czwartek, 21 grudnia 2017

Łezka w oku się kręci.


7 marca. Mała Izzy niedługo skończy 5 lat.

"Jutro idę do Ciebie do przedszkola na uroczystość z okazji Dnia Kobiet. Obiecałaś mi, że powiesz wierszyk i zaśpiewasz piosenkę. Ciekawe, czy będziesz miała odwagę i wreszcie zrobisz coś solo. Od Twojej pani wychowawczyni wiem, że do tej pory nie chcesz sama ani śpiewać, ani mówić wierszyka. Sukcesem jest to, że śpiewasz i deklamujesz w duecie", pisała moja mama w pamiętniku.

Jak sięgnę pamięcią, występy przed publicznością były dla mnie ogromnym przeżyciem. Dwie sale, rozdzielone dużymi, przesuwnymi drzwiami, które na czas pracy i zabawy były zamknięte, nagle otwierały się. Ogromna przestrzeń z jednej strony przyciągała, a z drugiej przerażała. Dla dziecka świat przecież wydaje się większy niż postrzegają go dorośli. Staliśmy całą grupą pod ścianą, a na przeciwko nas siedziały na małych krzesełeczkach mamy, które przybyły podziwiać swe pociechy. Serce biło jak szalone, w głowie powtarzałam swoją kwestię, by nic nie umknęło, gdy nadejdzie moja kolej.

8 marca

"Sprawiłaś mi kochanie ogromną niespodziankę. Powiedziałaś w duecie z kolegą wierszyk i zaśpiewałaś piosenkę. Ja tak się cieszyłam, że z radości miałam łzy w oczach. Oto piosenka, którą zaśpiewałaś dla mnie":
Jestem sobie myszka mała, a zgadnij gdzie?  W dziadziusiowej rękawicy, w dużym palcu śpię. Szuka dziadziuś rękawicy, lecz cicho sza. Przecież dziadziuś drugą taką rękawicę ma! 
Dziś dokładnie wiem, co wtedy czuła moja mama. Oglądając moją starszą córkę występującą w przedszkolnych Jasełkach, miałam łzy w oczach i ściśnięte gardło. Ta moja mała kruszynka, która do niedawna była totalnie od nas zależna, teraz śpiewała, tańczyła i sama wyszła na środek, żeby powiedzieć swoją kwestię. Nic a nic się nie krępowała, a kilkunastu rodziców z telefonami komórkowymi, nagrywającymi całe przedstawienie, nie stanowiło dla niej problemu. Wręcz przeciwnie. Czuła się dumna, że może wystąpić. Szczerze mówiąc nie wiem, czy taka śmiała pozostanie na zawsze. Z dziećmi bywa przecież różnie. Jak widzicie moje początki nie były zbyt obiecujące, ale tamten moment był dla mnie przełomowy i zaczęłam występować w prawie wszystkich pokazach przedszkolnych, a później akademiach w szkole. Jedne dzieci są bardziej odważne, inne potrzebują czasu, by poczuć, że są w czymś dobre i otworzyć się na innych ludzi. 
Po występie E. przybiegła do nas. Wiedziałam, że chce usłyszeć jak bardzo jesteśmy z niej dumni. Młodsza na pewno też była. W trakcie występu wielokrotnie powtarzała "To moja siostrzyczka tam jest" 
Jak wiecie ja zostałam nauczycielką, a przecież to wymaga codziennych "występów solo" :) Być może dziś już nikt nie ma łez w oczach, gdy uczę, czy prowadzę jakieś szkolenie, ale z pewnością dla moich rodziców na zawsze pozostanę małą dziewczynką z kręconymi włoskami, która wychodzi na środek sali, podnosi wzrok i wydaje z siebie pierwsze dźwięki. 


Powiązane wpisy: Z pamiętnika mojej mamy KLIK

4 komentarze:

  1. Matki już tak mają, że są dumne z każdego sukcesu dziecka... niezależnie, czy jest to pierwszy krok, pierwsze słowo, pierwszy samodzielnie zjedzony pierniczek ;), czy występ w przedszkolnym spektaklu.Takie doświadczenia są piękne i zostają w sercach na zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zawsze niestety matki są dumne ze swoich dzieci :( Ale powinno być dokładnie tak jak napisałaś, niezależnie od wieku. Niedługo pierwszy kroczek Księżniczki, szykuj chusteczki ;)

      Usuń
  2. To niesamowite mieć taki "mamowy" pamiętnik :)
    Kiedyś się nad tym zastanawiałam czy nie pisać dla Boba ale przeczytałam, że Reese Witherspoon na każde urodziny swojej córki pisała do niej list - i te wszystkie listy podarowała jej na 18-tkę. Co prawda rok mam z głowy ale na następne planuję coś skrobnąć - to fajna pamiątka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pamiętnik to super sprawa! Można go zacząć pisać na każdym etapie życia dziecka, nigdy nie jest za późno. Nasze wprawdzie będą miały jeszcze nasze blogi, ale zeszyt to zeszyt :)

      Usuń