Adopcja,  Dziecko,  Psychologia

Psychologiczny kącik rodzica część 2. Niezaspokojone potrzeby dziecka.

No to teraz czeka mnie robota, stwierdziłam do jednej z uczennic kiedy urodziła się Elsa. Matka dorosłej już wtedy córki odpowiedziała: na razie, to musi pani tylko zapewnić dziecku podstawowe rzeczy takie jak jedzenie, sen, miłość, nie ma tego wiele. Dopiero potem czeka robota. Miała rację. Choć początki nie są łatwe dla świeżo upieczonych rodziców, ich rola faktycznie ogranicza się przede wszystkim do zaspokojenia podstawowych potrzeb. Niby coś oczywistego, naturalnego, ale właśnie to co dziecko otrzymuje na początku pełni kluczową rolę w jego dalszym życiu. Co więc dzieje się, gdy mały człowiek nie dostaje tego, co niezbędne do prawidłowego rozwoju?

Od pierwszej chwili spędzonej z naszym dzieckiem, obojętne, czy jest to ta chwila po porodzie, czy przy pierwszym spotkaniu w Domu Dziecka, czy RZ zaczynamy poznawać tego małego człowieka. Nikt nie przychodzi na świat z instrukcją obsługi. Nikt też nie da nam gotowych wskazówek jak postępować. Mądrości możemy uczyć się z książek specjalnie do tego dedykowanych, od zaprzyjaźnionych ludzi szczerze opowiadających o swoich doświadczeniach, od rodziców, fachowców i z wielu jeszcze innych źródeł. To wiele pomaga, ale nic nie zastąpi wnikliwej analizy naszego własnego dziecka. U malucha możemy zaobserwować zmieniające się zachowania i reakcje w zależności od sytuacji. Jako, że jeszcze nie potrafi on zakomunikować nam tych potrzeb słowami, używa do tego innych środków takich jak płacz, gniew, radość czy wycofanie się. Działa to w obie strony, ponieważ dziecko doskonale potrafi dać nam również informację zwrotną. Na przykład maluch, który ma zaspokojoną potrzebę jedzenia może ze spokojem zasnąć nam w ramionach. Nieco starsze dziecko pogłaszcze się po brzuszku a przedszkolak powie nam, że obiad był pyszny.
Potrzeba zaspokojenia głodu jest dla wszystkich sprawą oczywistą. Prócz podstawowych potrzeb takich jak jedzenie, picie, sen, przytulanie, są jeszcze inne. Dziecko może na przykład pragnąć pobyć z tatą, nie tylko z mamą, pobawić się z rówieśnikami, a nawet pobyć samo. Jest to całkowicie normalne. Dziecko może mieć zły dzień i potrzebować naszego wsparcia i pomocy, a innym razem będzie wspaniale bawić się potrzebując jedynie zaopatrzenia w postaci jedzenia i picia. Ale przede wszystkim dziecko zawsze pragnie akceptacji i bycia kochanym pod każdym względem, bezwarunkowo. To tylko kilka przykładów, potrzeb przecież jest wiele i zmieniają się w zależności od sytuacji i okoliczności. I o ile w przypadku małego dziecka jesteśmy zdani na swoją intuicję i zdolność odczytywania tych potrzeb, tak przy dziecku nieco starszym, możemy oprócz tego zaobserwować pewne znaki, świadczące o niezaspokojonych potrzebach dziecka. Są to:

* Widoczny brak energii – dziecko jest apatyczne, markotne, przygaszone
* Brak fizycznego komfortu – dziecko jest stale zaniepokojone, zirytowane lub agresywne
* Ciągłe zmęczenie – pomimo wystarczającej ilości snu dziecko jest słabe, wyczerpane i śpiące
* Brak zainteresowania – dziecku brak inspiracji, jest znudzone i obojętne

Jeżeli twoje dziecko jest zdrowe i nie podejrzewasz żadnej choroby a zauważysz u niego któreś z zachowań, nie czekaj, działaj! Dziecko może potrzebować pomocy. Kluczowe będzie tu poświęcenie mu uwagi, obserwacja, próba dowiedzenia się, co może być przyczyną jego zachowania. Już nawet małe dziecko jest w stanie pomóc nam określić w czym tkwi problem. Przedszkolaka możemy zachęcić do rozmowy poprzez stworzenie odpowiednich do tego warunków. Zdobądźmy zaufanie starszaka. Zadajmy sobie pytanie: czego pragnie moje dorastające dziecko? Może to potrzeba intymności i niezależności? A może akceptacji wśród rówieśników? Bezpieczeństwa w swoim środowisku? Pomoże nam to w określeniu problemu i dobory odpowiedniej formy wsparcia. Nie bójmy się również korzystać z fachowej pomocy!

Sytuacja w której potrzeby dzieci nie są zaspokajane nie dotyczy tylko dzieci adopcyjnych. Pomyślcie jak często słyszymy o szeroko praktykowanych, modnych, ale zarazem drastycznych metodach wychowawczych. Wystarczy tu wspomnieć na przykład o metodzie “niech się dziecko wypłacze” stosowanej przez “nowoczesnych” rodziców przy usypianiu niemowląt. Owszem, dziecko w ostateczności przestaje płakać, ale nie dlatego, że ta metoda jest skuteczna, ale dlatego, że dostaje sygnał, że nikt nie reaguje na jego potrzeby i nikt ich nie zaspakaja. W małym dziecku zwiększa się poziom stresu i w ten sposób powstaje ogromna, niezaspokojona pustka prowadząca nawet do zmian w rozwijającym się mózgu.

Interesując się tematem adopcji, wielu z nas szuka informacji w internecie. Przyznam wam szczerze, że jedyną rzeczą, której ja poszukiwałam był numer telefonu do ośrodka. Wydawało mi się, że to właśnie tam znajdę odpowiedzi na wszystkie moje pytania. Już wtedy jednak istniały blogi takie jak mój, fora, grupy adopcyjne, gdzie możemy również prywatnie porozmawiać z bardziej doświadczonymi ludźmi. Kopalnia wiedzy. Ale o ile historie zasłyszane w ośrodku analizowane są przez fachowców z podaniem całego ich przebiegu, tak czytając na forach suche wpisy o szczęśliwych zakończeniach drogi adopcyjnej nie znając całego tła i nie mając informacji o faktycznym stanie zdrowia dziecka i tego co przeżyło, w pewien sposób zaburza prawdziwość tego obrazu. Jakże wiele razy ktoś chwali się, że adoptował zdrowe dziecko, nie wspominając, że matka była tak obciążona, że w każdej chwili może ten fakt odbić się to echem. Jakże często słyszymy o cudownej małej dziewczynce, słodkiej, kochanej, nie wiedząc, że była molestowana przez swojego ojca, bo nikt na forum nam tego nie napisze. To naturalne, bo nikt nie ma obowiązku podawania szczegółów swojej adopcji, ale trzeba mieć tego świadomość. Dlaczego? By być przygotowanym na to, że nagle ta słodka, kochana blondynka, którą my adoptowaliśmy może wpaść w histerię wyładowując emocje, a nasz do tej pory zdrowy syn może mieć kłopoty w szkole. Może, ale nie musi. Jeśli jednak tak się stanie, nie możemy tego przegapić.
Pamiętajmy, że każda, nawet najmniejsza potrzeba jest fundamentem do prawidłowego rozwoju. Jeżeli nie jest zaspokojona, a przy okazji dziecko przeżywa traumę swojej przeszłości w postaci na przykład przemocy domowej, alkoholizmu rodziców, molestowania, czeka nas dużo pracy, by naprawić wyrządzone szkody a niektóre mogą być nawet nieodwracalne.

W dzisiejszym świecie często zapomina się, że spełnienie potrzeb materialnych jest sprawą drugorzędną. Łatwiej jest kupić dziecku kolejną zabawkę, wysłać na kolejne zajęcia pozalekcyjne czy zawieźć do kolegi. Dużo trudniej pobawić się z dzieckiem tą nową zabawką, znaleźć wspólne hobby, czy spędzić czas z rodziną. Oczywiście można polemizować, że przecież musimy pracować, dziecku potrzebne są ubrania, angielski, który wykorzysta potem w pracy, czy kompetencje społeczne. Owszem. Ale niezauważone i niespełnione potrzeby mogą na zawsze skrzywdzić człowieka i zmienić go tak, że będzie żył w krzywym zwierciadle samego siebie a rzeczy takie jak miłość, bliskość, odpowiednie relacje, szacunek, empatia czy zwykła radość życia przestaną istnieć.

8 komentarzy

  • olitoria

    Od razu pomyślałam o tej durnej metodzie, zanim jeszcze doczytałam. Nie potrafię zrozumieć skąd biorą się takie pomysły i jak mogą w ogóle znajdować zwolenników. Czy ci rodzice są aż tak tępi/leniwi/okrutni? Szok.
    Bardzo ważne to wszystko, o czym piszesz. Izzy, oglądałaś kiedyś z dziewczynkami film “W głowie się nie mieści”? Tak sobie teraz skojarzyłam, bo to wszystko jest w nim zawarte i wyrażone w bardzo zabawny sposób. Film jest świetny, uwielbiamy go wszyscy, więc jak by co to polecam 🙂

    • izzy

      O widzisz, nie znam filmu, dzięki za polecenie! Na pewno obejrzę. Co do ludzi to myślę, że większość jest tępa i durna, do tego uważają, że zjedli wszystkie rozumy świata. Już pomijam tę metodę, ale zobacz choćby na to ile mówi się o zostawianiu dzieci w nagrzanym samochodzie, a co rusz kolejne przypadki i zdziwieni rodzice tłumaczący się, że nie pomyślałem, nie wiedziałem, nie zdawałem sobie sprawy. Ludzie myślą często, że dzieci to inne stworzenia niż my sami, nie sądzisz? Krew mnie zalewa, gdy jest upał, mamuśka w bluzce na ramiączkach a dziecko długie, obcisłe jeansy i długi rękaw…. Brak słów. Tak jakby ono odczuwało inaczej. Stąd myślę durne pomysły na “wypłakanie się”. Bo o ile 2-latek faktycznie potrafi okręcić sobie rodziców wokół palca tak, by spełniali każdą jego zachciankę, tak niemowlę przecież nie ma szans na porozumienie się z rodzicem jak tylko przez np. płacz. Potem ci sami rodzice chwalą się, że dzieci tak świetnie sobie radzą same, są samodzielne bla bla bla, a za chwilę kompletnie ich nie potrzebują i idą w życiu swoją drogą. Bo nauczyły się, że rodzic nie jest im do niczego potrzebny. I zdziwienie…

  • Dziubasowa

    Taaaa…Nasz Wu właśnie bywa nadpobudliwy jak nie poświęca się mu 100% uwagi. Za to Lolo w tym momencie wymaga 99% tejże uwagi właśnie.
    Dar bilokacji. To all I want for Christmas 😀
    Ostatnio kończy się wszystko tym, że nocami Wu wędruje do naszego łóżka. To jeden z tych momentów, kiedy ma rodziców tylko dla siebie .

    • izzy

      Wiesz, czasem zastanawiam się jak daliśmy radę przejść przez to o czym piszesz 🙂 Bo jedno dziecko to całkowita uwaga poświęcona jemu a dwójka maluchów to co, nagle dodatkowy powerboost w postaci zapasowej energii dla rodzica? 😉 No nie i nie jest łatwo. Kiedyś wydawało mi się, że najtrudniej mają rodzice bliźniaków, teraz myślę, że wcale nie, bo przynajmniej są one na podobnym etapie rozwoju. Nie łatwo zająć się ruchliwym 2-latkiem i jeszcze bardziej ruchliwych 4-latkiem. Obaj wymagają jeszcze zupełnie innej uwagi, przynajmniej na razie. Jedynaki też bywają bardzo absorbujące, do tego stopnia, że wysysają wszystko ze swoich rodziców a ci zmęczeni padają razem z nimi w pokoiku dziecięcym. A jednak się da to wszystko pogodzić, choć kosztuje wiele energii, nerwów itd. U nas dziewczyny nadal przychodzą w nocy i tak sobie myślę, że kiedyś przestaną i może plecy nie będą już boleć, ale nie raz zatęsknię za małymi nóżkami leżącymi na moim brzuchu 😉

  • tygrysimy

    Dość często żartowaliśmy z tego braku instrukcji obsługi. Ale najlepsze wskazówki daje samo dziecko. A uczymy się tego ciągle na nowo i na nowo. Ostatnio pole do obserwacji w temacie, który poruszyłaś mam za siatką. Ta metoda o wypłakaniu się to jest kropla w morzu pomysłów sąsiedzkich. Myślałam, że już nic mnie nie zdziwi, a jednak.

    • izzy

      Oj chciałoby się zwrócić uwagę takim prawda? I jesteś w rozterce, bo z jednej strony jeśli wiesz, że ktoś robi coś źle, bardzo źle (może nawet nieświadomie), to powinnaś reagować, z drugiej zaś nie chcesz się wtrącać w czyjeś życie. Nie wiem, czy też tak mieliście, że wydawało wam się, że już jesteście blisko, już prawie nauczyliście się tego małego człowieka, a potem on wchodzi na inny etap i co? Uczysz się od nowa 🙂 Dziś, po tych kilku latach wiem, że ta nauka w zasadzie nigdy się nie kończy, ale to chyba jest piękne, że mamy możliwość wychowania tego maluszka na dobrego człowieka. Wielka odpowiedzialność i ogrom pracy. Z instrukcją pewnie byłoby tak jak z wirusem (sorry za porównanie, ale to takie na czasie) Wydaje Ci się, że masz już szczepionkę, a tu mutuje się i co? Nic nie masz :)) Instrukcja byłaby zbyt ogólna, nieprzystosowana do indywidualnych potrzeb dziecka, choć mądre poradniki nie powiem, nakreślają wiele rzeczy, na które warto zwrócić uwagę.

  • Agata

    Ech, przyznaje, ze z tym okazywaniem uwagi ostatnio kiepsko. Piec miesiecy razem w domu niestety odbija sie nie zawsze pozytywnie. Coraz czesciej lapie sie, ze kiedy slysze kolejne “mamooo”, mam ochote wrzasnac, warknac, lub po prostu wybiec z domu. Sama. 😉 Czasem warkne albo krzykne. Najczesciej jednak staram sie ugryzc w jezyk i wysluchac co mlodziez ma do powiedzenia. Nawet jesli akurat walcze z arcy wazna tabelka w excel’u. 😉 Tylko dlaczego, och dlaczego, jak ktores cos chce, to zaraz niczym duch zjawia sie drugie i tez domaga uwagi??? 😀

    • izzy

      Ha! Doskonale Cię rozumiem! U mnie na dodatek to “mamooo” zwykle ma miejsce, kiedy siedzę na toalecie. Te 2 minuty, kiedy chciałoby się zrobić siusiu w spokoju, nie, musi któraś przyjść. Najgorsze, że zwykle wtedy akurat nie zamknęłam drzwi. Co za pech. I nawet moja starsza córka śmieje się, że tyle nic nie chciała, a oczywiście jak poszłam do ubikacji to musiała coś chcieć. No właśnie. Z perspektywy dziecka zawsze powinny być one ważniejsze. Nie ważne, że walczysz z tabelką excel’a, robisz siusiu czy akurat odcedzasz makaron. Czasem dzieci myślą, że jak krzykną “mamooo” to ty pojawisz się nagle, niczym hologram i z uśmiechem zapytasz “tak kochanie? co mogę dla ciebie zrobić?”
      Nie wiem, czy znasz takie serial na Netflix “The good place” Tam była taka Janet, która pojawiała się przy każdym, który wypowiedział jej imię, gotowa do usług. Co cóż. My nie jesteśmy w The good place i nie jesteśmy komputerowym tworem, wszechwiedzącym, zawsze gotowym do pomocy. Czasem mamy po prostu dość. I chciałoby się wybiec z domu z krzykiem. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.