wtorek, 7 lutego 2017

O naszej niepłodności

Nasza historia zaczyna się całkiem zwyczajnie. Dwoje ludzi chce mieć ze sobą dziecko. Mija jeden miesiąc i nic. Mija kolejny i nadal nic.Nerwowo patrzę na kalendarz, ale tłumaczę sobie, że przecież nie każdy od razu musi zajść w ciążę, tyle słyszy się o staraniach przez dłuższy czas. Postanawiamy poszukać pomocy specjalisty. Okazuje się, że nic teoretycznie nie stoi na przeszkodzie do posiadania potomstwa. Gdzie więc tkwi przyczyna? Mijają kolejne miesiące starań. I nic. W końcu decydujemy się na inseminację. Co za pech, akurat jajeczka pękają nie wtedy kiedy trzeba. Próbujemy raz jeszcze. Bezskutecznie. Lekarz sugeruje IVF. Tysiące badań i przygotowań do procedury. Wreszcie nastaje ten dzień. Pierwsze IVF kończy się ciążą. Niestety radość nie trwa długo, po 7 tygodniach tracimy nasze dziecko. Smutek, żal, bezradność. Po jakimś czasie z nadzieją podchodzimy do przyjęcia zamrożonych zarodków. Tym razem szczęścia nie ma. Potem następuje kolejna procedura i kolejna.... Sukcesu brak. Mijają kolejne miesiące. Zmieniamy klinikę. Z nowymi nadziejami udajemy się na pierwszą wizytę. I znów doktor nie widzi przeciwwskazań do zajścia w ciążę. Mówi jednak bardzo ważną rzecz, że trzeba sobie w życiu wyznaczyć punkt w którym powiemy sobie dość. Staram się nie słyszeć jego słów, choć w głębi duszy wiem, że ma rację. Jeszcze nie teraz. Nie jestem gotowa poddać się. Próbujemy dalej więc walczyć o upragnione dziecko. Jak się potem okazuje bezskutecznie. Po kolejnej nieudanej próbie, zalana łzami przyjmuję do siebie propozycję męża. To jest ten moment, ten dzień kiedy dość znaczy dość. Z posiadania dziecka nie zrezygnujemy, ale tym razem wybieramy inną drogę, drogę adopcji. Wierzymy głęboko, że nasze dziecko gdzieś jest, po prostu nie mogę go ja urodzić.

3 komentarze:

  1. Izzy, aż wstyd się przyznać, ale dopiero dziś trafiłam na ten post. Nie wiedziałam, że przeszliście aż tyle procedur i tym bardziej chylę czoła, że dałaś radę przez to przejść, że to wytrzymałaś. Ja miałam dwie procedury, byłam pewna, że druga też się nie powiedzie i już zastanawiałam się co zrobię potem, układałam plan na dalsze życie, bo dla mnie to był TEN moment, aby powiedzieć stop. Na szczęście udało się, choć tak naprawdę to się okaże ostatecznie dopiero w październiku 🙂 Cieszę się, że u Was szczęście się spełniło, wybraliście inną drogę, która sprawiła, że teraz macie już wszystko 😚 Buziaki dla Was 😚

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, jaki stary to post, od tego czasu trochę naprodukowałam, więc pewnie dlatego nigdy go nie czytałaś ;)
      Dziękuję kochana za Twoje słowa, cóż jakoś dałam radę przejść, choć bolało jak cholera. I do tego zero wsparcia i zrozumienia w otoczeniu. eh.
      Tyle lat starań, jeszcze wtedy niedofinansowane IVF, ciężko się stymulowałam, kasy poszło tyle, że aż myśleć nie chcę. Jak wiesz udało się za pierwszym razem i szczerze mówiąc myślałam, że wreszcie mamy to za sobą. A to był dopiero początek dłuuuuguiej drogi, którą musiałam przejść, by być właśnie tu. Z jednej strony myślę sobie, że może gdybym zrobiła więcej, wierzyła bardziej, to by się udało, a z drugiej Pan Bóg nie dałby mi takich dzieci, moich dzieci, gdyby chciał mnie "ukarać" Cieszę się, że w którymś momencie zrezygnowaliśmy, bo byłam wykończona psychicznie, nie ukrywam, że te starania na zawsze pozostawiły po sobie ślad...

      Z całego serca cieszę się, że Wam się udało i że byłam świadkiem jak Twoje życie się zmieniło w jednej sekundzie :))
      Buziaczki :*

      Usuń
    2. Dziś procedury IVF też już nie są dofinansowywane - pomyśl ile par musiało z tego zrezygnować ze względu na finanse... To przykre, bo mimo że nas było na to stać to nie chcę myśleć ile jest par, które były zmuszone zrezygnować z walki o swoje marzenie...

      Oj zmieniło się bardzo to moje życie 🙂 Mam nadzieję, że tak już zostanie i że tamto już nie powróci, mimo iż odcisnęło na mnie (tak jak na każdej z nas) swoje piętno 😙😙😙

      Usuń