sobota, 3 marca 2018

Rekrutacja do przedszkola, czyli here we go again.






Kiedy pierwszy raz poszliśmy zobaczyć jak wygląda żłobek i dowiedzieć się jakie dokumenty należy złożyć, nie byłam w stanie wyobrazić sobie siebie, przywożącej moje dzieci codziennie rano do tej placówki. Oznaczało to przecież nieuchronny powrót do pracy i zostawienie ich tam gdzieś z obcymi ludźmi na kilka godzin. Dziecko, dla którego świat kończył się na naszej rodzinie, musiało zmierzyć się z rzeczywistością, w której nie ma nas. Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, by przygotować dziewczynki w kierunku samodzielności, ale na pewno była to ogromna zmiana nie tylko dla nich, dla nas również. Nowa organizacja dnia, nowe wyzwania. Okres niemowlęcy minął tak szybko jak gdyby wskazówki zegara zostały wprawione w szybszy ruch. Nagle zaczęły się zebrania z rodzicami, kompletowanie wyprawki, występy, warsztaty, spotkania, rozmowy z innymi. Nasze rodzicielstwo weszło w kompletnie inny wymiar. 

Jako, że rozpoczęła się kolejna rekrutacja do przedszkoli, czyli znów stres, czy mała Misia zostanie przyjęta, chciałabym pokusić się o małe podsumowanie.


Co daje mojemu dziecku przedszkole?

Poranna dyscyplina i samodzielność.

Wyjście do przedszkola wymaga innej organizacji dnia. Obojętne, czy jest zimno, czy ciepło, trzeba wstać o określonej porze i w miarę szybko naszykować się do wyjścia. Zwykle potrzebujemy około godziny na ubranie się i umycie (łącznie z moim zjedzeniem śniadania i szybkim makijażem) 
Dziewczynki są samodzielne, ubierają się w czasie, gdy ja ubieram siebie. Wiedzą, że nie możemy się spóźnić. 

Przygotowanie do wyjścia, uczy odpowiedniej samodyscypliny i odpowiedzialności.

Realizacja podstawy programowej.

Przedszkole nie tylko sprawia opiekę nad naszymi pociechami. Dzieci mają podręczniki, przygotowane odpowiednio do wieku, z którymi pracują pod kierunkiem pedagogów. Codziennie rysują, malują, robią projekty i wykonują inne prace wymagające odpowiednich ćwiczeń mających przygotować dziecko np. do pisania i czytania. Prace te można u nas podziwiać przy wejściu do przedszkola.




Codzienne zajęcia uczą uwagi i skupienia. To pierwszy krok w szkolne progi.

Zajęcia dodatkowe.

Każde przedszkole organizuje dzieciom inne zajęcia w ramach podstawy programowej. Czasami trzeba za nie dodatkowo zapłacić, jak to ma miejsce w przedszkolach prywatnych, ale w państwowym są one wliczone w cenę. Do takich zajęć u nas należą: j.angielski, informatyka, rytmika z elementami tańca towarzyskiego. 

Zajęcia dodatkowe to wspaniała zabawa i nauka.

Umiejętność współżycia w grupie.

Przedszkole uczy czegoś bardzo ważnego, czego dziecko niestety nie przyswoi przebywając tylko z nami w domu. To umiejętność odnalezienia się w grupie bez mamy i taty. Dzieci uczą się bawić z każdym, dzielić zabawkami, przestrzegać ustalonych zasad i rutyny (np. mycie rączek, zajęcia grupowe, zasiadanie do posiłków) W naszym przedszkolu dzieci same szykują sobie śniadanie, własnoręcznie komponują kanapki.
W przedszkolu dzieci piekły również rogaliki, i pomimo tego, że w domu często dziewczynki pomagają w kuchni, tam Elsa musiała zrobić je sama we współpracy z ciociami i innymi dziećmi.




Dziecko nie jest już "pępkiem świata", jest częścią społeczności, w której musi się odnaleźć, pójść na pewne kompromisy.

Empatia.

W grupie, moja córka uczy się nie tylko rozpoznawać i panować nad swoimi uczuciami, ale również rozumieć uczucia innych dzieci oraz dorosłych. Jeżeli któreś z nich zachowa się nieładnie wobec drugiego, musi nie tylko przeprosić, ale także zmienić w przyszłości swoje postępowanie. Kiedy moja Elsa chcący/niechcący popchnęła koleżankę, rozmawiałyśmy o całej sytuacji w domu, a na następny dzień musiała sama wszystko naprawić.

To wspaniałe przygotowanie do późniejszych relacji w przyjaźni, miłości i rodzinie.

Własny świat.

W przedszkolu dzieci uczą się samemu tworzyć inny świat niż ten, który mają w domu. Wszystko to, czego my je nauczymy, tam ma okazję sprawdzić się w praktyce. Nawiązują pierwsze przyjaźnie, uczą się innych zabaw niż te, które znają w domu z mamą, czy tatą. Widzę też nawet po moich dziewczynkach, które są dwie, że zupełnie inaczej wygląda współpraca i zabawa w domu, gdzie na pewno można więcej niż w grupie. Dziecko zaczyna mieć też pierwsze "sekrety", czyli sytuacje o których woli nie opowiadać w domu (np.  że przedszkolna ciocia zwróciła mu uwagę o coś) 
Łącząc te dwa światy, świat bez nas i z nami, dziecko uczy się relacjonować wydarzenia, dodając do nich emocje. 

Rzeczywistość bez nas, choć smutna, bo przypomina nam, że pojawiają się inni ludzie mający dla dziecka znaczenie, jest mu bardzo potrzebna. Dzięki temu dziecko dojrzewa emocjonalnie i w praktyce wykorzystuje wszystko to, co umie.

Motywacja i rywalizacja.

W domu dziecko jest naszym oczkiem w głowie. Nawet jeśli ma rodzeństwo, to konfrontacja z całą grupą i to obcych dzieci motywuje do coraz to lepszych wyników. W tym wieku nie zauważyłam niezdrowej rywalizacji wśród rówieśników. Nie śmieją się z innych, a raczej pomagają, choć przyznaję, że nie zawsze spotyka się to z aprobatą. Elsa kiedyś chciała koleżance "pomóc" kolorować rysunek, ponieważ tamta wychodziła za linię, co skończyło się płaczem (oczywiście nie mojej córki;) )

Imprezy okolicznościowe.

Żłobek i przedszkole dają możliwość pierwszych publicznych występów. Jako maluchy dziewczynki występowały grając na instrumentach i śpiewając razem z grupą. W przedszkolu Elsa dostaje w przedstawieniach swoją rolę, której musi nauczyć się na pamięć, a potem wyrecytować do mikrofonu. Bardzo jej się to podoba. Z innych takich imprez był np.bal karnawałowy, Dzień Misia, Mikołajki.
Przedszkole organizuje również warsztaty Bożonarodzeniowe i Wielkanocne (czyli spodziewajcie się wkrótce posta pt. Najgorsza Palma ;), gdzie dzieci mają okazję wspólnie z rodzicami i innymi dziećmi, przygotować prace świąteczne. 

Dzięki różnym uroczystościom, dziecko uczy się pokonywać swoją tremę przed występami, ma możliwość wykazania się przed rodzicami i samodzielnego przygotowania okolicznościowych niespodzianek np. na Dzień Matki. 

Podsumowanie.

Od rozpoczęcia edukacji przedszkolnej, moja starsza córka bardzo się zmieniła. Oczywiście adaptacja przeszła u niej bezboleśnie, ze względu na jej charakter i fakt, że uczęszczała wcześniej do żłobka, ale zdecydowanie nie jest to to samo dziecko co kilka miesięcy temu. Moja Księżniczka Elsa wydoroślała i zrobiła się z niej mała dziewczynka, a nie dziecko. Zrozumiała na czym polegają zasady współpracy, nabrała ogłady i nauczyła się dyscypliny. Uwielbia się uczyć, chętnie chwali się osiągnięciami. Pojawiły się w jej życiu pierwsze przyjaźnie i pierwsi adoratorzy (o jednym z nich pisałam wam ostatnio;) ) Elsa jest dumna ze swojego przedszkola, jest dla niej synonimem "dorosłości", chętnie do niego uczęszcza. 

Żłobek i przedszkole to czas, by dać naszym dzieciom skrzydła i pozwolić odlecieć. 




Na koniec osobista prośba, trzymajcie proszę moooocno kciuki za pozytywny wynik rekrutacji, by Misia mogła dołączyć w przyszłym roku do swojej siostry :)

Dla tych, którzy stoją przed decyzją o wysłaniu dziecka do żłobka, czy przedszkola lub są w trakcie rekrutacji, polecam mój poprzedni wpis: Adaptacja dziecka w przedszkolu i żłobku. Link poniżej.

KLIKNIJ TU





24 komentarze:

  1. Bardzo mądra i konstruktywna treść :) Ja mimo braku jakiegokolwiek doświadczenia w tej dziedzinie jestem przekonana o słuszności przedszkola, nic tak dobrze nie przygotuje dziecka do współżycia z innymi dziećmi jak właśnie przedszkole. Nawet najlepsza opiekunka czy babcia nie nauczy dziecka tyle co występy, zabawy i nauka w przedszkolu :) obserwując dzieci niektórych znajomych tylko utwierdzam się w tym przekonaniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie też tak uważam. Oczywiście, gdybym nie musiała nie wysyłałabym rocznego dziecka do żłobka, ale staram się odbierać dziewczynki jak najwcześniej mogę i do wieczora poświęcić im cały swój czas. Mąż jest w domu ok 15.30, więc jesteśmy całą rodzinką. Nasza więź ma się dobrze i na pewno nie ucierpiała.

      Na razie nie masz doświadczenia, ale zobaczysz jak szybko czas mija i za chwilę Ciebie też to czeka ;) (jakkolwiek abstrakcyjne się to teraz wydaje) :)))

      Usuń
    2. A wydaje się bardzo abstrakcyjne ;) Obym mogła się z tym wszystkim zmierzyć :) Buziak :)

      Usuń
  2. Trzymam kciuki! Na pewno się uda :)
    Oj, przydałoby się naszemu Bobowi już przedszkole...zastanawiamy się, czy nie zapisać go kiedy skończy 2,5 roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @dziubasowa
      Nie spiesz się. Ze względów praktycznych byłoby łatwiej ale... patrz na potrzeby dziecka. Zdalnie nikt Wam nie doradzi. Sami musicie ocenić czy już warto.

      Pozdr
      M

      Usuń
    2. @ Hephalump
      Tu nie chodzi o względy praktyczne i o to, że jest łatwiej wysłać dziecko do przedszkola niż opiekować się nim. Są sytuacje, w których albo matka musi wracać do pracy, albo decyzuje się na wysłanie dziecka choćby na parę godzin do placówki przedszkolnej/ przedszkola/żłobka.
      U nas sytuacja wymagała powrotu do pracy, ale gdyby tak nie było, i tak zdecydowałabym się wysłać starszą na jakieś zajęcia grupowe po ukończeniu 2.5 roku. Była na takim wysokim etapie rozwoju, że potrzebowała kontaktu z rówieśnikami i pracy w grupie. Plus jako dziecko bardzo żywiołowe, wymagała więcej aktywności niż w domu.

      Pisząc moje posty nikomu nie doradzam i nie staram się wmawiać ludziom, że to co ja robię jest jedyne i słuszne. Piszę z perspektywy moich doświadczeń, a jeżeli ktoś z tego skorzysta to bardzo się cieszę. Ja mam bardzo dobrą opinię o żłobku i przedszkolu, mam nadzieję, że posłuży ona innym rodzicom jako obraz tego, że przedszkole nie musi być straszne.
      Z Twojej wypowiedzi wynika, że Dziubasowa rozważa wysłanie Boba do przedszkola (czy ew. zajęć dla maluchów) ze względów "praktycznych" Myślę, że to wielce niesprawiedliwe, bo z jej opisu na blogu wynika, że jej synek jest podobny bardzo do mojej starszej córki, więc istnieje wiele argumentów za. Oczywiście do decyzji Dziubasowej rodzinki, nikt im nie będzie doradzać i zmuszać do tego, by iść tą a nie inną drogą.

      Usuń
    3. @ Dziubasowa

      Dziękuję Ci bardzo. Ściskaj kciuki, bo to bardzo dobre przedszkole, pomijając kwestie praktyczne, bo wożenie dziewczynek do dwóch różnych placówek mi się nie uśmiecha ;)

      Usuń
    4. @izzy
      Proszę. Nie dorabiaj teorii co z mojej wypowiedzi wynika.
      Dziubasowa ma podjąć decyzję dotyczącą konkretnego dziecka, swojego dziecka. A moje, czy Twoje doświadczenia wcale nie muszą przekładać się na potrzeby tego 2,5latka.

      Pozdr
      M

      Usuń
    5. A przepraszam gdzie ja napisałam, że muszą się przekładać? Nie prowadzę bloga po to, żeby pisać na nim jedyną i niepowtarzalną prawdę i wprawiać kogoś w kompleksy, że jak robi inaczej to jest złym rodzicem. Ty napisałeś "Nie spiesz się. Ze względów praktycznych byłoby łatwiej ale... patrz na potrzeby dziecka. Zdalnie nikt Wam nie doradzi. Sami musicie ocenić czy już warto" sugerując, że mój post jest formą rady. Myślę, że Dziubasowa dokładnie wie, że to jej decyzja i nikt nie musi jej tego przypominać. Nie wiem więc kto tu dorabia teorie, nigdzie bowiem nie zachęcałam jej (ani nikogo innego) do podjęcia decyzji na korzyść przedszkola/ zajęć przedszkolnych.
      Wiem, że Wy nie do końca macie dobre doświadczenia, ale to nie znaczy, że zawsze tak jest. My akurat mamy dobre i tym się z Wami podzieliłam.
      Ładnie napisała u siebie w komentarzu mama Tygryska, (która też ma wiele zastrzeżeń do pracy swojej placówki), że cieszy się, że są przedszkola takie jak nasze i innej dziewczyny, bo to daje nadzieję, że może być lepiej np. w innym miejscu.

      Nigdy nie zamierzałam i nie zamierzam udzielać nikomu złotych rad. Być może nie zauważyłeś, ale tytuł brzmi "Co daje mojemu dziecku przedszkole" Mojemu. Więc nie pisz, że moje czy Twoje doświadczenia nie muszą przekładać się na potrzeby tego 2.5 latka, bo każdy świetnie sobie z tego zdaje sprawę.

      pzdr

      Usuń
    6. @izzy
      W sumie nie potrzebowałem objaśnienia co ja chciałem przekazać w komentarzu skierowanym do Dziubasowej. Ale dzięki za objaśnienie jak Ty go odebrałaś.

      Intrygujące.

      Z uszanowaniem
      M

      Usuń
    7. Oj, wywołałam niechcący lawinę :)))
      Co do Boba, to faktycznie istnieje kilka argumentów za tym, niemniej jednak raczej poczekamy raczej do ukończenia przez niego 3 roku życia. Myśleliśmy, że te kilka godzin (czyli przykładowo od 8-14) pozwoliłoby mu na integrację z rówieśnikami, której zaczyna potrzebować. Choćby z tego względu, że ja nie umiem znaleźć mu zajęcia, które by go po chwili nie znudziło...myślę też, że sama obserwacja rówieśników wiele daje - chociażby w nauce używania nocnika czy samodzielnego jedzenia :)

      Usuń
    8. Musicie wszystko przemyśleć, może porozmawiać w przedszkolu jak oni to widzą. Sąsiedzi moi wysyłali dziecko do takiej świetlicy przy przedszkolu, dla młodszych dzieci i syn spędzał tam może 3 godziny, nie wiem w sumie dokładnie. (też miał 2.5 roku) W tym czasie nawiązywał kontakt z rówieśnikami, bawił się, a mama na spokojnie np. robiła zakupy. Ja pamiętam jak pierwszy raz pojechałam sama do Biedry. Normalnie bajka!Czułam się w niej jak na wakacjach haha. Psychicznie odpoczęłam, mimo, że to była tylko godzinka.

      Ja na początku odbierałam dziewczynki przed spaniem, czyli były w żłobku od 8.30 do 12 z hakiem. To się wydaje długo, ale zanim te dzieciaki zjadły śniadanie, potem nocnikowanie, szczotkowanie zębów, zajęcia jakieś krótkie i spacer to był czas na obiad i potem do domu. Po jakimś czasie więc, zostawiałam je już tam na spanie, bo jednak praca z grupą bardziej je wykańczała i one były padnięte. Przyjeżdżałam po leżakowaniu.
      Powiem Ci, że ja to najbardziej się cieszę, że one robią prace ręczne takie wiesz typu klejenie wycinanie itd bo ja lewa jak wiesz do tego jestem i na pewno nie miałabym takich pomysłów jakie są w przedszkolu ;)

      Usuń
    9. No właśnie, jakieś plusy są :))
      Pożyjemy-zobaczymy :)

      Usuń
  3. Trzymam kciuki w takim razie! :-)

    Jako m.in. przedszkolanka z wyuczonego zawodu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! :* Każde ciepłe słowo i myśl się przyda :)))
      Jestem pełna podziwu dla Ciebie i innych przedszkolanek, że potraficie to wszystko ogarnąć :) Na pewno kochasz swoją pracę, bo co by nie mówić daje satysfakcję. Pamiętam jak na studiach prowadziłam zajęcia z ang.w przedszkolu (takie krótkie, 20min) i jak przychodziłam to dzieciaki wieszały się na mnie wołając"O pani przyszła!" To było fajne :))
      Domyślam się, że też fajnie jest patrzeć jak te dzieciaki dorośleją i dorastają.

      Buziaki:*

      Usuń
    2. Właśnie napisałam z wyuczonego, bo wykonywany to księgowa, haha :-)

      Gdy zaczęłam starania i nie wychodziło, porzuciłam pomysł bycia nauczycielką... nie chciałam obcować z dziećmi... ale mam skończoną edukację przedszkolną i wczesnoszkolną z nauczaniem również języka angielskiego ;-) Jednak nie planuję chyba wykonywać tego zawodu...

      Choć fakt - to o czym piszesz jest wspaniałe, te wieszanie na szyi i słowa typu "kocham panią" ;) przekonałam się o tym na praktykach :-)


      Usuń
    3. No masz! Nie załapałam. Silly me :D
      Wiesz, to bardzo dobry zawód, zwłaszcza jeśli masz kwalifikacje do nauczania angielskiego. Z tego co mi wiadomo to w przedszkolach ogólnie jest deficyt dobrych nauczycieli, bo większość woli iść uczyć do szkoły np. do zerówki. Mają wakacje 2mies, ferie i inne, a w przedszkolu jednak jest dużo inaczej.
      Jak już Smyk się urodzi to kto wie, czy nie zmienisz ;) Choć księgowa to też pewnie dobra i stabilna praca.
      Eh, skąd ja znam to uczucie, w którym każdy kontakt z dzieckiem boli :( :( Ale to już za mną, a za Tobą już za chwilkę, za momencik :*

      Usuń
    4. Ja właśnie chyba wolałabym uczyć w szkole, a z tym już problem.
      W razie czego mam jakąś furtkę, ale i tak chcę kontynuować firmę Mamy czyli dekoracje ślubne.
      To mi się podoba najbardziej :-)

      A księgowa to bez wątpienia bardzo nudna praca :D

      Usuń
    5. Tak, do szkoły ciężko się załapać. Aż wstyd przyznać, ale ja dostałam się do dobrej szkoły tylko dlatego, że ... zmarła profesorka i musieli poszukać kogoś innego. Także próbować trzeba, choć powiem Ci, że firma Mamy wg mnie super! Jejku ile tu możliwości i kontakt z ludźmi. Rewelacja. Potem jakieś oprawy ślubów. Ale się rozmarzyłam. W dzisiejszych czasach to chyba dość popularne.

      Usuń
  4. Dziękuję Ci Izzy, za ten wpis. Ostatnio trafiałam w Internecie na wpisy jakie to złe rzeczy dzieją się w przedszkolach, nie mam sił z nimi dyskutować.
    Pracuję w przedszkolu od 8 lat. Wiem, że z drugiej strony są przerażeni rodzice, którzy nie wyobrażają sobie zostawić dziecka z obcą osobą(wcale nie zaprzeczam, przecież w pierwszych dniach jestem dla nich obcą kobietą) i przez cały dzień zamartwiają się, co to dziecko tam robi. Ja osobiście jestem zdania, że im wcześniej dziecko trafi (u nas przyjmujemy dzieci, które skończyły 2.5 roku) do grupy rówieśniczej, tym lepiej. Rodzina jest najważniejsza, owszem, ale wielu rodziców nie umie zaakceptować faktu, że niestety, nie dadzą dziecku w domu tego, co oferuje przedszkole. Kontakt z rówieśnikami, umiejętność radzenia sobie w różnych sytuacjach- porażki, sukcesu konfliktu (rodzice często wyręczają w tym dzieci, odpowiadają za nie na pytania, starają się uchronić je- i jest to jak najbardziej naturalne), samoobsługa, umiejętności społeczne, nie pomijając walorów edukacyjnych- każdego dnia odbywają się zajęcia, często w formie atrakcyjnych spacerów, czy odwiedzin ciekawych ludzi. I ja nie twierdzę, że w domu dziecko nie doświadczy ciekawych sytuacji. W przedszkolu po prostu dzieje się to inaczej :)
    Ja kocham swoją pracę, uwielbiam obserwować postępy dzieci i codziennie doświadczam nowych doznań. Od dzieciaków można tak wiele się nauczyć :)
    Trzymam kciuki, za pozytywne rozpatrzenie waszego wniosku- w moim przedszkolu na pewno zostałaby przyjęta, bo jednym z kryteriów jest uczęszczanie starszego rodzeństwa do przedszkola :) Nie wiem czy ujawniacie w przedszkolu że dziewczynki są adoptowane, ale u nas też dzieci w rodzinach zastępczych i adopcyjnych są priorytetem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Misscarp, to ja Ci bardzo dziękuję, bo tak naprawdę to Ty jesteś po tamtej stronie, gdzie to wszystko się dzieje. Często pewnie spędzasz więcej czasu z dzieckiem niż jego rodzice :) Ja jestem zdania, że wszystko zalezy od dziecka. Moja starsza córka w wieku 2 lat garnęła się do dzieci. Ja jej nie mogłam zapewnić tego, co dał jej żłobek. (pomijam, że sama musiałam wrócić do pracy, do przedszkola przyjmują 2.5 roku więc za wcześnie) Siostra wtedy była za mała, żeby za nią nadążyć, więc zaczepiała inne dzieci, zwykle starsze. Brała je za rękę i prowadziła tam gdzie chce. To słodkie dziecko, ale widzę, że lubi być w centrum zainteresowania, lubi jak coś się dzieje, czegoś się uczy nowego. Bardzo dobrze już wtedy mówiła, potrafiła prowadzić konwersację, więc jej w to graj, że mogła innymi dziećmi porządzić hahaha. ;) Uważam, że żadnej szkody to dziecku nie przyniosło.

    Ale spotykam takie mamy, które nie pracują, siedzą w domu, a dziecko posyłają do żłobka jak ma ciut ponad roczek. Myślę, że do tych 2 lat, jak tylko jest taka możliwość, to fajnie być z dzieckiem i widzieć na co dzień jak się rozwija. Nie rozumiem tego. No już nie wspomnę o adopcji, gdzie np. ktoś bierze dziecko i od razu wysyła je do placówki na cały dzień i w ogóle nie ma kiedy tej więzi nawiązać.

    Taki obrazek. Nie mogę wejść z małą do sali (chodzi sama, albo tylko otwieram jej drzwi) bo przygniata je (dosłownie) mama prawie 5-letniego chłopca, który histeryzuje i płacze, że nie zostanie. (do tej grupy poszły 3-latki i trój 4-latków, które wcześniej nigdzie nie chodziły) Tyle razy mówi wychowawczyni, żeby nie wchodzić na salę, bo nerwicują się wszystkie dzieci to nie. A ona swoje. I wyobraź sobie, ta sama mamuśka potem mnie zagadnęła i mówi, że jest w ciąży. No to ja na to, że gratuluję, a ona mnie pyta jak sobie radzę z córką. Hę? A to jakaś inna instrukcja niż do chłopca? Mówię, że chyba radzę sobie ok ;) A ona... siądź bo padniesz... mówi, że nie wie jak sobie poradzi, bo dziewczynce to trzeba zaplatać warkoczyki i takie tam, a ona nie umie. Zbaraniałam. I ona nie żartowała! Zamiast zająć się synem, który w wieku 5 lat jest takim sierotą, że nie wiem jak sobie radzi, to ona takie rzeczy wygaduje. Taka mentalność chyba.

    U nas w przedszkolu nic nie wiedzą o adopcji, bo nie było takiej potrzeby mówienia, a ja nie chcę, żeby dziewczynki były inaczej traktowane. Mamy tylko dodatkowe punkty za rodzeństwo, tylko boję się, że nagle znajdą się wiesz, rodziny wielodzietne, albo z niepełnosprawnością i i tak będa mieć więcej punktów. A przeciez nie przyjadę nagle na wózku, żeby udawać, że mam paraliż haha.

    Dziękuję kochana za komentarz, dzięki niemu wiem, że to co mi się wydawało, że jest, jest naprawdę :*

    OdpowiedzUsuń

  6. Dobrze Ci się wydawało :) Wiesz, ja np swoje dziecko poślę dopiero do przedszkola, bo będę miała taką możliwość- po roku gdy wrócę do pracy mam dwie niepracujące babcie na miejscu, także jestem w komfortowej sytuacji :) Dzieci żłobkowe w przedszkolu poznajemy od razu- one nie mają już problemu z adaptacją, z rozstaniem z rodzicami bo już to przeszły, znają zasady panujące w placówkach więc jest im łatwiej. Jednak nie ukrywajmy, że taki roczny maluch w żłobku mało jeszcze rozumie.. A ja jednak cenię sobie walory edukacyjne placówek. Dlatego własnie przedszkola przyjmują jako najmłodsze dopiero 3 latki, czasami 2.5- bo to jest taki próg u dziecka, że staje się gotowe do świadomego uczestniczenia w życiu przedszkola. A takie mamuśki jak opisałaś są naszym utrapieniem. No i niestety jest ich więcej niż byśmy chcieli. Ale tak jak pisałam- to rodzice często nie są gotowi na puszczenie dziecka do przedszkola i zostawienie go tam, bo wcześniej najczęściej byli rodzicami- helikopterami i obawiają się, że dziecko sobie bez nich nie poradzi. A postawa takiej mamy nie pomaga w adaptacji dziecka, bo ona daje dziecku sygnał, że na pewno nie będzie tam szczęśliwe..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @misscarp
      Powołanie do pracy w przedszkolu jest dla mnie czymś niesamowitym, niemalże mistycznym ;) Wierzę, że jest to praca dająca ogrom satysfakcji, ale też wyczerpująca i bardzo odpowiedzialna. Pracuję w szkole (obecnie gimnazjum i szkoła średnia) i czasem irytuje mnie brak samodzielności moich podopiecznych, dlatego tym bardziej doceniam cierpliwość nauczycieli przedszkola :)

      Usuń
  7. Izzy, dziękuję! Ty wiesz, jak ja chłonę Twoje posty na takie tematy. Sama mam raczej kiepskie doświadczenia związane z przedszkolem, pisałam o nich nawet na blogu. Tyle że chodziłam do niego na przełomie lat 80. i 90., myślę, że tu nawet nie ma czego porównywać. I mimo wszystko uważam, że warto wysłać dziecko do przedszkola. Moja mama nie pracowała, a zapisała mnie do takiej placówki właśnie z tych powodów, o których piszesz w powyższym tekście. Moim zdaniem dobrze zrobiła, zwłaszcza że jestem jedynaczką.

    Przyznam, że troszkę zazdroszczę rodzicom, którzy mają wybór - tzn. nie "wisi" nad nimi przymus zawodowy ani ekonomiczny, mogą np. odłożyć posłanie dziecka do żłobka czy przedszkola o kilka/kilkanaście miesięcy, aż np. zwolni się miejsce w wybranej przez nich placówce. My z mężem takiej możliwości nie mamy; mój macierzyński dobiega końca,nasi rodzice z różnych względów nie są w stanie nam pomóc (inna rzecz, że nie śmiałabym tego od nich oczekiwać - bo co innego, kiedy babcia zostaje z małą doraźnie na 2-3 godziny, żebyśmy z P. spokojnie zrobili zakupy albo nawet poszli do kina, a co innego opiekować się roczniakiem niemalże etatowo).
    W każdym razie czeka nas żłobek, innego wyjścia nie ma. I też mam nadzieję, że adaptacja przebiegnie... pokojowo :) Na razie wiele na to wskazuje :)

    OdpowiedzUsuń