziecko około 2 lat.

Jako mama 2 dzieci mogę wam powiedzieć, że forma jaką bunt przyjmuje, zależy w dużej mierze od charakteru i temperamentu dziecka. U Misi bunt zaczął się wcześniej, w okolicy jej pierwszych urodzin i myślę, że był wynikiem pragnienia otrzymania tych samych praw co siostra. Wyglądało to tak, że słodko tupała nóżkami i zanosiła się płaczem. Ataki nie trwały długo, choć czasem przybierały ostrzejszą formę, kiedy to np. kładła się na podłodze i waliła nóżkami. Staraliśmy się traktować ją poważnie, choć tak naprawdę cała sytuacja nie wyglądała groźnie.

Elsa na co dzień po prostu nie słuchała tego, o co ją poprosiliśmy. My w lewo - ona w prawo. Ubierz się - rzucała rzeczami na podłogę. Taki wyraźny sprzeciw wobec wszystkiego co proponują rodzice. 

Jak sobie radziliśmy?
Choć na początku było to trudne, nauczyliśmy się bez emocji kontrolować sytuację. Co to znaczy. Nie denerwowaliśmy się, nie krzyczeliśmy, nie podnosiliśmy nawet głosu. Konsekwentnie dążyliśmy do tego, by wyegzekwować daną czynność, powtarzając kilka razy, o co prosimy. Podawaliśmy też alternatywę, na którą dziecko zwykle po jakimś czasie się godziło. Na przykład jeśli któraś nie chciała się ubrać, czekaliśmy spokojnie z kurtką, aż w końcu ją założyła. Jeżeli byliśmy pod presją czasu, idąc do przedszkola, zdarzyło się, że stanowczym tonem mówiliśmy "Proszę założyć kurtkę" i pomimo protestów dziecka robiliśmy to. Nie zawsze można było sobie pozwolić na czekanie w nieskończoność. Jeżeli można było ustąpić, ustępowaliśmy, nie upieraliśmy się przy białym szaliku, gdy dziecko chciało różowy.
Takie wybuchy histerii zwykle miały miejsce w domu, ale zdarzyło się kilka razy również w miejscu publicznym. Jeżeli was też to dotyczy, nie przejmujcie się, że macie widownię. Takie sytuacje po prostu przyciągają wzrok. Nikt was nie ocenia jako rodziców, a nawet jeśli, to trudno, nie znacie tych osób i nie powinniście się tym przejmować. Zresztą być może ta pani, która źle o was mówi sama zachowywała się podobnie jako dziecko ;)

Moje rady:
- nie tłumacz dziecku jego zachowania, gdy wpadnie w szał. To nic nie da a jeszcze może pogorszyć sytuację
- spróbuj wziąć dziecko na ręce i odwrócić jego uwagę, może się uda
- nie denerwuj się całym zajściem, dziecku nie dzieje się krzywda
w złości nie szarp dziecka za rękę
- postaraj się szybko zmienić otoczenie (np. wyjdź ze sklepu w którym dziecko wymusza zabawkę)
- przytul dziecko i pozwól mu na rozładowanie uczuć jakie nim targają

Dla mnie najgorszym okresem była faza, w której około 2-letnia Elsa, dla zabawy popychała Misię, która dopiero zaczęła chodzić. Nie docierało do niej nic, kompletnie, a my mając w głowie wizję dziecka z rozbitą głową o kominek czy stół, chodziliśmy za nimi krok w krok. Cóż z tego, że narożniki były pozabezpieczane, skoro Elsa potrafiła pchnąć siostrę ot tak, gdy ta szła przed nią. Chwiejne nóżki nie potrafiły sobie jeszcze z tym radzić i mała potrafiła upaść niekontrolowanie. Oczywiście upomniana Elsa wpadała w złość i buntowała się przeciwko niezrozumiałym dla siebie zasadom (przecież to fajna zabawa popychać siostrę) Tu stosowaliśmy metodę odizolowania jej, ponieważ stanowiła realne zagrożenie dla drugiego dziecka. Potem rozmawialiśmy z nią i tłumaczyliśmy. Potrafiła już wtedy pięknie mówić całymi zdaniami, więc wyrażała też swoje zdanie na ten temat, kłóciła się.

Jeżeli wasze dziecko nie umie jeszcze dobrze mówić, nie przejmujcie się, na pewno wszystko rozumie, a to jest tu najważniejsze.

W skrajnych przypadkach, kiedy nic nie działało, zabieraliśmy na jakiś czas ulubioną przytulankę. Niestety.

Dziecko 3-5 lat.

Pierwsze koty za płoty! Udało wam się przetrwać pierwsze próby usamodzielnienia się waszego dziecka :) Jeżeli nie obyło się bez siwych włosów to cóż, czasem rodzicielstwo wymaga poświęceń, trzeba będzie umówić się do fryzjera :) To co was teraz czeka, będzie podwójną dawką tego, co już przeżyliście. Gotowi?

Dziecko trzyletnie to już przedszkolak. Zupełnie inaczej patrzy na świat, coraz więcej rozumie i pragnie większej autonomii. Przygotujcie się więc na kolejną dawkę huśtawki emocji jaka będzie wam towarzyszyła. A wszystko to przyjdzie niespodziewanie i ze zdwojoną mocą. Dziecko stało się nie tylko silniejsze fizycznie, ale potrafi coraz lepiej porozumiewać się, dlatego też do agresywnych zachowań dziecka, dochodzi również atak słowny. 
Co zmieniło się u nas? W tym oto okresie, zaczęły się u dziewczynek napady histerii, napady zwykle wywołane jakąś błahostką lub niezgadzaniem się ze zdaniem rodzica. Bywa różnie. Czasem bunt przybiera formę obrażania się i wyraźnego sprzeciwu w postaci "Nie, nie zrobię tego" a czasem dochodzi do niekontrolowanego wybuchu emocji. Nie zdarza się to często, ale zdarza. Przeraźliwy krzyk sprzeciwu (dobrze, że już nie mieszkamy w bloku), któremu towarzyszą rękoczyny takie jak wymachiwanie rękami ( z nadzieją, że któryś cios trafi w cel, czyli rodzica) kopanie, walenie w drzwi itd. Na porządku dziennym jest przepychanie się, szarpanie i wyrywanie. Nie mamy na to złotej rady, ale jest kilka rzeczy, które robimy gdy takie ataki mają miejsce. Niestety to, która metoda zadziała, zależy od dnia, więc trzeba próbować wszystkiego. 

Co więc mogę zrobić, gdy dziecko zachowuje się agresywnie i wpada w histerię?

- nie prowadź długich rozmów z dzieckiem, ale podawaj mu krótki, wyraźny komunikat np. Nie kop. Boli mnie to. 

- proponuj załagodzenie sytuacji poprzez przytulenie: Chodź do mnie, przytulę cię. Dam całuska.

- kucnij lub siądź na podłodze, by być na poziomie dziecka

- nie daj się sprowokować, nawet jeśli dziecko usilnie próbuje to zrobić

- nie pozwól dziecku stosować przemocy wobec ciebie, postaraj się odsunąć, by mu to uniemożliwić lub zatrzymać (uważaj, by nie zrobić dziecku krzywdy)

- wyciągnij ręce do dziecka, w którymś momencie odpuści i będzie potrzebowało wsparcia. Bądź gotowy/gotowa.

- spróbuj odwrócić uwagę dziecka, zaproponuj jakąś czynność np. Chodź pójdziemy porysować.

- jeżeli histeria nie osiągnęła jeszcze punktu kulminacyjnego, spróbuj zapytać, czego oczekuje np. jeżeli nie chciało posprzątać zabawek, to czy zrobi to z twoją pomocą.


Okresy buntu dziecka nie są łatwe dla rodzica, ale też nie są łatwe dla dziecka. Ono dopiero uczy się panować nad swoimi emocjami i wyrażać swoje uczucia. Pomyślcie sobie, że my dorośli, mamy do dyspozycji wiele narzędzi. Możemy chociażby zakląć pod nosem, zapalić papierosa (jeśli ktoś pali), iść pobiegać. A dziecko? Dziecko jeszcze tego nie zna, dopiero stara się ogarnąć swoim umysłem to, co się z nim dzieje. Dlatego też nigdy nie krzycz na dziecko i nie karć je za takie zachowanie, ale też nie toleruj agresji wobec siebie i innych domowników. Takie ataki nie mają przecież miejsca codziennie i przez cały czas, a wtedy można przystąpić do działania i pracy nad swoim milusińskim. I również nad sobą. Bo skoro ja nie potrafię nad sobą zapanować, to jak dziecko ma się tego nauczyć? 

Warto też zrobić sobie rachunek sumienia. Ja ostatnio tak uczyniłam, a do jakich doszłam wniosków to już temat na innego posta, ale część zachowań naszych dzieci, to wierna kopia nas, dorosłych. Jeśli do tego dorzucić naturalny proces dorastania, robi się mieszanka wybuchowa. 

Kilka rad ogólnych:

- postaraj się nie dopuścić do sytuacji, w której histeria osiągnie swój punkt kulminacyjny, czyli zduś problem w zarodku (przyznaję, nie zawsze się)

- obserwuj swoje dziecko, rób notatki. Może odnajdziesz w jego zachowaniu jakąś prawidłowość? Może napady są większe, gdy dziecko jest zmęczone, głodne, pragnie twojej uwagi?

- po ataku zawsze przytul dziecko i powiedz, że je kochasz

- naucz dziecko, że każdy się denerwuje i wpada w złość, dorośli również. Niech nie czuje, że robi coś złego, że targają nim emocje.

- porozmawiaj z dzieckiem na spokojnie. Wzbudź w nim empatię, powiedz, że boli cię gdy kopie i bije, ale nie graj na jego emocjach. Pamiętaj, że dziecko nie planuje celowo skrzywdzić swoich rodziców. 

- bądź konsekwentny, nigdy nie zmieniaj ustalonych zasad, nawet jeśli żal ci dziecka i nie ma już sił

Adopcja i napady agresji.

Wiecie, że staram się nie szukać w adopcji głównej przyczyny zachowań dzieci, ale jeżeli zostały one przysposobione w późniejszym wieku, istnieje duże prawdopodobieństwo, że tak właśnie jest. Niosą one przecież ze sobą bagaż doświadczeń, a co za tym idzie lęków, strachu i niepewności co może prowadzić do ataków agresji.

Jeżeli dziecko jest z nami od niemowlęctwa, prawdopodobnie przechodzi przez takie same fazy rozwoju emocjonalnego jak każdy inny biologiczny potomek. 

Ze swojego doświadczenia powiem wam, że niespokojna ciąża z Elsą wpłynęła według mnie w jakimś stopniu na to, w jaki sposób przeżywa ona emocje. Czasem są one tak silne, że pojawiają się nagle i wybuchają niczym wulkan. U Misi wygląda to zupełnie inaczej, choć bywa uparta i płacze za każdym razem, gdy coś pójdzie nie po jej myśli, lub zwróci jej się uwagę. Nie jest to jednak tak silne jak u siostry.

Na koniec przykład. Siedzimy w kuchni, mąż i ja pijemy kawę, dziewczynki na jednym fotelu układają puzzle. Nagle Elsa zaczyna się pchać i popychać siostrę. Sytuacji nie udaje się opanować, więc wysadzamy Elsę z fotela, bojąc się, że zrobi krzywdę sobie lub siostrze. Wpada w złość, widać, że jest zaczepna, nie ma zamiaru ustąpić. Próbuje zrzucić Misię z fotela. Udaje nam się ją wyprowadzić do drugiego pokoju. Wpada w furię, kopie, krzyczy, wchodzi na męża, który siadł na podłodze przy drzwiach. Próbuje drapać. Usiadłam obok nich. Zastosowaliśmy najpierw metodę mocnego przytulenia. Nie odniosła skutku, Elsa wyrywała się. Mówiliśmy krótko i stanowczo: Nie kop. To boli. Próbowaliśmy ją opanować poprzez wyciszenie: mówiliśmy do niej "Chodź, przytul się" Nie pomagało. Potem jakimś cudem udało mi się nawiązać z nią kontakt wzrokowy (było trudno, bo się wyrywała) i powiedzieć "Bardzo cię kocham" Nie uwierzycie. Zatrzymała się niczym film na pauzie i przyszła przytulić do mnie i do taty. Po jakichś 30 sekundach szepnęła mi na ucho: Pójdziemy porysować? Oczywiście, odpowiedziałam i stworzyła taki oto obrazek:




Powiem wam, że po takich akcjach czuję się wypompowana psychicznie, nie będę wam więc lukrować, że czasem po prostu mam dość. Ale wiem też, że jeżeli my nie nauczymy dziewczynek tego, w jaki sposób mają panować nad emocjami, to nauczą się to robić w inny sposób, niekoniecznie dobry. 

Podsumowanie

Naszym zadaniem jako rodziców jest jak najlepiej przygotować dziecko do życia na własną rękę. Wierzyć lub nie, podobno największy wpływ mamy na nie jedynie do około piątego roku życia. To niewiele czasu, ale jednak na tyle dużo, by nauczyć tego co najważniejsze. Co jest najważniejsze? Na początku tego posta wkleiłam po raz kolejny jeden z moich ulubionych cytatów, ale jakże adekwatny również w kontekście buntu. Pomimo napadów histerii, trudności, dajmy dziecku poczucie bezpieczeństwa, tak by czuło, że zawsze jest kochane, to są właśnie te korzenie, miłość w naszym sercu. Dajmy mu też skrzydła, by mogło polecieć, ale wyznaczajmy granice, by nie poleciało zbyt wysoko i zbyt daleko. 

Dla wszystkich tych, którzy zmagają się z buntem dwulatka, trzylatka, czterolatka i tak dalej i tak dalej 
przepis na przetrwanie:

* garść cierpliwości
* odrobina zrozumienia
* łyżka cierpliwości
* szklanka mądrości
* szczypta opanowania
* kilogram miłości
* łyżeczka stanowczości

Składniki połączyć i stosować do osiągnięcia pożądanego skutku ;)

Powodzenia!!

















11 komentarzy:

  1. Poczekaj do buntu nastolatka (w tym miejscu zacieram ręce i śmieję się złowieszczo).
    Ale poważnie to ja miałam chyba farta, bo moje dziewczyny nie buntowały się jako 2-3-4 latki. Oliwia to nie przechodziła żadnego buntu, nawet nastoletniego. U Tamalugi zaczęła się lekka faza na nie, ale stosuję dokładnie to o czym piszesz. Tak intuicyjnie.
    Życzę wam wytrwałości i cierpliwości. Będzie dobrze :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, mówisz, że Tamaluga nadrobi za dwie swoje siostry? :D Nie chcę być złośliwa, ale może i dobrze, bo choć trochę będziesz mogła solidarnie z nami płakać, a nie chwalić się, że Twoje to takie ułożone były hehe ;) Ale też poważnie to powiem Ci, że bunt nastolatka, taki prawdziwy to musi być koszmar dla rodzica... Malucha jeszcze jakoś opanujesz, przytulisz, a taki duży to trzaśnie drzwiami, wyjdzie z domu i szukaj wiatru w polu :D Na razie dla mnie to abstrakcja.

      Usuń
  2. Bunt jest chyba na stałe wpisany w naturę dziecka. Sławetnego buntu dwulatka u syna specjalnie nie zauważyłam (albo był on na tyle łagodny, że mi specjalnie nie doskwierał). U nas „szydło z worka” zaczęło wychodzić w wieku ok 3,5 lat i z różnym natężeniem trwa po dziś dzień a to już prawie sześciolatek… Córka jest jeszcze dość spolegliwym dzieckiem ale zobaczymy do czego nas ta spolegliwość doprowadzi. W jakiejś mądrej książce dotyczącej psychologii rozwojowej dziecka przeczytałam, że okresy buntu i względnej równowagi trwają około pół roku (po +/- 7 r.ż. cykl jest mniej więcej roczny) i muszę powiedzieć, że u nas to się jakoś sprawdza. Tak więc ja też żyję w półrocznych cyklach ;-) . Nie wiem tylko czy lepiej żeby córka swoje słabsze pół roku dostosowała do brata (wtedy rodzic dostaje mocno w kość ale na krócej) czy lepiej żeby się zmieniali… Aglaia

    PS: zawsze podziwiam rodziców, którzy nie krzyczą. Mi się niestety zdarza ale mam wrażenie, że w sytuacjach skrajnych na moje dziecko to działa – spokojne proszenie tylko go nakręca – wybuch (wtedy już często obustronny) działa oczyszczająco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Niektóre dzieci powiedzą raz na jakiś czas NIE i tyle z ich buntu ;) Według mnie to zależy w dużej mierze właśnie od charakteru dziecka, osobowości i skali pragnienia autonomii i niezależności. Dlatego moje dziewczyny tak różnie to przechodzą, pomimo tego, że przecież to siostry rodzone ;)
      Nie wiem, czy tak się da, żeby młodsze dziecko potrafiło "dostosować" ze słabszym okresem. U nas tak to nie działa. Tak jak pisałam raz jedna ma fazę, raz druga, a czasem obie :D Ale to nie trwa długo te okresy, a napady też kilka minut, poza tym są super. Tylko czasem 10 minut starczy, żeby z nas wypompować wszelakie siły witalne :D

      Mój mąż z natury nie krzyczy, chyba nie potrafi, taki już jest. Ja jestem bardziej emocjonalna, ale też staram się tego nie robić. Natomiast zgadzam się z Tobą, że czasem po prostu nie dociera do dziecka, zwłaszcza Elsy, która ma swój świat i słyszy tylko jeśli powiem, że coś jest do zjedzenia :D Potrafię wtedy podnieść głos i stanowczo coś zakomunikować. Mówienie pod nosem nic nie da. Wtedy obie wiedzą, że to nie są żarty, bo tak jak mówisz, jak spokojnie do nich podejdziesz to jeszcze fajna zabawa się robi ;)

      Usuń
  3. Tego właśnie obawiam się najbardziej... Izzy, ten post jest rewelacyjny, a Wasze podejście mega mądre i rozsądne. Mam koleżankę, której córka wpadając w złość odcina się od świata, więc ona musi ją wziąć w ramiona, złapać z nią kontakt wzrokowy i krzyknąć (ale nie na nią tylko do niej 😉), bo inaczej nie ma szans, aby ta się otrząsnęła i zwróciła uwagę na cokolwiek co się obok niej dzieje. Więc widać, że naprawdę każde dziecko jest inne. Ja nie obawiam się buntu, bo on jest nieunikniony, obawiam się samej siebie - że za bardzo się zdenerwuję, że nie zachowam zimnej krwi, że nie będę potrafiła tego ogarnąć tak dobrze i spokojnie jak bym chciała. W głowie mam pełno pomysłów na takie sytuacje, chociażby to, aby dziecko narysowało swoją złość na kartce lub tupać w podłogę razem z dzieckiem, aby wyrzucić z siebie złość (i energię). Ale czy będę potrafiła to dobrze rozgrywać to się dopiero okaże.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że trudno jest przygotować się na pewne rzeczy a takie ataki histerii to właśnie jedna z nich. Za każdym razem dziecko reaguje inaczej, nie ma złotego środka, choć nie powiem, trening czyni może nie mistrza, ale lepszego eksperta ;) No słuchaj sytuacjia sprzed godziny, bo byś nie uwierzyła. Jemy kolację, akurat była chałeczka i pytam Misię, czy chce z samym masełkiem. Chciała jeszcze z dżemem, więc jej posmarowałam. I co? I zrobiła awanturę, no bo przecież "ona sama chciała tym dżemem posmarować" eh, czasem nie przewidzisz i kilka minut zmarnowanych, ja też zmęczona, normalnie mam ochotę ją udusić, bo boli mnie głowa a ona się wydziera... I wyobraź sobie Elsa ją zawołała i do niej się przytuliła a do mnie nie chciała (akurat wyjątkowo jestem dziś sama) Po chwili robiłam jej drugą kromkę, to znów ryczała, bo nie tak sobie sama posmarowała. hahaha. I weź tu dogódź dziecku :D
      Ty na razie ciesz się niemowlęctwem i nie myśl co będzie dalej. Może gładko to przejdziecie. U nas gdyby była sama Misia to byłoby idealnie, bo oprócz takich sytuacji jak dziś, to większość ma miejsce przy konflikcie z siostrą. A jak Wasza jest sama to tak nie będzie, będzie miała Waszą uwagę na wyłączność.
      Ja na razie też nie myślę o buncie nastolatki, o którym pisze Olitoria, bo osiwieję zanim do niego dojdzie haha

      Usuń
    2. Grubo 🙂 I najgorsze jest to co mówisz-że każdy dzień jest inny i to co uspokoi dziś już jutro niekoniecznie musi działać 🙂
      Był kiedyś taki mem w necie, że "dopóki nie miałam dzieci nie miałam pojęcia, że można komuś zrujnować życie podając picie w zielonym kubku zamiast w żółtym" 😁 Także cieszę się obecnym czasem 😊 A okresem dojrzewania się nie przejmuj, hormony Elsy wyszumią się za dzieciaczka i może potem nie będą aż tak buzować 😉😉😉

      Usuń
    3. Muszę wierzyć, że tak właśnie będzie ;)
      Mem super! Hahaha. Dokładnie tak to wygląda :D:D

      Usuń
  4. Ooo tak, nasz Bob to buntownik z wyboru już od małego! Dlatego te wszystkie metody już mam przerobione na 10 stronę, chociaż nie ma się czym chwalić. U nas jest tak, że trzeba mu dać chwilę, żeby wszystko z siebie wyrzucił, a a koniec go zawsze wyprzytulam i wycmokam. Czasem moja cierpliwość się kończy, więc mówię mu, nieraz podniesionym głosem, że już DOŚĆ, ale oczywiście nie skutkuje. Ochłonie i jest ok, nie wracamy do tego więcej.

    OdpowiedzUsuń