czwartek, 23 marca 2017

O pani w sklepie, czyli jak mówić nieznajomym o adopcji.

" Ojej, kiedy dorobiliście się Państwo drugiego dziecka? Byłam na etapie pierwszego maluszka a tu widzę już dwie panny są", usłyszałam od znajomej sprzedawczyni w Biedronce. "Ah, wie Pani, czas szybko mija i mamy teraz już dwie pociechy", odpowiedziałam. "Śliczne, a ile mają?" Na szczęście przeszłyśmy do innych pytań dotyczących moich dzieci.
Nigdy nie wstydziłam się tego, że nasze dzieci są adoptowane. Nie jest to dla mnie żaden temat tabu, potrafię o tym rozmawiać, nie stanowi dla mnie to żadnego problemu. Jednakże nie obnoszę się tym na lewo i prawo, chwaląc się wszystkim swoją decyzją o adopcji. Jeżeli nie ma takiej potrzeby, nie mówię obcym zbyt wiele. Dla świata jesteśmy przecież normalną rodziną. Pamiętajmy, że nigdzie nie mamy przyklejonej etykiety "Rodzina adopcyjna", nie mamy ani dwóch głów, ani jednego oka niczym cyklop. Gdybym cały czas opowiadała innym, że dzieci są adoptowane, sama nieświadomie tworzyłabym inną grupę do której byśmy należeli. A przecież żyjemy normalnie i mamy te same problemy co inne rodziny. Co kupić, co na obiad, gdzie na wakacje.
Większość z rodzin, które dopiero co adoptowały malucha, zmaga się z pytaniem jak określić czas w którym jesteśmy razem. Kiedy kobieta jest w ciąży, nie ma problemu-rodzi się dziecko i od tego momentu zaznacza się inny okres. Przy adoptowanym dziecku już nie jest tak prosto. No bo jak powiedzieć innym, że "Kiedy .... się urodził" czy "odkąd ..... jest z nami" ? "Odkąd adoptowaliśmy ...."?



Dla nas sprawa była prosta. Zawsze mówiliśmy odkąd E. czy J. się urodziły. Nie ważne, czy mieliśmy na myśli ich faktyczną datę urodzenia, czy moment kiedy dowiedzieliśmy się o ich istnieniu, dla nas zawsze się "rodziły" No bo przecież czy to ważne co mamy na myśli? Ciążę zakończoną porodem czy wieloletnią "ciążę", walkę o dziecko zakończoną darem z serca?
Dla większości ludzi, którzy nigdy nie mieli styczności z adopcją dziecka,  wszystko jest tak niepojęte i niezrozumiałe jak gdyby słyszeli o UFO, które wylądowało gdzieś obok ich domu. Dlatego, kiedy słyszę pytanie od pani w sklepie o dziecko, to jeśli się da odpowiadam normalnie, nie wspominając o adopcji. W większości przypadków, prawda skutkuje lekkim szokiem, bo przecież nie tego ludzie się spodziewają. Ja chcę, żeby dzieci znały prawdę od początku - one się URODZIŁY, a nie przyszły, czy zostały przyniesione przez bociana.

" O, kiedy Pani urodziła", usłyszałam kiedyś i takie pytanie. Trudno kłamać w takiej sytuacji czy wykręcać się od odpowiedzi. Mówię wtedy "Nie urodziłam. Jestem mamusią adopcyjną"
Widzę jak oczy robią się coraz większe. Lekki szok, ale taka jest prawda.
Nigdy nie spotkałam się z nieprzychylnością ludzi wobec moich dzieci, nigdy nie traktowali ich inaczej czy też gorzej, ale zawsze, gdy szczerze wyznaję prawdę o adopcji słyszę " Wie pani, ja to nie rozumiem jak te matki mogć porzucać swoje dzieci, co trzeba być za człowiekiem, żeby tak zrobić" a mnie traktują jak jakąś bohaterkę. Na początku próbowałam z ludźmi trochę dyskutować, ale już tego nie robię " To nie jest takie proste pani X, jak pani się wydaje" i kończę rozmowę.
Czasem mam wrażenie, że ludzie lubią ekscytować się sensacją, różnymi programami w telewizji, opowieściami niby " z życia wziętymi", natomiast kiedy chce im się wyjaśnić prawdę to nie są zainteresowani. Być może prawda nie jest aż tak ekscytująca jak podkolorowane historyjki? A może po prostu niektórzy wiedzą swoje i cokolwiek im się nie powie to i tak nie uwierzą.

U lekarza natomiast, od samego początku powiedziałam, że jesteśmy rodzicami adopcyjnymi. Spotkałam się dzięki temu z większą troską i wyrozumiałością w stosunku do dziecka. Lekarze zlecali dodatkowe badania, sami tłumaczyli, że skoro nic nie wiemy o ciąży to lepiej jest wszystko zbadać pod każdym kątem.

Wybieram komu i kiedy powiedzieć o adopcji. Nie chcę z tego robić sensacji, plotki, czy też bohaterstwa. Chcę żyć normalnie, a dzieciom zapewnić jak największy komfort. Nie wiadomo jak to będzie w przyszłości. Niech same wybiorą kto ma wiedzieć a kto nie. Wiemy przecież, że rówieśnicy potrafią być okrutni. Niech widzą w naszych dzieciach po prostu drugiego człowieka.

0 komentarze:

Prześlij komentarz