środa, 21 marca 2018

Paris au Printemps, czyli wiosna ach to ty!




Cóż z tego, że od wczoraj astronomiczna, a od dziś kalendarzowa wiosna, skoro na termometrze dziś pomimo słońca było tylko -2 stopnie :( Wiosenko, gdzie jesteś?
Nie wiem od kiedy istnieje tzw. Dzień Wagarowicza, gdyż u nas w szkole raczej organizowano klasowe wyjścia, albo atrakcje na miejscu, ale pamiętam jak dziś, szliśmy do parku niedaleko mojej podstawówki i miałam na sobie tylko lekką kurteczkę. Słońce przygrzewało tak, że nie sposób było zmarznąć. Zresztą wtedy ten dzień (jeden z niewielu w roku szkolnym) był wyjątkowy pod względem ubioru. Nie były to czasy mundurków, czy fartuszków, ale w mojej szkole na co dzień można było zakładać rzeczy tylko w kolorach - czarny, biały, szary, granatowy. W Pierwszy Dzień Wiosny można jednak było zaszaleć i założyć coś naprawdę rzucającego się w oczy. Moja mama miała taki sweter, który sama udziergała na drutach, w kolorze wściekły róż. Uwielbiałam go pożyczać na takie okazje. Czułam się wtedy, jakbym co najmniej założyła na siebie jakąś kolekcję z Prady, no, albo chociaż po prostu coś dorosłego, innego ;) Udało mi się też kupić od koleżanki broszkę z napisem New York. Co z tego, że była nadłamana i zrobiona ze zwykłego plastiku, najważniejsze, że napis był świecący, tak jakby pokryty srebrną warstwą :)) Sweterek plus broszka stanowiły swoistego rodzaju przebój klasowy. Każda koleżanka zresztą mogła wtedy zaprezentować jakiś "lepszy strój" niż tylko zwykłe szkolne ubranie. 
Czasami chodziliśmy topić Marzannę, ale potem nie wiadomo dlaczego ktoś uznał, że obrządek ten nie jest wystarczająco (lub wcale nie jest) wychowawczy, więc topienia Marzanny zakazano. Nie wiem, czy tylko u nas. Pewnie gdyby wtedy istniał Facebook, ten, kto to wymyślił dostałby hejty i obrządek by przywrócono. 
Wczoraj słyszałam od jednej z matek w przedszkolu, że dzieci mają robić Marzannę. Może tylko robić, bez topienia ;)

Kocham wiosnę, to jedna z moich ulubionych pór roku, zwłaszcza, że za chwilę przyjdzie lato, a wraz z nim jeszcze cieplejsze dni. Ale niestety dla mnie wiosna to nie tylko przyjemności. Wraz z nią nadchodzi kilkumiesięczny okres faszerowania się różnymi specyfikami antyalergicznymi: do oczu, do nosa i do wewnątrz, czyli tabletki. Kilka lat temu pani alergolog próbowała mnie namówić na leczenie, ale okazało się, że jest dość kosztowne i uciążliwe (trzeba przychodzić na zastrzyki codziennie rano, potem odsiedzieć 30min do godziny w przychodni) a w zasadzie nie gwarantują, że cokolwiek pomoże. To ja w takim razie podziękowałam i nadal biorę swoje prochy. Kiedyś, gdy nie było tak dobrych lekarstw, okres kwitnienia traw był dla mnie koszmarem. Dziś jest lepiej, choć koszenie w tym okresie jest dla mnie zabójcze. 

Kilka lat temu, jeszcze zanim urodziły się dziewczynki, na poszukiwanie wiosny udaliśmy się do Paryża :)) Kiedy wyjeżdżaliśmy z Polski, było ciepło, natomiast gdy zajechaliśmy na miejsce okazało się, że tam jest ... 6 stopni! Pogoda mimo to dopisała, a wiosnę znaleźliśmy wszędzie :) Jako, że nasza pogoda nas nie rozpieszcza, i wiosennych kwiatów nadal mało, dziś mam dla was galerię "Paryż wiosną" (właśnie zaczął prószyć śnieg, gdy to piszę, eh) Paryż albo się kocha albo nie. Nie można pozostać obojętnym. Ja akurat jestem z tych, którzy to miasto kochają i mogę tam wracać wiele razy. Są takie zakątki, gdzie turystów dociera mało i można w ciszy cieszyć się jego urokami.

































Do tej pory zachodzę w głowę dlaczego tak dobrze wyglądam na tej karykaturze ;) Wykonał ją na Montmartre artysta, który okazał się z pochodzenia Polakiem. Produkowaliśmy się po francusku, a on mówił pięknie w naszym języku, mimo, że w Polsce nigdy nie był...



































Na koniec jedna z moich ulubionych francuskich piosenek, na której pięknie widać Paryż :) Znacie? :)



Pięknej i ciepłej wiosny kochani!

10 komentarzy:

  1. Czy to właśnie ten zapowiedziany wpis, który miał mi się spodobać?😊Ja akurat należę do trzeciej grupy osób, którym Paryż jednak już trochę zbrzydł. Ale nie powiem, mam też swoje ulubione miejsca. No i mam z tego miasta jedno z najpiękniejszych wspomnień - otóż mój obecny ślubny oświadczył mi się pod Sacré Cœur,a potem zabrał na kolację na łodzi płynącej niespiesznie po Sekwanie❤️Bardzo lubię Paryż nocą. Widzę, że mówisz po francusku, zachęcam do odwiedzenia innych zakątków Francji😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak tak, to z dedykacją dla Ciebie, bo jak Francja, to tak jakoś mi się skojarzyło z Tobą :))
      Wow, to miałaś bardzo bardzo romantyczne zaręczyny, uwielbiam Sacré Cœur pomimo tego, że oberwało mi się za cyknięcie zdjęcia i kazali mi je usunąć z aparatu ;) Skasowałam dwa a dwa i tak przemyciłam ;) Cudne wspomnienia na pewno macie <3

      Mnie Paryż jeszcze się nie znudził, może dlatego, że zawsze staramy się jeździć poza sezonem, kiedy to nie ma aż takich tłumów. Dziewczyny mają jeszcze obiecany Disneyland, ja nigdy nie byłam. Także jak widzą wieżę Eiffel'a to wiedzą co to za miasto :)

      Mój francuski.Hmm. Obiecałam sobie, że w następnym roku wrócę do lekcji, odkąd dziewczyny się urodziły to słucham tylko fr. piosenek ;)
      Kiedyś przejeżdżaliśmy przez takie małe miasteczko i zatrzymaliśmy się na McDonaldzie. Zamiast z kawą, wyszliśmy z wodą mineralną, więc albo pani była "bardzo uprzejma", albo niekumata, albo taki właśnie jest nasz francuski haha. :D Choć trudno mi sobie wyobrazić, że nie zrozumiała "Cafe au lait" ;)
      Francję jak wiesz kocham, jest dużo do zwiedzania. Znam tylko Normandię i Bretanię, marzę o powrocie do Mont Saint-Michel, bo to już tyle lat, że nie pamiętam. Znam też trochę te tereny pod Szwajcarią i południe, ale tyyyle jeszcze przed nami. Pewnie coś tam wrzucę jeszcze zdjęć. Ciekawa jestem co Ty polecasz. Chętnie się dowiem z pierwszej ręki :))

      Pozdrowionka z Polski :))

      Usuń
  2. Cudowna wiosenna paryska galeria napawająca dobrą energią i wyczekaną wiosenną aurą :) Powiedz, kiedy u nas tak będzie... Do Paryża wybieramy się z mężem od jakichś 3 lat, nigdy nie było odpowiedniego czasu ani dobrej okazji, a chcieliśmy wyjechać chociażby na weekend, później był tam zamach terrorystyczny i całkiem zrezygnowaliśmy z tego planu. Teraz to już w ogóle długo już nigdzie nie wyjedziemy, więc na razie mogę zapomnieć o takich rozrywkach :) Ale z tego akurat się cieszę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, kiedy u nas tak będzie.... Podobno w weekend ma być cieplutko, ale w następnym tygodniu powrót niższych temperatur :(
      A wiesz, jak my wtedy byliśmy tym ostatnim razem, to na Łuku Triumfalnym, to była ewakuacja! Powiem Ci, że okropne uczucie, bo każą Ci natychmiast kierować się do wyjścia, niby nie ma paniki, ale jednak ludzie niecierpliwie i szybko wychodzą. Schody wąskie, nie ma się jak przeciskać i nie wiadomo o co chodzi. Zamknęli całe rondo (stąd tak pusto pod nim na zdjęciu, bo normalnie to tam jest horror) za bilety ludziom oczywiście nikt nie zwrócił, bo kasjerki się zawinęły i tyle. Dobrze, że my już i tak kierowaliśmy się do wyjścia. Nigdy się nie dowiedzieliśmy, czy faktycznie coś było, czy tylko ćwiczenia...

      Do Paryża nie jest daleko, więc nawet i maluszka można zabrać i pospacerować, podziwiać widoki :) My wybieramy się za rok, Elsa miała obiecane jak była maleńka, ze względu na jeden mały szczegół, którego nie mogę tu zdradzić :)

      Usuń
    2. A właśnie jeśli chodzi o zamachy, to przed wejściem gdziekolwiek trzeba okazać torebkę, a teren pod wieżą jest zamknięty. Trzeba odstać swoje, poddać się kontroli jak na lotnisku, a potem kolejny ślimak po bilet...Problemem jest nawet przejście spod Trocadero na Pola Marsowe, bo pod wieżą się nie da, trzeba dookoła...to dla tych, którzy mają zamiar się wybrać, a dawno nie byli😉

      Usuń
    3. O, dobrze wiedzieć! Dzięki. Nie miałam pojęcia, że tak jest, przynajmniej się nie zdziwię jak kiedyś pojedziemy i przygotuję na naprawdę długie stanie.
      Może dzięki temu będzie bezpieczniej w tych turystycznych punktach, choć jak będą chcieli to i tak coś wymyślą :((

      Usuń
  3. Sama robiłaś te zdjęcia? Kwiatów też? Są super:)
    Ja nie mam najlepszego zdania o "pracujących" tam artystach malarzach. Tak, ten "mój" też gadał po polsku (podobno wielu polaków tam maluje). Wasze karykaturki fajne, ale mój portret był tragiczny. W ogóle do mnie nie podobny, a drogie dziadostwo jak pieron. Ale pamiątka jest...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak zdjęcia moje i mojego męża, trudno powiedzieć, kto które robił :) Na pewno on robił to z wieżą do góry, bo ma dłuższą rękę :P
      Na malarstwie jak wiesz, nie bardzo się znam ;) niektóre mi się podobały, ale to nie mój przedział cenowy - ja kupuję obrazy w Ikei :D

      Jeśli chodzi o karykaturkę, to mnie się podoba, mężowi mniej, zabiłby mnie, że to wstawiłam, więc naprawdę ććććć. Udało się przemyciś.
      Ty wiesz, który mój portret był tragiczny hahaha. Musze o tym kiedyś napisać :D

      Usuń
  4. Miło popatrzeć na te wiosenne widoki, zwłaszcza gdy za oknem szaro i zimno. Przepiękne zdjęcia, jak zwykle u Was. <3
    Taką temperaturową wpadkę też kiedyś zaliczyliśmy, ale w Polsce. Wybraliśmy się na majówkę 200 km od domu (w okolice Olitorii). U nas było 17 stopni, a na miejscu ledwo 7 i straszny wiatr. No cóż, przynajmniej pozwiedzaliśmy kawiarnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękna ta wiosna w Paryżu. Może kiedyś i nam będzie dane.
    Wiosna to dla mnie też trudny czas, choć sama alergii nie mam, ale Tata Tygrysa ma. Izzy nie wiem, jaki Ty masz wtedy nastrój, ale z naszym alergikiem życie jest wtedy bardzo trudne. Jest nie do wytrzymania dla nas, ale i dla siebie. W tym roku zaczęło się stosunkowo wcześnie. Na szczęście posłałam go do rodzinnego i ten pomógł lepiej niż alergolog. Może dlatego, że sam ma takie problemy. Do tej pory ratowały nas wziewne leki, a tym razem najzwyklejszy antybiotyk pomógł. I po trudnym tygodniu możemy żyć normalnie :)

    OdpowiedzUsuń