wtorek, 24 kwietnia 2018

Akcja drzazga.




Muszę wam powiedzieć, że od kilku dni Elsa jest nieznośna. W ogóle nie słucha co do niej mówimy. Nie ruszaj czegoś tam - oczywiście rusza. Przyjdź na chwilę - trzeba powtarzać 10 razy, bo nie słyszy zamknięta gdzieś w swoim księżniczkowym świecie. Mówię do niej, żeby nie skakała na trampolinie przez siostrę - oczywiście skacze. I tak dalej i tak dalej. No i stało się. W przedszkolu nie posłuchała cioci, która prosiła, żeby nie wkładała rączki w jakąś dziurę na placu zabaw i oczywiście nie posłuchała i weszła jej drzazga. Wielka jak ucho słonia. Kiedy odbierałam ją wczoraj chwilę po 15, wyszła z sali z zawiniętym paluszkiem i miną w podkówkę. 
Mamy zwyczaj, że siedzimy zawsze kilka minut i rozmawiamy zanim pojedziemy po młodszą córkę, ale tym razem Elsa nie chciała nic powiedzieć ( o zdarzeniu wiedziałam od cioci). Przytuliła się tylko do mnie i po chwili zmieniła temat. Chodź zobaczyć nasze nowe prace, powiedziała i pociągnęła mnie za rękę do przedsionka, gdzie codziennie wywieszana jest twórczość z danego dnia. Uznałam więc, że nie jest to dobry moment na dialog o tym co się wydarzyło.

Kiedy mąż wrócił do domu, Elsa pokazała mu paluszek, który zrobił się już nabrzmiały i bolał ją. Podobna sytuacja miała miejsce jakieś dwa miesiące temu, kiedy to paznokieć podszedł ropą, by w końcu zejść, ponieważ szarpała w przedszkolu skórkę. Pamiętała jak bardzo ją to bolało, dlatego i bała się powtórki z rozrywki, więc postanowiliśmy, że drzazgę spróbujemy wyjąć. 
Przed spaniem naszykowaliśmy potrzebne narzędzia, Elsa jak to Elsa, odważnie zasiadła do czynności, ale ... okazało się, że każda próba wyciągnięcia niepotrzebnego gościa z paluszka kończy się bólem, więc wpadła biedna w rozpacz. Targały nią straszne emocje, ponieważ bała się bólu, który wiązał się z wyciąganiem drzazgi, ale też bała się, że znów paluszek podejdzie ropą. Z jednej strony więc zabierała paluszka jak tylko mąż zbliżał się do niej, a z drugiej nie pozwoliła nam odejść, gdy chcieliśmy zrezygnować. 

Operacja drzazga trwała w sumie godzinę. W międzyczasie zmienialiśmy pokoje (bo może w innym będzie mniej bolało), zmienialiśmy pozycję (bo może, gdy położy się u mamy na kolanach to lepiej wyjdzie), zmierzyliśmy wzrost (bo akurat w oczy rzuciła się miarka i trzeba było sprawdzić ile cm jej przybyło), czytaliśmy książeczki (duże prawdopodobieństwo, że to ulży cierpieniu), zmienialiśmy książeczki (bo może ta bardziej pomoże), zmienialiśmy osoby wyjmujące (próbowała mama, lecz bolało jeszcze bardziej), ale nic nie pomagało. Drzazga jak siedziała tak siedziała, Elsa jak płakała tak płakała, my spoceni nie mający pojęcia co dalej. W końcu mówię do niej, że nie będę jej oszukiwać, że nie będzie bolało, ale postaramy się, żeby bolało jak najmniej (wcześniej myślała, że zabieg będzie bezbolesny, a gdy poczuła ból stwierdziła, że tatuś nie jest delikatny) Drzazgę trzeba wyjąć i już. Musi być dzielna. Biedna Elsa. Dając nam paluszek, wiedziała, że to będzie bolało, ale musiała nam zaufać, bo bała się, że jeśli tego nie zrobi może być jeszcze gorzej. Dla takiego maluszka musi być bardzo ciężko pokonać swój strach. Pamiętam jak ja chodziłam do dentysty, czy na zastrzyki (często je miałam) i jak bardzo się bałam.
Drzazgę udało się podważyć i gdy była już na wierzchu, Elsa sama ja wytrzepała machając rączką. Była z siebie bardzo dumna, że dała radę i jak to ona opowiadała, że wcale się nie bała, nie trzeba się bać, bo mamusia i tatuś drzazgę wyjmą ;) Wytłumaczyłam jej więc, że można się bać, każdy się czegoś boi, ale trzeba ten strach pokonywać. Obiecała, że będzie już słuchać cioci, ale cóż, to nie pierwsza drzazga i nie ostatnia. Dzięki temu Elsa nauczyła się kolejny raz, że każdy wybór ma swoje konsekwencje. Ciocia prosiła, żeby rączki nie wkładała, włożyła, a potem musiała doświadczyć bólu. Myślę, że to była dla niej świetna lekcja. Zobaczymy co z niej wyniknie ;) Niedługo jadę ją odebrać, a jutro indywidualne spotkania z rodzicami.



14 komentarzy:

  1. Ostatnio mieliśmy ten sam problem. Mój synek jest na tyle mały, że nie rozumie, że mama musi drzazgę wyjąć. Nie było więc opcji aby choć przez chwilę nie ruszał rączką...Próbowałam wyjąć jak spał, ale też bezskutecznie bo mały co chwilę się przebudzał i ruszał. I wiecie co...drzazgę wyjął mój mąż w kąpieli! W wannie skóra na rączce zrobiła się miękka i mój mąż wydrapał drzazgę a mały nawet się przy tym nawet nie skrzywił :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Im mniej świadome dziecko, tym lepiej. Potem już doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że wyciągnięcie paluszka oznacza ból ;)
      Ale spróbuję następnym razem wyciągnąć w kąpieli, może faktycznie pomoże. Choć aspektu psychologicznego pewnie i tak nie przeskoczymy :))

      Usuń
  2. Super Izzy postąpiłaś. Uważam, że nie ma nic lepszego, budującego zaufanie dziecka do rodzica czy osoby dorosłej jak prawdomówność i szczerość.
    Elsa jest twardzielką, nie ma co :) Buntowniczy czas teraz macie, ale wiesz, że to takie trochę testowanie granic i waszej cierpliwości :) Jak widać w tym małym ciałku kształtuje się mocny charakterek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, ona jest urodzoną twardzielką o bardzo miękkim serduszku (jest mega wrażliwa) i trudno jej się podporządkować światu. Jak to mówi dyrektorka naszego przedszkola: Nieśmiałość to dobra cnota, ale nie w dzisiejszych czasach, a Elsa da sobie radę. No oby tak było. Ale jeszcze dziś rano opowiadała jak to "ona sama wyciągnęła drzazgę" :D
      Cieszę się, że uważasz, że dobrze postąpiłam :) Cośmy się jednak napocili to napocili ;)

      Usuń
  3. No, drzazga poważna sprawa. Chyba każdego to czeka :-)
    W ogóle to zauważyłam, że niektóre dzieci mają konkretne "predyspozycje". Nie wiem jak to możliwe, ale np. Wika od zawsze ma problem ze szkłem. Najczęściej z nas wszystkich tłukła szklanki, kilka razy się przy tym zraniła, dwa razy była na pogotowiu a na prawej dłoni ma blizny do tej pory! Słuchaj, do dzisiaj zabieramy jej szklane rzeczy odruchowo haha!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak jest napisane na zdjęciu do posta - drzazga koszmar dzieciństwa ;) Nienawidziłam tego bólu, dokładnie go pamiętam. Brr.
      No to nieźle z tymi szklankami, może ma już taką traumę, że podświadomie je "tłucze" zanim się stłuką ;)
      Ja jako dziecko słuchaj odgryzłam kawałek szklanki jak byłam z moją mama u jej znajomej :D:D Hahaha chyba nudno było :P

      Usuń
  4. "Wytłumaczyłam jej więc, że można się bać, każdy się czegoś boi, ale trzeba ten strach pokonywać." - pięknie powiedziane.Elsa ma bardzo mądrych rodziców, jeśli wolno mi się tak wyrazić :)
    Co wynikło z tego indywidualnego spotkania?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci kochana, aż się zaczerwieniłam. Staram się być mądra, ale wiesz jak jest ;) Na spotkaniu siedziałam godzinę! Bynajmniej dlatego, że było źle, po prostu wychowawczyni lubi dużo mówić ;) Zamykała po mnie przedszkole :D:D O podsumowaniu pierwszego roku jeszcze napiszę osobnego posta, jak Bóg da ;)

      Usuń
  5. Oj bidulka mała :* Ale dzielna, dzielna! :)
    Drzazga to nie przelewki!
    Kiedyś ciocie/babcie mawiały, że jak nie chce wyjść, to moczy się miejsce, w które się wbiła, w szarym mydle. Szczerze powiem, nie pamiętam, czy pomagało...
    Wyciągałam niedawno Dziubasowi i zachowywał się podobnie do Elsy, więc raz jeszcze szacunek dla niej! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha już widzę oczami wyobraźni Dziubasa twojego :D:D
      A mój znowu słuchaj jest w trakcie tapetowania i przychodzi do mnie mdlejący, że zaciął się nożem do tapet (tym wyciąganym takim mega ostrym) On mdleje, mnie tez słabo, dziewczyny śpią, nie ma nas kto ratować hahaha. Masakra. Krew się leje. Swoją drogą, to gdyby no nie wiem, coś faktycznie poważnego się stało, to my oboje leżymy i kwiczymy (tak reagujemy na krew) i kto nam pomoże? Chyba Elsa swoją mocą :P

      Usuń
  6. Świetny, pouczający wpis. Kiedyś właśnie czytałam artykuł o tym, że rodzice bardzo często mówią dziecku, że coś nie będzie w ogóle straszne albo nie będzie bolało, a w rzeczywistości jest zupełnie inaczej, i dziecko jest przez to jeszcze bardziej wystraszone, bo przecież rodzic mówił, że nie bedzie nic bolało, a tutaj jest zupełnie inaczej. Artykuł mówił właśnie o tym, że dzieciom powinno się mówić zawsze prawdę, bo nawet jeśli będzie bolało to one na ten ból będą przygotowane - dokładnie tak jak Twoja Elsa wiedziała co ją czeka i tym bardziej była z siebie dumna, że dała sobie radę. Jesteście super rodzicami Izzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i znów się czerwienię
      Dziękuję za tak miłe słowa, choć ja tam za super rodzica się nie uważam, bo wydaje mi się, że ciągle jestem do tyłu ze wszystkim. Zalega sprzątanie, pranie, od 3 dni mam zaszyć dziurę w rajstopkach (dziś była afera, że jak to nie ma rajstopek i pani księżniczka ma iść w legginsach do przedszkola?!) Hahaha. Ja to chyba żyję w jakimś Matrixie, bo czasem nie ogarniam tego świata :D:D

      A wiesz, cóż będę mówić, że nie boli jak boli ;) To niech chociaż wie, bo potem będzie nam przez pół roku gadać. Wiem jaka ona jest. Raz się spóźniłam do przedszkola 20 minut to mi wypominała kilka tygodni, że czekała, że była smutna bla bla ;) Cwaniak mały.

      Usuń
  7. Kochana, przecież doskonale wiesz, że to nie chodzi o wyprane i wyprasowane na czas ubrania czy opóźnienie w zaszyciu dziurki w rajstopkach - najważniejsza jest miłość i wspólnie spędzany czas, to że jesteście razem, uczycie dziewczynki życia i wspieracie je 🙂 Ale się teraz wymądrzyłam 😀 Ale serio tak uważam 😀

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam coś wspólnego z Elsą... W dzieciństwie, mimo przestróg rodziców, i tak wszystko musiałam sprawdzić sama. Czasem kończyło się to bólem, jak np. dotknęłam drzwiczek pieca. Więcej nie podchodziła. Może i Córcia będzie pamiętała. Szkoda tylko, że tyle się wycierpiała. Ale podeszliście bardzo mądrze do tematu. I najważniejsze, że udało się pozbyć nieproszonego gościa.
    A drzazgi to u nas w domu coś normalnego było. Tata jest stolarzem, więc co któryś dzień była operacja zadra. Igła. Były też inne sposoby. Zamaczanie palucha we wrzątku. Serio.

    OdpowiedzUsuń