wtorek, 11 września 2018

Wyjść z cienia siostry, czyli ja nie chcę być trollem!


Jak wspomniałam w ostatnim poście, na kempingu nad jeziorem Maggiore, pomimo dość zaawansowanie powakacyjnego okresu, nadal odpoczywało dość sporo ludzi. W ciągu dnia można było liczyć na różne animacje dla dzieci, na które nie chodziliśmy ze względu na inne plany, zwiedzanie, ale za to codziennie zaliczaliśmy wieczorną imprezę w postaci różnych występów. Najpierw o 20.30 była zawsze dyskoteka dla najmłodszych a potem pokazy z różnych bajek i filmów. Dla dziewczynek było to wielkie przeżycie, bowiem na kempingu znajdował się dość duży amfiteatr z prawdziwą sceną i miejscami do siedzenia na różnych poziomach. Gdy gasły światła, obie szły się bawić, choć na początku były sfrustrowane tym, że wszystko jest po niemiecku. Radości jednak było co nie miara, gdy pewnego dnia okazało się, że wieczorne przedstawienie będzie na podstawie Krainy Lodu. Dziewczyny, zwłaszcza Elsa (moja Elsa, nie królowa Arendelle ;) ) oczywiście przeżywały już od rana, ale pomimo tego, że na zegarku żadna z sióstr się nie zna to rozumieją, że pokaz odbędzie się po kolacji, gdy słonko już pójdzie spać. Na popołudnie zaplanowaliśmy tamtego dnia zwiedzanie Ogrodu Botanicznego, ale niestety nic z tego nie wyszło. Idąc do samochodu, dziewczyny usłyszały muzykę z Krainy Lodu, dobiegającą z amfiteatru i myślały, że przedstawienie już się zaczęło. Nie trafiały do nich żadne argumenty w stylu, że to wieczorem, że teraz tylko ćwiczą. Kiedy wszyscy dotarliśmy przed scenę, okazało się, że faktycznie wszystko jest już przygotowywane, łącznie z tym, że zaangażowano do występu dzieciaki. Każdy mógł w nim wziąć udział, więc dziewczyny błagały, czy też mogą iść. Potem okazało się, że jedna z animatorek jest Polką ( ku naszej uciesze i jej samej, bo jak stwierdziła ona też już ma dość mówienia tylko po niemiecku) więc namówiła nas, byśmy pozwolili dziewczynkom dołączyć do innych dzieci. No trudno, stwierdziliśmy, ogród poczeka. Wprawdzie próba już trwała od jakiegoś czasu, ale Elsa i Misia radziły sobie bardzo dobrze, powtarzając za paniami układ tańca. Po mini disco, około godziny 21, dziewczynki miały stawić się pod sceną, gdzie w asyście animatorek miały udać się za kulisy i przebrać do występu.

Gdy nastąpił ten wielki moment, ochoczo ruszyły w wyznaczonym kierunku. Ku naszemu zdziwieniu, po 5 minutach wychodzi zza kulis zapłakana Elsa. Podbiegłam do niej i pytam co się stało, a ona z ogromnym żalem w głosie mówi do mnie „Ja chciałam być Elsą!” Tłumaczę jej więc, że nie może być Elsą, że pewnie każda dziewczynka chciałaby być, a przecież Elsa jest tylko jedna i tak dalej i tak dalej. Wtedy wydawało mi się, że rolę Elsy i Anny będzie miał ktoś dorosły, a dzieci będą tylko tańczyć, ale potem okazało się, że faktycznie całe przedstawienie grały dzieciaki, a główne role dostały dwie 6-7 latki. Elsa powiedziała, że nie chce występować, więc tłumaczę jej ponownie jak to jest z rolą główną oraz to, że zostawiła swoją siostrę samą, mimo, że poszły występować we dwie. Szczerze mówiąc myślałam, że uda mi się ją przekonać, bo uspokoiła się i słuchała uważnie tego co mówię. Nagle wybuchła jeszcze większym płaczem i z ogromnym żalem wtuliła się we mnie mówiąc: Ale ja nie chcę być trollem!! Okazało się, że w przedstawieniu miała właśnie wcielić się w jego rolę. To było zbyt wiele dla dziecka, które jest zakochane w sukienkach, księżniczkach i amuletach. Moja starsza córka może przebrać się za kwiatka, aniołka, wróżkę, ale stwierdziła kategorycznie, że jak troll to ona nigdy w życiu nie wystąpi, bo jest niedobry. Na nic zdały się tłumaczenia, że trolle z Krainy Lodu uratowały Annę, ponieważ Elsa stwierdziła, że co z tego, skoro mają wielkie okropne zęby. Udała się więc na miejsce, a ja z ciężkim sercem obserwowałam scenę, myśląc, że za chwilę pojawi się na niej zapłakana Misia. Ale nic takiego się nie wydarzyło. Zasiadłam więc na widowni obok męża i smutnej Elsy, która poszukując pocieszenia przytuliła się do mnie i pytała, czy się na nią nie gniewam. Przed wejściem 
maluchów na scenę, mąż poszedł bliżej, by nakręcić filmik z naszą młodszą córką. Po chwili dzieci wyszły, a ja ze łzami w oczach patrzyłam na nie, próbując odnaleźć moją małą Misię, jedyną trzylatkę w towarzystwie dzieci pięcioletnich plus. Byłam pewna, że przestraszona została gdzieś tam z tyłu za sceną. Gdy przyszedł mąż na swoje miejsce, zapytał mnie podekscytowany:
- Widziałaś jak Misia pięknie występowała?
Yyyyyy, nie, odparłam szczerze, bo ja naprawdę jej nie poznałam. Dopiero gdy pojawiła się na scenie drugi raz, poznałam w postaci trolla moją młodszą córkę. Była uśmiechnięta i pięknie powtarzała to, co pokazywała animatorka. 

Nie łatwo być siostrą Elsy. Stawia ona od początku bardzo wysoką poprzeczkę, nie tylko siostrze, ale i innym dzieciom. I pomimo tego, że Misia wspaniale jej dorównuje i w zasadzie potrafi wszystko to, co jej starsza siostra, to zawsze pozostaje jednak gdzieś w jej cieniu. Tamtego dnia, kiedy Elsa wróciła na widownię, a Misia wystąpiła, była gwiazdą wieczoru. To z niej byliśmy dumni i to ona błyszczała. Widać było jak bardzo była z tego powodu szczęśliwa.

- Ale mi pani czapę na głowę założyła, cieszyła się Misia komentując swój strój trolla i ogromną czarną perukę jaką dostała. 
- A wiecie, że przybiłam piątkę z Olafem w przymierzalni? Za Olafa przebrany był ktoś dorosły, bałwanek był więc dwa i pół razy większy niż ona.

Elsa całą drogę do namiotu płakała, mówiła, że następnym razem wystąpi, że nie chciała teraz, bo nie chciała być brzydka. To był ostatni taki pokaz z udziałem dzieci. Nie udało jej się już więcej wziąć udziału w podobnej imprezie, ale myślę, że to była ważna lekcja dla dziewczynek i dla nas samych. Doskonale rozumiem moją starszą córkę, wiem dlaczego nie chciała wystąpić i nie chciałam jej zmuszać. Z drugiej strony jednak, musi pamiętać, że jeśli gdzieś idą razem z siostrą, nawet jak już będą dorosłe, to nie powinna jej zostawiać samej. I ostatnia ważna lekcja. Pomimo tego, że Misia wędruje za siostrą jak cień i naśladuje ją na każdym kroku, to potrafi też być indywidualnością, po prostu sobą.

8 komentarzy:

  1. Brawo Misia!
    Podczas zeszłorocznych wakacji we Włoszech, miałam okazję oglądać takie występy, i przyznam, że to nie lada wyzwanie dla malucha. Raz, że w dość krótkim czasie musi nauczyć się kilku układów tanecznych, dookoła obcy język, to jeszcze musi stanąć na prawdziwej scenie, przed sporą publicznością. Dla wielu dzieci to świetna zabawa, ale nie każdy radził sobie z presją i tremą. Ale co się dziwić, nie jeden dorosły by poległ. Tym bardziej, brawo Misia :)

    Jeżeli chodzi o Else to masz w domu prawdziwą córeczkę dziewczynkę, o jakiej marzą mamy. Z opowieści mojej mamy wynika, że w sukieneczki mogła mnie ubierać jedynie do drugiego roku życia, później był mój bunt i jak weszłam w spodnie tak w nich zostałam przez wiele wiele lat. Doskonale pamiętam swoją niechęć do spódnic i sukienek, która utrzymywała się naprawdę długo. Bardzo długo. Za długo ;)
    Pozdrawiam, K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, szczerze mówiąc miałam łzy w oczach oglądając mojego małego Trolla występującego na scenie, wśród dzieci starszych od niej (na liście na którą wpisywałam dziewczyny najmłodsza miała 5 lat) i to jeszcze przed publicznością. Myślę, że duża w tym zasługa występów w żłobku, choć to przecież nie to samo. Tak po cichu powiem, że mój mąż pewnie by nie wyszedł ;)
      A Elsa to prawda, kocha piękne suknie, taniec i takie tam. Idealna, żeby zmienić profil bloga na bardziej medialny typu: Byłyśmy z córką na spacerze. Miała na sobie sukienkę firmy Coco Chanel i buty od Gucciego ;) Żartuję oczywiście. Mam nadzieję, że w sercu pozostanie skromna, ale jak lubi suknie to niech je nosi. Ona ma coś w sobie takiego kobiecego. Nawet "po królewsku" trzyma chleb w dwóch palcach, mimo, że nikt jej tego nie uczył. (chyba, że w Arendelle;)

      Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za komentarz, zaraz odwiedzę Ciebie :)

      Usuń
  2. No cóż - Elsa wie, czego chce - i to bardzo dobrze! Chce być piękną księżniczką i o to właśnie chodzi, tak trzymać! :)
    A Misia, jak na trzylatkę, wykazała się niesamowitą odwagą i pokazała, że potrafi się dostosować do sytuacji jak kameleon - brawo!
    Dwie siostrzyczki, każda inna i każda z nich ma rację :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko czy ja jej znajdę jakiegoś Księcia, który będzie ją chciał a ona jego? ;)
      Misia taka jest. Niech Cię nie zwiodą jej ładne oczka :D Nie chcę Cię straszyć, ale ci co mówią, że drugie dziecko jest spokojniejsze to hmm, nie wiedzą co mówią :P Jest inne, ale czy spokojne? yyyyy

      Usuń
  3. Ojejku biedna Elsa :( Nam dorosłym taka sprawa mogłaby wydawać się bez znaczenia, a dla dziecka to ma zupełnie inną wagę i trzeba to zrozumieć i wspierać, tak jak Ty to zrobiłaś :) Z drugiej strony faktycznie nie powinna zostawiać siostry, ale z trzeciej strony wiedziała, że Wy jesteście blisko i raczej nic by nie mogło się wydarzyć. A Misia? Brawo dla tej malutkiej odważnej bohaterki :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie powiem, bardzo to przeżyła, ake cóż, życie jak to powiadają. Myślę, że następnym razem może zachowa się inaczej. A Misia taka jest, niby cichutka, ale niczym lew przyczajona w ukryciu do ataku jak wyczuje słabość przeciwnika. Nie działa na hurra, wszystko ma przemyślane. Dopadnie siostrę zwykle wtedy, gdy przyjdzie na to odpowiedni czas😆

      Usuń
  4. Nie wszystkie jesteśmy księżniczkami, chciałoby się rzec :-D
    Musisz jej powiedzieć, że jest wiele nie-księżniczek, które mogą być księżniczkami tylko raz, a ona jest cały czas księżniczką i tylko raz, na chwilę nie była :-D
    Urocze są. Obie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ale żeby od razu trollem? :D Dla księżniczki to nie do przyjęcia :P

      Usuń