wtorek, 10 października 2017

Do czego służy Jezus?

Pisałam wam Tutaj, że jesteśmy 24/7 bombardowani pytaniami "Czemu?" Do tego już zdążyliśmy się przyzwyczaić, choć i młodsza postanowiła już wziąć przykład z siostry, więc na okrągło musimy wytężać nasz mózg. Nie każda odpowiedź jej się podoba. O nie... Jeżeli nie trafisz w sedno to bój się! Jej wyraziste zmarszczenie czoła powala nawet dorosłego (swoją drogą to masz przechlapane mój przyszły zięciu...)

Poranek. Najpierw jedziemy odwieźć E. do przedszkola. 
- Co to było?, jak co dzień pyta J., gdy przejeżdżamy przez próg zwalniający. - A czemu tak?, pyta przy kolejnym. Tłumaczę cierpliwie, choć nie powiem serce zaczyna bić szybciej. 
Codziennie pokonujemy te progi dwa razy. Przy czwartym zaczynam szarpać włosy i po prostu się nie odzywam. Oczywiście nic to nie daje, bo J. dwa razy głośniej pyta: Co to było?

W tym momencie przypomniała mi się taka rozmowa, w której dzwoni obcokrajowiec (gdzieś tam), a pani operatorka, nie znająca języka odpowiada "Proszę zadzwonić później" Kiedy pan nie reaguje i nadal zadaje pytania, pani denerwuje się i powtarza to samo z tym, że głośniej "No przecież mówię panu, proszę zadzwonić później"

No właśnie. Toż to powtarzam mojej córce codziennie, że to PRÓG ZWALNIAJĄCY. Eh, niereformowalna.

Dzięki Bogu kończą się progi, ale mój codzienny koszmar trwa.
- Czemu tak szybko?, kolejne pytanie, na które tylko czekałam. 
To jedyny moment, kiedy przez całe 2km mogę się rozpędzić według przepisów do 90km/h (chyba, że mam przed sobą jakiegoś zawalidrogę), ale oczywiście jak co dzień, muszę wyjaśnić dlaczego jedziemy tak szybko. 
Wiecie co, czasem mam wrażenie, że to Dzień Świstaka. Bo ciągle jestem w aucie, ciągle mi się wydaje, że odwożę dziewczyny i słyszę te same pytania. Potem to już czas biegnie tak szybko, że nic nie pamiętam i rano znów jadę, odpowiadam na te same pytania i rozpędzam się do 90 km/h, by zaraz zwolnić do 40, bo niestety mam przed sobą ostry zakręt.

Zbliżając się do przedszkola, tuż za zakrętem J. mówi: "J. nie jest smutna" Oczywiście chodzi jej o to, że nie jest smutna, że jej siostra wysiada a ona nie. Po chwili zmienia wersję. "J. jest smutna" 
Podjeżdżamy pod przedszkole, starsza wychodzi i machamy J., która z wywieszoną wargą do dołu, żegna swoją siostrę. Wracam do samochodu po jakichś 3 minutach. 

- Teraz J. (w sensie, że teraz ją odwożę) -Jak będę mieć 3 latka to przyjdę do przedszkola do E., powtarza niczym mantrę zdanie, którego nauczyłam ją na samym początku. Dzięki temu ma jakiś cel ;)

Dojeżdżamy do żłobka. Sama, sama! krzyczy J. mimo, że ja nawet jeszcze nie zdążyłam otworzyć drzwi. Od jakiegoś czasu nie pozwala się wsadzać do fotelika, ani wysadzać, mimo, że wyjście i wejście wcale nie jest dla niej takie proste. Nasz mini van czy tam pół van jak kto chce, jest samochodem wyższym niż taka zwykła osobówka. Ona jednak woli z niego wypaść, niż wziąć moją rękę. No dobra, tym razem obyło się bez upadku, ale za to wyczyściła kurtką błotnik...
Wpadamy do żłobka, ja przestępuję z nogi na nogę, bo znów wszystko na styk, a J. oczywiście założyła kapcie nie na tę nogę co potrzeba. Znalazłam więc na nią sposób. Wcześniej tłumaczę jej, że się spieszę do pracy, więc ja zakładam, a ona po południu jak mamy tyle czasu ile chcemy. Kompromis osiągnięty. Uff. Szybki całusek i przytulenie i J. biegnie na śniadanko.

Pytanie "Czemu?" nie jest tylko zarezerwowane dla trzylatka prawda? Czemu by nie zacząć wcześniej mordować rodziców i już jako dwulatek dowiedzieć się czegoś więcej o świecie. 

No właśnie. Oj ja głupia! Jak ja chcę uczyć dzieci, skoro sama tyle jeszcze nie wiem. Ja nie pomyślałam o jednej rzeczy! Moje dzieci cały czas myślały, że to PRUK  a nie PRÓG!! I pewnie dlatego J. codziennie o ten pruk wypytywała, bo nie mogła dojść do tego o co w tym wszystkim chodzi... Dopiero wczoraj mój mąż domyślił się o jakim pruku/progu mowa. Konkluzja? Jednak mężczyźni są lepsi w rozmowach z dziećmi na pewne tematy.

Ale pewne pytania trudno znaleźć właściwą odpowiedź, nie ważne, czy dziecko pyta mamę czy tatę. Leżymy kiedyś na łóżku u moich rodziców, E. rozgląda się i pyta:
- Do czego służy wazon? 
Tłumaczę więc do czego.
- A do czego służy szafa?
Nie ma problemu, wiem do czego służy szafa.

E. zadała jeszcze kilka pytań a na koniec patrzy na jedną ze ścian, na której wisi na krzyżu drewniany Jezus.
- A do czego służy pan Jezus?
Zbaraniałam. No cóż. Tym pytaniem i jego formą tak mnie zaskoczyła, że przez chwilę milczałam zbierając myśli. Ona jednak patrzyła poważnie na mnie i czekała na odpowiedź. Nie napiszę wam co jej powiedziałam :) Ciekawa jestem co mądrego wam przyszło do głowy :)

Dziś już wiem, że studia to był pikuś, można się było do egzaminu przygotować a tu? Dziecko zawsze czymś mnie zaskoczy i zada takie pytanie, że kompletnie rozbija moją całą logikę.

8 komentarzy:

  1. Pan Jezus służy do tego, żeby ludzie wiedzieli, że ktoś ich kocha, nawet jeśli są bardzo smutni.
    Pierwsze, co mi przyszło do głowy... zdałam?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedziałam coś bardzo podobnego, co zaspokoiło głód wiedzy zainteresowanej, więc chyba i Ty byś zdała :D przynajmniej na razie. Licho wie, co jej przyjdzie do głowy;)Dziś oczywiście znów przerabiałyśmy progi zwalniające, choć raz J. dorzuciła pytanie "czy to dziura?" eh

      Usuń
  2. Pan Jezus na krzyżu chroni dom i domowników.
    A tak w ogóle, coś mi się skojarzyło i muszę ci tu wkleic :D To blog Pankracji, która ma bardzo rezolutne córki.

    http://zielony-borsuk.blog.onet.pl/2017/07/28/rozwazania-teologiczne/

    Boszsze jak ja się nie mogę doczekac, aż Tamaluga tak zacznie... Gdy dziewczyny były małe to w tramwaju czy autobusie zawsze była adrenalinka. Bo, wiesz - co innego pytania i spostrzeżenia w zaciszu domu lub auta, a co innego publicznie... Człowiek czasem nie wie gdzie oczy schowac :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha dobre z Zombie, właśnie przeczytałam :D dzieciaki są takie szczere w tej swojej dociekliwości.
      No ciekawe jak to będzie jak zaczną się takie dialogi w towarzystwie. Na razie to tylko E. wypaliła w zeszłym roku "Łooo mamusia jaka ta pani jest duuuża" ( na widok bardzo wysokiej matki jakiegoś dziecka, która spojrzała na nią zabijającym wzrokiem jakby Bóg wie co powiedziała, za grosz poczucia humoru)
      Wczoraj odbieramy małą ze żłobka a starsza krzyczy "Chodź szybciej! Jakiś pan idzie" Gość faktycznie nie wyglądał na godnego zaufania, więc J. włączyła motorek w tylnej części ciała i przybiegła ;)
      W zeszłym roku byli u nas robotnicy, E. miała wtedy 2 lata. Normalnie wielu osobom robiła pa-pa, ale jednemu nie chciała. Pytam dlaczego nie pomachałaś, a ona na to... "Bo brzydki był i brudny" ... Może jednak szkoda, że nie słyszał ;)

      Swoją drogą, to nie ma się co wstydzić, bo dzieci są szczere, jak powiedzą, że tak jest, to może tak jest. ;)
      pzdr.

      Usuń
  3. Uświadomiłaś mi co mnie czeka...chyba mi słabo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe no coś Ty, nawet nie wiesz jak się rozwiniesz ;) Czekam z niecierpliwością na Twoje wpisy! Dla zachęty napiszę Ci jeszcze taki dialog:
      E. wyrywała siostrze zabawkę, ja to widziałam, ale pytam, czy wyrywała, a ona na to, że nie. Mówię jej więc, żeby nie kłamała, bo jej wyrośnie nos jak Pinokio.
      Kilka dni później byłyśmy na dworze i coś tam do niej powiedziałam, a ona na to "Mamusia, coś mi się wydaje, ze kłamiesz. Idź się przejrzyj, czy nie masz dłuższego nosa" tiaaaa

      P.S. Przejrzałam się i nie mam ;)
      Pozdr.

      Usuń
  4. Hahaha! No patrz jakie to mądre! I jak potrafi wykorzystać przeciwko dorosłemu! :D To się nazywa błyskotliwość! :D No cóż, postępy Boba zapewne będę relacjonować na gorąco ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na każdym kroku muszę się pilnować. Ale chyba nie każdy rodzic tak robi, bo wczoraj z przedszkola E. przyniosła słowo "dupa" ;) Na pewno nie słyszała tego ode mnie.

      Usuń