sobota, 25 listopada 2017

Bajka o Siusiaczku


~ Mamusiu, przeczytaj książeczkę o Siusiaczku, poprosiła nas ostatnio J. 
Spojrzałam wymownie na męża, wzruszył ramionami kręcąc przy tym głową i dając mi do zrozumienia, że nie wie o co chodzi. Zapytałam więc moje dziecko o jakiego "siusiaczka" chodzi.
~ Siusiaczka!! Powtarza J. denerwując się coraz bardziej, że nie wiemy o czym mówi. 
Biorę ją więc za rekę i proszę:
~ J. czy możesz pokazać nam tę książeczkę "O Siusiaczku"?

Tym razem ona marszczy czoło, a jej mina zdaje się mówić "Jejku, jacy ci rodzice są nieogarnięci, toż to mówię kolejny raz, o którą książkę mi chodzi a oni nic!"

Podchodzimy razem do półki, z niepokojem patrzę po co sięgnie moja córka i ... po chwili już wiem. To książeczka o "Kubusiu Siusiaczku"! Znacie? :)
Tak, wiem, Lady Makbet, fanka tego sympatycznego misia, będzie zdruzgotana tym wpisem... Mam nadzieję, że nam wybaczysz... Szczerze mówiąc J. nie przekręca często wyrazów, zdarza jej się mówić coś nie wyraźnie, ale żeby z Puchatka zrobić... siusiaczka? O wielkie nieba! Kiedy próbowaliśmy ją poprawiać, twardo trzymała się swojej wersji tupiąc przy tym nogą: Nie! To Kubuś Siusiaczek! 

No cóż. Kiedy ja byłam mała, nie dałam się przekonać, że pan Wodecki śpiewa "Maja fruwa tu i tam" - dla mnie Maja była "gruba" tu i tam. I skoro ja mogłam jeść na kolację kanapkę z pindolinkiem (pomidorkiem jakby ktoś nie odgadł) to czemu Kubuś nie może być "Siusiaczkiem"

Kubuś "Siusiaczek"



17 komentarzy:

  1. Piękne. Zupełnie w klimacie A A Milne.

    W końcu w mowie dzecka elephant to...

    Pozdr
    Hepha ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, czyli rozumiem, że też macie w swojej kolekcji Kubusia Siusiaczka? :D

      Usuń
    2. @izzy
      Kubuś Puchatek to lektura "obowiązkowa" :)

      Tylko dla mnie inna postać mogłaby być "Siusiaczkiem".

      Na hasło "książka o Siusiaczku" pierwsze moje skojarzenie było z... Prosiaczkiem. ;)

      Usuń
    3. Szczerze? Widząc książkę też myślałam, że chodzi o Prosiaczka. Nawet ze dwa razy pytałam, ale usłyszałam za każdym razem to samo - Siusiaczek to Kubuś :D

      Usuń
  2. Zauważyłam tytuł już wcześniej i ciekawa była, co to za bajka. W razie czego już wiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I co? Trochę pewnie zawiedziona jesteś. Ale założę się, że też czytacie :))

      Usuń
  3. Hahaha, cudne! Zapamiętam! :D
    Chociaż nie sposób zauważyć, iż takowej cechy ów osobnik nie posiada... ;)
    Ja w dzieciństwie do każdego wyrazu dodawałam JAJA. Tak, jaja. Parasol był więc PAJA-JAJA a długopis - uwaga! - JAJAPIS! :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz, zaglądałaś pod misia? :P
      Też widzę byłaś niezła agentka! "Jajapis" jest the best!! :))) Nie wiem, czy nie pobił samego Kubusia!

      Usuń
    2. Ale numer! Tamaluga też do wielu wyrazów dodaje jaja...
      W sumie dzięki temu "jaja", które są na szczycie listy jej ulubionych dań - mówi bezbłędnie.

      Usuń
  4. Twoje dziewczyny są niesamowite!
    U nas też Kubuś odgrywał ważną rolę. Wika gdy była mała, wprost go uwielbiała! Gdy pytaliśmy jej co chce dostać, to przeważnie był "Puchatyl" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym Puchatku jest prawda? :) "Puchatyl" hehe dobre.

      Usuń
  5. Heheh, w dorosłym życiu mi to zostało w formie "Aaaaale jaja!" - której nadużywam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale co by nie mówić to się rozwinęłaś, bo "jaja" już zostały osobnym słówkiem ;)

      Usuń
  6. Zdruzgotana? Nie, dlaczego? Twoje dziecko ma fantastyczny gust, jeśli chodzi o literaturę :) Bohaterowie "Puchatka" też przekręcali wyrazy, ortografia tabliczek w Stumilowym Lesie powala :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to fakt! Nie skojarzyło mi się a powinno, bo masz rację! No, ale żeby siusiaczek...No nie wiem nie wiem...

      Usuń
  7. Ha ha ha :). Nieźle się przestraszyłam tym początkowym Siusiaczkiem ((!) ale efekt końcowy był taki, że nieźle się uśmiałam :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, rozumiem, że u siebie na półce też masz książkę o Siusiaczku ;);) Nie mam pojęcia skąd ona go wzięła. Co lepsze, nie sądzę, żeby w ogóle to słowo gdzieś słyszała... No chyba, że w żłobku od jakiegoś kolegi.
      Ostatnio czytałyśmy coś innego, ale muszę jej pokazać jutro Puchatka i zapytać kto to ;)

      Usuń