czwartek, 2 marca 2017

O grupach wsparcia i więzi emocjonalnej

Gdy nasza perełka była malutka, dostałam zaproszenie na spotkanie grupy wsparcia rodzin adopcyjnych. Z wielką chęcią wybrałam się na nie, myśląc, że poznam tam inne mamy ( akurat spotkanie dotyczyło tylko mam), które tak jak ja adoptowały dziecko. Wymienimy doświadczenia, nabiorę pozytywnej energii.
W trakcie spotkania zadano mi pytanie, w jaki sposób karmię dziecko. Kilka mam z przerażeniem słuchało moich opowieści, że dziecko wręcz "wyrywa" mi butelkę i chce jeść samo. Musiałam wysłuchać opinii bardziej doświadczonych, że może takie zachowanie jest znakiem tego, że dziecko mi nie ufa, że czuje się zagrożone, że nie ma być może między nami wystarczającej więzi nad którą muszę popracować. Zrobiłam wielkie oczy na to co usłyszałam. Dziecko "wyrywa" butelkę, bo jest strasznym głodomorem i nie może doczekać się mleka. Brak więzi? Co za bzdura. Spędzamy ze sobą całe dnie, dziecko najedzone jest szczęśliwe, nie płacze, bawi się i wspaniale rozwija.
Czasem wydaje mi się, że ludzie szukają sami sobie problemów. Gdybym zobaczyła faktyczne znaki braku więzi (np. dziecko nie przytula się, boi się nas), to na pewno zareagowałabym na to odpowiednio. Ale jeżeli taka ma być grupa wsparcia, która będzie dopatrywała się w każdym zachowaniu dziecka jakiegoś deficytu, to okaże się, że sami sobie pewne rzeczy stworzymy.
Oczywiście zgadzam się z tym, że my jako rodzice adopcyjni musimy być czujniejsi, zwracać uwagę na różne dziwne zachowania, ale na litość Boską nie wyszukujmy problemów jeśli ich nie ma. To, że nie znamy do końca historii naszych dzieci nie oznacza, że na pewno coś się prędzej czy później objawi. Cieszmy się z tego, że dziecko jest z nami, jest szczęśliwe, obserwujmy uważnie, ale nie przesadzajmy. Gdy faktycznie zauważymy coś niepokojącego- reagujmy. Ale przede wszystkim kochajmy dziecko pozytywną miłością. Jeżeli my będziemy ciągle się bać to i dziecku też udzieli się swego rodzaju niepewność, stanie się przewrażliwione na swoim punkcie. Nasze dzieci muszą wyrosnąć na silne i na miarę swoich możliwości pewne siebie. Prędzej czy później muszą przecież zmierzyć się z prawdą, że zostali adoptowani.
Na kolejne spotkanie już mnie nie zaproszono.
U progu swoich trzecich urodzin, E. nadal jest głodomorem. Lubi jeść prawie wszystko. Z tą różnicą, że jest starsza i rozumie co znaczy poczekać, aż mamusia przygotuje obiadek.

0 komentarze:

Prześlij komentarz