wtorek, 4 kwietnia 2017

O bakteriach,czyli jak nauczyliśmy dziewczynki myć rączki

"Nie!", słyszymy setny dziś już raz. "Nie będę myć rączek, nie będę się ubierać, nie będę bo akurat nie chcę, nie będę bo widzę, że się denerwujesz mamusiu i to mnie cieszy, nie będę i już!"

Każdy rodzic chyba zna takie sytuacje, kiedy to brak już sił i argumentów, żeby nakłonić dziecko do zrobienia czegoś na czym nam zależy. Dziś zdradzę Wam naszą metodę nauczenia dziewczynek mycia rączek bez bólu i krzyku.

W swoim wychowaniu wyznajemy zasadę taką, że traktujemy dziecko jak małego, rozumnego człowieczka, nie zaś ograniczoną istotkę, która to nie jest w stanie pojąć co się dookoła dzieje. To czego nie wie, staramy się nauczyć w możliwie jak najbardziej przystępny sposób stosownie do wieku. Ale zawsze mówimy PRAWDĘ. Nigdy nie okłamujemy dziecka, żeby ułatwić sobie życie, nie koloryzujemy.  Tak tez było w sprawie mycia. Niczym w teatrze, z wielkim przejęciem opowiadaliśmy dzieciom o bakteriach, brudzie i innych paskudztwach czyhających na brudnych rączkach. Pomogła nam w tym książka "Dbaj o zdrowie", w której na podstawie obrazków dziecko uczy się jak należy dbać o higienę. Nawet jeszcze przed ukończeniem roku, z pasją opowiadaliśmy o bakteriach, które w książeczce były pokazane pod lupą. Być może jeszcze wtedy E. czy J. nie wiedziały co to te bakterie właściwie są, ale wiedziały już, że są straszne i rączki trzeba myć, żeby czegoś takiego nie mieć.

Wyobraźnia dziecka jest niesamowita. Przy myciu rączek, już trochę większa E. mówiła przy umywalce " A sio bakterie! Idźcie sobie! Widziałaś mamusia jakie straszne? O tam jeszcze idzie!" Wtedy ja przyłączałam się do niej mówiąc " Ojej, masz rację, jakie one straszne! Uciekajcie bakterie!"
Kiedy E. miała już 2 latka, był taki moment, kiedy przez chwilę znów zaczęła się buntować przeciwko myciu rączek. Wynikało to głównie z tego, że najzwyczajniej "nie miała na to czasu" Juz chciała gdzieś pędzić, by coś zjeść, bawić się. Mój mąż wpadł więc na jeszcze lepszy pomysł. Wyszukał na You Tube reklamę Domestosa, w której przerysowane, okropne bakterie wychodzą z toalety, ze zlewu i chyba z umywalki. Kiedy pokazaliśmy E. ten filmik to sama pociągnęła nas za rękę i mówi "Biegnijmy umyć rączki!" Bardzo się przejęła tą reklamą, dlatego chciała zobaczyć jeszcze więcej zdjęć. Tym razem na Google grafice pokazaliśmy jej prawdziwe bakterie, choć nie ukrywam, że te z Domestosa trafiły do niej bardziej ;) Może dlatego, że miały dwie głowy i zęby.

Sposoby na mycie rączek bez krzyku są różne, każdy musi spróbować co działa u niego, ale najważniejsze jest to, żeby pilnować RUTYNY. U nas po wejściu do domu dzieci same już biegną do łazienki, wiedzą bowiem, że taki jest schemat. Nie jest to dla nich przykry obowiązek. Tak zostały nauczone i tak robią. A jeśli tylko któraś akurat nie ma ochoty myć to pytam " A chcecie pozjadać brzydkie bakterie ? Będzie bolał brzuszek" Starsza oczywiście mówi, że nie a młodsza pociera rączki, pokazując, że trzeba umyć.
Każde dziecko da się tego nauczyć, tylko trzeba być cierpliwym i konsekwentnym. Oczywiście małe cwaniaczki będą nas wypróbowywać dotąd dokąd nie odpuścimy. Ale jeżeli tak się nie stanie, jeżeli wytrzymamy, to w którymś momencie stanie się to zwykłą bezproblemową czynnością.
"Mamusia!Jeszcze nie umyłyśmy rączek!", słyszę, gdy ja zapomnę o tej ważnej rzeczy zajmując się np.podawaniem obiadu. "Już biegnę!" krzyczę i razem myjemy ręce. Przecież ja też boję się bakterii, więc daję dobry przykład i siup ręce pod wodę. Nie chcę  przecież, żeby bakterie z reklamy Domestosa weszły tam gdzie nie są mile widziane ;)



Żeby mycie było jeszcze atrakcyjniejsze, dziewczynki mają swoje mydełko - piankę Bobini o zapachu malinowym. 

0 komentarze:

Prześlij komentarz