piątek, 8 grudnia 2017

Jeśli nie chcesz swojej zguby, nie bierz dziecka na zakupy.

Dawno dawno temu, kiedy jeszcze nie miałam dzieci, ani nawet nie zanosiło się na to, widziałam taką oto reklamę: tata z dzieckiem w supermarkecie, dziecko próbuje wymusić kupno słodyczy, ojciec oczywiście odmawia, a wtedy dziecko rzuca się na podłogę i krzyczy, że chce cukierki. Do tego zaczyna biegać i zrzucać produkty z półek. Skonsternowany sytuacją ojciec nie wie za bardzo co zrobić, inni ludzie zatrzymują się i przyglądają całej sytuacji. Na koniec pojawia się napis "Use condoms"  ("Używaj prezerwatyw") zachęcający do zakupu pewnego produktu. I choć to tylko reklama,  to wbiła się w moją pamięć dość głęboko, a wizja takich scen z udziałem moich własnych dzieci stała się realna, gdy zostałam mamą.  Sama reklama oczywiście została zakazana, choć bez problemu znajdziecie ją na You Tube :)

Już na samym początku przekonałam się, że zakupy z dzieckiem to nie najłatwiejsza czynność. Nie wszystkie sklepy są bowiem przyjazne dzieciom. Co z tego, że moje maleństwo spało i teoretycznie mogłam w spokoju kupić co trzeba, jak pompowane kółka w wózku najzwyczajniej w świecie nie mieściły się w wyznaczonym miejscu między półkami. Do tego oczywiście inni ludzie, którzy absolutnie nie zwracają uwagi na matkę z dzieckiem, przepychają się pomiędzy wózkiem a regałem. Mniejsze sklepy były jeszcze gorsze - jedyną alternatywą było zostawienie dziecka na zewnątrz. Szczerze mówiąc dopiero, gdy zostałam mamą, zrozumiałam niepełnosprawnych. Sama tak właśnie się czułam z tym wózkiem. I mimo że zabierałam do sklepu tylko nosidełko, to niestety rzeczywistość nijak się miała do wyobrażeń o chodzeniu sobie na spokojnie z dzieckiem i oglądaniu asortymentu. 
Za granicą widziałam wspaniałą rzecz w większości sklepów- wózki z przymocowanymi fotelikami dla niemowląt. Dzięki temu możemy spokojnie robić zakupy, a nasze dziecko jest bezpieczne. Spotkałam już u nas takie cudo, ale to nadal rzadkość.

Kiedy urodziła się J. całkowicie zrezygnowałam z robienia zakupów i obowiązek ten spadł na mojego męża. Wysyłałam mu tylko listę, a on przywoził do domu zamówione towary (plus zwykle coś dodatkowego, na co dał się skusić ;)) Zakupy z jednym maluchem, który dopiero niedawno zaczął chodzić i drugim w gondolce to była dla mnie Mission Impossible. To był ten czas, kiedy to E. odkryła, że przecież może iść tam, gdzie kopytka ją poniosą, czyli zwykle w odwrotną stronę niż bym sobie tego życzyła. Ani jej się śniło siedzieć w wózku. Niektórzy z was wiedzą już, że gdy zaczęła chodzić (a miała wtedy 10 miesięcy) to łaskawie zasiadła w swoim powozie zaledwie kilka razy. Tak więc jak sami widzicie, zakupy z nimi nie były możliwe, chyba, że jeździliśmy całą rodziną.

Obecnie zakupy to sama przyjemność. Dziewczynki pomagają i wkładają do koszyka/wózka różne produkty, część oczywiście nadprogramowych, które musimy potem odkładać przy kasie ;) Mamy taką zasadę, że można w sklepie bawić się zabawkami, można je wozić, ale potem wszystko oddajemy. E. często bierze jakąś książeczkę, gdy siedzi na wózku i "czyta"  Nigdy nie zdarzyło się, żeby coś wymuszały, choć czasem proszą, żeby kupić im coś drobnego np. lizaka. Zadowolą się też jedną czekoladką na wagę ;)

Zakupy z dziećmi nie muszą być więc koszmarem, ale zdarza się, że wyobraźnia znudzonego malucha podpowiada mu szalone rozwiązania. A zresztą, sami zobaczcie! 


1. Każda czynność trwająca dłużej niż 2 minuty jest torturą.






2. A miało być tak fajnie. Boże ratuj...



3. Ale jazda! Wreszcie coś się dzieje!




4. Co może być jeszcze gorszego? Mama spotyka w sklepie przyjaciółkę...




5. A gdyby tak po prostu zniknąć...





6. A kuku! Może mama zdąży zrobić zakupy zanim tu zamarznę.




7. A mnie tam się podoba to robienie zakupów.




8. Gdy dzieci same organizują sobie zabawę w sklepie.



9. O! Ile kolorowych farbek! Wreszcie coś ciekawego do zabawy!




10. Testowanie produktów. 




11. No cóż, od małego widać już różnicę między kobietami a mężczyznami.




12. Już dłużej nie wytrzymam. Poddaję się.




13. Najważniejsze to znaleźć sobie odpowiednie zajęcie.



A wasze pociechy lubią zakupy? :)


* Galeria zdjęć dzięki www.brightside.me

7 komentarzy:

  1. Jesteś mistrzynią w wyszukiwaniu fotek :)
    Nam zdarzyły się już jazdy w sklepie, choć nie zawsze spowodowane potrzebą zakupu czegoś bardzo akurat potrzebnego. Póki Młody nic z półek nie zrzucał, nie ruszało mnie to, najważniejsze, żeby był bezpieczny. Tygrysowi na szczęście wystarczy wizyta i chwila zabawy nowymi zabawkami. Na trasie wyjść mamy Rossmann, w którym koniecznie musi zobaczyć figurki zwierząt. I co? Zabronię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Jak coś mi wpadnie w oko to zapisuję wierząc, że komuś też się spodoba ;)
      Jejku u mnie Rossmann jest najgorszy, bo dziewczyny wyciągają z lodówki jakieś serki i butelki z soczkami i wynoszą do kasy! Do tego E. zawsze przymierza biżuterię, a ja boję się, że łańcuszki tego nie wytrzymają. Dlatego staram się akurat tam chodzić sama ;) Ale zwierzątek też bym nie zabroniła, fajne są ;)

      Usuń
  2. Pamiętam taki filmik! :D
    Bobo zniesie zakupy pod warunkiem, że trwają nie więcej niż pół godziny - a więc jest to wyścig z czasem. Plus bitwa o wsadzenie go do fotelika samochodowego tam i z powrotem. Plus ta o zapięcie go w wózku...Z czasem zaczęłam jeździć na zakupy sama - wieczorami :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filmik niezłą antyreklamą rodzicielstwa, prawda? :D
      Tia, moje jak były małe też była walka o zapięcie w wózku, w foteliku było ok. Potem już jest inaczej, bo dziecko rozumie więcej to już wiedziały, że jak mówię, że "Nie ma dyskusji", albo "Nie negocjuj ze mną" to nic nie ugrają ;)
      Moja sąsiadka jeździ tylko wieczorami, wraca po 21 ;) też dobry sposób. Ja poszłam na łatwiznę wysyłając mężowy listę zakupów ;)

      Usuń
  3. Znam tę reklamę!
    Z dziewczynami nie miałam większego problemu, chociaż było tak jak piszesz - jedna już zaczyna biegać, druga w wózku. Gdy trochę podrosły same organizowały sobie czas, jak na twoich fotkach :D Ścigały się i chowały pod ubraniami. Miałam na nie swoje sposoby, więc mogłam czasami nawet i w sklepie z ciuchami pobuszować. Mówiłam, że mama np. szuka odpowiedniej bluzki i muszę się ich poradzić. No, i jak to dziewczynki, ucieszyły się z tak odpowiedzialnego zadania :D
    Tamaluga nie jest zakupowa, ani trochę. Szaleństwo na maksa. Ale nie jęczy, że coś chce. Bawi się i odkłada. Tylko, że ją interesuje zaplecze, kasa i ruchome schody na zewnątrz...
    Uśmiałam się z tych fotek. Z 4 się posikałam. A 11 jak moja Tamaluga, oooo....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to też miałaś wesoło widzę :D Boże dla mnie to był stres jak moje się chowały w ubraniach, bo ja ich nie widziałam i kompletnie nie mogłam skupić się na wybieraniu czegokolwiek. Teraz na ciuchowe zakupy jeżdżę sama :D No chyba, że z mężem, to wtedy on ugania się z dziewczynami, które maja radość wyskakując zza wieszaka i robiąc A Kuku. Ale myślę, że jak będą większe, to takie odpowiedzialne zadanie, jak doradzenie mamusi co ma kupić jest jak najbardziej wskazane ;)
      Matko Tamalugę to trzymać z dala od mojej młodszej! Ona zawsze lubiła zaplecza, jeszcze niedawno byliśmy w Sfinksie, to oczywiście polazła na kuchnię i mąż musiał ją gonić. No tam było najciekawiej :D
      A widziałaś u nas takie wózki na 2 dzieci? Bo ja nie.

      Usuń
  4. No nie widziałam. Z tym był kłopot, bo Wika jeszcze chciała w wózeczku, ale już Oliwka była w głębokim. Stawiałam Wikę, (gdy już zmęczyły jej się nóżki) na osi, między mną a rączką wózka.
    Tamaluga też wchodzi na zaplecza w restauracjach, ale jej nie gonimy. Sama wychodzi za jakiś czas, z czymś do jedzenia hahaha! O, albo sprząta stoliki, podłogę myje razem z panią... Nawet gdzieś zdjęcie wkleiłam przy którymś wpisie u siebie...

    OdpowiedzUsuń