wtorek, 18 kwietnia 2017

No i nas też dopadło...

Piszę tego posta z malutkimi stópkami spoczywającymi na moich kolanach. Od rana J. nic nie zjadła, ma biedulka stan podgorączkowy i pokazuje, że boli ją brzuszek. Śpi sobie słodziutko koło mnie a ja czuję, że wolałabym, żebym to ja była chora. To żywotne dziecko, którego ciągle jest pełno, nagle staje się apatyczne i słabe. Dałabym w takiej chwili wszystko, żeby tylko znów zobaczyć ją biegającą z pokoju do pokoju, wybierającą zabawę typu "Złap mnie" w najmniej odpowiednim momencie.
Taka nasuwa mi się refleksja po świętach. Czasami ludzie nie rozumieją, że to nadal małe dziecko a każda ciocia, znajoma chciałaby obdarować je jakimś podarunkiem w postaci czekoladowego jaja czy zająca.  Nie wiem, czy to zasługa ogromnej ilości jedzenia, czy też coś się przyplątało do naszej J. , ale fakt pozostaje faktem - ludzie czasem nie potrafią zrozumieć. I mogę powtarzać tysiące razy, żeby tego czy tamtego nie kupować to i tak postawią na swoim - jedno jajo niespodzianka krzywdy nie czyni, ale może w małym brzuszku wywołać rewolucję. Na razie jeszcze dzieci są małe i część można skonfiskować, ale nie wiem jak to będzie w przyszłości. E. tłumaczymy wprawdzie, że można, ale nie za dużo, bo będzie bolał brzuszek i sama potrafi oddać czekoladkę, ale im starsza, tym niekoniecznie taki argument do niej trafi.

0 komentarze:

Prześlij komentarz