wtorek, 14 sierpnia 2018

Przegraliśmy bitwę, ale wojna jeszcze trwa.


- A niech go!, przeklął pod nosem mój szanowny małżonek, kiedy zobaczył kolejną przesyłkę pod naszymi drzwiami. Na szczęście babci udało się zamknąć drzwi zanim dziewczynki wypadły przed dom i zobaczyły o co chodzi. Pan mąż z żołnierską misją wszedł do domu i zmarszczony zniknął za drzwiami na parę minut. 



Dzisiejszy wpis nie będzie o walce z niepłodnością, nie będzie też o dzieciach. Opowiem wam o otwartej już wojnie pomiędzy moim ślubnym a miejscowym kocurem.

Tym razem przesyłka jaką zostawił znienawidzony przez mojego męża zwierzak to gołąb z powyrywanymi piórami. Jego wkurzenie (to znaczy męża, nie gołębia a tym bardziej nie kocura) sięgnęło zenitu, ze względu na to, że pióra wręcz powbijały się w naszą ulubioną wycieraczkę z owieczką. No nic. Szybkie usunięcie biednego ptaka udało się. Psychika dzieci pozostała nienaruszona.

Innego dnia znaleźliśmy na wjeździe upolowaną mysz. Mąż pomruczał coś pod nosem i wyniósł ją na łopacie w miejsce, gdzie znajduje się luka w ogrodzeniu i gdzie właśnie kocur do nas przechodzi. Zadowolony przyszedł do domu i stwierdził "Ja mu jeszcze pokażę" Pytam więc, skąd ta radość - nie przypominam sobie, żebym ja w ostatnim czasie wywołała tyle uśmiechu na jego twarzy. Przewracam oczami, bo kolejny raz okazuje się, że mężczyźni to takie duże dzieci. Pamiętam jak mieszkaliśmy w bloku i ciągle wiosną przylatywały do nas gołębie, by założyć gniazdo na balkonie. Mój kochany małżonek zakupił więc pistolet zabawkę na takie delikatne plastikowe kuleczki i leżał  na podłodze czołgając się niczym zawodowy żołnierz, strzelając do celu. Oczywiście ze względu na to, że zabawka zapewne była przeznaczona dla dzieci w wieku 3-4 lata, kulki nawet nie przestraszyły znienawidzonych "sraluchów", jak to my je nazywamy (teraz tylko do siebie, dla dzieci to na razie nadal gołąbki ;) ) 

Następnego dnia idę z dziewczynkami wyrzucić śmieci i co widzę? Kolejna mysz!I to w tym samym miejscu! Uff, udało mi się znów zagadać dzieci, mysz nie była w dobrym stanie i wolałam, żeby jej nie oglądały. Kiedy jechaliśmy wieczorem na rower jeszcze tam leżała, mąż miał ją sprzątnąć po naszym powrocie. Jakimś cudem jednak zniknęła, czyli kocur powrócił po swoje trofeum.



- Tego już za wiele! 
- Co znowu?, pytam dociekliwie. Na odpowiedź nie muszę długo czekać.
- No wiesz mama, ten kocur, co do nas przychodzi zrobił nam ogromną kupę na trawniku!, relacjonuje oburzona Elsa. Nie wiem, czy kocią kupę można potraktować jako nawóz, więc wkurzony małżonek w asyście swoich wiernych córek, usuwa na wszelki wypadek koci prezent. 


Mój mąż nie przepada za kotami, ma na nie alergię, (wrodzoną i nabytą), ale wierzyć lub nie, podobno przynoszenie myszy może być wyrazem sympatii dla człowieka.  Mój mąż w to nie wierzy. Nu, pogodi! - odgraża się niczym Wilk ze znanej radzieckiej bajki - Wojna się jeszcze nie skończyła.





















14 komentarzy:

  1. To prawda! 😆 Pomyślałam o tym już jak przeczytałam o gołębiu na wycieraczce, koty w taki sposób wyrażają swoją wdzięczność, ale z reguły kierują to do swojego właściciela 😀 Kot moich rodziców oprocz zwykłych JESZCZE ŻYWYCH myszek czy ryjówek potrafił im przynosić kreciki, a nawet szpaka, którego wnosił swoim wejściem do piwnicy, a ten potem latał tam jak szalony próbując się wydostać na zewnątrz 😁 Na szczęście tata zawsze stał na straży i pomagał się wydostać biednym zwierzątkom 😊😊😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha. Czyli mówisz, że mój szanowny małżonek zyskał nowego kumpla? :D
      Mój tata znów ma z okolicy "kumpla psa" :P Gdy się wprowadziliśmy dał mu kość i od tamtej pory, gdy tylko nie była zamknięta brama, dobierał się do śmietnika i rozwalał śmieci:/
      Na szczęście myszy nie żyją, jejku mówisz, że do rodziców kocur żywe przynosił to chyba już wyższy stopień przyjaźni :D

      Usuń
    2. Tak, to jest ten najwyższy stopień przyjaźni, bo rodzice są właścicielami tego kotka, więc kochają go z wzajemnością jak nie wiem co 😊 Ciekawa jestem czy sobie Twój małżonek zasłużył na takie uczucia ze strony tak zacnego stworzenia jakim jest kot 😊😊😊

      Usuń
  2. Znając Twojego Małżonka znajdzie sposób, żeby poradzić sobie z intruzem. My też mamy co chwilę takich gości na podwórku. I taka chwilowa wizyta nam wystarcza. Nawet się cieszymy, bo koty działają na Tygrysa terapeutycznie, ale na dłużej niekoniecznie. "Nasze" koty aż takich niespodzianek nam nie zostawiają, choć zdarzyło się, że rozprawiły się z gołębiami i całe podwórko było w piórach, ale najgorszy był pisk ofiary. Powodzenia na polu walki z kocurem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasze dziewczyny ogólnie też lubią koty, choć zaraz sprawdzają, czy "kupy nie robi" :D
      No te gołębie to jakieś dziwne są, bo one wybuchają! Widziałaś kiedyś? Pewnie stąd tyle piór.

      Usuń
  3. Koło mojego rodzinnego domu błąkał się kiedyś pies. Spał nam na wycieraczce, wchodził za moją mamą do sklepów, zaglądał nam do siatek z zakupami. Koszmar, tym bardziej, że mama się go bała. Po miesiącu czy dwóch został naszym domownikiem ;) Nie zdziwiłabym się, gdyby u Was skończyło się podobnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój mąż jak pisałam ma alergię na sierść i ogólną alergię w postaci niechęci do tych zwierząt - woli psy. Także nie sądzę, żeby jeden z nich został naszym domownikiem ;)

      Usuń
  4. Padłam :)
    Wojna trwa.
    Kto ją wygra XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba szykuje jakąś akcję - dziś rano zastaliśmy odbite łapki na świeżo wysypanej ziemi przy różach ;) Aż się boję :D

      Pzdr.

      Usuń
  5. Miałam ci napisać to, co zawarłaś sama w ostatnim akapicie.
    Zasłużyliście sobie widocznie na kocią sympatię. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tia, a prosił go ktoś? :P

      Usuń
    2. Podejrzewam, że wysłał go mój sąsiad z drugiego bloku... :-D

      Usuń
  6. Chyba Was pokochał, skoro chwali się swoimi zdobyczami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ja się "zapytowuję" jeszcze raz: Kto go prosił nas pokochać? ;)
      Dziś dziewczyny go zobaczyły rano przez okno, więc tłukły się i krzyczały "A sio kocurze! Nie zrób nam kupy" ...

      Usuń