poniedziałek, 4 marca 2019

Rodzic rodzicowi nierówny.


Wreszcie przyszła wiosna i mam nadzieję, że taka temperatura jak dziś utrzyma się dłużej. Zupełnie inaczej człowiek się czuje i wreszcie budzi się do życia. W ogródku powychodziły krokusy, pomalutku przebijają się tulipanki :) Jest dobrze.




Miałam na dziś inny temat dla was, ale po drodze oczywiście pojawiło się kilka nowych, ciekawych sytuacji, więc żeby na świeżo się nimi podzielić, oto jedna z nich. Bardzo jestem ciekawa waszej opinii na ten temat, ponieważ jest to dla mnie nowość i dopiero testuję jak powinnam się zachować i co powiedzieć ;)

Moja starsza córka zapytała mnie, czy mogłabym pomalować jej paznokcie. Zdziwiłam się i pytam po co, więc odpowiedziała, że podobają się jej moje paznokcie i kolory, które noszę. Tłumaczę jej więc, że dzieci nie używają lakieru i podałam argumenty. Na to ona zaczęła płakać i przez łzy pytała dlaczego ona nie może, przecież jej dwie przyjaciółki mają pomalowane paznokcie a też są dziećmi i rodzice pozwalają na to. Szczerze mówiąc przytkało mnie, bo ja sobie nie wyobrażam, żebym 4/5-latce malowała paznokcie do przedszkola. Ok, rozumiem, że czasem mamy malują córkom na wakacje, na weekend, ale ja akurat nie mam takiej potrzeby, by z dziecka robić dorosłego, nawet na chwilę. Może dlatego, że jednak jest to chemia, po co takie małe paznokietki niszczyć lakierem a potem jeszcze zmywaczem. Poza tym zauważyłam, że małe dziewczynki zwykle ten lakier zdrapują, albo ogryzają niszcząc przy tym płytkę.
Ja to wiem, wy to wiecie, ale dla mojej córki było to niezrozumiałe, że jej koleżanka, czyli dziecko w tym samym wieku coś może a ona nie. Takie jej pierwsze poważne zderzenie z tym, że każdy z rodziców ma swój pomysł na wychowanie. Wypadałoby czasami powiedzieć, że ten czy tamten rodzic jest po prostu głupi, ale nie chciałabym tak naprawdę podważać czyjegoś autorytetu. ( poza tym jeszcze pójdzie do przedszkola i powtórzy ;) ) Chodzi mi bardziej o to, żeby dziecko ufało nam, że skoro my nie pozwalamy, to widocznie tak jest lepiej i niestety czy im się to podoba, czy nie, muszą pewne rzeczy zaakceptować. 
A wyobrażacie sobie, że jedna z mam, malowała córce paznokcie, gdy ta była w żłobku? No to ile miała? 2 lata? Nie mogłam uwierzyć, gdy to zobaczyłam. Słyszałam jak wychowawczyni zwracała jej uwagę, żeby tego nie robiła, ale potem jeszcze wiele razy widziałam pozdrapywany lakier na paznokciach.

Moja rozmowa z Elsą myślę, że zakończyła się dobrze. Wytłumaczyłam jej, że każdy rodzic uważa inaczej i niektórzy pozwalają na pewne rzeczy, na które ja i tatuś nie pozwolimy, bo uważamy inaczej. Powiedziałam jej, że ma młode paznokietki i że trzeba o nie dbać, a nie niszczyć lakierem. Przyjęła. Zapytała tylko, czy może pożyczyć mój lakier, gdy będzie starsza ;) Odpowiedziałam, że kupię jej nowy, taki kolor jaki będzie chciała :)) Bardzo się ucieszyła. Zauważyłam, że dzieci nie lubią, gdy im się odmawia, mówi NIE. Lepszym sposobem jest ja to nazywam "danie nadziei" :) Kiedy na przykład dziewczynkom coś tam się podoba i pytają, czy kupimy to mówię na przykład, że faktycznie fajna ta rzecz i pomyślimy, może ją kupimy, ale nie w tej chwili. Albo, że kupimy jak już będą starsze. U nas to działa :) Dziecko wie, że jest traktowane poważnie, ale nie można mieć wszystkiego.

Pamiętam, że moja mama też pozwalała mi pomalować paznokcie w wakacje, ale chodziłam już wtedy do szkoły-podstawówki, a może nawet liceum. Ani jej, ani mnie nie przyszło do głowy, żeby malować mi paznokcie w przedszkolu. Nie dziwić się, że potem przychodzi do mnie na lekcję 13-latka, w pełnym makijażu ( a jak profesjonalnie zrobiony!!) ze sztucznymi rzęsami... Najgorsze jest to, że nauczyciel, wychowawca w przedszkolu zwraca uwagę na pewne rzeczy, a jednak rodzic i tak robi swoje, zupełnie nie szanując szkoły, czy innej placówki. 
Wiem, że jeszcze nie raz dziewczyny obrażą się na mnie, że czegoś tam nie mają, a koleżanki tak, a okres dojrzewania będzie ogromnym wyzwaniem, ale czasem wydaje mi się, że świat zwariował...

No i na koniec, żeby nie było tak poważnie przy poniedziałku, moje krokusiki :) Życzę wam wspaniałego, cieplutkiego i radosnego tygodnia!! Byle do piątku ;)





23 komentarze:

  1. Hmmm. To ja może poczekam na inne komentarze. :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha rozumiem, że Ty też malowałaś dziewczynkom paznokcie w przedszkolu? :D
      Tu w zasadzie nie chodzi o to, że ja kogoś krytykuję, bo to nie moje dziecko i nie moja sprawa, bardziej o to jak nauczyć takiego malucha, że każdy rodzic ma inny pomysł na wychowanie, że bycie dorosłym nie oznacza mądrym ;) Ale Twoje uwagi szczególnie cenne, bo Ty przeszłaś już przez większość etapów dorastania, z tymi najgorszymi włącznie, więc pisz jak to było u Ciebie. Choć pewnie czasy też się zmieniły, jak u mnie w klasie koleżanka przyszła do szkoły umalowana to pani kazała jej się iść umyć :D W czasach Twoich dziewczynek już było inaczej, a teraz to już w ogóle...

      Usuń
  2. Podczytuje Twój blog od dawna, mamy córki w podobnym wieku i jak widać podobne problemy. U Ciebie był problem z malowaniem paznokci u mnie z malowaniem buzi. Córki stwierdziły że potrzebują "odcieniow" do oczu pudru i pomadki koniecznie. Powiedziałam im że absolutnie nie bo to chemia, bo szkodzi małym buźkom itp. itd. zrozumiały i stwierdziły że zaczną się malować w liceum. Jakież było moje zdziwienie gdy babcia wpadła do nas w odwiedziny z profesjonalnym zestawem do makijażu i bez porozumienia ze mną wręczyła go dziewczynkom. I tak wyszłam na najgorsza matkę roku. A Babcia zapunktowała u dzieci. Także wydaje mi się że pewnych rzeczy nie unikniemy, jeśli dzieci nie zaczną wchodzić w ten dorosły świat z nami zrobią to z babcia, ciocia albo koleżanka z przedszkola.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Anonimowa! Bardzo, ale to bardzo dziękuję Ci za ten komentarz :) Bo wiesz, czasem myślę, że ja to jakieś UFO chyba jestem hahaha, niepostępowa mamusia i czepiam się za bardzo;) I to nie jest tak, że ja się nie malowałam to ty też nie możesz, ale po prostu nie znajduję żadnego argumentu za, nawet dla zabawy. U nas kiedyś też był motyw, że starsza pytała, czy może się pomalować (patrzyła akurat jak ja to robię, więc ok) Wytłumaczyłam jej, że malują się dorośli, ale zapytała, czy mogłabym jej namalować motyla na buzi tak jak na festynie. I namalowałam (jak umiałam, bo jak czytasz bloga to wiesz, że jestem lewa do tego ;)) tak dla zabawy, jej się podobało, zaraz zmyłyśmy i tyle. Naprawdę nie oceniam, ale po co 2-latce malować paznokcie to nie wiem...

      Druga rzecz. Bardzo Ci współczuję takich sytuacji, w których poniekąd podważana jest Twoja decyzja. Moi rodzice na szczęście wspierają mnie we wszystkim, bo nie wyobrażam sobie, że ja mówię NIE a babcia TAK. To jawne przyznanie, że mama nie ma racji i nie trzeba jej słuchać. Koszmar. Rozpieszczanie przez dziadków owszem, niech ma miejsce, ale nie w ten sposób.
      To samo mam z koleżankami. Najgorsze, że niektóre są niereformowalne. Idąc do czyjegoś domu respektujemy takie same zasady jak u nas czyli np. nie biegamy, nie skaczemy po kanapach itd. Ostatnio u jednej znajomej była taka puchata kanapa z poduchami, więc dawaj, już skaczą obie. Zwróciłam im uwagę, tłumacząc to i owo, już miały zejść, po czym znajoma mówi: "Nie, nic się nie dzieje, spokojnie niech się bawią"... No tak, tylko ja wiem czym grożą takie zabawy (zaraz któraś się uderzy i będzie ryczeć, albo sobie coś zrobi) a poza tym no to sorry, matka zwraca uwagę, żeby dziecko zachowywało się dobrze w czyimś mieszkaniu, a ktoś mówi, że nie musi??
      Ja wiem, że pewnie koleżanka chce być miła, ale skoro ja zwracam uwagę to widocznie mam powód.
      Zgadzam się, że pewnych rzeczy nie unikniemy. Wierzę jednak w to, że można coś tam zakorzenić w dziecku, żeby będąc w jakiejś sytuacji samo choć zastanowiło się przez sekundę czy dobrze robi.
      Mam nadzieję, że to nie marzenie ściętej głowy ;)

      Pozdrawiam cieplutko i jeszcze raz dziękuję za komentarz :)

      Usuń
    2. O matko, właśnie zdałam sobie sprawę, że mi samej parę razy zdarzyło się powiedzieć coś w stylu "Nie, nic się nie dzieje, spokojnie niech się bawią"... 😱
      I człowiek dopiero kiedy jest rodzicem zaczyna zdawać sobie sprawę z pewnych rzeczy...

      Usuń
    3. Hehe, no bo tak naprawdę to nic się nie dzieje :)Ale jeśli dzieci skaczą po kanapie ( a ja oczami wyobraźni widzę je już ze szczęką na podłodze ;)) i 4 raz koleżanka przekonuje, że jest to ok, pomimo mojego sprzeciwu to nie do końca mi się to podoba. Wiadomo, człowiek nie pomyśli i czasem coś wypali, bo nie zdaje sobie sprawy (dla kogoś skakanie może być ok, ale skoro mama mówi, że nie to widocznie nie) Kiedyś miałyśmy taką sytuację z małą Elsą, w której koleżanka mówiła, że ok, żeby bawiła się jej drewnianą figurką konia na biegunach (pomimo, że ja zwracałam małej uwagę, żeby tego nie robiła, ale skoro tamta mówiła, że ok to ok) i oczywiście Elsa postanowiła konia ujeździć i bieguny odleciały :D Koleżanka chyba sama była zła na siebie, bo to jakaś pamiątka z wakacji zagranicznych :D

      Usuń
    4. Babcie najczęściej psują nam dzieci w dobrej wierze albo po prostu z nieświadomości. Np. my nauczyliśmy Księżniczkę, że jeśli mówimy, że coś jest gorące (kubek z herbatą, żelazko etc.), to nie wolno jej tego dotykać. Ostatnio, kiedy babcia małej piła kawę, Księżniczka pokazała paluszkiem jej kubek i zaczęła chuchać (czyli pokazała, że wie, że to gorące). A babcia na to radośnie: "chodź, dotknij, zobacz, jakie ciepłe". Kawa oczywiście nie była już wrząca, więc Księżniczce nic nie groziło, za to nasza nauka dosłownie poszła w las.

      Usuń
    5. Eh, dziecięce rączki... Niepohamowane ;) My mówiliśmy naszej w gościach "nie dotykaj gorącego kominka" i co? NO upilnowała nas i dotknęła :D Od tamtej pory trzyma się od niego z daleka...

      Usuń
  3. Piękny wpis. W zupełności się z Tobą zgadzam. Twoje podejście jest świetne i bardzo rozsądne.
    Śliczne krokusy. Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :)) Też mam nadzieję, że przyniesie jakiś efekt w przyszłości :)
      No cóż, zdjęcie krokusów robione wczoraj, dziś już biedne się zwinęły, strasznie wieje wiatr i jest zimno. I gdzie ta wiosna?

      Pozdrawiam serdecznie :))

      Usuń
  4. Bycie rodzicem w tych czasach to naprawdę wyzwanie.
    PS. Oby do piątku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. I jak już Ci się wydaje, że coś tam opanowałaś i ogarnęłaś, to wychodzi tysiące innych rzeczy ;);)
      No już dziś wtorek, zaraz środa i jak powiadają czwartek-mini weekend ;)
      Niech tylko cieplej się zrobi, bo dziś tak u nas wieje, że ledwo co trzymałam drzwi od samochodu, żeby dzieci nie przytrzasnęło ;))
      Buziaki

      Usuń
  5. Piękne krokusy, aż czuć wiosnę (choć u mnie mało wiosenna pogoda, bo jesy zimno, pada deszcz i wieje jak cholera... 😐)
    W dzisiejszych czasach wychować dziecko na porządnego człowieka to nie lada wyzwanie. Sama nie wiem co bym zrobiła, wydaje mi się, że na weekend owszem można pomalować paznokcie dziecku, ale do przedszkola nie. A wyobrażasz sobie, żeby powiedzmy 8-10-latce robić na paznokciach hybrydę? Oczywiście na króciutkich paznokciach, ale sam fakt, że to hybryda, a zdarzają się takie egzemplarze...
    Powiem Ci, że ja w ogóle ostatnio trafiłam na taki temat na facebookowej grupie "na ile pozwalać dziecku na niezależność i na ile szanować jego indywidualność", a chodziło o to, że pewien człowiek Jesper Juul napisał książkę, w której twierdzi, że należy szanować zdanie dziecka i nie zmuszać go do niczego, wywoązała się dyskusja, w której niektóre mamy twierdziły, że na tyle szanują dziecko, że nawet jak nie chce się ono z kimś przywitać to nie musi tego robić. Albo że jak się maluchowi obcina paznokcie to nie powinno się tego robić wtedy gdy śpi, bo to jego ciało i on ma prawo decydować co się z nim dzieje. Spoko, ale dzieci są małe i TRZEBA je wychować i odpowiednio pielęgnować, nie kumam takich teorii... I gdzie tu są granice rozsądku...?

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mam corek,wiec sie nid wypowiem,ale zalamuja mnie 12-13latki z tak mocnym makijazem,ze ja nawet na calonocna impreze bym sobie nie zrobila,a one tak do szkoly chodza. Szok..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, no właśnie, z dziewczynkami jest inaczej, bardzo dużo takich "drobiazgów", które w rezultacie mogą mieć poważne konsekwencje. Mnie dziwi, że w jakiś sposób szkoła na to nie reaguje, tak jak piszesz, niektóre 12-13 latki wyglądają jakby szły na całonocną imprezę, a my przy niej pewnie jak ciut starsze koleżanki ;)

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  7. No właśnie, bo to trzeba rozdzielić na dwa.
    1.Owszem, malowałam czasami paznokcie dziewczynom. Nie do przedszkola (nie chodziły) ani do szkoły, ale tak w domu. Teraz, uwaga - szok: Tamaludze też. I po raz pierwszy popełniłam tę zbrodnię gdy miała 2 lata! Gdy maluję sobie, takim delikatnym, bardziej odzywką niż lakierem, to czasami podsuwa swoje łapki. Może jest to dziwne, ale bynajmniej nie czuję się „głupia”, a już na pewno nie czuję się złą matką. Po co? Nie wiem, bawimy się przy tym, śmiejemy, gonimy tatę z lakierem. Czy dobra zabawa musi mieć sens?
    Nie zaobserwowałam też, żeby to miało wpływ na dorosłe życie. Moim dziewczynom zabraniałam makijażu do 17 r.ż. Chociaż „zabraniałam” to chyba za mocne słowo, raczej prosiłam by tego nie robiły, podając argumenty. I co? Wika teraz odbija sobie i maluje się czasami aż przesadnie, a Oliwia nie maluje się wcale. Wszystko zależy od charakteru dziecka.
    2.Gdy czegoś zabraniamy, „no ale koleżanka przecież ma”, to faktycznie trudna sprawa i częsty argument, niestety. Reakcja zależy od sytuacji, ale przeważnie nie skupiałam się na tym co jest super w tym, że koleżanka ma, ale co jest super w tym, co ty masz lub nie masz. Mogę rozwinąć w meilu, bo za długo pisać, ale chyba wiesz o co chodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku mojej odpowiedzi (brzmi jak stary list "Na początku mojego listo chciałabym cię serdecznie pozdrowić :D:D ) chcę uściślić, że określenie "głupi rodzic" nie odnosiło się do tej sytuacji. Natomiast czasem inaczej nie da się określić ich zachowania. Choćby wtedy kiedy pisałam, że przyjeżdża matka po dzieciaka i nie ma fotelika, maluch siedzi luzem na tylnym siedzeniu (zresztą do tej pory) Gdyby moje dziewczyny zapytały czemu one muszą siedzieć w foteliku a tamte nie, wypadałoby tak właśnie odpowiedzieć - że tamten rodzic jest głupi i nieodpowiedzialny...

      Przechodząc do sedna :)) Zgadzam się, że w dużej mierze kwestią charakteru i osobowości jest to jaki styl dziecko ma w przyszłości. Ale zobacz na swój przykład - nie pozwalałaś dziewczynom się malować, one potem wybrały świadomie, czy chcą to robić czy nie (będąc dojrzałe) Myślisz, że gdyby malowały się od 11 roku życia to na studiach by tego zaniechały? Nie sądzę. No już pomijam zniszczoną cerę, ale nie sądzę, że nastolatka przyzwyczajona od zawsze nawet do lekkiego makijażu (znam takie co się pudrują i malują "tylko" rzęsy) nagle przestanie go używać.

      Jeśli chodzi o zabawę w malowanie paznokci czy oczu to powiem szczerze, że jakoś mnie to do głowy nie przyszło, żeby w ten sposób bawić się z dwulatką. Ale według mnie póki to jest w sferze zabawy, tak jak piszesz jakaś tam odżywka, czy kolorek, jesteście w domu, wygłupiacie się, to przecież nic złego. Tak jak mówiłam sama pomalowałam motyla kredką na buzi Elsy :D Ale regularne malowanie dziecku paznokci do żłobka/przedszkola/szkoły to sorry jestem na nie. Dlaczego? Bo dla mnie dziecko ma być dzieckiem a nie mini wersją dorosłego. Zabawa z mamą w domu w dużą dziewczynkę? Czemu nie. Ja w szkole też się przebierałam w ciuchy mamy, chodziłam w butach na obcasie, malowałam szminką itd. ale nigdy przenigdy moja mama nie pozwoliłaby mi tak wyjść na ulicę. Tak jak mówię, niech dzieci pozostaną dziećmi jak najdłużej, by w mądry sposób doczekać dorosłości.

      I na koniec moich wywodów :)) Ja właśnie staram się robić tak jak mówisz, czyli uczyć dzieci, by cieszyły się z tego co mają. Przecież zawsze ktoś w życiu będzie miał lepiej niż one i nie chcę, by to wpłynęło na ich postrzeganie samych siebie, że są gorsze lub brzydsze.

      Jest jeszcze jedna kwestia związana z tym tematem, ale zostawię sobie ją na osobny post, bo zaraz blogger mi zablokuje za długą odpowiedź ;)
      Buziaki

      Usuń
  8. No i OK. Oj, ty wiesz, że ja się z tobą droczę czasami, wcale nie myślę, że nazwałabyś mnie głupią :-P
    Latem wyjdzie w praniu, hahaha!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ja tak jeszcze oficjalnie napiszę na blogu, że jak w nocy pomalujesz moim dziewczynom paznokcie to nie dostaniesz śniadania :P Swojej też lepiej nie maluj, bo będę musiała skomentować, że Tamaluga ma niemądrą mamusię (użyję eufemizmu :P )

      Usuń
  9. Księżniczka bardzo lubi wyciągać mi z kosmetyczki lakiery do paznokci i ustawiać je w różnej konfiguracji. Chyba podobają jej się po prostu kolorowe buteleczki. Na szczęście nie próbowała jeszcze ich używać. Wszystko przed nami :)
    Temat, który poruszyłaś w tym wpisie, jest trudny i ważny. I żeby nie było, że rzucam truizmami: dziecko im starsze, tym bardziej chce się czuć częścią grupy, tym bardziej chce robić to, co inni. Autorytet rodzica zostaje wystawiony na próbę. I bardzo trudno jest znaleźć granicę pomiędzy własnymi zasadami a tym, żeby dziecko nie czuło się gorsze od rówieśników. Przyznaję, że pod tym względem dorastanie Księżniczki spędza mi sen z powiek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty kochana wiesz o czym piszę, bo pracujesz w szkole. Potrafią się przecież śmiać z kogoś, bo ma nieoryginalne buty itd. Czasy się zmieniły, ale cóż nam pozostaje. Tylko dobrze nauczyć dzieci tych zasad, a potem czekać co z tego wyniknie ;)

      Usuń
  10. Ja zawsze byłam przeciwna malowaniu dzieciom paznokci, ale moje dziewczyny też widziały, ze inne dzieci mają i marudziły, że też chcą. Mamy więc umowę - malujemy paznokcie tylko u stóp i tylko podczas wakacyjnych wyjazdów. Oczywiście najlepiej na jasny kolor.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Bardzo dobry pomysł. Ciekawe, czy są takie lakiery "dla dzieci" w sensie nie aż tak szkodliwe. Twoje dziewczyny już też nie są maluchami, rozumieją co i jak.

      Usuń