poniedziałek, 11 lutego 2019

Wśród Tygrysów.






Patrzę i nie wierzę własnym oczom - dom już dawno nie wyglądał tak jak w piątek ;) Udało się położyć nową terakotę w wiatrołapie, zafugować, pomalować, zawiesić kilka obrazków i ogólnie posprzątać wszystko to, co stało się efektem ubocznym tych zmian i życia codziennego. Ale okazja nie byle jaka, bowiem w nasze skromne progi miała zawitać pewna znana wam rodzinka, rodzinka Tygrysów z bloga www.tygrysimy.blogspot.com:) Nie wiem skąd wziął się pomysł na nazwę, ale musiał być nieprzypadkowy, więc woleliśmy nie ryzykować. Tygrysy są miłe i piękne, ale gdy się zdenerwują, mogą narobić niezłego rabanu. Wprawdzie w domu jest jeszcze wiele do zrobienia, ale to co najważniejsze, czyli pokój gościnny, czeka na zamieszkanie.

Spotykamy się w pewnym znanym sklepie rodem ze Szwecji, gdyż duże Tygrysy przy okazji robią zakupy do swojego nowego domku, do którego właśnie się wprowadzili. Ja z mężem jadę odebrać dziewczynki z przedszkola, w którym wszyscy od tygodnia wiedzą, że przyjeżdżają do nas TYGRYSY :) Tak tak, przyznaję, że zdarzyło mi się może raz, dwa z przyzwyczajenia użyć tej nazwy i umarł w butach - dzieci już nie zapomną ;) 
Tygrysia mama, zaaferowana zakupami w szwedzkim sklepie (lub przerażona perspektywą spędzenia z nami najbliższych dwóch dni), wraca z kawiarni sklepowej z dużą ilością pysznego ciasta, które poleciła jej Elsa. Na talerzyku znalazł się nasz ulubiony torcik czekoladowy oraz sernik ciasteczkowy i nie tylko. Wygłodzony Tygrys, pożarł zupę jarzynową i dzieciaki poszły się pobawić. Piątkowa pogoda była iście wiosenna. Cudowne słonko i dość wysoka jak na tę porę roku temperatura dała wiele możliwości spędzenia czasu w Stolicy z czego skorzystali nasi goście. Sobota nie zapowiadała się jednak zachęcająco - miało być wietrznie i miał padać deszcz. Leniwy poranek i długie śniadanie sprawiły, że najgorszą pogodę spędziliśmy w domu. Moje dziewczyny wkręciły się w zabawę dinozaurami i samochodami. Wszyscy jeździli na kolanach, a my żałowaliśmy, że nie mamy froterki, którą moglibyśmy im założyć na tę część ciała, by przy okazji było praktycznie. Tygrysia mama, najwidoczniej nieprzyzwyczajona do nicnierobienia, co chwilę prosiła, być dać jej jakąś robotę, bo nagle dziecka po prostu nie było :) Zniknęło wśród czeluści świata puzzli, malowanek, dinusiów, pociągów i innych zabawek. Wszyscy pięknie się bawili, choć nie obyło się bez ofiar - Elsa jadąc samochodem po ziemi zapomniała, że ściany nie są z gumy i przywaliła ostro w jedną z nich nie tylko samochodem. Polała się krew z nosa, ale przykładany lód szybko pomógł. Potem Tygrys oberwał trochę od dinozaura, którym sterowała Elsa, ale dzielny nie płakał długo.

Po obiedzie starsze towarzystwo najchętniej udałoby się na popołudniową drzemkę, ale to pozostawało w sferze marzeń, więc naszykowaliśmy się i upchnęliśmy wszyscy do naszego samochodu. Tygrys dzielnie zasiadł pomiędzy dziewczynami. Kierunek lotnisko! No bo cóż lepszego może być dla małego fana bajki Super Wings jak nie miejsce, z którego można podejrzeć samoloty z bliska? No ale tu zdarzyła się pierwsza nasza wpadka. Nie wiem, czy mój opis celu nie był doskonały, czy Tygrysia mama wyobraziła sobie to miejsce po prostu inaczej, ale gdy podjechaliśmy pod naszą ulubioną górkę z której widać startujące bądź lądujące samoloty (zależy do rozkładu) nasz gość nie mógł uwierzyć własnym oczom. Tyle błota to widziała chyba tylko Świnka Peppa! Nie poddaliśmy się jednak i pomimo tego, że nie był to widokowy taras marzeń, to po chwili liczyło już się tylko jedno - samoloty. Choć Tygrysie buty ucierpiały od nadmiernej ilości błota, to miejsce bardzo się podobało. Nasze auto wygląda trochę jak po wyścigu off-roadowym, ale co tam ;) 




Wieczór spędziliśmy w Wilanowie, w Królewskim Ogrodzie Światła. I tu byliśmy trochę rozczarowani, bo pomimo tego, że było przepięknie i obejrzeliśmy pokaz mappingu na pałacu, to zabrakło nam atrakcji dla dzieci, które były w zeszłym roku. Pisałam wam o motylach, biedronkach, tunelach ze świateł itd. W tym roku, zamiast tego pojawiła się fontanna i ogródek, gdzie co parę minut można było zobaczyć pokaz światło-dźwięk. Nie lada gratka dla starszych, ale dla dzieci oferta zeszłoroczna była dużo lepsza według mnie. 






Iluminacja w dzielnicy Wilanów



Klikając w link możecie zobaczyć zdjęcia z zeszłego roku -----> http://www.naszmalyswiatek.pl/2017/12/totalna-magia.html

Jako że w sobotę przypadał Międzynarodowy Dzień Pizzy, nie mogło zabraknąć jej również u nas w domu! Wygłodzeni spacerem wróciliśmy do nas i przygotowaliśmy kolację. Dzieciaki dostały nowej energii, którą spożytkowały na zabawę do godziny 22. Nawet Misia, którą podobno bardzo bolały nóżki i kazała się nosić na barana, nagle odzyskała wszystkie siły witalne. 

Wszystko co dobre szybko się kończy. Jeszcze tylko niedzielny spacer i Tygrysy wracają w swoje strony. Weekend był bardzo miły i udany. Pomimo tego, że trzeba było sporo chodzić, to myślę, że wszyscy psychicznie odpoczęliśmy. No może prócz Tygrysiego Taty, który zmagał się z pewną dolegliwością, na którą niestety nikt nic nie mógł poradzić :( Nawet domowej roboty wino mojego taty na dłuższą metę się nie sprawdziło. 

Tygrysia rodzinko, bardzo dziękujemy wam za wspólnie spędzony czas, za to, że przyjechaliście, choć przecież nie mieszkamy aż tak blisko siebie. Dziękujemy za zaproszenie w Wasze strony, w tę część Polski mogę wracać i wracać. Ale nie wiem jak to będzie, może doradzę się jednak tu na blogu, publicznie, bo nie wiem, co o tym sądzić ;) Jednym z punktów programu naszego pobytu, ma być odwiedzenie miejsca, w którym jest mnóstwo bocianów i to na wyciągnięcie ręki. Rewelacja, ale... Tygrysia mama na koniec opowiedziała nam o wypadku jaki tam się zdarzył, w którym bocian wbił się człowiekowi w głowę swoim dziobem ;) 
Nie wiem co o tym sądzić. Jak myślicie? Jechać? Ryzykować?

Pozdrawiam całą rodzinkę Tygrysów, a wy kochani mam nadzieję, że miło spędziliście weekend. Przed nami kolejny tydzień, u nas w województwie właśnie skończyły się ferie, co oznacza też więcej pracy dla mnie. Pocieszające jest to, że wiosna już tuż za rogiem! Wczoraj osobiście widziałam u siebie w ogródku pąki na różach, małe listki na hortensjach, nie wspominając o wybijających się z ziemi krokusach i innych typowo wiosennych kwiatach. 


Wspaniałego tygodnia!








7 komentarzy:

  1. No to mieliście piękny i wesoły weekend :)Ja chyba z tych wszystkich atrakcji wybrałabym w pierwszej kolejności tą co Tygrys - oglądanie samolotów :)i to zdjęcie mają super- cała trójka wpatrzona w pas startowy.
    Teraz nie macie wyjścia - musicie koniecznie jechać zobaczyć lądujące bociany :)
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli mówisz, żeby zaryzykować? ;) Jeśli nie pojawię się więcej na blogu, szukaj informacji w internecie na temat ataku bocianów ;)
      Jeżeli przyjedziesz do nas kiedyś, oglądanie masz jak w banku! Tylko tym razem weźmiemy jakieś gumowce :D

      Usuń
  2. Kochani, raz jeszcze dziękujemy za spotkanie i tak miłe przyjęcie. Tygrys do dziś ubolewa, że to tak krótkie spotkanie. Jak sam stwierdził wolałby pojechać na pięć dni, ale nie wiem, czy Wasz światek by to wytrzymał :) Szczególnie te napady dinozaurów. Zapewniliście nam mnóstwo atrakcji. Izzy, błoto przy lotnisku okazało się niczym w porównaniu tym, co zastaliśmy po powrocie do naszej Błotoryi. Dobrze, że zbyt dokładnie nie czyściliśmy butów.
    Czekamy na Was. Bocianów się nie obawiajcie. Nadmiar świeżego powietrza sprawił, że nie wysłowiłam się precyzyjnie. W wiosce bocianiej nic Wam nie grozi, poza ewentualnym zrzutem bocianimi. Historia mrożąca krew w żyłach wydarzyła się na podlaskiej drodze, a mogła zdarzyć się wszędzie tam, gdzie są boćki. Także wypatrujemy boćków i Was. Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamo Tygryska, tak jak Ci wspominałam zabawy dinozaurami i autami spodobały się dziewczynkom i teraz proszą, żeby też im takie kupić ;) Szkoda, że nie zdążyliśmy im zrobić tego teatrzyku cieni, ale nadrobimy :)) Pięć dni powiadasz... Nasz światek wszystko przetrzyma, zwłaszcza latem, kiedy to można więcej rzeczy zorganizować na świeżym powietrzu.
      Co?!Jakie zrzuty bocianie! O matyldo, nie dość, że grozi nam dziobowy uraz głowy to jeszcze takie coś? Ty to umiesz zachęcić, nie ma co hahahaha. Muszę uważać, bo u nas w pobliżu kilka gniazd jest...
      Kochana, błoto błotem, ale ten taras ... ;) Następnym razem wejdziemy do środka, też może być fajnie. Nasze dziewczyny nie były nigdy. Buziaki!

      Usuń
  3. Super, spotkania blogowe górą!
    Ja właśnie wiercę dziurę w brzuchu Dziubasowi o jakiś majowy weekend stolicy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziubasowa tylko nie w długi weekend majowy, bo nas nie ma!! (koniec kwietnia przez 2 tyg) A tego bym sobie nie podarowała, że byliście, ale nie u nas :(
      Jakby coś to można zweryfikować naszą tożsamość u Tygrysów i zapytać, czy doznali jakichś obrażeń na ciele i na psychice :D

      Usuń
    2. Spokojnie, w długi weekend wszyscy gdzieś wyjeżdżają, więc na pewno nie planowałabym wycieczki w tym okresie :)

      Usuń