poniedziałek, 13 maja 2019

Rozstania i powroty.



Jak to powiada tata Świnka (z bajki o Peppie, kto nie zna ;)), wakacje są fajne, ale nie trwają wiecznie... 
Tęsknisz już za domem?, zapytał mnie mąż kilka dni temu. W sumie wtedy jeszcze nie tęskniłam, choć w głowie jak zwykle roiło się od pomysłów co to ja nie zrobię i co zmienię jak tylko wrócę ;) Zawsze tak mam. Wracając do domu przez ułamek sekundy patrzę na niego gdzieś z boku, niczym gość. I albo gdzieś tam chcę poprzestawiać jakąś rzecz, poprzerabiać albo zacząć coś nowego. Raz nawet zapisaliśmy się na lekcje nowego języka razem z mężem, zainspirowani odwiedzonym przez nas krajem. Tym razem jeśli chodzi o dom, pozmieniało się już w czasie naszych wakacji. Wiedziałam, że zostawienie moim rodzicom pieniędzy pod hasłem "gdybyście zobaczyli jakiegoś fajnego krzaczora to kupujcie i wkopujcie" nie może być dobrym pomysłem ;) haha Była kasa to i są nowe drzewka. Dorobiliśmy się dwóch wzdłuż wjazdu oraz świerku Conica, (na który przyznaję było zostawione już miejsce i był już w planie), nie wspominając o innych kwiatkach, które zastąpiły przekwitnięte już tulipany i szafirki. Do tego dwie róże pnące przy mojej różanej pergoli. Także powakacyjne zmiany można już odhaczyć ;)

Pierwszy dzień po powrocie. 7 rano dzwoni budzik, ja oczy na zapałki, dziewczyny oczywiście w naszym łóżku do którego przywędrowały w ciągu nocy i to ich złe spojrzenie, że każę im wstawać. Jednak gdy zakomunikowałam, że jedziemy do przedszkola, chętnie zwlokły się z łóżka i poszły myć. Nie mogły się doczekać spotkania z koleżankami, kiedy to opowiedzą im wrażenia z wakacji. Ja wpadłam do domu 8.22, szybko zrobiłam kawę i byłam gotowa do pracy. Potem czekała mnie gorsza część dnia, czyli rozpakowywanie. Jak ja uwielbiam tę stertę powakacyjnego prania! Samo robienie to pikuś, ale wieszanie... no cóż, ta czynność nie należy do moich ulubionych. 

W czasie wakacji przyzwyczajam się do tego, że jesteśmy razem cały czas. Gdy po dwóch tygodniach nagle każdy wraca do swoich obowiązków, dziewczyny do przedszkola, w domu robi się pusto. Bycie ze sobą 24h na dobę nie jest łatwe i przyznaję, że czasem moje ciśnienie wzrasta powyżej normy ;) ale fajnie być razem, tak po prostu, nie patrzeć na zegarek i regulować dzień potrzebami. I choć pierwszy tydzień był dość intensywny i wstawałam wcześniej niż w domu, to już tęsknię. Tęsknię do bycia razem. 





12 komentarzy:

  1. Gdybyśmy cały czas byli na wakacjach to byśmy ich nie doceniali, nieprawdaż? :p
    Fajnie, że już jesteście. Rozgośćcie się na własnej kanapie.
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, oj tam, ja tam mogę mieć wakacje z małą przerwą na zrobienie prania i mówię Ci, na pewno docenię! ;);) A tymczasem nie ma mowy, żebym się rozgościła - Ty wiesz ile mam prania i ogarniania??

      Usuń
  2. Ja też lubię wakacje za to, że później fajnie się wraca do swojego domu. Nie mylić do obowiązków i pracy, ale do domu mnie po jakimś czasie ciągnie:)
    To czekamy na wpis z opowieściami jak było i serię pięknych zdjęć. Ale spokojnie, damy Ci jeden dzień na pranie i rozwieszenie :)
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to! Do pracy niekoniecznie, ale taka tęsknota do czegoś stałego, tam gdzie Twoje korzenie prawda?
      Sama widzisz jak mi słabo idzie pranie i rozwieszanie, już środa a posta nie ma ;) Jutro będzie coś tam, nie wiem, czy zdjęcia ładne, ale coś wrzucę :))) Opowieści trochę mam, tylko kiedy o tym pisać?

      Usuń
  3. Też zawsze czuję taką tęsknotę jak mi się stado rozchodzi do swoich codziennych czynności!
    Chociaż wakacje to są dla dzieci, my mamy orkę w obcym miejscu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, zapamiętam sobie "orka w obcym miejscu" :D No, ale w końcu w myśl filmu " Uwolnić Orkę" trzeba to zrobić co?
      U nas na szczęście jest ten etap, w którym jest dużo już chwil na wypoczynek, ale kilka sytuacji było niekoniecznie fajnych, nawet jedna z nich zasłużyła na osobnego posta. Niestety.
      Buziaczki, fajnie, że jesteś z powrotem :*:*

      Usuń
  4. O tak, kto z nas nie lubi tych dni, kiedy rytm dobowy wyznaczają posiłki,a jedyny problem to taki co by tu teraz robić : iść na lody czy na basen ?:) cudownie, że wracając z wakacji możemy to zobaczyć i docenić. Widzieć te małe szczęścia, te momenty które są potem jak takie małe farelki,które grzeją w niepogode. Mam nadzieję że mieliście cudowny czas :* popijam dziewczyny Wasze zdrowie, lampką wina w ten deszczowy wieczór :) Aniutek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Aniutek! Jak Ty mnie rozumiesz! No właśnie o to chodzi: iść na lody czy na basen, zrobić siku teraz czy za chwilę :D:D
      Ale by mi się to winko Twoje przydało! Podzielisz się? ;)
      Jeśli chodzi o pogodę, to ja wiem, że deszcz jest potrzebny i takie tam, ale ja nie widziałam słonka od ... piątku. W sobotę wyjeżdżaliśmy w deszczu i towarzyszył nam w zasadzie przez całą drogę, która była ciężka również ze względu na wiatr.
      Cały czas pada i pada, tylko ślimaki wyłażą... brr

      Ściskam mocno, mam nadzieję, że zdążyłam jeszcze na tę ostatnią lampkę winka ;)

      Usuń
  5. A ja lubię robić pranie i je rozwieszać 😛 Gorzej już z prasowaniem, to znaczy nie mam nic do tego, ale nigdy jakoś nie mam na to czasu, zawsze są inne rzeczy do zrobienia, a później zbiera się duża sterta na cały dzień przy żelazku 😜
    Ja też nigdy nie mogę się odnaleźć jak mąż jest dłużej z nami i potem wraca do pracy, a w domu się robi tak pusto, w majówkę byliśmy 9 dni razem bez przerwy, a potem koniec wolnego i powrót do pracy - chyba tak samo bolesny dla męża jak i dla mnie 😉🤷‍♂️
    Dobrze, że już jesteście 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana :*
      Eh, szkoda, że nie mieszkasz bliżej, bo w takim razie ja zajęłabym się Zosią, a Ty mogłabyś pomóc z wieszaniu prania ;) Ja mogę robić, ale wieszanie zwykle przypada na czas kiedy idę spać, ponieważ po 22 jest u nas tańszy prąd, więc wtedy zwykle włączam. Kończy się to tym, że przypomina mi się o wieszaniu jak już kompletnie nic nie chce mi się robić. W dzień też nie pałam miłością do rozwieszania, ale może trochę mniej mi to przeszkadza. Prasować nie cierpię, już kiedyś pisałam o tym i tak żeby stać przy desce to tylko przed wyjazdem na wakacje. Normalnie wolę wieczorkiem poświęcić 3 minutki na uprasowanie czegoś dla siebie i dziewczynek na następny dzień i to tak nie boli ;) Mąż na szczęście prasuje sam.

      9 dni to też sporo, więc na pewno było Wam fajnie. Byle do następnego wyjazdu, prawda? :)

      Usuń
    2. Hihi ja też wolę postać przy żelazku chwilę, dlatego cieszę się jak nie zapomnę uprasować rzeczy po każdym praniu na bieżąco 😉 Ja mam z mężem taką dość ogromną szafę, w której jest tylko kilka półek i szuflad, a większość rzeczy wisi na wieszakach, więc w moim przypadku głupio by było wieszać tam rzeczy wymiętolone po praniu 😂 Więc to mnie motywuje do prasowania, później jest za to wygodnie, bo czego nie wyciągniesz z szafy to jest gładkie i proste, więc zwraca się to później 😊
      Ooo, macie tańszy prąd po 22? Zaczęłam się zastanawiać z czego to wynika i już przeszło mi przez myśl pytanie czy my też tak mamy, ale szybko w głowie policzyłam, że zanim mogłabym wyciągnąć pranie to byłaby przynajmniej 23:15 i to na najkrótszym programie i do tego rozwieszanie, więc kładłabym się do łóżka najwcześniej 23:30, a to już nie dla mnie taki sport 😉 Tym bardziej, że przy naszym bieżącym funkcjonowaniu i przy moim dziecku pranie robię co trzeci dzień (strach pomyśleć co to będzie jak zacznie chodzić 😜)

      Usuń
    3. Dokładnie o tej godzinie wieszam ;) Ale ja jestem zwierzątkiem nocnym, tak jak i mój mąż i chodzimy późno spać. Gdy urodziły się dziewczynki, obiecałam sobie, że to się zmieni, ale cóż, pewnych rzeczy się nie da zmienić, ludzie są albo poranni albo wieczorni. Taka natura. Kiedy idą więc spać tak 20.00-20.30 mamy sporo czasu dla siebie.
      Ja wiedząc, że prasować sterty nie będę, w garderobie nie zrobiłam dużo na wieszanie tylko na poskładane rzeczy ;) Niby fajnie wyciągnąć gotowe i założyć, ale żadna siła mnie nie zmusi do przygotowania tego :D

      Usuń