Dziecko,  Psychologia,  Więcej

Zabawa w dom.

Jako dziecko bardzo lubiłam bawić się w odgrywanie różnych ról. Bywało, że wynosiłyśmy z koleżanką przed blok stolik kempingowy, krzesła, plastikową zastawę i szykowałyśmy jakiś posiłek. Nie wiem w sumie w co się bawiłyśmy, ale chyba próbowałyśmy naśladować dorosłe życie.
Bardzo ucieszyłyśmy się, gdy pewnego dnia wprowadziła się nowa rodzinka – małżeństwo z trójką dzieci, dwóch chłopców i dziewczynka. Było nas więc więcej do zabawy. Wreszcie miałyśmy trzecią do skakania ” w gumꔑ (do tamtej pory wykorzystywałyśmy trzepak do przytrzymania z jednej strony), jazdy na rowerze, czy zabawy w chowanego. Najbardziej jednak byłyśmy zadowolone, że przybyło osób, które mogłyby wcielić się w różne postacie z filmów. Naszym ulubionym była wtedy “Niewolnica Isaura”, która niezmiennie od jakiegoś czasu była najpopularniejszą bohaterką filmową dla większości Polaków (może dlatego, że nie było innych 😉 ) I choć byłam wtedy mała to jak dziś pamiętam opustoszałe ulice, bo każdy biegł, by zdążyć na serial. I pomyśleć jak inaczej wyglądałby  świat, gdyby były wtedy nagrywarki 😉 No, ale wracając do temu. Często musiałyśmy losować, kto będzie Isaurą, bo i ja i koleżanka chciałyśmy wcielić się w jej rolę. W sumie to nie wiem czemu, przecież to nic przyjemnego stać po pręgierzem, bo zwykle tę właśnie scenkę odgrywaliśmy. Naszym pręgierzem był wspomniany wcześniej trzepak, a naszym oprawcą  został nowy kolega. “Leôncio” przywiązywał nam ręce i udawał, że okłada nas kijem. No cóż, najwidoczniej była to super zabawa.





Dziewczynki moje są właśnie na etapie odgrywania takich ról. Potrafią pięknie bawić się razem, udając, że są różnymi postaciami, albo … zwierzątkami. Wspominałam wam już o takiej sytuacji:


– Mamo!, krzyczy Misia.
– Słucham.
– To nie do ciebie.
yyyyy to niby do kogo? (No, bo chyba nie do MB :/)
– To do Elsy, bawimy się w mamę i córkę.


Mają też zabawy ekstremalne:
– Czemu Misia leży na trawie?, pytam widząc moje dziecko bez ruchu.
– Bawimy się, że Misia umarła, tak jak Jezusek, odpowiada Elsa zdziwiona moim pytaniem.


… i zabawy śmieszne.
– Chodź kotku, mówi Elsa, a za nią podąża na kolanach Misia.


Mają i zabawy niepokojące:


– Ja będę nauczycielką, a wy będziecie uczniami ok?, zwraca się Elsa do siostry i np. gumowych Trolli. W ręce trzyma patyk jako wskaźnik.


Ale hitem ostatnich tygodni jest zabawa w dom, kiedy odwiedziła nas koleżanka z synem. 


– W co się bawicie?
– W dom, odpowiada Elsa.
– A kto jest kim?, pytamy dla formalności.
– Ja jestem mamą, Jasiek jest tatą.
– A Misia dzieckiem tak? (wydawałoby się oczywiste)
– Misia? Nieee, Misia jest kotkiem.
No cóż. Typowy model dzisiejszej rodziny. On, ona i kot.


Tego samego dnia, po przerwie, dzieci powróciły do zabawy w dom. Pytamy jak tam kotek, ale dowiadujemy się, że Misia awansowała na … koleżankę.


Nie wiem do czego ten świat zmierza, który model rodziny lepszy, ten z kotem, czy ten z koleżanką jako trzecią, ale cóż, w świecie, w którym właśnie wchodzi trzecia płeć, któż to wie co nas czeka 😉

Dobrej niedzieli!




















25 komentarzy

  • olitoria

    😀
    Ona, on i Misia przyjaciółka domu. Niebezpieczny trójkąt. 😀 Zazwyczaj źle się kończy. hahaha!

    (No, chyba nie do MB) – padłam!

    My też odgrywaliśmy różne role na podwórku, na szczęście dzieci w moim wieku było całkiem sporo. Bawiliśmy się w serial Robin Hood (pamiętasz tego przystojniaka?), w "Niebieskie Lato" – hiszpański serial (ktoś pamięta?), a także w hit kinowy "Wodne Dzieci", poza tym w "Gwiezdne Wojny" i wiele innych.

    • izzy

      Haha, ten ich trójkąt mnie niepokoi jeszcze z jednego powodu – biedny chłopak, on jest im tak uległy, ustawiają sobie go jak chcą, że nie wiem, która by go wcześniej wykończyła – żona, czy przyjaciółka hahaha. Ale przyznaję, że ładnie się bawią.
      "Wodne dzieci" hmm zupełnie nie kojarzę. "Niebiańskie lato" sprawdziłam w necie i znalazłam czołówkę to coś mi świta z tą Piranią 😀 Gwiezdne to wiadomo, ale nie mieliśmy nikogo wystarczająco dobrego na Dartha Vadera. Haha.

    • olitoria

      A Robin Hood? Mieliście kogoś do roli Robina? Ehhh

      Tak przy okazji, to moje dziewczynki zawsze do zabawy brały naszego psiaka, odgrywał więc każdą rolę 😀 Izzy, padłabyś, gdybyś zobaczyła jego minę – kiedyś wchodzę do dziewczyn, a tam herbatka i ciasteczka w stylu angielskim. Dziewczyny w koronkach i rękawiczkach a Ronio… w kapeluszu na łbie i żabocie pod pyskiem. I ten jego wzrok na mnie… WYŁAM!

    • Droga Nie Na Skróty

      Moja siostra zawsze grała z naszym psem w Chińczyka, bo wszyscy inni mieli już dość, więc młoda zmuszała do gry naszą jamniczkę, która grzecznie siedziała lub leżała na przeciwko planszy i robiła za gracza 😊

    • izzy

      @ Olitoria
      Do Robina nie mieliśmy nikogo niestety 🙁
      Pewnie też bym wyła ze śmiechu na taką scenę 😀 Powiem Ci, że jak moje się wkręcą to im nie przeszkadzam. Uwielbiam na nie patrzeć 🙂
      Młodsza robi np.imprezę z Misiami, bierze okrągłą pufę, która służy jako stół i sadza Miśki dookoła serwując im dobrocie. Jestem pewna, że gdybyśmy mieli psa to by się też tam znalazł. Wiesz, taka impreza coś rodem z Alicji z Krainy Czarów 😀 😛

    • izzy

      @ Droga Nie Na Skróty
      Haha, dobre dobre 😀 Ja też miałam jamniczka, tylko chłopaka, i zawsze zimą wsadzałam go pod kołdrę, żeby mi ogrzał zanim ja wejdę 😛 dzieciaki to mają pomysły co?

    • Droga Nie Na Skróty

      Oj mają mają 🙂 My naszej zimą zakładałyśmy koszulkę dziecięcą, żeby nie było jej zimno w brzuszek :))) A oczywiście spanie z psinką było obowiązkowe, dzieliłyśmy się po równo na spanie z nią co drugi dzień, żadna nie odpuściła 😉

  • Droga Nie Na Skróty

    Ja w dziecięcym okresie uwielbiałam bawić się z siostrą w sklep, wtedy jeszcze nie było takich zabawek jak dziś, więc za kasę fiskalną służył nam duży kalkulator, który wydawał dźwięki przy wciskaniu klawiszy, fajna była też zabawa w biuro albo pocztę, marzyłam o tym, aby w przyszłości zostać urzędnikiem poczty polskiej, ach ten dźwięk stawianych pieczątek na listach wzbudzał we mnie wtedy ogromne pożądanie 😀

    • izzy

      O, moje też w sklep uwielbiają się bawić. Wczoraj Misia "jechała do Castoramy po ziemię do kwiatków" jak sama stwierdziła 😀
      Opowiem Ci najlepszy numer jak Elsa była mała, miała rok z hakiem, bawimy się z nią w sklep tzn ona siedzi w piaskownicy i coś tam sprzedaje. Pytam: Są bułeczki? Nie ma. Jest serek? Nie ma. A jest masełko? Nie ma. Pytam więc co to za sklep skoro nic w nim nie ma, a ona na to. "Biedronka" :D:D

    • izzy

      Jeszcze zapomniałam o poczcie napisać. To też był mój obiekt pożądania 🙂 Miała pocztę koleżanka i kazała nam być klientami, a oczywiście każdy chciał "stać za ladą" 😀
      Ale zobacz jaka kreatywna byłaś z tym kalkulatorem! No i takie zabawy są dla mnie najfajniejsze! Moje telefony sobie robą z długich klocków Lego, albo z plastikowych metek ze skarpet z Pepco 😀 (wtedy telefon jest składany)

  • Wiewiorkowo- Lidia

    A mnie po Twoim wpisie skojarzyło się jedno- jak cudownie rozwijają się dzieci, gdy mają rodzeństwo. W rodzinie mam 2 jedynaczki i wciąż trzeba poświęcać im czas – to oczywiście nie wina dzieci, ale zakręconych na ich punkcie rodziców.
    Takie zabawy w dom, sklep,biuro itp wspominam cudownie ze swojego dzieciństwa. Coś mi się wydaje, że Twoje kreatywne dziewczyny byłyby zachwycone namiotem do zabawy. Czyli takim materiałowym mini domkiem stawianym w pokoju, z okienkami, poduchami. Za moich czasów robiłam z siostrą dom zarzucając koc na stół, dziś jest mnóstwo takich super gadżetów 😉

    • izzy

      Oj tak, to temat na osobny wpis o którym już myślę. Sama niestety jestem jedynaczką i widzę ogromną różnicę, oczywiście rodzeństwo na plus pod każdym względem.
      Mamy taki namiot z Ikei, ale z rurą, więc raczej do zabawy w przechodzenie i gonienie się, więc dobry pomysł z takim niby zamkiem, albo domkiem. 🙂
      Powiem Ci, że one sobie robią same jakiś kącik właśnie z koca, zabierają okrągłą pufkę, która służy za stolik, zabierają tam zabawki i siedzą godzinami. Uwielbiają też siedzieć pod stołem, coś w tym jest, ja też kochałam. Ale dobry masz pomysł, może zarzucę im koc jeszcze do tego 😉 Widziałam takie namioty z Elsą, ciekawe czy by im się podobał.

    • izzy

      Właśnie do zabawy w szkołę doszedł nowy element. Biorą winogrona bezpestkowe i nauczycielka daje dzieciom jak są grzeczne i dobrze odpowiadają. Może powinnaś spróbować? :D:D Co Ty na to? Wyobrażasz to sobie? Uczeń dobrze odpowiada, potem otwiera buzię a Ty wrzucasz winogronko (to te malutkie, co z nich rodzynki robią) Hahaha:D:D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.