środa, 4 lipca 2018

Recepta na zdrowe dziecko.


Któregoś dnia zapytała mnie dyrektorka przedszkola, co robię, że moje dzieci wcale nie chorują. Zanim zdążyłam odpowiedzieć, że w zasadzie to nic, kontynuowała dociekliwie, czy może mam specjalną dietę dla nich, suplementy, czy inne magiczne mikstury.
Oprócz naszych majowych wakacji, kiedy to dziewczynki opuściły 14 dni w przedszkolu i żłobku, chore były tylko raz: Misia cztery dni a Elsa dwa. Od czego zależy odporność dziecka? Nie mam na to recepty, ponieważ jeśli chodzi o zdrowie, mamy tylko jedną zasadę: nie przegrzewamy dziecka i staramy się, by nie zmarzło. 

Zdjęcie:Pixaby

Obcowanie z bakteriami

Nigdy nie przywiązywaliśmy przesadnej wagi do idealnie czystego otoczenia. Pilnowałam jedynie, by goście myli ręce zanim dotknęli dziecka, nie lubiłam i nie pozwalałam na całowanie maluchów w usta. Misia ciumkała paluszka, przez co zjadała dziennie tysiące mikrobów, Elsa zaś ciekawa świata, wiecznie brała coś do buzi.

Żłobek i przedszkole.

Pierwszy rok pobytu w żłobku dostarczył nam wprawdzie kilku chorób, zimą dziewczyny w szczególności łapały rotawirusy, ale dość szybko stawały na nogi. Tu duży plus na żłobka i dla pani pielęgniarki, która szybko reagowała i odsyłała do domu dzieci, u których można było zauważyć infekcję. 

Naturalna odporność i suplementy.

Staramy się, by dzieci jadły dużo warzyw i owoców, spędzały dużo czasu na powietrzu i miały dużo ruchu. Nie stosujemy żadnych suplementów diety, jedynie witaminę D zimą. To w zasadzie tyle. 

Podatność na choroby.

Jedne dzieci są mniej, inne bardziej podatne na choroby, ale wierzę, że przestrzeganie pewnych zasad, wzmacnia odporność i pomaga w zmniejszeniu liczby zachorowań.

Odpowiednie ubranie.

I tu dochodzimy do naszej złotej zasady: dziecka nie można ani przegrzać, ani wyziębić. By wiedzieć, czy dziecku jest zimno, czy nie, zawsze sprawdzamy karczek, nie rączki. Staram się nikogo nie oceniać, ale kompletnie nie rozumiem rodziców, ubierających dziecko o wiele cieplej niż siebie. Rozumiem maluszka, który ma jeszcze niewykształcony układ odpornościowy, ale kilkuletnie dziecko w długich spodniach i kurtce przy upale 30 stopni podczas, gdy oboje rodzice mają na sobie krótki rękaw i spodenki, to przesada. Dzieci mojej koleżanki non stop chorują. Twierdzi, że "jej dzieci tak mają", ale według mnie dużo można winić nieodpowiedni ubiór (np. dzieci zimą chodzą po domu w rajtuzach i spodniach, mimo, że w pomieszczeniu jest 23 stopnie) Nigdy nie ubrałam moich dziewczyn w kombinezon podwożąc je do żłobka, czy przedszkola zimą. Nawet przy temperaturze -20 stopni, dziecko nie jest w stanie zmarznąć przez 3 minuty od auta do budynku. Tę zasadę stosowaliśmy zawsze i nadal stosujemy. 

Szczepionki.

Nigdy nie stosowaliśmy żadnych szczepionek na uodpornienie, co więcej mamy przykład po dzieciach znajomych, że są one nieskuteczne. 

Kąpiel.

Nigdy nie stosowaliśmy termometru do kąpieli. Nalewaliśmy wodę taką, jaką uznaliśmy, że będzie odpowiednia do wieku dziecka. Staraliśmy się, by była raczej chłodniejsza niż cieplejsza. Nigdy nie wkładaliśmy dziecku w domu czapki, ani kaptura. Malucha po kąpieli zawsze przenosimy do pokoiku obok i w miarę możliwości szybko ubieramy. Włoski suszymy jedynie delikatnie ręcznikiem. 

Temperatura w domu.

Książkowo zaleca się zupełnie inne temperatury niż panują u nas. Utrzymujemy ją w przedziale 22-23 stopnie, oczywiście wietrząc pomieszczenie ile się da. Ponieważ dziewczynki wykopują się w nocy (czy chłodno, czy ciepło) wolimy, by było ciut cieplej, bo i tak śpią na wierzchu.

Podsumowanie.

Pani dyrektor nie chciała wierzyć, że w zasadzie nic nie robimy, by nasze dzieci nie chorowały i prosiła o receptę na zdrowe dziecko. Ale cóż mam jej powiedzieć, by ją przekonać? 

Kiedy przed kilkoma dniami zaprowadziłam Elsę na zajęcia, spotkałyśmy przed budynkiem mamę i kolegą Elsy z grupy. Moja córka miała na sobie spódniczkę, podkolanówki, koszulkę i sweterek, a jej syn długie spodnie, kurtkę i czapkę... Popatrzyła na mnie i stwierdziła, że chyba źle ubrała swoje dziecko dzisiaj patrząc na moje. Uśmiechnęłam się i powiedziałam, że ma dziś być 25 stopni. Fakt, że rano było tylko (a może aż?) 18 stopni, ale chyba dla niektórych taki przeskok z 40 to prawie zima.

* post z gwiazdką

Nie jestem ciocią dobra rada, nie uważam, że to co ja robię jest jedynie słuszne i nie namawiam do naśladowania. Zbieżność z takowymi osobami jest niezamierzona i zupełnie przypadkowa. W razie wystąpienia objawów wkurzenia na mnie, skontaktuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Tak czy siak, może komuś coś się przyda ;)










21 komentarzy:

  1. Kurcze widzisz, ja robię w sumie to samo, a nawet więcej, bo mamy psa więc tych zarazków jest dużo wiecej (dziś o zgrozo jedli na zmianę tego samego wafelka, zanim się zorientowałam...), nigdy nie przegrzewałam, w domu zimą w nocy mamy 19 stopni, a Ryś jest ciągle chory, odkąd poszedł do żłobka😞

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje w pierwszym roku też więcej chorowały niż teraz, choć szczerze mówiąc może raz opuściły cały tydzień pobytu. Myślę, że odporność zależy od wielu czynników, jeśli nie przesadzacie z czymś tam, a widzę, że absolutnie nie (choćby bakterie) to po prostu trzeba ten okres przeczekać. U nas jedyne co to w nocy jest cieplej niż 19 stopni, bo dziewczyny się wykopują i marzną. Ja zresztą też ;)
      Tak jak pisałam u nas było super z tym, że bardzo pilnowali, czy jakieś dziecko nie jest zawirusowane i odsyłali do domu. Czasem aż do przesady to było, bo mała raz zakaszlała, a już kazały mi podpisywać uwagę w notesiku, że coś z dzieckiem się dzieje i mam obserwować ;) No, ale może dzięki temu w miarę jako tako przeszły okres zachorowań, szczególnie zimą. Tak sama z siebie to Elsa zachorowała tylko raz, jak na wakacjach w zeszłym roku dostała anginy. W pozostałych przypadkach były to choroby/infekcje przynoszone ze żłobka.
      Na "pocieszenie" dodam, że ja jako dziecko byłam non stop chora :( A anginę miałam średnio raz na miesiąc... Co ja się biedna nacierpiałam, bo ciągle mi zastrzyki walili. eh
      Mam nadzieję, że im dłużej Ryś chodzi do żłobka, tym bardziej się uodporni i to będzie dobry start do przedszkola. Trzymam kciuki :)

      Usuń
  2. @Sonadora, nie strasz!!! Okropnie się boję tego, że od września będzie się u nas pojawiać choroba za chorobą.

    Póki co Księżniczka choruje rzadko, a poza tą niedawną wirusówką nic poważnego jej nie dolegało. Jeśli chodzi o szczepienia, to staram się zachować zdrowy rozsądek: jestem jak najbardziej za, ale też nie szczepię jak leci na wszystko co możliwe. Rozważamy zaszczepienie małej przeciw meningokokom (właśnie ze względu na żłobek), ale decyzji jeszcze nie podjęliśmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może u Was będzie inaczej. Ale fakt faktem, Ryś przed żłobkiem praktycznie nie chorował. My szczepiliśmy na meningokoki.

      Usuń
    2. @ Lady, my na nic dodatkowego nie szczepiliśmy. Szczepionki powstają na podstawie tego co już było, a mutacji jest tyle, że nie utrafisz. Tak jak z rota, o którym pisałam. Chorowały wszystkie dzieci, szczepione i nie. I przechodziły choroby w równym stopniu. Znajoma szczepiła dziecko jeszcze na uodpornienie ( 2 czy 3 dawki i nic to nie dało)Wg mnie mała była przegrzewana. Kiedy moje chodziły z gołymi nóżkami, tamta miała legginsy i długi rękaw. Dzieci biegają, spocą się potem panie wietrzą salę i infekcja gotowa. Na dworze też było ponad 25 stopni.

      Usuń
    3. Właśnie dlatego staram się podchodzić do tych kwestii zdroworozsądkowo i nie przesadzić w żadną stronę.
      Jeśli chodzi o szczepienia, to wciąż mam gdzieś z tyłu głowy, że moja mama w wieku 52 lat zmarła na grypę... więc może jednak nie warto lekceważyć profilaktyki.

      Usuń
    4. Tak, oczywiście nawet trzeba szczepić na różne choroby takie jak np. Polio, bo inaczej wrócą do nas epidemie, ja mówię o szczepionkach na te bakterie, które się mutują, bo prawdopodobieństwo, że trafisz szczepionką w taki sam to nie to samo co szczepionka na jeden rodzaj choroby. No, ale wiadomo, każdy robi jak uważa, zgodnie ze swoim sumieniem.
      Myślałam, że Twoja mama zmarła na Sepsę... :(

      Usuń
    5. Bo takie było podejrzenie, kiedy trafiła na OIOM. W akcie zgonu jest wirus grypy AH1N1.

      Usuń
    6. Ok, rozumiem :( Bo zabrzmiało jakby zmarła na zwykłą grypę i coś mi się nie zgadzało. :*

      Usuń
  3. No, to my robimy dokładnie to samo. Chyba nawet raczej chłodniej, niż cieplej, bo kiedyś pani doktor powiedziała "Ach, widzę, że córeczka chłodnego chowu" :-)
    Z tą kąpielą to mi przypomniałaś... Boszsze, przecież gdy zrobiliśmy pierwszą kąpiel trzymając się zalecenia to aż mnie dreszcze chwyciły. Jak można kąpać dzidzię w tak chłodnej wodzie?! Po raz kolejny zdałam się na intuicję i tak sobie na niej jadę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też raczej z tych chłodnych. Zwłaszcza mój mąż jest zimnolubny :)

      Usuń
    2. @ Olitoria. Ja nawet chyba nie wiem, ile powinna mieć woda stopni ;) Ale przynajmniej dzięki temu dzieci nie mają problemu z kąpielą w Bałtyku ;)
      Ostatnio wlałam dziewczynom wodę do wanny taką w jakiej ja bym się chętnie wykąpała, a one krzyczały, że gorąca :D
      Co do "zimnego chowu", to ja akurat należę do tych osób, które nie funkcjonują jak jest za zimno. Mam niskie ciśnienie, niski cukier, co za tym idzie wiecznie zimne stopy i ręce i ja po prostu potrzebuję ciepełka :))

      Usuń
  4. Bardzo cenne uwagi 😊 Ja będę musiała bardzo uważać i analizować dokładnie pogodę i temperaturę na zewnątrz, bo sama jestem tzw. zmarźlakiem nie z tej ziemi, wiecznie jestem ubrana inaczej niż wszyscy, więc muszę uważać, aby dziecka nie wpędzić w ten sam problem, w którym ja tkwię. Poza tym dzieci mają wyższą temperaturę ciała niż dorośli, więc siłą rzeczy chyba zawsze bedzie im cieplej niż nam? 😊😊😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem zmarzluchem. :) Mój mąż i Elsa lubią chłodniejsze temperatury - oboje mają na sobie krótki rękaw i spodenki, podczas gdy ja i młodsza córka będziemy w swetrach, bo nam zimno :D Najlepiej ubierać na cebulkę w sensie 2 warstwy, można dziecku jedną więcej niż masz ty sama, tak, żeby ewentualnie zdjąć po sprawdzeniu karczka. Dziewczyny często mają chłodne rączki, ale ciepłe plecki i jest im ciepło. Dzieci, które się przegrzewają często łapią infekcje. Idź kiedyś na plac zabaw i zwróć uwagę jak rodzice są ubrani a jak dzieci. Tak jakby 3-latkowi było zimno w 25 stopniach... ;);)

      Usuń
    2. No wiem właśnie, że tak to wygląda :) u nas na osiedlu nawet dzieciaki czasem biegają porozbierane, a ja chodzę w bluzie i się wtedy zastanawiam czy to one są za lekko ubrane czy ja za grubo - raczej zawsze to drugie 😉

      Usuń
  5. Trudno o receptę na zdrowe dziecko. My postępujemy podobnie, do czasu przedszkola synek praktycznie nie chorował. Za to pierwsze 1,5 roku w przedszkolu zapalenie ucha regularnie co 6 tygodni a w międzyczasie wieczny katar. Powiększone migdały i ogólna masakra. Już prawie byliśmy na stole operacyjnym ale dzięki dobremu laryngologowi udało się jakoś wyjść na prostą. Nam akurat szczepionki uodparniające pomogły - zeszły sezon skończyliśmy tylko z jedną poważną chorobą. Teraz mamy kolejną dawkę żeby zabezpieczyć się przed jesienią. Szczepienia spoza kalendarza też robiliśmy. Akurat rotawirus u nas się sprawdził - cała rodzina zdychała przez kilka dni a młody raz puścił pawia, zrobił 3 luźniejsze kupy i był jak nowo narodzony. Przy nawracających się zapaleniach uszu pierwsza rzecz o którą pytał laryngolog to czy młody był szczepiony na meningokoki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety recepty nie ma, to co my robimy to chyba takie minimum, choć głowy nie daję, że dobrze robimy ;) Ze szczepionkami to w zasadzie trudno powiedzieć, czy pomogły, czy nie. No bo teraz pytanie, czy synek nie chorował, bo był szczepiony, czy po prostu nie chorował? Wydaje mi się, że też ogólnie niektóre dzieci są bardziej podatne na choroby. Tak jak pisałam wyżej, ja ciągle chorowałam i w sumie trudno określić dlaczego.
      O zapalenie ucha pytałam moją pediatrę i ona pokusiła się nawet o narysowanie schematu, o co w tym chodzi :) Powiedziała mi, że niektóre dzieci mają tak zbudowane uszy, że przy infekcji wydzielina nie wydostaje się na zewnątrz a zostaje w środku powodując zapalenie, zwłaszcza jeśli dziecko przebywa w środowisku o podwyższonym ryzyku (np. przedszkole) Lekarka mówiła mi, że trudno na to coś poradzić, po prostu szybko reagować na infekcje i czyścić nosek. O szczepienia nigdy nikt mnie nie pytał, lekarka nie szczepi dodatkowo swojego wnuczka.
      Z tym Rota to tak jest, dzieci szybciej przejdą niż dorośli ;) Dziewczyny były zdrowie, ale za to ja całą zimę miałam zainfekowane zatoki, bo coś mi przynosiły i mnie wykańczały ;)

      Pozdrawiam serdecznie i życzę zdrówka dla całej rodziny!! Dzięki za komentarz.

      Usuń
  6. Jak wiesz, u nas pierwszy rok przedszkolny, naznaczony był chorobami. Zaczęliśmy 1 września, a skończyliśmy 23 czerwca. Przed pójściem do placówki nie było tak źle. Podobnie, jak na wakacjach. Mamy zdrowe dziecko. Mało tego, włączyliśmy do diety nabiał i nic złego się nie dzieje. Podobnie, jak Wy od początku dbaliśmy od to, żeby Tygrysa nie przegrzać. Przypominam sobie spojrzenia starszych pań podczas spaceru. Z naszą babcią też sporo bojów stoczyliśmy w kwestii ubierania. W domu mamy w nocy 18, w dzień 21 stopni. Sama choć jestem ciepłolubna, wolę nałożyć dodatkowy sweter, bo nie przepadam za ciepłem z kaloryferów. Tygrys z kolei woli, jak jest chłodniej. W upały jest ciągle mokry i się nie dziwię, jak chodzi w długich portkach, skarpetach i trampkach. Ktoś na nas spojrzy i myśli właśnie: matka w sandałkach i bosych stopach, a dziecko tak ubrane. Tyle, że przez swoje problemy Tygrys spodni nie zdejmie, a sandałów nie nałoży. Mam nadzieję, że po wakacjach choroby będą się nas rzadziej czepiały.

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmmm...nasze Bobo po tygodniu przedszkola zaziębione, ale w sumie my też. I wiele osób dookoła - chyba pogoda daje się we znaki.
    Bobo od początku latał z gołymi nogami i żuł podeszwy butów i póki co (tfu, tfu!) oprócz kataru i kilkudniowych spadków odporności raczej nie chorował. Brawo za rozsądek, przegrzewanie jest złe! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki za Bobo, żeby nie chorował! Mnie też się wydaje, że im większa styczność z bakteriami tym lepiej. Nasza Misia ssała paluszka i słyszałam od kogoś, że te dzieci są jeszcze bardziej odporne, bo jednak od samego początku wsadzają do buzi wszystko co tylko możliwe.
      A jeśli chodzi o przeziębienia to faktycznie wszyscy dookoła u nas też chorzy... Buziaki i zdróweczka dla was!

      Usuń
    2. Dzięki, wzajemnie! Bobo też czasem wkłada palec do buzi, bo jeszcze mu się zęby wykluwają, więc profilaktykę zalicza ;))

      Usuń